Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wydawnicze Premiery Miesišca

"Brud" - Piotr C.

Najbardziej spektakularny debiut literacki ostatnich lat. Ponad 120 tysięcy sprzedanych egzemplarzy pierwszych dwóch powieœci. Już nie miesišce, a lata na listach bestsellerów Empiku. Blisko 300 tysięcy fanów na Facebooku. O kim mowa? O Piotrze C. – autorze ksišżek „Pokolenie Ikea” i „Pokolenia Ikea. Kobiety” - postaci równie tajemniczej co kontrowersyjnej. W paŸdzierniku nakładem wydawnictwa Novae Res ukazała się jego najnowsza powieœć pt. „Brud”.

 

Jak na polskie warunki osišgnšłeœ niebywały sukces literacki. Wg danych podawanych przez magazyn Forbes œrednia sprzedaż debiutujšcego autora w Polsce to ok. 500 egzemplarzy, Ty sprzedałeœ do tej pory 70 tysięcy „Pokolenia Ikea”, czyli Twojego literackiego debiutu. Powiedz, jak to się robi?



Piotr C.: Amerykanie majš takie powiedzenie: „Sukces jest jak cišża. Wszyscy ci gratulujš, ale nikt nie wie, ile razy trzeba było dać się wydymać, aby to osišgnšć”. To znaczy wszyscy widzš efekt, ale drogę, którš trzeba było przejœć do tego momentu, już nie. Czyli piszesz ksišżkę, ktoœ jš drukuje, a póŸniej to ona się w tajemniczy sposób sprzedaje, a autor odbiera miliony kruzejros i stringi od zafascynowanych bibliotekarek. I pewnie sš takie przykłady, ale u mnie tak, cholera jasna, nie było. Żałuję.
„Pokolenie Ikea” napisałem, bo chciałem sobie coœ udowodnić. Dowartoœciować się? No, ba. To przecież takie zajebiste napisać własnš ksišżkę, prawda? Ale z drugiej strony zwyczajnie dobrze się przy tym bawiłem. Œmiałem się jak hiena, czytajšc niektóre fragmenty, co przyznaję - może być uznane za zaawansowanš fazę grafomanii. PóŸniej dumny i drżšcy wysłałem „Pokolenie” do dziesięciu największych wydawnictw w kraju. I nawet od połowy z nich dostałem listy w których bardzo miło mi pisali, że nie sš zainteresowani.
Innymi słowy przeanalizowałem sytuację, skróciłem ksišżkę i postanowiłem wyłożyć na wydanie „Pokolenia” własne pienišdze. Dogadałem się z gdyńskim wydawnictwem Novae Res, które wniosło swój wkład, i założyłem bloga do jej promocji, a póŸniej fan page na Facebooku, gdzie żebrałem o lajki. To nie był żaden nokautujšcy sukces. Ta sprzedaż rosła kawałek po kawałku. Pięćdziesišt sztuk. Pięćset. Tysišc, pięć tysięcy itd. Czytelnicy od razu podzielili się na dwa obozy. Jak się komuœ „Pokolenie” podobało, to się podobało bardzo. Jak się nie podobało, to też się bardzo nie podobało. Pierwszy przełom był kiedy Novae Res zawarło porozumienie z tygodnikiem „Angora” i ksišżka zaczęła być tam drukowana w odcinkach. Bez wydawnictwa mógłbym co najwyżej się po dupie podrapać, mimo że dla budowania postaci i mitu taka wersja byłaby dużo lepsza. No i chcę jednak wierzyć, że napisałem coœ, co ludzi bawi. I jakoœ tam porusza.

 



Pomimo niezaprzeczalnego sukcesu wolisz pozostać anonimowy. Dlaczego?



To, czym zajmuję się na co dzień, nie do końca współgra z pisaniem beletrystyki. Nie chcę mieszać tych dwóch œwiatów. Jest sporo osób, które posiadajš znacznie większe parcie na rozpoznawalnoœć, więc grzecznie przepuszczam ich przodem.

 



Prowadzisz bloga o nazwie Pokolenie Ikea, który obecnie jest jednym z najpopularniejszych w Polsce. Po co to robisz? To dalej metoda na sprzedaż ksišżek, a może bardziej hobby lub sposób na życie?



Pisanie jest po prostu częœciš mnie. I nie ma tu znaczenia, czy robię to na blogu czy w ksišżce. Chcesz mnie czytać za darmo? Czytaj. Chcesz kupić mojš ksišżkę w księgarni? Proszę bardzo. Oczywiœcie do bloga finansowo dokładam, bo coœ tam kosztuje domena czy miejsce na serwerze, ale mam z czego, bo zarabiam na ksišżkach. I to oczywiœcie miłe jest móc zarabiać na pisaniu, ale pisałbym nawet wtedy, gdybym nie miał z tego ani grosza. Pisałbym, gdybym miał dziesięć razy mniej czytelników. Sto razy mniej czytelników. Pisałbym nawet na opakowaniu proszku do prania, jeœli nie miałbym innej możliwoœci.

 



Twoja nowa powieœć pt. „Brud” ukaże się – jak pozostałe dwie – nakładem wydawnictwa Novae Res, a jej premiera będzie miała miejsce na jubileuszowych 20.Targach Ksišżki w Krakowie. O czym jest ta ksišżka i dlaczego warto po niš sięgnšć?



To ksišżka o samotnoœci. O czymœ, co może jest miłoœciš, i o strachu przed œmierciš. To chyba tak w skrócie. A w dłuższej wersji? U nas się wydaje, tak z grubsza, cztery typy ksišżek. Jeden to mniejszoœci narodowe, seksualne, feminizm, traumy wojenne i powojenne etc. Nie mam tu nic do powiedzenia. Drugi to kryminały - bohaterski komisarz albo pracownik policji, koniecznie alkoholik albo były alkoholik. I pasję do alkoholu rozumiem, ale nie byłbym w stanie czegoœ podobnego napisać. Trzeci nurt to historie, w której kobieta piecze ciasto i podaje je z herbatš, szuka faceta i znajduje, a póŸniej wszyscy żyli długo i szczęœliwie. A ja nie znam się na herbacie. Kawę wolę. Wreszcie podróże. Jakieœ Słowenie, Gruzje, Albanie i o czym może myœleć rybak siedzšcy w porcie. Chuja tam wiem, o czym może on myœleć. Mnie interesuje, co dzieje się w umysłach ludzi tu i teraz, w moim mieœcie. I interesuje mnie, co dzieje się w głowie tej pozornie doskonałej kobiety, która podaje to ciasto. Jakš zagadkę skrywa? Jakš tajemnicę? Czego pożšda? Bo nie wierzę, że jest nudnš pindš z doniczkowym kwiatkiem.
W mojej ksišżce wszystko pozornie jest doskonałe. Jest wspaniały ojciec, adwokat z własnš kancelariš. Piękna żona. Czarujšcy syn. I pies. Do momentu, aż spojrzysz głębiej i zeskrobiesz ten lukier. Bo każdy kryje jakiœ brud. Każdy. Kochankę. Kochanka. Sekretnie oglšdane porno, eksplozje wœciekłoœci, ploty, plotki, alkohol, narkotyki, œrodki nasenne, modły, aby sšsiad miał gorzej, radoœć, że komuœ się nie powiodło. Tylko do tego się nie przyznajemy. Wewnštrz wrzeszczymy z przerażenia, na twarzy mamy maskę. Gramy, że jesteœmy idealni. Otóż nie jesteœmy.

 



Skšd pomysł na takš właœnie, a nie innš fabułę? Czemu chcesz pisać o tym, co w nas brzydkie, czego się wstydzimy, boimy, co chcielibyœmy ukryć? Czy nie lepiej pisać łatwš rozrywkę? Czy nie tego potrzebujemy bardziej?



Ale ja piszę łatwš rozrywkę. Chcę, żeby ludzie, którzy mnie czytajš, œmiali się i płakali, czytajšc. Jeœli to nie jest rozrywka, to nie wiem, jak to nazwać.

 



Wielu czytelników zarzuca Ci, że na swoim blogu i w ksišżkach uprzedmiotawiasz kobiety – sprowadzasz je do roli obiektu seksualnego pożšdania, do „cycków 7/10 i fajnej dupy”. Z drugiej strony najbardziej zagorzałš grupš œledzšcš Twojš twórczoœć sš właœnie kobiety. Czy to nie oczywista sprzecznoœć?



Ja uwielbiam kobiety. I wiem, że tym, co je napędza, sš emocje. One chcš, aby mężczyzna je chciał i potrafił to pokazać. Kobiety chcš, aby ktoœ się nimi zaopiekował, a żyjemy w czasach, kiedy to mężczyŸni potrzebujš opieki od nich. Tęskniš więc za dzikš, pierwotnš męskoœciš. Za facetami, którzy potrafiš powiedzieć: pożšdam cię. Tu i teraz. Nie wciskajš jakiegoœ piętrowego kitu, żeby tylko pójœć z nimi do łóżka.

 



W swoich powieœciach posługujesz się wieloma wulgaryzmami. Pierwsza częœć „Pokolenia Ikea” przestała być przedrukowywana w Angorze właœnie ze względu na cotygodniowe listy zbulwersowanych czytelników. Czemu ma służyć tak dosadna forma ekspresji? To brak warsztatu i nieznajomoœć synonimów czy celowy zabieg, majšcy w założeniu wiernie odwzorować œwiat warszawskiej palestry?



Na pewno sš prawnicy, którzy nie klnš. Tylko ja mam pecha, że takich nie znam. A tak serio, nie jestem specjalistš od opisów przyrody. Nigdy nie będę, bo mnie to nudzi. Męczę się, czytajšc coœ podobnego. Nie jestem artystš. Lubię emocje.
Lubię dialogi. Katuję się serialami. To przekłada się na mój sposób narracji.
Ludzie kiedy rozmawiajš w naszym kraju, posługujš się mieszankš języka parlamentarnego i nieparlamentarnego. I nie ważne, czy chodzi tu o robotników budowlanych, adwokatów, polityków, pracowników banku czy księgowych. „Kurwa” to nasze zawołanie plemienne.
Przykład: Kiedyœ u mojego kolegi ekipa budowlana wymieniała płytki na balkonie. Panowie przyszli, rozłożyli swoje graty i zniknęli na kilka godzin się przewietrzyć, czyli na piwo. Kolega w końcu się zaniepokoił. Zadzwonił do ich szefa. Szef przybiegł do kolegi, wycišgnšł telefon i dzwoni do swoich pracowników. - Gdzie jesteœcie? - pyta. - No w tym mieszkaniu w którym mieliœmy być. - A wy wasza, kurwa mać!!! - zaczšł szef i wyliczał przez kilka minut ich wady oraz defekty intelektualne. Skończył, sapnšł, rozłšczył się i powiedział: z nimi, kurwa, inaczej nie można, po czym dwornie się pożegnał, całujšc ršczki kolegi małżonki.
Życie. A ja staram się być w swoich opowieœciach blisko życia, toteż moi bohaterowie mówiš jak mówiš.

 



"Brud" – jak wspominaliœmy - ukaże się jesieniš. Jakie sš Twoje dalsze plany pisarskie?



Nie wiem. Nie chcę stšpać po własnych œladach. Chcę, aby każda moja kolejna ksišżka była dla czytelników zaskoczeniem. Gdybym podchodził do pisania w sposób rynkowy, co roku wypuszczałbym nowš. Bo inaczej się wypada z obiegu, bo ludzie cię zapominajš. Ja niestety tak nie potrafię. Po „Pokoleniu Ikea. Kobiety” przez kilka miesięcy nie byłem w stanie napisać ani kawałka prozy. Byłem jałowy jak grunty szóstej kategorii. Pisałem więc różne historie na bloga, aż w końcu w odruchu desperacji wpadłem na pomysł, że napiszę romans. Taki biurowy, gdzie zamężna kobieta siedzi koło żonatego mężczyzny i obydwoje majš na siebie ochotę. Co myœlš? Co czujš? Jak reagujš? Czy ona, kiedy się ubiera rano, ubiera się dla siebie, czy dla niego? Ale zaczšłem pisać, przeczytałem kawałek i wyszło mi, że piszę trzeciš częœć Pokolenia Ikea. Zedytowałem więc całoœć klawiszem delete, choć przyznaję, że zrobiłem to z pewnym bólem. W głowie została mi jednak idea: a gdyby tak napisać ksišżkę o tym, co ludzie kryjš pod swojš idealnš powierzchniš? Co się stanie, kiedy zajrzymy im pod maskę? Tak narodził się „Brud”.

ródło: Materiał partnera

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL