Przed wyborami Francuzi zupełnie zagubieni

aktualizacja: 21.04.2017, 16:32
Foto: rp.pl

Aż czworo kandydatów ma realne szanse przejść do drugiej tury, w tym dwoje groźnych populistów.

REDAKCJA POLECA

W ostatnich kilkudziesięciu godzinach do Francuzów zaczyna docierać, że niedziela może rozstrzygnąć na lata o losie ich kraju.

– Notujemy bardzo wyraźny wzrost deklaracji udziału w wyborach, to już 78 proc. uprawnionych. Ludzie zdają sobie sprawę, że rozgrywka jest poważna – przyznaje Emmanuel Riviere, dyrektor instytutu badania opinii publicznej Kantar. Ale jego zdaniem absolutnie nie da się powiedzieć, kto przejdzie do drugiej tury. Co prawda według czwartkowej ankiety Harris Interactive Emmanuel Macron może liczyć na 25 proc. głosów, Marine Le Pen – 22 proc., zaś François Fillon i Jean-Luc Melenchon – po 19 proc., ale to bardzo płynny elektorat: co trzeci Francuz uprawniony do głosowania (ok. 10 mln osób) jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, kogo poprze.

– Jeśli brać pod uwagę tylko tych, którzy już nie zmienią zdania, Le Pen ma 18 proc. głosów, Macron i Fillon po 15 proc. zaś Melenchon 12 proc. – mówi Riviere.

Skąd taka niepewność w starej demokracji, jaką jest Francja?

– Od przeszło roku wszędzie na Zachodzie wybory są inne niż zwykle. Francja wpisuje się w ten trend. Ludzie odrzucają dotychczasową ofertę polityczną. Robią tak z powodu wzrostu polaryzacji dochodów, skutków kryzysu finansowego 2010 r., masowej imigracji związanej z globalizacją, niewydolności instytucji państwa, a w przypadku Francji także chronicznie wysokiego bezrobocia – mówi „Rz" Sylvie Kauffmann, szefowa działu opinii dziennika „Le Monde".

Ale wyborcy nie potrafią się zdecydować także dlatego, że każdy z czołowych kandydatów ma poważne defekty. Macron nigdy nie pełnił funkcji z wyboru, jego doświadczenie w polityce sprowadza się do kilkunastu miesięcy kierowania resortem finansów. Fillon stał się zupełnie niewiarygodny, gdy apelując o zaciskanie pasa, jednocześnie sam przez dziesięciolecia nielegalnie bogacił się na koszt państwa. Program Melenchona natomiast to recepta na bankructwo państwa z powodu mnożenia wydatków socjalnych. Zaś Le Pen wywołuje strach nie tylko z powodu powiązań ze skrajną prawicą, ale także planów wyprowadzenia kraju ze strefy euro i w ogóle z Unii.

W tej sytuacji dosłownie każdy głos może rozstrzygnąć o wyniku wyborów. Właśnie dlatego w czwartek rano Nicolas Sarkozy, w listopadzie arcyrywal Fillona w prawyborach Republikanów, podjął w domu na śniadaniu swojego dawnego premiera.

– Aby Francja nie powtórzyła ostatnich pięciu dramatycznych lat, ale też aby nie wpadła w pułapkę ekstremizmów, będę bez żadnego wahania głosował na Fillona. Ma doświadczenie, wolę i program, aby wydźwignąć Francję – przekonywał były prezydent.

W tym czasie w Radiu RTL Melenchon podkreślał, że „nie popiera żadnej dyktatury", choć nie chciał jasno powiedzieć, czy staje po stronie protestujących przeciwko wenezuelskiemu prezydentowi Nicolasowi Maduro. Lider ruchu Francji Niepokornej powtórzył też, że „podziwiał plan podziału dochodów z eksportu ropy Hugo Chaveza", poprzednika Maduro. Wielu Francuzów obawia się, że Melenchon przekształci Francję w Kubę lub Wenezuelę.

Le Pen, która zaczynała tę kampanię z 27-proc. poparciem, znacząco spadła w notowaniach, m.in. z powodu ostatnich dwuznacznych komentarzy w sprawie kolaboracji reżimu Vichy z III Rzeszą. To dla wielu Francuzów sygnał, że dawny, neofaszystowski Front Narodowy nie do końca zniknął. Część z nich zamiast głosować na Le Pen przerzuca więc swoje głosy na innego antyeuropejskiego ekstremistę broniącego państwa socjalnego – Melenchona.

– Spójrzcie na Ciprasa: on też zapowiadał, że wyprowadzi Grecję ze strefy euro, ale po kilku miesiącach rozpłaszczył się przed Brukselą. Melenchon nawet tyle nie wytrwa – przekonywała więc w czwartek w Radiu Europe 1 Le Pen.

Centrysta Macron, dawny menedżer banku Rothschilda, który przez wielu wyborców lewicy jest podejrzewany o zbyt liberalne poglądy, spotykał się w tym czasie z liderem największego związku zawodowego kraju, CFDT, Laurentem Bergerem.

Zdaniem Harris Interactive, w drugiej turze Fillon może wygrać tylko z Le Pen. „Diabelska" rozgrywka między tą ostatnią a Melenchonem skończyłaby się wyraźnym (60 do 40 proc.) zwycięstwem kandydata radykalnej lewicy. Pewny zwycięstwa z każdym z trzech pozostałych czołowych kandydatów może być natomiast Macron. O ile nie odpadnie już w niedzielę.

Elmar Brok, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego, doradca kanclerz Niemiec

Rz: Na jaki wynik wyborów liczy kanclerz Merkel?

Mogę wyrazić tylko moją opinię, niemiecki rząd zachowuje w tej sprawie neutralność. Realny wybór jest jedynie między Emmanuelem Macronem i François Fillonem. Ale poglądy tego ostatniego w sprawie Rosji, także co do aneksji Krymu, są niepokojące. Po za tym Macron jest w o wiele większym stopniu zwolennikiem integracji. Dlatego to mój faworyt.

Fillon proponuje jednak radykalne reformy rynkowe, na wzór tych Gerharda Schroedera...

Jeśli chodzi o reformy wewnętrzne, Macron i Fillon są na równym poziomie. Francja nie potrzebuje terapii szokowej, tylko stopniowych zmian strukturalnych, które zmodernizują państwo i przywrócą konkurencyjność gospodarce, a także dostosują zabezpieczenia socjalne do starzejącego się się społeczeństwa.

W przeciwieństwie do Merkel, Macron to socjalista, który będzie miał trudności ze zdobyciem większości w parlamencie dla reform.

Nie socjalista, tylko polityk centro-lewicowy. Był w rządzie François Hollande'a, ale nigdy nie należał do Partii Socjalistycznej. Francuski system jest specyficzny. Poza tym jego ruch „W Drodze" ma już 200 tys. członków, szybko przekształci się w partię. A dodatkowo Macron pewnie mianuje premierem członka Republikanów, aby uzyskać ich poparcie.

Kanclerz Merkel ma kontakty z ekipą Macrona?

Kilka tygodni temu przyjęła Macrona, jego partnerem przez dwa lata był też minister finansów Wolfgang Schaueble. Wielu ludzi z otoczenia Macrona znamy.

A jeśli do drugiej tury przejdzie Melenchon i Le Pen? Kto jest gorszy?

To byłby dramatyczny wybór, nie znajduję żadnych argumentów za jednym lub drugim. Wtedy miejmy nadzieję, że w Zgromadzeniu Narodowym nie będzie większości dla wyjścia ze strefy euro, ze Schengen. To byłoby fatalne rozwiązanie, na którym skorzystałby tylko Putin.   —rozmawiał Jędrzej Bielecki

POLECAMY

KOMENTARZE