Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Lekarz rezydent: Zostaję w Polsce, nie lubię uciekać od problemów

Fotorzepa, Darek Golik
Lektorzy ze Skandynawii uczšcy swojego ojczystego języka, zaczęli mieć u nas naprawdę dobry rynek - mówił magazynowi "Plus Minus" Jarosław Biliński, wiceprzewodniczšcy Porozumienia Rezydentów OZZL w paŸdzierniku 2017 roku. Przypominamy ten tekst nie tylko z powodu podpisanego w czwartek porozumienia między Ministerstwem Zdrowia a rezydentami. Przede wszystkim dlatego, że "Rzeczpospolita" była najczęœciej cytowanym medium w Polsce w 2017 roku.

Plus Minus: Były dziœ kanapki z kawiorem?

Jarosław Biliński, wiceprzewodniczšcy Porozumienia Rezydentów OZZL: Dzisiaj prawie nic nie jadłem, a kanapek z kawiorem to chyba w ogóle nie jadłem nigdy.

Czytałem coœ innego. Przekonaliœcie się, jak wyglšda machina medialno- -polityczna, która rozjeżdża tych, co stajš jej na drodze.

Mnie nie wycišgnęli żadnych fotografii, bo ich nie mam. Doczekałem się tylko kilku memów. Wino było akurat kolegi. Było też zdjęcie innego kolegi na tle Bundestagu, bo pewnie jest opcjš niemieckš. No i słynne zdjęcie koleżanki z mustangiem, którym sobie jeŸdzi po Azji. Były to z kolei zdjęcia z misji Polskiej Akcji Humanitarnej, gdzie ratowała rannych, w tym dzieci.

Ale ta medialna akcja okazała się skuteczna, bo od tego czasu twoja koleżanka już się nie udziela medialnie.

Niestety, w tym przypadku to się okazało skuteczne. To po prostu było dla niej za dużo i nie chce już mieć żadnych kontaktów z mediami. Ja staram się potraktować to wszystko jako wybryk czarnej owcy dziennikarskiej, a nie partyjnej propagandy.

Zostaliœcie przeproszeni i co, sprawa jest zamknięta?

To było coœ obrzydliwego, ale może kiedyœ zapomnimy.

A kto was inspirował politycznie do protestu?

Nikt.

Sam prezes PiS wspominał, że jednak ktoœ mógł inspirować.

Widać, jak trudny jest to protest dla PiS i że partia nie potrafi go ugryŸć. Przecież walczymy o ideały, a na pierwszym miejscu jest pacjent. Starajš się nas skonfliktować. Szczerze? Nawet nie znam nikogo, kto byłby w jakieœ partyjnej młodzieżówce.

Ktoœ z protestujšcych należy do Partii Razem.

To jest nasz oddolny ruch, a pomysły rodziły się przez dwa lata. Trochę obserwujemy, dużo czytamy i rozmawiamy z osobami z mediów, ale odpowiedzialnymi za PR.

Rozmawiacie z PR-owcami? Jak to teraz wyjdzie, to już pozamiatane...

Rozmawiamy z takimi, którzy się zajmujš ochronš zdrowia. Z ludŸmi, którzy robili kampanię walki z rakiem, a teraz pokazujš nam, jak występować przed kamerami. W większoœci jesteœmy pod tym względem niezbyt doœwiadczonymi ludŸmi. Jak na poczštku występowałem w mediach, to nie mogłem usnšć – ani dzień przed, ani dzień po.

A politycy dzwoniš?

Jak dzwoniš, to prosimy, żeby nie przychodzili.

Powiedzieliœcie to też Bartoszowi Arłukowiczowi, który był kiedyœ ministrem zdrowia?

Koledzy poprosili go, żeby nie szalał. Natomiast jest przewodniczšcym sejmowej Komisji Zdrowia, więc ma narzędzia, by dopiec PiS. Ale poprosiliœmy go też o brak hipokryzji, bo za czasów PO–PSL specjalnie się w medycynie nie poprawiło.

A teraz mamy rosnšce PKB, malejšcy deficyt, a wy stwierdziliœcie, że jak nie teraz, to nigdy, tak?

Nie wiem, dlaczego akurat teraz... Rozmowy zaczęliœmy za czasów PO–PSL, a potem kolega został zmuszony do tego, żeby reaktywować porozumienie rezydentów. PóŸniej dotychczas rzšdzšcy przegrali wybory, a my weszliœmy w dyskusję z PiS. Ministrem zdrowia został Konstanty Radziwiłł, który wczeœniej mówił dokładnie to samo, co my – w dodatku robił wrażenie człowieka o kręgosłupie moralnym. Teraz myœlę, że to była zagrywka polityczna PiS.

Jaka zagrywka?

Żeby opóŸnić te protesty. Wszyscy myœleliœmy, że Radziwiłł coœ zmieni. I tak czekaliœmy przez ponad rok. Pršd po plecach przeszedł mi już na pierwszym spotkaniu, gdy pan minister nie odpowiedział na pytanie, czy nie wycofa się ze swoich postulatów. Wtedy już wiedzieliœmy, że coœ jest nie tak. Z szacunku do niego nigdy nie atakowaliœmy go personalnie. I tak właœnie udało się im opóŸnić protesty. No, ale nic się nie zmieniało i w końcu protesty wybuchły.

Jak wyglšda twój dzień pracy?

Intensywnie. Jestem lekarzem rezydentem w klinice hematologii, onkologii i chorób wewnętrznych. Specjalizuję się w leczeniu osób chorych na białaczkę i chłoniaki.

Co motywuje kogoœ, kto trafia na tak trudny front medycznej walki?

Może jestem psycholem i chcę się mierzyć z problemami, które sš na granicy dekadencji. Chętnych jest bardzo niewielu, bo to rzeczywiœcie cholernie trudna działka. Dodatkowo trzeba mieć wyobraŸnię abstrakcyjnš: jak działajš i kršżš molekuły, jak działa układ odpornoœciowy. Tego nie widać, to trzeba wiedzieć i sobie wyobrazić, łšczyć fakty.

Raz byłem na takim oddziale i nie daje mi to spokoju do dziœ, a ty tam pracujesz...

Pierwsza moja myœl to była hematologia dziecięca, ale ostatecznie stwierdziłem, że to będzie za mocne. Jestem jednak człowiekiem, w którym grajš emocje, i przejmuję się. Pomyœlałem, że łatwiej mi będzie z dorosłymi. Wymaga to też totalnej wiedzy i nieustannego dokształcania się, a także zmagania się ze œmierciš każdego dnia. Również u młodych ludzi.

Co pozostaje w pamięci z tych dyżurów?

Cały czas pamiętam pierwszš œmierć mojego pacjenta. To było w drugim dniu mojej pracy. Pacjentka miała przerzuty w płucach i gruŸlicę jako powikłanie. Doszło u niej od odmy, czyli pękł kawałek płuca i powietrze spowodowało, że zapadło się wszystko. Zdiagnozowałem jš i pojechaliœmy na odbarczenie tej odmy. Wtedy doszło do zatrzymania akcji serca. Zaczęliœmy reanimację i udało się. Wracaliœmy z kliniki i wtedy na korytarzu znów doszło do zatrzymania akcji serca. Koledzy pomagali mi reanimować, ale mózg pacjentki był niedotleniony...

Ty zadzwoniłeœ do rodziny?

Tak. Syn odebrał telefon i od razu zapytał, czy mama nie żyje. Powiedziałem, że żyje, ale jej stan jest ciężki. Przyjechał i podziękował za opiekę. Pamiętam też pana, który miał 36 lat, trójkę małych dzieci i umierał przy nich. Jak trafił do nas na oddział, miał ostrš białaczkę, w której doszło do progresji. Komórki nowotworowe mnożyły się tak szybko, że przeraŸliwie wył z bólu. Od razu podałem mu m.in. morfinę w dużych dawkach. Znamy się na uœmierzaniu bólu, ale w tym przypadku ciężko go było opanować. Dostał napadów padaczkowych, bo miał wszczepy białaczki w mózgu. Te dzieci na to patrzyły, a ja z nim siedziałem kilka dni. Siedzieliœmy tak, dopóki nie umarł. Potem przyszła jego żona oraz siostra i powiedziały, że sš szczęœliwe, że prowadziłem ich męża i brata. Ja się z nimi rozpłakałem. To było niesamowite, że ktoœ w takiej sytuacji jest w stanie zdobyć się na takie słowa.

Lekarz może płakać?

Nie powinien, ale czasami się nie da... Dwa razy mi to się zdarzyło. Nie da się tak odcišć od pacjenta, którym się opiekuje przez długi czas.

Uczyli was, jak mówić o œmierci?

Bardzo mało i to jest jeden z problemów. Dlatego proponujemy wprowadzenie dodatkowych szkoleń z kompetencji miękkich. Był taki program Unii Europejskiej i to było coœ wspaniałego. Lekarze po 50. roku życia wracali z kursu jako inni ludzie. Zobaczyli, że liczy się nie tylko physis, ale i psyche.

Sporo się mówi o znieczulicy wœród lekarzy. Na zajęciach z etyki jednak słyszałem, że jeœli lekarz będzie się przejmował każdym przypadkiem, to żadnego dobrze nie wyleczy. Jak zachować balans, który pozwoli ci być czujnym, ale nie oszaleć?

Widzę pewnš granicę. Nie daję swojego prywatnego numeru telefonu pacjentom, nie przyjmuję zaproszeń na Facebooku i nie robię niczego, co byłoby nacišganiem prawa. Wiesz, my chcemy dla chorych jak najlepiej, a często brakuje dla nich leku. Możemy go zdobyć od innego pacjenta, który na przykład umarł, ale to jest niezgodne z prawem. Poœwięcam chorym tyle czasu, ile potrzeba, ale tej granicy staram się nie przekraczać.

Co żona na to? Spędzasz w ogóle trochę czasu w domu?

Żona się wkurzała. Był moment, że zastanawiałem się, czy nie zrezygnować z tej specjalizacji, bo był w pewnym momencie taki kryzys, że brakowało lekarzy. Po prostu częœć się rozchorowała, a częœć zwolniła. Wtedy miałem tak, że miałem po oœmiu czy 12 pacjentów, a w hematologii czterech na dzień to bardzo dużo...

Opiekowałeœ się 12 pacjentami?!

Ich trzeba dokładnie zdiagnozować, połowie rozpisać chemioterapię, ludzie wpadajš we wstrzšsy septyczne, majš sepsę. Dzieje się. Płacš mi do 15.35, a wychodziłem codziennie po 22. Ale nie mogłem zostawić człowieka w potrzebie. Wtedy przyszedł kryzys i pomyœlałem, że jak to ma tak wyglšdać, to rezygnuję. W dodatku nie uczę się w takim tempie, w jakim bym chciał. Powinienem przecież czytać cały czas nowe artykuły i leczyć chorych zgodnie z poszanowaniem wiedzy.

I co zrobiłeœ?

Poszedłem w końcu do ordynatora i powiedziałem, że nie potrafię sobie poradzić z tym, że nie leczę pacjentów idealnie, jak trzeba. Poprosiłem, by przy każdym pacjencie powyżej czterech pytał mnie, czy dam radę. Czasem ktoœ ma lżejszš chorobę i wtedy można poradzić sobie z większš liczbš pacjentów. Uważam, że należy leczyć dobrze, a mniej pacjentów.

Ty mówisz, że nie jesteœ w stanie już zajšć się większš liczbš pacjentów, a jaka jest odpowiedŸ systemu? Szukamy następnego lekarza, czy może ktoœ trafia na koniec twojej kolejki?

Zawsze przy takim kryzysie spotykamy się i rozmawiamy, jak to rozwišzać. Œcišgamy ludzi ze staży albo prosimy inne kliniki, żeby przyjęły chorych, których my potem przejmiemy. No i oczywiœcie szukamy lekarzy. Mamy pięć wakatów dla specjalistów i nie ma chętnych. Zarobki sš tak niskie, a praca tak ciężka...

A ile ty zarabiasz teraz?

2700 zł netto, bo jestem na trzecim roku i dostaję dodatek dla specjalizacji priorytetowych. To najwyższa kwota, jakš rezydent może zarobić. I to najwyższa, jakš rezydent może zarobić przez szeœć lat.

Znasz norweski?

Nie. Znam angielski i włoski.

I naprawdę uczycie się po godzinach w czasie studiów norweskiego?

Tak, to prawda. Tak zwani native speakerzy, czyli lektorzy ze Skandynawii uczšcy swojego ojczystego języka, zaczęli mieć u nas naprawdę dobry rynek. Choć akurat sšdzšc po moich kolegach, najpopularniejszym językiem u nich jest niemiecki. Kolega był w Szwecji i to, co tam zobaczył, było dla mnie niewyobrażalne. Jemu wręcz zabraniano zostawać po pracy 5 minut – mówiono mu, że jeœli nie odpocznie, to następnego dnia będzie Ÿle leczył pacjentów. On chciał zostać i usłyszał, żeby lepiej spędził czas z dziećmi, pojeŸdził na rowerze i trochę poczytał.

To czemu siedzisz jeszcze w Polsce?

No właœnie... Może to sentyment. Chciałbym, żeby kraj zmienił się na lepsze, i chciałbym uczestniczyć w tej zmianie. Nie lubię uciekać od problemów, tylko je rozwišzywać. Przy tym pierwszym kryzysie myœlałem, że wyjadę, ale właœnie wtedy założyliœmy porozumienie rezydentów. Wiedziałem, że nie ma co rozmawiać z dyrekcjš, bo oni po prostu nie majš pieniędzy. Chodziło o to, by naprawić system, i tu trzeba podziałać z władzš. Zapraszaliœmy ekspertów i sami doszkalaliœmy się z ekonomiki zdrowia. W zasadzie to dochodzimy do tych samych wniosków, tylko że władza niespecjalnie jest zainteresowana rozwišzaniem problemu. Przynajmniej nie relatywnie szybko.

A może rzeczywiœcie państwo nie ma tych pieniędzy i musicie to zrozumieć? Może, tak jak mówił wicepremier Gowin, wasze oczekiwania rozsadzš budżet...

Jeœli ktoœ zainteresuje się ekonomikš zdrowia, to takie słowa przyprawiš go o ciary na plecach. To nielogiczne, że budżet miałby nie wytrzymać racjonalnego planowania. Budżet jest tortem. Jakiekolwiek by było PKB, to polska służba zdrowia nie jest w tym podziale dostrzegana. Dlaczego? OdpowiedŸ jest prosta: nie daje od razu efektów wyborczych. Program 500+ uważam za konieczny, choć nie wiem, czy akurat w takiej formie. Ale zapewne zrobiono to w taki sposób, by kupić wyborców, by efekty były szybkie i odczuwalne od razu dla społeczeństwa. W medycynie jest tak, że na efekty trzeba poczekać minimum trzy lata, a to już po następnych wyborach i dlatego odsuwa się zawsze te decyzje w niebyt.

Czemu opozycja nie ma siły politycznej, by pokazać, że silna służba zdrowia jest gwarantem naszego bezpieczeństwa? Czemu nikt nie jest w stanie przekuć tych rzeczy w efektowny program? Czy to w ogóle jest możliwe?

Ministrowie chcš rozwijać służbę zdrowia. Radziwiłł na pewno chce, ale partia chce też wygrać wybory, a nie realnie zmieniać kraj. Zresztš pozycja ministra zdrowia zawsze była słaba. Ten resort musiałby objšć jakiœ bliski przyjaciel czy zaufany szefa partii.

Była Ewa Kopacz.

No i pytanie, dlaczego nic nie wywalczyła. Widocznie wygrały względy partykularne dla partii – wyborcze.

Zdaje się, że właœnie wywalczyła podwyżki dla was.

Tak. Rezydenci dostali w 2009 r. znaczšce podwyżki. Musieli spełnić swoje obietnice wyborcze, bo zaczęły się protesty i wczeœniej stanęło białe miasteczko.

Teraz minister Radziwiłł też zakłada podwyżki i wzrost nakładów na służbę zdrowia, tylko że w dłuższym okresie.

Wszystko to dzieje się pod wpływem presji. Gdybyœmy nie protestowali, to nie byłoby nawet ustawy o minimalnym wynagrodzeniu. Wszystko dlatego, że zebraliœmy 250 tys. podpisów pod własnš ustawš, której nie chciano nawet procedować. Dlatego też w 36 godzin PiS uchwalił własnš ustawę. Teraz też nie byłoby mowy o wzroœcie nakładów do 2025 r., gdyby nie naciski społeczne.

Głodówka rotacyjna za chwilę przestanie kogokolwiek wzruszać. I co zrobicie dalej? Odejdziecie od łóżek?

Koledzy złożyli do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zapytanie, czy protest lekarzy jest moralny. Często sami o tym rozmawiamy. Sam sobie zadaję pytanie, czy etyczne jest godzenie się na takš bylejakoœć i patrzenie, jak ludzie umierajš w kolejkach. Pewnie jakbyœmy odeszli od łóżek, to rzšd by szybko spełnił nasze żšdania. Długofalowo dzięki temu Polacy byliby lepiej leczeni i żyli dłużej. Jednak dla mnie to wszystko nie jest takie proste moralnie.

Nie wiem, co by się musiało dziać, by dało się obronić odejœcie od łóżek.

Wiesz co, jesteœmy agentami zmiany. Jesteœmy po transformacji cyfrowej i mamy dostęp do wielu danych i szybkiego przepływu danych. Wiemy, że może być lepiej, a nie jest.

Sš takie analizy socjologiczne, że młodzi buntujš się, bo dorastali w lepszych warunkach. Startujecie z lepszego pułapu niż wasi rodzice, a jednoczeœnie macie małe szanse, by osišgnšć ich poziom życia.

Na pewno startujemy z innego pułapu. W dodatku moje pokolenie nie pamięta czasów PRL. Miałem trzy lata, jak to się skończyło. Rozwijałem się w kraju, który też się rozwijał. Otworzyły się granice i zaczęliœmy patrzeć na œwiat. W pewnym momencie stwierdziliœmy, że chcemy pracować, aby żyć, a nie żyć, żeby pracować. Potrzebujemy trochę czasu na kontemplację życia. Dla mnie to jest fenomen. Nie chcę siedzieć w jednym miejscu, zamknšć się w klatce intelektualnej...

Dobrze się uczyłeœ, to trzeba było iœć w biznes, a nie w medycynę.

Może trzeba było. Tylko wiesz, ja mam pasję i mózg, żeby to robić. Wydawało mi się, że lekarz jest zawodem prestiżowym i jest o co walczyć.

To może trzeba poczekać pokornie do czterdziestki. W tym wieku lekarze zarabiajš już całkiem nieŸle. Pienišdze będš.

Œrednia pensja specjalisty wynosi według GUS 3500 zł netto. Takie same dane ma ministerstwo. Lekarze specjaliœci otwierajš prywatne gabinety. Kolejki sš takie, że nie majš problemu z pacjentami. I tak zarabiajš. Ale to w dalszym cišgu jest zarobek kosztem niebotycznej liczby przepracowanych godzin. W taki sposób budujš domy i wychowujš dzieci, ale nie jest to żadne bogactwo. Harujš i się wypalajš. Po pewnym czasie często mamy wypalonych buców, którzy nie interesujš się pacjentami. Pewnie sš też tacy, którzy kombinujš, i znajdzie się też sporo czarnych owiec. Ale kraj się rozwija. Łapówkarstwo zniknęło, a było praktycznie powszechne.

Za to możecie podziękować właœnie PiS.

Tak. Nie widziałem lekarza, który przyjšłby łapówkę.

Lekarz w filmie „Botoks" mówi tak: „Złoœliwi mówiš: łapówka, a to jedyna forma powiedzenia mi dziękuję"...

Dostawałem kilka razy w życiu kopertę. Były to podziękowania z płaczem. Ludzie nie wiedzieli, jak mi się odwdzięczyć. Oczywiœcie nie wzišłem. Przyjšłem czekoladkę i kwiaty. Nie chciałem ich urazić. Niektórzy pomyœlš, że nie interesuje mnie ich wdzięcznoœć. Dla wielu ludzi jakiœ rodzaj podarunku jest koniecznoœciš, by odetchnęli, że podziękowali tak, jak chcieli.

Chciałbyœ coœ powiedzieć tym, którzy decydujš się teraz na medycynę?

Nie.

Dlaczego?

Bo z jednej strony mógłbym powiedzieć, że to fantastyczny zawód, wielka logiczna machineria, spełnienie i pasja. Ale z drugiej strony musiałbym dodać, że medycyna uwstecznia. Przed studiami interesowałem się filozofiš i sporo czytałem. Kręciła mnie socjologia i byłem finalistš konkursów z historii. W gimnazjum wygrałbym jeden z dziesięciu, ale po medycynie zapomniałem wszystko z wiedzy ogólnej. Mówi się, że medycyna jest sztukš. Żeby być artystš, trzeba się wszechstronnie rozwijać. W polskim systemie nie ma to czasu. Protest daje nam jednak kopa. Jego odbiór w społeczeństwie jest œwietny. Hejterów i trolli jest naprawdę niewielu. Ludzie sami do nas przychodzš na protest, co wydawało się wczeœniej niemożliwe. Może przywrócimy prestiż temu zawodowi. Może uzyskamy trochę czasu na rozwój ogólny, hobby, literaturę.

To co z tymi poczštkujšcymi studentami medycyny?

Chciałbym im powiedzieć: działajcie naukowo, piszcie prace i rozwijajcie się. Ale jednoczeœnie może powinienem powiedzieć: uczcie się języka, bo inaczej szybko się wypalicie.

To takie ostrzeżenie przed tym, do czego może doprowadzić własna pasja?

To może powiem tak: kibicujcie nam, bo jak wygramy, to będzie nam wszystkim lepiej. Š?

—rozmawiał Piotr Witwicki (dziennikarz Polsat News)

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL