W sieci opinii

Wszystko wina parasola

Rafał Tomański
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Trudno uwierzyć, że niepochlebny komentarz o chińskich dyplomatach, który wygłosiła brytyjska królową, wymknął się Elżbiecie II przez przypadek.

Królowa nie bez powodu jest królową, by popełniać nieprzemyślane błędy. Gdy świat oglądał kilkunastosekundowe nagranie wideo z rozmowy Elżbiety II z Lucy D'Orsi, komisarzem policji odpowiedzialnym za bezpieczeństwo chińskiej delegacji podczas oficjalnej wizyty Xi Jinpinga w Wielkiej Brytanii w ubieglym roku, trudno było się nadziwić, że w tak bezpośredni sposób królowa wypowiada się o niedawnych gościach.

Chinczycy mieli być niegrzeczni (słowo, które w słowniku dyplomacji wydaje się nie występować) i na tyle bezczelni, by chcieć umieścić swojego człowieka w krolewskiej karecie.

Dodatkowy pasażer królewskiego pojazdu nie był przewidziany. Królowa miała jechać z prezydentem Xi, o agentach do pomocy ze strony Chin nie było mowy. Brytyjskie służby bezpieczeństwa w ostatniej chwili przechwyciły nadgorliwego natręta. Oficjalnie podawał się za tłumacza, jednak okazało się, że jest wysokim urzędnikiem państwowym.

Kolejny incydent polegał na tym, że Chińczycy grozili także brytyjskiej ambasador Barbarze Woodward odwołaniem wizyty, jeżeli ich warunki przyjazdu nie zostaną spełnione. Z jednej strony jest to szokujące, ale niedługo może okazać się nowym, chińskim standardem negocjacji. Ma być tak, jak oni sobie życzą albo wcale. O ich pieniądze zabiega świat, dlatego nie mogą być problemem ani kwestie logistyczne, ani budżetowe. Na chińskie potrzeby czas zaczyna być z gumy, pasy startowe są błyskawicznie wydłużane, by przyjąć większy samolot z liczniejszą delegacją, a baza hotelowa rozrasta się błyskawicznie. Innego wyjścia lepiej nie brać pod uwagę, bo Pekin się pogniewa.

W przypadku Wielkiej Brytanii uwaga królowej zyskuje dodatkowego wymiaru. O wizytę zabiegała kancelaria premiera, a najwiekszą rolę przypisuje się w negocjowaniu jej sekretarzowi skarbu, George'owi Osborne'owi. Eksperci twierdzą, że Elżbieta II stała się pionkiem w jego grze. To brytyjski odpowiednik ministra finansów przekonywał monarchinię, by osobiście przyjęła przed dwoma laty chinskiego premiera Li Keqianga; błagał księcia Karola znanego z sympatii do Tybetu i przyjaźni z Dalajlamą, by nie spotykał się z nim podczas pobytu buddyjskiego przywódcy w Wielkiej Brytanii w 2015 roku i by dał się namówić na uścisk dłoni z Xi Jinpingiem.

Książę nie dał się zmanipulować do końca. Nie pojawił się na oficjalnych przyjęciach dla obu chińskich delegacji, ale podjął prezydenta herbatą w swojej londyńskiej rezydencji Clarence House na znak zgody. Krolowa spotkała się w 2014 z premierem Li.

Chińczycy nagranie z królową zablokowali w internecie oraz konsekwentnie zaciemniali obraz stacji BBC, gdy w serwisach informacyjnych pojawiał się właśnie ten materiał. Media udały, że nic się nie stało, a na komentarz pozwolił sobie jedynie rządowy tabloid Global Times. Według niego Brytyjczycy mogliby się w końcu sami nauczyć ogłady po 5 tysiącach lat obcowania z innymi kulturami w Europie. A źródło z pałacu Buckingham przyznaje, że o sprawie nikt by się nie dowiedział, gdyby na przyjęciu królową miała swój zwykły, materiałowy parasol. Jednak ponieważ pojawiła się na przyjęciu w ogrodzie z parasolem z tworzywa sztucznego, zadziałał on jak urządzenie nagłaśniające i cicha rozmowa królowej z komisarz D'Orsi przypadkowo została nagrana. Ale być może to wcale nie był przypadek, tylko chęć udzielenia Chińczykom oficjalnej reprymendy przez Elżbietę II?

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL