Urzędnicy

Nagrody od rządzących dla urzędników

Fotolia.com
Prawie każdy członek urzędniczego korpusu i gabinetu politycznego dostaje finansowe bonusy.

Niemal wszyscy polscy urzędnicy mają szczególne osiągnięcia w pracy. Z tego tytułu dostają dodatkowe pieniądze. A członek gabinetu politycznego bez przynajmniej jednej nagrody w roku to już prawdziwa rzadkość. Nawet jeśli pracuje na część etatu. Tak wynika z informacji zebranych przez „Rzeczpospolitą" w urzędach wojewódzkich i ministerstwach.

Najniższe gratyfikacje w służbie cywilnej wynoszą ok. 100 zł, ale najwyższe – w ministerstwach – sięgają nawet 35 tys. zł (w resorcie finansów). Nagrodę można dostać kilka razy w roku. Bo w zależności od urzędu wypłaca się je z różną częstotliwością, a czasem po prostu w razie potrzeby.

Takie wyróżnienia to dla urzędów spory wydatek. Na przykład w Ministerstwie Finansów w 2017 r. wydano na nie niemal 36 mln zł. Ale i nagrodzonych było dużo, bo aż 2450. Łatwo policzyć, że średnio na osobę przypadło 14,7 tys. zł.

Ustawa o służbie cywilnej mówi, że nagrody przyznaje się jedynie „za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej". Czyli osiągnięcia ponadprzeciętne, przekraczające oczekiwania, jakie wiążą się z codziennym wykonywaniem obowiązków.

– W ten sposób wypacza się sens nagród. Dostają je ci, którzy nie podpadną przełożonemu. Dawno przestały działać mobilizująco. Są kolejnym stałym składnikiem wynagrodzenia – zauważa prof. Jakub Stelina, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Przyznaje, że płace w urzędach i z nagrodami nie są wysokie.

Fundusz nagród wynosi 3 proc. planowanych wynagrodzeń, ale może być przez dyrektorów generalnych podwyższany w ramach posiadanych środków – tak mówią przepisy. I dyrektorzy z nich korzystają. W 2017 r. pracownikom Ministerstwa Środowiska przyznano nagrody w łącznej wysokości 4,5 mln zł, co stanowiło 11 proc. środków na wynagrodzenia.

O ile pensje w służbie cywilnej wymagają podwyższenia, o tyle można by się zastanawiać nad sensownością działania gabinetów politycznych.

– Gabinety to wydatek ok. 6 mln zł rocznie. A ich członkowie w zeszłym roku dostali 1,3 mln zł nagród. Między innymi dlatego po raz kolejny złożyliśmy w Sejmie projekt ustawy likwidującej gabinety w ministerstwach – mówi Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu. I dodaje, że w gabinetach politycznych często zasiadają ludzie bez doświadczenia i kompetencji.

– Przydatność członków gabinetów politycznych jest bliżej nieokreślona. Zostają nimi najczęściej osoby, wobec których partia ma dług wdzięczności. Taka posada to synekura – podkreśla prof. Hubert Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL