Unia Europejska

Presja na sankcje wobec Polski coraz słabsza

Frans Timmermans
Fotorzepa, Robert Gardziński
Obecna atmosfera w Brukseli nie sprzyja wytykaniu Polski i uznawaniu jej za kraj niepraworządny.

W środę w Parlamencie Europejskim odbędzie się kolejna debata nad stanem praworządności w Polsce, a dzień później głosowanie nad rezolucją. Tym razem eurodeputowani mają zaproponować, żeby Komisja Swobód Obywatelskich przygotowała szczegółowe sprawozdanie dotyczące sytuacji w naszym kraju, które następnie – przyjęte na sesji plenarnej – może się stać podstawą wniosku o uruchomienie procedury wynikającej z art. 7 unijnego traktatu.

W pierwszym etapie przewiduje on, że Rada Europejska na wniosek właśnie PE, Komisji Europejskiej lub grupy państw członkowskich, większością głosów stwierdza, że w kraju zagrożona jest praworządność.

Do tego potrzeba byłoby poparcia 22 państw UE. W ostateczności uruchomienie tego artykułu może doprowadzić nawet do sankcji w postaci odebrania prawa głosu czy zawieszenia funduszy z polityki spójności. Ale do tego byłaby potrzebna jednomyślność.

O art. 7 mówi się od dawna, choć do tej pory wnioskiem o jego uruchomienie straszyła Komisja Europejska. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika jednak, że komisarz Frans Timmermans nie spieszy się teraz z dalszymi formalnymi działaniami wobec Polski, choć jest przekonany, że zarówno zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, jak i już uchwalone oraz te dopiero procedowane ustawy o sądownictwie są niezgodne z europejskimi standardami i zagrażają praworządności. Obawia się jednak, że nie miałby większości. – Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że są 22 kraje potrzebne do tego głosowania. Ale teraz już nie – mówi nieoficjalnie wysoki rangą urzędnik KE.

Przyczyny tej zmiany atmosfery wobec Polski są zasadniczo dwie. Po pierwsze, obecnie nie tylko Polska jest na celowniku. Eurodeputowani centroprawicy wskazują na Maltę, gdzie miesiąc temu została zamordowana Daphne Caruana Galizia, dziennikarka śledcza, oficjalny wróg numer 1 rządu pod wodzą socjalisty Josepha Muscata. Na korzyść Polski działa także sytuacja w Hiszpanii, gdzie obie strony gorącego sporu, czyli rząd centralny w Madrycie i separatyści w Katalonii, oskarżają się nawzajem o łamanie konstytucji. – Gdybyśmy dziś zajęli się praworządnością na posiedzeniu Rady Europejskiej, to kilka krajów mogłoby ją inaczej rozumieć – zauważa unijny dyplomata.

Drugą przyczyną słabnącej krytyki wobec Polski są bardzo dobre notowania rządzącego PiS i przekonanie stolic europejskich, że z tą formacją polityczną trzeba będzie w najbliższych latach współpracować tam, gdzie porozumienie jest możliwe. – Atmosfera jest teraz bardziej pragmatyczna – mówi nam przedstawiciel kraju, który jeszcze niedawno był w awangardzie krytyków polskiego rządu.

Ale brak formalnych sankcji nie oznacza, że problemy Polski z praworządnością nie będą miały negatywnych skutków dla naszego kraju. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, na posiedzeniu ambasadorów UE, gdzie dyskutowano o przyszłości polityki spójności, duża grupa państw wskazywała, że trudno im będzie przekonywać własne społeczeństwa do dużych transferów funduszy na rzecz krajów, które nie przestrzegają praworządności. Ta dyskusja formalnie rozpocznie się na wiosnę 2018 r., gdy KE przedstawi projekt nowego wieloletniego budżetu po 2020 r. Obecnie Polska jest największym beneficjentem polityki spójności.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL