Unia Europejska

Polska dołączy do unijnej obrony

W latach 2008–2009 polscy żołnierze brali udział w unijnej misji EUFOR w Czadzie, której przewodziła Francja
PKW CZAD
Nasz kraj mimo początkowych wątpliwości dołączy do historycznego projektu.

Korespondencja z Brukseli

W poniedziałek ministrowie około 20 państw unijnych, w tym Antoni Macierewicz, podpiszą dokument uruchamiający tzw. stałą strukturalną współpracę w dziedzinie wojskowej (PESCO).

– Unia próbowała tego wiele razy. Po raz pierwszy inicjatywa może zakończyć się sukcesem – mówi Sophia Besch, ekspertka think tanku Centre for European Reform w Londynie. Również dlatego, że do zainicjowanej przez Francję i Niemcy współpracy w ostatniej chwili zdecydowała się jednak dołączyć Polska, kraj ważny z uwagi na swoje położenie geograficzne, a także na siłę wojskową. Rząd wahał się przez ostatnie miesiące, ale ostatecznie uznał, że inicjatywa w obecnej formie, po wyjaśnieniu kilku istotnych dla nas wątpliwości, zasługuje na poparcie.

– Gra o równowagę strategiczną jeszcze się nie zakończyła. Ale chcemy ją prowadzić wewnątrz PESCO – powiedział „Rzeczpospolitej" Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich.

Odstrasza nadal NATO

PESCO na razie opisana jest dość ogólnie, o szczegółach będą decydować państwa, które w poniedziałek notyfikują swój w niej udział. Nie będzie to 28 członków UE, bo PESCO nie jest obowiązkowa: traktat przewiduje, że współpracę w tej dziedzinie może prowadzić mniejsza grupa krajów, pod warunkiem że na każdym etapie będzie ona otwarta dla innych. Oczywiście im wcześniej przystąpi się do PESCO, tym więcej szans na wpływanie na jej kształt, co zresztą uznał polski rząd. Nieoficjalnie dyplomaci w Brukseli mówią o grupie około 20 państw, która obejmuje na pewno największe, czyli Niemcy, Francję, Włochy, Hiszpanię i Polskę. Do PESCO mogą też przystąpić kraje neutralne, które nie są członkami NATO. Austria już zapowiedziała, że zrobi to w poniedziałek, Irlandia ma dołączyć później.

– Jeśli inicjatywa się powiedzie, to przyszłości UE uzyska dużo więcej autonomii w radzeniu sobie z problemami w swoim sąsiedztwie bez pomocy USA – mówi Sven Biscop z belgijskiego think tanku Egmont.

Nowa inicjatywa ma mieć dwa wymiary: budowanie zdolności bojowych i wspólne operacje. Te drugie to przede wszystkim zarządzanie kryzysowe, czyli bardziej misje na południe od Europy niż odstraszanie na flance wschodniej. Bo odstraszanie ciągle jest zarezerwowane dla NATO, i Unia, również na wyraźne życzenie Polski, nie ma tworzyć konkurencji dla sojuszu północnoatlantyckiego. Ale w Polsce były jednak obawy wyrażane wcześniej przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, przed dołączaniem do inicjatywy, która miałaby się koncentrować na działaniach w południowym sąsiedztwie UE. Sven Biscop uważa, że niesłusznie.

– Trzeba skończyć z tą sztuczną konkurencją. Jedno nie wyklucza drugiego. Jeśli Polska chce, żeby inni bardziej się angażowali na Wschodzie, to musi pomagać na Południu. Tak działa Unia. Poza tym Południe nie jest tylko interesem Francji i Włoch. Niestabilność tam to setki tysięcy uchodźców, którzy płyną na północ Europy – argumentuje ekspert.

Nie tylko wszystko dla wielkich koncernów

Na początek nie ma mowy o wspólnych operacjach wojskowych, ale raczej o misjach stabilizacyjnych czy antykryzysowych, w których państwa europejskie pod egidą UE zawsze się specjalizowały. Ale drugim, a właściwie w kolejności ważności pierwszym założeniem PESCO jest wzmacnianie zdolności bojowych. Ma zadziałać tam, gdzie większość państw UE jest pojedynczo zbyt słaba, np. w transporcie na duże odległości, wywiadzie, systemach zarządzania i kontroli itp. Zmusi ich do współdziałania, oferując zachęty: unijne współfinansowanie, jeśli do danego projektu przystąpią minimum trzy państwa.

Na tym będzie polegała przewaga UE nad NATO. W sojuszu każde państwo jest traktowane indywidualnie, w UE będzie dofinansowanie ze wspólnego budżetu, będą wspólne projekty i możliwość dyscyplinowania. NATO, inaczej niż w przeszłości, odnosi się do unijnej integracji obronnej, przychylnie uważając, że w obecnej formie nie jest to konkurencja i może przynieść korzyści. Przede wszystkim poprzez lepsze wydawanie pieniędzy i niedublowanie zdolności wojskowych oraz przez działanie w miejscach, gdzie NATO ani USA zazwyczaj się nie angażują.

Polska dołączy do projektu, bo jego ambicje zostały nieco ograniczone, choć wciąż budzą nasze obawy.

– Państwa Europy Środkowowschodniej krytykowały od początku zawarty w PESCO cel budowy tzw. strategicznej autonomii UE, której wielkim zwolennikiem jest prezydent Macron. Uważam, że ta krytyka jest słuszna, bo ten zapis tworzy pole do zbyt wielu interpretacji – uważa Sophia Besch. Jej zdaniem powinno to być doprecyzowane, żeby nie tworzyć wrażenia budowania konkurencji dla NATO. Drugim problemem Polski była obawa przed tworzeniem struktur wspierających wielkie firmy zbrojeniowe z Europy Zachodniej, bo nasze przedsiębiorstwa są raczej średnie i małe. – Dla Belgii też to był problem. Te wątpliwości zostały uwzględnione i małe i średnie firmy będą wspierane przez UE – mówi Sven Biscop. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL