Nowa fala imigrantów: Apokalipsa u granic Europy

aktualizacja: 16.06.2017, 13:55
Uchodźcy pochodzą głównie z Afryki Zachodniej, m.in. z Nigerii, Ghany,...
Uchodźcy pochodzą głównie z Afryki Zachodniej, m.in. z Nigerii, Ghany, Mali, Senegalu.
Foto: AFP

Wraz z poprawą pogody na Morzu Śródziemnym rusza z Libii do Włoch największa od lat fala imigrantów.

REDAKCJA POLECA

jędrzej bielecki

Trudno nie mówić o prawdziwym horrorze. Dwa lata temu przemytnicy używali do przewozu swoich „klientów" starych drewnianych łodzi rybackich. Ale te, po części pod presją Unii, zostały zniszczone przez władze libijskie. Mafie ładują więc teraz migrantów na pontony, jednorazowo nawet po 200 osób.

– Wielu z tych ludzi nie potrafi pływać, po raz pierwszy widzi morze. Ponton może w ciągu paru sekund przewrócić się do góry dnem. Wtedy szansa na uratowanie kogokolwiek jest bardzo niewielka – mówi „Rz" Ewa Moncure, rzeczniczka Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej Frontex.

Ćwierć miliona imigrantów w tym roku

Każdy „pasażer" płaci mafiom za przerzut przez morze 800–1000 euro. Jeden kurs może więc przynieść przemytnikom nawet 200 tys. euro, ogromne pieniądze, zwłaszcza jak na warunki afrykańskie. Frontex szacuje, że obroty gangów przemytników sięgają do 10 mld euro rocznie.

Aby załadować na ponton jak najwięcej osób, gangi ograniczają do minimum ilość prowiantu i wody, w ogóle nie ma kamizelek ratunkowych.

– Zwykle mężczyźni są umieszczani na zewnątrz, siedzą okrakiem na pontonie, kobiety i dzieci w środku. Teoretycznie to dla bezpieczeństwa tych ostatnich. Ale silne słońce, opary benzyny z silników i sól morska powodują u nich potworne oparzenia. Są też przypadki, że migranci wypływają ranni, bo przed załadowaniem walczyli z przemytnikami, nie chcieli iść w morze w złą pogodę, w nocy – mówi Moncure.

Mimo złej pogody zimą i wczesną wiosną od początku roku do Włoch dotarło już 62 tys. imigrantów, o 1/4 więcej niż o tej porze w ub.r.

Rośnie jednak także liczba śmiertelnych ofiar. Udokumentowano ich już 1,7 tys.: to ci, którzy utopili się w morzu. Ale nikt nie liczy zabitych na wcześniejszym etapie migracyjnego szlaku, w trakcie forsowania Sahary. Tu, gdy zepsują się samochody, ludzie nieraz pozostają bez wody, umierają powolną śmiercią z pragnienia.

Śmiertelnych ofiar byłoby jednak o wiele więcej, gdyby nie działania włoskiej straży przybrzeżnej wspomaganej przez operację Frontexu „Triton". Polega ona na ratowaniu imigrantów zaraz po tym, jak wypłyną poza strefę wód przybrzeżnych Libii.

– Dwa lata temu gangi starały się doprowadzić ludzi pod wybrzeża Lampedusy na Sycylii. Teraz pozostawiają pontony na morzu już po pokonaniu 12 mil od wybrzeży Libii, często paserzy odpływają, zabierając silnik. Nie mamy wyboru: naszym pierwszym, bezwzględnym zadaniem jest ratowanie ludzi. Sprowadzamy ich do włoskich portów – mówi Moncure.

W 2015 r. cała Europa wstrzymała oddech, gdy fala migrantów, głównie z Syrii i Iraku, dotarła przez Grecję na Stary Kontynent. W ciągu 12 miesięcy do Unii przedostało się 885 tys. osób. Od tego czasu ruch na tym szlaku jednak zamarł: dzięki umowie z Turcją od początku tego roku przedostało się tędy do UE jedynie 8 tys. osób. Szczelna jest też cała wschodnia granica zewnętrzna Unii od Finlandii po Rumunię, skoro przez cały ub.r. sforsowało ją jedynie 1,4 tys. osób.

Ale miękkim podbrzuszem Europy stały się Włochy, dokąd z każdym rokiem dociera coraz więcej imigrantów: 153 tys. w 2015 r., 181 tys. w 2016 r. i, jak się szacuje, blisko ćwierć miliona w tym roku.

Presja miliarda Afrykanów

To jednak inni ludzie niż ci, którzy przybywali do Grecji. Przytłaczającą większość stanowią teraz nie ofiary wojny w Syrii, tylko imigranci ekonomiczni, przede wszystkim z Afryki Zachodniej: Nigerii, Ghany, Mali, Senegalu, Wybrzeża Kości Słoniowej.

– Przyjezdnych z Afryki Wschodniej jest znacznie mniej, bo trudno im sforsować granice z Sudanem i Egiptem. Notujemy za to coraz więcej mieszkańców Bangladeszu, którzy przylatują do Trypolisu samolotami – mówi Moncure.

Libia stała się magnesem dla imigrantów z całej Afryki po przeprowadzonej przez Nicolasa Sarkozy'ego i Davida Camerona operacji obalenia w 2011 r. reżimu pułkownika Kaddafiego. Gdy padła dyktatura, Europa pozostawiła pięciokrotnie większy od Polski kraj bez pomocy. Libia szybko rozpadła się na kilka części kontrolowanych przez rywalizujące ugrupowania zbrojne. Gangi organizujące przerzut imigrantów operują przede wszystkim na odcinku libijskiego wybrzeża położonego na zachód od Trypolisu.

Imigranci, którzy nie otrzymają we Włoszech azylu, teoretycznie mogą być odesłani do kraju. Teoretycznie. Ogromna większość umyślnie nie ma ze sobą dokumentów, ustalenie ich tożsamości jest trudne. Ale nawet jeśli się uda, takie kraje, jak Mali czy Ghana, nie mają możliwości przyjęcia z powrotem swoich obywateli. Tym bardziej że wielu z nich w trakcie długiej procedury administracyjnej ucieka z obozów dla uchodźców we Włoszech.

Włochy nie mają też co liczyć na pomoc Europy. Polska ouchodźców nie chce przyjąć, ale także inne kraje Wspólnoty przyjęły do tej pory tylko 6 tys. uchodźców od Rzymu, 11 proc. obiecanej liczby w ramach planu realokacji. To powoduje coraz większą irytację we Włoszech: burmistrz Wiecznego Miasta Virginia Raggi wezwała władze do wstrzymania budowy kolejnych obozów w mieście. W ten sposób jej populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd, do tej pory neutralny w sprawie migrantów, przeszedł pod tym względem na stronę prawicy.

Cztery lata temu Angela Merkel nie wsparła François Hollande'a, gdy chciał interweniować zbrojnie w obronie ludności cywilnej w Syrii. To zapewne pozwoliłoby uniknąć kryzysu migracyjnego z 2015 r. Teraz kanclerz mówi o pomocy rozwojowej dla Czarnej Afryki. Ale to syzyfowa praca: jak szacuje ONZ, w ciągu 25 lat liczba ludności Afryki wzrośnie z 1,1 mld do 2,5 mld. Napór migrantów na Europę na pewno więc nie ustanie.

POLECAMY

KOMENTARZE