Nie ma chętnych na uchodźców

aktualizacja: 02.10.2015, 16:02
Foto: AFP

Rząd szuka miejsc dla uchodźców w gminach. Jednak nie dostaną one obiecanych tysięcy euro z Unii Europejskiej.

REDAKCJA POLECA
02.10.2015
Temperatura spada, uchodźcy marzną
30.09.2015
Niemcy mają dosyć imigrantów
29.09.2015
515 tys. imigrantów przypłynęło do Europy
27.09.2015
Der Spiegel: Lęk przed uchodźcami ważny w kampanii
Kariera.pl
Menedżer nie musi być wiecznie lojalny wobec dawnej firmy
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Siedem tysięcy uchodźców z Syrii i Erytrei, którzy w ciągu dwóch lat trafią do Polski, po okresie wstępnej adaptacji w rządowych ośrodkach dla azylantów ma być rozesłanych po kraju. Trafią do gmin i parafii zainteresowanych ich przyjęciem. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej już prosi samorządy o deklaracje, czy przyjmą uchodźców.

Miejsc do zamieszkania – ale także pracy, nauki języka, wyżywienia – poszukuje też Urząd ds. Cudzoziemców. Urzędy wojewódzkie rozsyłają pisma z resortu do wszystkich samorządów w Polsce. – Pismo nie zawiera żadnych wskazań ani sugestii co do liczby i pochodzenia potencjalnych uchodźców – przyznaje Jan Brodowski, rzecznik małopolskiego wojewody.

Polski rząd ma otrzymać z UE po 10 tys. euro na każdego uchodźcę przyjętego z Bliskiego Wschodu i 6 tys. euro na uchodźcę przebywającego już w obozach na terenie UE – w Grecji i na terenie Włoch. Okazuje się, że nie pójdą one za uchodźcą do samorządów, które zdecydują się ich przyjąć.

– Unijne środki otrzymuje polski rząd na procedury przyjęcia, wyselekcjonowania tych osób oraz transport i koszty utrzymania w czasie oczekiwania na decyzję o statusie uchodźcy – tłumaczy Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSW.

Uchodźcy będą przyjeżdżać do Polski stopniowo w małych grupach, liczących 150 osób co cztery miesiące. Procedura o nadaniu lub odmowie statusu może trwać do pół roku. Co dalej?

Rząd sonduje, czy mógłby rozlokować azylantów w polskich gminach, by jak najszybciej mogli się zasymilować. Ale z pierwszych 40 gmin na Śląsku, które odpowiedziały na pytania Ministerstwa Pracy, wynika, że żadna nie chce przyjąć uchodźców.

– Rząd nie daje żadnych pieniędzy, co nie jest fair. Mówiąc wprost, chce nam dołożyć kolejnych zadań, których wykonania sam się podjął – utyskuje jeden ze śląskich prezydentów proszący o anonimowość.

– Mam blisko 300 mieszkańców, którzy czekają na mieszkania socjalne i trzy razy tyle na komunalne. Dam uchodźcom poza kolejką, to mnie zjedzą – tłumaczy inny samorządowiec.

W podobnym tonie wypowiada się Rafał Piech, prezydent Siemianowic Śląskich, który szacuje, że na przyjęcie ok. 100 uchodźców statystyczna gmina musiałaby wydać ok. 2,5 mln zł. I nie ma tych pieniędzy.

Pomorskie Gniewino zadeklarowało wojewodzie przyjęcie 12 uchodźców, ale tylko dlatego, że lokale dla nich zgodzili się udostępnić lokalni przedsiębiorcy. – My sami ich nie posiadamy i zaproszenie Syryjczyków bez pomocy lokalnych firm nie byłoby możliwe – przyznaje Mikołaj Orzeł, rzecznik Gniewina.

—Izabela Kacprzak

POLECAMY

KOMENTARZE