Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Teatr

"Wesele" Gardzienic: Szaleństwo i miłość

„Wesele” Gardzienic to przede wszystkim wspaniały powiew młodoœci
materiały
Na takie odczytanie „Wesela" Wyspiańskiego warto było czekać 40 lat.

Tyle właœnie minęło od założenia Oœrodka Praktyk Teatralnych, który, wkładajšc w swoje logo nazwę podlubelskiej wsi Gardzienice, rozsławił jš na cały œwiat.

Grupa Włodzimierza Staniewskiego, która w swych działaniach wraca do korzeni teatru, przez cztery dekady wykształciła ludzi zarażonych teatrem, którzy namaszczeni przez swego charyzmatycznego przywódcę rozpierzchli się po œwiecie niczym prorocy głoszšcy dobrš nowinę.

Najnowszš premierę, czerpišcš inspirację z „Wesela" Wyspiańskiego Staniewski okreœlił jako „zaœlubiny szaleństwa z romantycznš miłoœciš". A w założeniach zaznaczył: „Wesele postawione na obłędzie! Na żadnej tam pijackiej demencji, na żadnym delirium! Wesele jako studium obłędu, studium zaburzeń urojeniowych! Co za temat. Arcypolski, ale Polskę i Polaka przekraczajšcy... Globalny!".

W tej realizacji widać fascynację antykiem, która zawsze była mocno obecna w twórczoœci zarówno Wyspiańskiego, jak i Staniewskiego. „Wesele" Gardzienic zostało przefiltrowane przez antyk jako kolebkę naszej kultury. Cały przecież pierwszy akt utworu napisany jest w manierze antycznej, dionizyjskiej.

Dzieło Wyspiańskiego i Staniewskiego zatopione jest w plastyce Jacka Malczewskiego. Tekst Wyspiańskiego został mocno poszarpany. Spektakl utworzony jest wokół monologów poszczególnych postaci. Stajš się one rodzajem archetypów budujšcych opowieœć. Każda z postaci w romantycznej goršczce prezentuje swoje spojrzenie na œwiat.

Cwał pojawiajšcych się i znikajšcych bohaterów odbywa się w rytm muzyki Zygmunta Koniecznego. Do napisania muzyki do „Wesela" namawiało krakowskiego kompozytora wielu reżyserów. Staniewski, majšc już gotowš partyturę, podszedł wszakże do niej po swojemu, porozrywał jš dodatkowo na kawałki.

Symptomatyczne, że jednego z najstarszych stażem artystów Gardzienic – Mariusza Gołaja – reżyser umieœcił w trumnie jako widmo i upiora. Bo jest w tym spektaklu prawdziwy powiew młodoœci. Młodzi wychowankowie Akademii Gardzienic zachwycili temperamentem i urodš. Na uwagę zasługuje m.in. Magdalena Pamuła, która przejmujšco wyœpiewała i wytańczyła postać Racheli, Isi, Marysi i Kasi. Poruszajšca jest Joanna Holegreber w roli Wernyhory, a także Kliminy. Na długo pozostaje w pamięci postać Żyda w interpretacji Marcina Mrowcy, któremu przypadła też rola Dziennikarza i Dziada. Jan Lech w postaci Księdza zaprezentował swš szlachetnoœć i naiwnoœć. W pamięci pozostaje Adrianna Kołpak (Zosia), Filip Rutkowski (Kacper).

Żywioł młodoœci mocno zaakcentowany jest też w napisanym specjalnie do tego przedstawienia Prologu oraz zakończeniu, czyli Poprawinach. Zdaje się, że to historia wesoła, a jednak ogromnie przez to smutna. Bardzo uniwersalna i ponadczasowa. I bardzo nasza, z chocholim tańcem z marami, które przeœladujš nas od wieków. Jak seria mrocznych natręctw, z którymi nie dajemy sobie rady, a które tkwiš w cišgle niezabliŸnionych ranach przeszłoœci. Nas, Żydów i Ukraińców.

„Warto wiele dać, by te trzy œwiaty się zbratały. A pewnie się nie zbratajš" pisze w notatkach z prób Staniewski. Ale warto próbować. Szef Gardzienic postanowił więc, że to polskie, œrodkowoeuropejskie, słowiańskie „Wesele" poza naszymi granicami pokazywane będzie w dialogu z obrzędami godowo-weselnymi danego kraju. To będzie jego dodatkowa wartoœć. W dialogu między narodami i kulturami artystom zawsze było łatwiej.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL