Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Teatr

Litewski reżyser lustruje polski kult „Dziadów”

Grzegorz Małecki, Gustaw-Konrad
Narodowy.pl
Eimuntas Nekrosius próbuje wyzwolić Polaków ze schematu narodowego, jaki narzucajš „Dziady".

To znakomity pomysł, żeby o tym, co działo się na „Litwie, ojczyŸnie naszej", w Wilnie i w życiu Mickiewicza oraz jaki ma to wpływ na Polaków – opowiedział na scenie Teatru Narodowego Litwin.

Nekrosius od poczštku udowadnia, że „Dziady" można odprawiać z lekkoœciš aniołów grajšcych w hula-hoop. Prostuje też polskie wyobrażenia o Litwie, pokazujšc, że w centrum litewskiego mikrokosmosu sš chłopska rzeczowoœć i ludyczna magia, co zaznacza malowniczo kanka z mleka. Tymczasem Polacy i z niej potrafiš zrobić powstańczš barykadę, zza której ostrzeliwujš się nawet... nogš. Dlatego pokpiwa z naszego nabożeństwa do martyrologii, narodowych mistyfikacji oraz braku dystansu do siebie i naszej historii.

Na ciemnej scenie Narodowego jedyne okno na œwiat ma kształt pomnikowego konturu Mickiewicza. Jesteœmy w więzieniu narodowych stereotypów, w którym Polacy odprawiajš rytuały narzucone przez wieszcza, mylšc romantycznš kreację z życiem. W poecie o mało heroicznej biografii widzš bohatera „cierpišcego za miliony".

Pychę Mickiewicza-Konrada od poczštku ukazuje Grzegorz Małecki, serwujšc w częœci II patetyczne romantyczne gesty i miny. Najlepsza jest częœć III. Nekrosius pokazał młodych Polaków w kostiumach z lat 70. – tak jakbyœmy wcišż widzieli œwiat z perspektywy zakładników Układu Warszawskiego. Nie cieszymy się wolnoœciš, nie żyjemy prawdziwym życiem, tylko żałobnym narodowym mitem, który staje się parodiš historii. Nie jesteœmy więŸniami Rosji, tylko Mickiewicza. Podœwietlona twarz poety przypomina przez chwilę Stalina.

Scena więzienna to festiwal polskiej nadekspresji i bohaterszczyzny. Przyjaciele Mickiewicza-Konrada w drodze do jego celi buńczucznie i na pokaz wymachujš pięœciami do nieobecnego wroga. Nie zrzuciliœmy narodowych masek, o czym marzył Wyspiański. Jakiekolwiek nieszczęœcie się zdarzy – najłatwiej jest nam włšczyć zgranš już płytę mickiewiczowskiej martyrologii, jedyny soundtrack polskiego patriotyzmu. Słyszymy trzask starej płyty, gdy Małecki zaczyna „Wielkš Improwizację". Aktor obœmiewa dumę wywołanš tym zaszczytnym zadaniem aktorskim. I kręci jak didżej niewidzialnym winylem, jakby pocierał opisane przez Mickiewicza „szklane harmoniki".

Michał Zadara we wrocławskich „Dziadach" odziera z patosu martyrologię więziennych scen. Jego Konrad był raperem i sikał do wiadra. Jednoczeœnie Zadara pokazał Boga w postaci odchodzšcego siwego staruszka w białym garniturze. Nekrosius podobnie jak Englert w niedawnym „Kordianie" uważa polski romantyzm za sprawkę diabelskiej pychy i jedynym partnerem romantycznego bohatera czyni Diabła. To on podszywa się pod Guœlarza (Marcin Przybylski), który nakręca rytuał rozpamiętywania przeszłoœci na cmentarzu – na ziemi zrytej lejami i dziurami, w które wpadajš co chwila polscy obrzędnicy. Wracanie do historii nie pozwala nam iœć do przodu.

Œwietna jest scena, gdy omdlałego Konrada stado diabłów obkłada ksišżkowymi wydaniami „Dziadów". Wizerunek narodowego wieszcza mumifikuje artystę, stajš się jego trumnš za życia. Wystaje z niej tylko dłoń dajšcš autografy Słowackiemu, Krasińskiemu, Norwidowi. Bo od zniewolenia ich wyobraŸni zaczęło się zniewolenie Polaków. Potem diabeł złoœliwie ostemplowuje Mickiewiczowskš pieczštkš całš scenę. I nie sposób zedrzeć tego piętna nawet nożem. Tymczasem Salon Warszawski epatuje hipokryzjš ludzi dobrze sytuowanych, którzy w lejach po bombach grajš w golfa i organizujš akcje charytatywne dla Polaków na Litwie, opatrzone hasłem „Na Wilno".

Niestety, w czteroipółgodzinnym spektaklu zwłaszcza pierwszy akt męczy nadmiarem gier reżyserskiej wyobraŸni i pomysłów. Rozsypuje się na wiele manierycznych etiud. Całoœć spaja genialna muzyka Pawła Szymańskiego.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL