Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Teatr

"Halka" w Łodzi: Dziwny kontusz i dziarski mazur

Dorota Wójcik – przejmujšca w roli Halki.
Teatr
Moniuszko to kompozytor idealny na jubileusz, więc Teatr Wielki w Łodzi uczcił swe 50-lecie „Halkš". Tradycyjnš i dostojnš.

Kiedy pół wieku temu ŁódŸ zbudowała Teatr Wielki, był to po Warszawie największy gmach operowy w Polsce i jeden z najnowoczeœniejszych w Europie. Powstał nieco na przekór centralnym władzom, ówczesny premier Józef Cyrankiewicz twierdził, że taki budynek w tym mieœcie to przesada. Lokalni szefowie nie szczędzili jednak pieniędzy, choćby na gigantyczne lustra w foyer, by w myœl zaleceń partii łódzkie kobiety mogły siebie oglšdać w eleganckich sukniach.

Obawy, że widownia będzie œwiecić pustkami, nie sprawdziły się. Pierwsze premiery w 1967 roku wzbudziły takie zainteresowanie, że uruchomiono specjalne pocišgi z Warszawy dla widzów pragnšcych obejrzeć przedstawienia.

Przez następne dziesięciolecia zdarzały się okresy wzlotów i regresów, jak wszędzie. W Łodzi nie było jednak łatwo robić operę, większoœć dyrektorów artystycznych wytrzymywała tu nie więcej niż trzy lata. Powstało jednak sporo inscenizacji, które przeszły do historii polskiego teatru.

Obecny szef artystyczny Wojciech Rodek i dyrektor naczelny Paweł Gabara też sš dopiero drugi sezon, zatem œredniej dyrektorskiego stażu nie zawyżajš. Ostatnia dekada nie była zresztš łatwa dla Teatru Wielkiego, który przeszedł nie do końca udany gruntowny remont. Artystycznie był to czas zawirowań, a niekiedy wręcz konfliktów.

Nowy duet dyrektorski hołduje teatrowi tradycyjnemu, co nie znaczy konwencjonalnemu, za to z dużš starannoœciš muzycznš. W tym stylu przygotowano też jubileuszowš „Halkę". Pół wieku wczeœniej tym dziełem Moniuszki przywitał widzów nowo otwarty Teatr Wielki w Łodzi.

Kiedy w wydanym z okazji rocznicy albumie „Opera obiecana" oglšda się zdjęcia z „Halki" z 1967 roku, można odnieœć wrażenie, że w teatrze niewiele się zmieniło. Premierę 2017 roku zrealizował Jarosław Kilian, który hołduje tradycji, nie patrzšc na zmieniajšce się mody teatralne. Oglšdamy spektakl kontuszowo-góralski, jakby nie zdarzyły się w ostatniej dekadzie liczne inscenizacje szukajšce dla „Halki" współczesnego klucza interpretacyjnego.

A jednak żyjemy w innym œwiecie, o czym œwiadczy choćby fakt, że coraz trudniej znaleŸć specjalistę, który potrafiłby pokazać na scenie męskie kontusze i suknie szlachcianek. To, co w Łodzi zaproponowała Weronika Karwowska jako stroje œlubne Zofii i Janusza, zakrawa raczej na żart z dawnego obyczaju.

Kostium w tym przedstawieniu jest zaœ ważny, bo Jarosław Kilian oszczędnie operuje pomysłami scenograficznymi, skupiajšc się na plastycznym komponowaniu poszczególnych obrazów. Miało być kolorowo i widowiskowo, ale największe wrażenie wywiera moment, gdy Halka, której umiera dziecko, chce podpalić koœciół, gdzie ukochany Janusz bierze œlub z innš. Scena jest pusta, z ciemnoœci œwiatło wydobywa jedynie Halkę – Dorotę Wójcik. A ona œpiewa przejmujšco, w sposób naturalny i piękny. To wystarczy, by stworzyć żywy teatr.

Drugim atutem przedstawienia jest Dominik Sutowicz najlepszy od kilkunastu lat Jontek, jaki pojawił się na naszych scenach. Wokalnie swobodny, a przy tym doskonale interpretujšcy tekst, dzięki temu snujšcy się smętnie w innych przedstawieniach Jontek nabrał wreszcie życia.

Orkiestrę Wojciech Rodek poprowadził starannie, choć muzyce brakowało nieco nerwu dramatycznego. Tańce ułożył Emil Wesołowski, ostatni chyba choreograf, który wie, jak należy poprowadzić mazura.

masz pytanie, wyœlij e-mail do autora: j.marczynski@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL