Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sztuka

Artysta, który robił dziury w obrazach

YouTube(kadr z filmu)
30 sierpnia mija pišta rocznica œmierci Jacka Sempolińskiego. W nałęczowskiej Galerii Spa Spot odbędzie się finisaż wystawy prac tego artysty.

Prezentacja kilkunastu prac na papierze, w tym cyfr arabskich i żydowskich liter – kończy w tej galerii obchody rocznicowego przypomnienia Jacka Sempolińskiego, artysty frapujšcego różnorodnoœciš zainteresowań, bogactwem przemyœleń.

Był malarzem, rysownikiem, wykładowcš w warszawskiej ASP od 1956 roku. Jako młody artysta odniósł sukces jako scenograf – jego ankieta do „Andromachy” Racine’a wygrała na wystawie młodych artystów szkół artystycznych, cieszšc się œwietnymi recenzjami i torujšc drogę do dalszych realizacji. Ale nie chciał. „Zrozumiałem, że teatr nie dla mnie, że w domu, przy stole, projektujšc, jestem królem – tu, w instytucji, jestem częœciš organizmu, a to likwidowało mojš wyobraŸnię” – zanotował po latach Sempoliński.

Przycišgał nie tylko swojš twórczoœciš (uczestnik Ogólnopolskiej Wystawy Młodej Plastyki w Arsenale w 1955 roku, laureat Nagrody im. Jana Cybisa - 1977), ale i – osobowoœciš.

– Jest taki œwiat, jest taka rzeczywistoœć, która nie wyłšcznie w realiach się przejawia, ale w jakichœ ideach czy nawet wierze religijnej, pozamaterialnej – mówił Jacek Sempoliński w 2009 roku, trzy lata przed œmierciš w  dokumencie zrealizowanym przez LabArt. 

Wspomina też w filmie, jak ważna była wystawa w Arsenale, która spowodowała zainteresowanie sztukš wielu dotšd obojętnych na niš ludzi.

Opowiada o używanych przez siebie kolorach.

– Fiolety pojawiły się bez żadnego programu. Intuicja mnie nakierowała, a nie – rozum. Jak potem się dowiedziałem, kolor fioletowy należy do głęboko duchowych. Teraz, od szeregu lat, używam w gruncie rzeczy trzech kolorów: czerwieni, błękitu i bieli. Z tego wychodzi cała gama.

O swoich dziurawych obrazach mówi w dokumencie:

– Nie planowałem nigdy żadnej destrukcji, tylko usiłowałem zrealizować swoje rozumienie formy. Nie mogłem z płótna formy wydusić, wobec tego zdrapywałem szpachlš to, co na malowałem, żeby namalować ponownie, ponownie, ponownie… I z tego zdrapywania porobiły się dziury.

Postanowił nic z nimi nie robić – zachować jako “dokument wypadku przy pracy”. Wyjaœnia z humorem, że przysporzyły mu one pewnej sławy, która zbiegła się z czasem stanu wojennego – wtedy stały się aktualne politycznie.

– Brano moje obrazy hurtowo na rozmaite wystawy organizowane w ramach kultury niezależnej – wspomina Jacek Sempoliński. – Na wystawach urzšdzanych w parafiach, podziemiach koœciołów moje obrazy funkcjonowały nagminnie. 

Zwierza się, ze najważniejsze podróże odbył do Włoch i do Hiszpanii, i że ta ostatnia – nie zawiodła go.

– Sztuka to prawdopodobnie potrzeba innego życia. Tylko, że na ogół ludzie to zagłuszajš – zauważał artysta. – Na ogół nie pamiętajš, że kiedyœ odczuwali momenty uniesienia nad urodš œwiata albo nad siłš jakichœ przeżyć. Jest energia, która daje człowiekowi poczucie, że œwiat nie jest dokładnie takim w jakim żyjemy, tylko trochę czymœ innym. I ta energia jest prawdopodobnie istotš sztuki, którš niektórzy wariaci usiłujš przetworzyć w utwory materialne czyli w dzieła sztuki. Sztuka bierze się z potrzeby rzeczy nieistniejšcych, tęsknoty za nimi.    

Artysta opowiada także w filmie o swoim stosunku do religii, który wahał się między skrajnoœciami, aż do połowy lat 70., gdy po rozmaitych wstrzšsach poszedł nagle do spowiedzi do księdza Jana Twardowskiego. 

- Wtedy wróciłem do religii – opowiada Sempoliński.

Opowieœć artysty toczy się na tle ważnych dla niego miejsc, wœród których jest dom w warszawie na Saskiej Kępie, w którym mieszkał, Zachęta, w której miał w 2002 roku dużš retrospektywnš wystawę, a także Pałac w Nieborowie, w którym często bywał i w którym nakręcona została zimš 2009 roku rozmowa. Trzy lata póŸniej, w Nieborowie, Jacek Sempoliński zmarł.

Na poczštku tego roku, w którym przypada też 90. rocznica jego urodzin wystawę „Obrazy patrzšce” złożonš z ponad stu prac malarza można było oglšdać w krakowskiej Manghdze. I choć przygotowana przez Annę Król wystawa była największš po œmierci artysty, to jednak jest zaledwie wycinkiem z twórczoœci obliczanej na ponad osiemset płócien i kilka tysięcy rysunków. „Jego malarska wypowiedŸ jest totalna, wszechogarniajšca, pozornie kusi otchłaniš, a obrazy patrzš na nas znad otchłani” – napisała w katalogu Anna Król.

Kilka miesięcy temu wydany został nakładem Instytutu Sztuki PAN ponad 500-stronicowy tom wypisów z dzienników Jacka Sempolińskiego „A me stesso”, czyli – sobie samemu.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL