Tajemnicze siły artystki. Wystawa Angeliki Markul w CSW

aktualizacja: 27.03.2016, 16:08

Angelika Markul łączy pasję odkrywania zagadkowych zjawisk ze sztuką. Mieszka i tworzy w Paryżu, a przygotowując nowe prace podróżuje do odległych zakątków ziemi.

REDAKCJA POLECA

Instalacje, które prezentuje na wystawie  „To, co stracone, jest na początku”  w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie są efektem podróży do Japonii, Chile, Meksyku. To, co tam zobaczyła, połączyła z własną fantazją. I przeobraziła w monumentalne obrazowo-dźwiękowe instalacje.

Do Japonii pojechała, żeby na własne oczy zobaczyć kamienny obiekt zatopiony pod wodą u brzegów wyspy Yonaguni, a odkryty w końcu lat 80. XX wieku. Wygląda jak schodkowa piramida (o wysokości 25 m i długości 250 m), otoczona także kamienną obwodnicą. Badacze nie są zgodni, czym jest ten obiekt. Japoński geofizyk profesor Masaaki Kimura uważa, że to cytadela sprzed 10 tysięcy lat, dzieło rąk ludzkich, gdy obszary te nie były jeszcze zalane przez morze.

Stąd już tylko krok do teorii, że to fragment zaginionego kontynentu, mitycznej krainy Mu. Jednak geolog Robert Schoch z Uniwersytetu Bostońskiego dowodzi z kolei, że nie jest to dzieło cywilizacji, lecz sił natury. Spór do dziś pozostaje nierozstrzygnięty. Filmowe podwodne obrazy w instalacji Markul mają natomiast aurę niezwykłej przygody; z europejskiej perspektywy kojarzą się z poszukiwaniem i odnalezieniem mitycznej Atlantydy.

W Meksyku wraz z artystką docieramy do jaskini kryształowej w Naica, którą geolog Juan Manuel–Garcia-Ruiz nazwał kryształową Kaplicą Sykstyńską. Jest to dzieło natury, odkryte przypadkowo pod kopalnią ołowiu i srebra na początku XXI wieku. Piękno selenitowych kryształów ujawniono w zgoła „piekielnych” warunkach, bo temperatura w jaskini sięga 50 stopni Celsjusza. Niedawno dostęp do jaskini został zamknięty, gdyż kryształom groziło zniszczenie.

Na pustynię Atakama w Chile Angelikę Merkul sprowadziła chęć zobaczenia obserwatorium ESO Paranal, wyposażonego w najbardziej zaawansowany teleskop, służący do badania planet poza Układem Słonecznym. Efektem tej podróży jest praca artystki „400 miliardów planet”.

Angelikę Markul pociągają tajemnicze światy i nieuchwytne granice między realnością i mitem, początek i koniec zjawisk zarówno kreowanych przez naturę, jak i człowieka. Eksplorując je zanurza się w niepokojące głębie, w to, co nierozpoznane i nieświadome. Pasja, z jaką to robi, przypomina naukową dociekliwość badacza. Ale w podróżach do źródeł prawdy ostatecznie, nie chodzi jej o racjonalizację dziwnych zjawisk.

Artystka raczej „traktuje całą naturę, zarówno ludzką, jak i nieludzką, jako zasób, który można i należy poddać estetycznej eksploatacji”, jak podpowiada nam przewodnik po wystawie. To, co zadziwiającego zobaczyła i co nieraz przerasta możliwość wytłumaczenia, przeobraża w równie zagadkowe dzieła sztuki, które działają z halucynogenną siłą na  wyobraźnię i emocje widza.

Angelika Markul „To, co stracone, jest na początku” – wystawa w CSW–Zamek Ujazdowski czynna  do 31 lipca

KOMENTARZ DNIA
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE