Świat

Europejski impuls dla całych Bałkanów

Premier Grecji Aleksis Cipras
AFP
Rosja będzie próbowała ingerować, UE i NATO muszą pilnować tego procesu do końca – uważa Wesela Czernewa, ekspertka European Council for Foreign Relations

Rzeczpospolita: Jak doszło do porozumienia między Ciprasem a Zaewem? Obaj premierzy są z partii lewicowych. Czy to pomogło?

Wesela Czernewa: Nie sądzę. To kwestia ponadpartyjna. W Macedonii nie ma różnicy w tej sprawie między lewicą a prawicą, a podział biegnie między tymi, którzy są za kursem europejskim lub przeciwko niemu. Dla Macedonii to jest punkt zwrotny, chęć zmiany przeznaczenia i szybkiego wejścia do NATO i rozpoczęcia negocjacji z UE. Macedonia była pierwszym krajem Bałkanów Zachodnich, który dostał status kandydacki w 2005 r., a do dziś z powodu sprzeciwu Grecji nawet nie rozpoczęła negocjacji. W Grecji natomiast kolejne rządy od ponad 25 lat, czy to z lewicy, czy z prawicy, mierzyły się z kwestią nazwy Macedonii bez sukcesu. To, że Cipras w końcu osiągnął porozumienie, wynika głównie z faktu, że ma dość innych problemów. I potrzebuje europejskiego poparcia. Nie należy jednak nie doceniać ryzyka fiaska. W Macedonii będzie referendum na ten temat, potem potrzebna jest ratyfikacja przez parlamenty narodowe obu krajów. Referendum niesie za sobą ryzyko, wszyscy wiedzą, że Rosja będzie tu próbowała ingerować. Dlatego UE i NATO muszą pilnować tego procesu do końca. W maju przyszłego roku są wybory do Parlamentu Europejskiego, potem zmienia się Komisja Europejska. Obawiam się, że jeśli ta sprawa nie zakończy się do końca roku, to potem możemy czekać nawet pięć lat.

Grecja, jak pani wspomniała, ma swoje problemy, szczególnie negocjacje w strefie euro. I to czyni ją skłonną do kompromisu. A co się zadecydowało po stronie macedońskiej? Czy strach przed wpływami Rosji odgrywał jakąś rolę?

Przez lata narastało w Macedonii niezadowolenie z rządu, co ostatecznie doprowadziło do jego upadku, uformowania wielkiego bloku proeuropejskiego. Są może jakieś uwarunkowania geopolityczne, ale moim zdaniem chodzi przede wszystkim o sytuację wewnętrzną. W ciągu ostatnich lat z Macedonii wyjechała 1/3 mieszkańców. Żeby utrzymać ten kraj na powierzchni, niezbędna jest europejska perspektywa. I stało się jasne, że poprzedni rząd premiera Gruewskiego nie był w stanie jej zapewnić: atakował wolne media, organizacje pozarządowe, trójpodział władzy. Były afery związane z finansowaniem partii itd. A na końcu jeszcze się okazało, że tysiące ludzi były na podsłuchu służby bezpieczeństwa.

Czy UE i USA aktywnie pomagały w tych negocjacjach?

Zdecydowanie tak. Mogliśmy zaobserwować skoordynowane działania Komisji Europejskiej i zastępcy sekretarza stanu USA w przekonywaniu prezydenta Iwanowa do rozwiązania parlamentu w czasie kryzysu rządowego. To nie byłoby możliwe bez presji zewnętrznej. Ówczesny premier chciał zachować władzę, uciekając się do wszelkich możliwych metod. Same negocjacje były prowadzone przez Grecję i Macedonię z udziałem w roli mediatora ONZ. Ale na pewno rządy państw europejskich, te w regionie oraz te największe, były pomocne w osiągnięciu porozumienia. Konsekwencje będą dla całego regionu. Można oczekiwać nowego rozmachu dla europejskiej perspektywy. Oraz presji na rządy Serbii i Kosowa, żeby też szukały porozumienia.

Wejście do NATO to chyba tylko formalność, jeśli rzeczywiście cały proces zmiany nazwy zakończy się sukcesem. A co z UE?

Macedonia jeszcze nawet nie rozpoczęła negocjacji, więc to proces na wiele lat. Ale jestem przekonana, że jeśli porozumienie zostanie wypełnione, to Rada Europejska da zielone światło dla rozpoczęcia negocjacji. Nie wyobrażam sobie, żeby stało się inaczej, jeśli Macedonia wypełni postulat Grecji. Do tej pory ta sprawa była polityczna, teraz mam nadzieję stanie się techniczna: wypełnianie unijnego prawodawstwa, otwieranie rozdziałów negocjacyjnych i zamykanie.

—rozmawiała Anna Słojewska

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL