Świat

Śladami Nikołaja Roericha

„Koń szczęścia” Nikołaja Roericha z cyklu „Maitreya” (1925 r.).
AFP
Choć wielu biografów opisało jego życie, to nikomu nie udało się odpowiedzieć na pytanie, kim naprawdę był. Uzdolnionym artystą, niestrudzonym badaczem kultury czy może natchnionym teozofem, który położył fundamenty pod New Age?

Nikołaj Roerich z pewnością był wizjonerem i człowiekiem wyprzedzającym swoją epokę. A jeśli tak, to nie może dziwić, że jego azjatyckie wyprawy wzbudzały zainteresowanie współczesnych mu polityków, dziennikarzy czy nawet szpiegów. Tym bardziej że wszystko działo się w mocno burzliwym czasie pomiędzy światowymi wojnami.

Fascynacje

Nie sposób przedstawić, a tym bardziej zinterpretować, azjatyckich wypraw Nikołaja Roericha bez choćby krótkiego wstępu biograficznego. To w jego artystycznych pasjach kryje się bowiem klucz do zrozumienia fascynacji Wschodem. A dokładniej Tybetem oraz Mongolią, uchodzącymi za jedną z kolebek ludzkości. Sam Roerich właśnie z tego powodu postrzegał Azję jako zalążek nowej cywilizacji. Szansę na powstanie doskonałego społeczeństwa bez wojen i przemocy. Nową kulturę o globalnym zasięgu, która wraz z uniwersalnym przesłaniem doskonałości będzie promieniowała nieustającym rozwojem. O takich wizjach zwykło się mówić krótko: utopia, szczególnie jeśli brać pod uwagę historyczne doświadczenia krwawych wojen światowych oraz współczesne wyzwania, jak choćby terroryzm. Jednocześnie trzeba przyznać, że tylko wielkiej pasji, którą miał, Roerich zawdzięcza tak wielkie osiągnięcia w tak niesprzyjającym okresie. Choć początkowo wydawało się, że świat i tak leży u jego stóp wyłącznie z racji pochodzenia.

Nikołaj Konstantinowicz Roerich urodził się w 1874 r. w rodzinie petersburskich notabli. Ojciec był uznanym prawnikiem, a wśród przyjaciół domu można było spotkać chemika Dmitrija Mendelejewa czy historyka Nikołaja Kostomarowa. Chyba dlatego wybór kariery artystycznej przez syna stał się familijny szokiem. Ale po ukończeniu Imperatorskiej Akademii Sztuki Nikołaj szybko został uznanym malarzem, choreografem i architektem, słowem: przedstawicielem awangardy artystycznej. Wraz z takimi postaciami światowego formatu, jak Ilja Riepin, Nikołaj Rimski-Korsakow czy Siergiej Diagilew. Jednocześnie duchowym przewodnikiem Roericha był konserwatywny duchowny Jan Kronsztadzki, po śmierci wyniesiony do świętości przez Cerkiew prawosławną. W 1902 r. nieodłączną towarzyszką życia Nikołaja została Jelena Szaposznikowa. Była nie tylko żoną i matką dwóch synów Roericha, ale także sekretarką, uczestniczką azjatyckich wypraw, a przede wszystkim współtwórczynią światowej sławy męża.

Co wyróżniało Nikołaja spośród innych wybitnych artystów? Początek XX w. bywa nazywany srebrnym wiekiem rosyjskiej kultury, która rozkwitała wieloma prądami w poszukiwaniu nowych form przekazu. Roerich sięgnął do ruskiej przeszłości. Tematami jego prac była pogańska słowiańszczyzna i Ruś witająca Waregów Ruryka. Nikołaj nie poprzestał jedynie na malarskich kompozycjach, ale dla lepszego wyczucia tematu stał się jednym z prekursorów nowoczesnej archeologii. Zasłynął misjami wykopaliskowymi, odkrywając pamiątki epoki neolitycznej. Nie mniej znane były jego wyprawy do źródeł Rusi, jak nazywał wielotygodniowe objazdy najstarszych miast. Efektem stały się etiudy, czyli serie szkiców i obrazów dokumentujących przeszłość, oraz przebogata kolekcja materialnych artefaktów. Nabyta w ten sposób empatia podpowiedziała Roerichowi nadejście mrocznych czasów: w latach poprzedzających wybuch I wojny światowej jego malarstwo przybrało ton apokaliptyczny. A może był to efekt ciężkiej choroby płuc? W każdym razie sztukę Roericha zdominował mistycyzm. Jego wyprawy skoncentrowały się na Wyżynie Wałdajskiej, skąd biorą początek wielkie rzeki, takie jak Wołga i Dniepr, symboliczne dla dawnej Rusi. Potem przyszedł czas na podróż w góry Ałtaj, bo Nikołaj w swoich poszukiwaniach duchowych coraz częściej sięgał do kultury Wschodu. U podnóża szczytu Biełucha malarz wziął udział w obrzędzie syberyjskich szamanów, doznając podczas pogańskiej inicjacji swoistego olśnienia. Dalsze poszukiwania inspiracji przerodzą się w artystyczną, a następnie filozoficzną ideę syntezy Rosji i Azji. Były chyba warte poświęconego wysiłku, bo pod wrażeniem tej części dorobku Roericha pozostawał Lew Gumilow, najwybitniejszy przedstawiciel eurazjatyckiego nurtu historii. Demokratyczna rewolucja lutowa 1917 r. zastała malarza w Księstwie Finlandii. Gdy w październiku tego roku władzę w Rosji przejmowali bolszewicy, Finowie wystąpili z byłego imperium i zamknęli granice. Tak dla Roericha rozpoczął się okres emigracji, która potrwała do końca jego życia.

Wyprawy

W 1918 r. Roerich był malarzem znanym szeroko nie tylko w Rosji, ale także w całej Europie. Był twórcą niezwykle płodnym: jego znany dorobek sięga 7 tys. obrazów, etiud oraz innych projektów. Mógł zatem żyć dostatnio w Finlandii, tyle że nie chciał. Wojna światowa i upadek imperium wywołały tektoniczny wstrząs wśród rosyjskiej inteligencji. Artyści, naukowcy bądź po prostu ludzie wykształceni masowo emigrowali, uchodząc przed bolszewicką zarazą. Ich wysiłek intelektualny koncentrował się wokół wyjaśnienia przyczyn katastrofy, a z czasem zajęli się budową trudnego życia na obczyźnie.

Jak się wydaje, Roerich nie był wyjątkiem, zwrócił się bowiem ku teozofii, czyli synkretycznemu połączeniu filozofii i religii. Przeniósł się do Londynu, gdzie rozpoczął przygodę z kulturą Indii. W nader tajemniczych okolicznościach uległ wpływom hinduskiego proroka Mahatmy Moryi. Do dziś niejasne pozostaje, czy komunikował się z realną osobą, czy też sięgnął po okultyzm. Artysta zaprzeczał wprawdzie fascynacji tego rodzaju komunikacją, jednak przyznawał, że przekaz nauczyciela to wynik tzw. pisma automatycznego, czyli wrażeń zapisywanych mechanicznie w stanie transu lub hipnozy.

W każdym razie to w Londynie celem Roericha stała się wyprawa do Tybetu. Ale na organizację wielkiego przedsięwzięcia potrzebne były spore środki, dlatego w ich poszukiwaniu udał się do USA. Powiedzieć, że odniósł tam sukces, to nie powiedzieć nic. Nikołaj podbił Amerykę zarówno swoją sztuką, jak i teozoficznymi ideami. To w USA powstał Ruch Roerichowski, czyli zorganizowane szeregi wyznawców. Artysta przekonywał, że wobec upadku cywilizacji zachodniej to w Azji kryje się klucz do wiedzy, która zapewni ludzkości harmonijny rozwój i zapobiegnie nowym wojnom. Trudno się dziwić światowemu aplauzowi dla takiego programu, była to bowiem znakomita psychoterapia po krwawej łaźni światowego konfliktu. Nikołaj pozyskał sponsorów i pieniądze, które w latach 1923–1928 umożliwiły mu serię wypraw.

Innym zagadkowym fragmentem biografii pozostają z pewnością kontakty Roericha z bolszewikami. Podobnie jak cała rosyjska inteligencja artysta nader aktywnie zwalczał czerwony reżim. Jednak podczas przygotowań do wyprawy złagodził zdanie do tego stopnia, że przybył do Moskwy. Wypowiadał się pozytywnie o Leninie, nazywając go po śmierci mahatmą. Został przyjęty przez komisarza spraw zagranicznych, a także szefa wywiadu OGPU. Całość posłużyła do wysunięcia wobec Roericha oskarżeń o współpracę szpiegowską z Rosją Radziecką. Ich integralnym elementem stały się przypuszczenia co do faktycznych celów tybetańskiej wyprawy. Jednak planowanym przedsięwzięciem nie interesowało się tylko OGPU. Głośna ekspedycja wpisywała się w „wielką azjatycką grę" mocarstw o wpływy geopolityczne. Dlatego Roerichem zajmowały się również służby brytyjskie, niemieckie, francuskie i amerykańskie. Jak przebiegała zatem podróż?

Ekspedycja zaczęła się od rocznych peregrynacji po Indiach, a uczestnicy odwiedzili główne ośrodki buddyzmu. To na założeniach tej religii Roerich opierał zarys projektu odnowy ludzkości. W przerwie artysta odwiedził Indonezję, ówczesną Sri Lankę, ale także rosyjską Syberię (ponownie Ałtaj). Kolejny etap rozpoczął się w Urdze. Ze starożytnej stolicy Mongolii, pomimo trudności piętrzonych przez miejscową biurokrację, ekspedycja rozpoczęła ekstremalny pochód na pograniczu chińskim w kierunku Tybetu. Potencjalne niebezpieczeństwa wynikały z kompletnej anarchii w Państwie Środka, rządzonym przez zbuntowanych gubernatorów prowincji, a faktycznie opanowanym przez bandy rabunkowe. W drodze zbrojna eskorta złożona z białych oficerów musiała toczyć regularne potyczki z grupami rabusiów. Po kilkunastu miesiącach i sforsowaniu ośmiu wysokogórskich przełęczy (4500 m n.p.m.) uczestnicy dotarli do wymarzonego Tybetu, gdzie jednak czekało ich wyłącznie rozczarowanie.

W odizolowanym od zewnętrznego świata państewku teokratycznym również nastąpiły wewnętrzne zaburzenia. Buddyjska hierarchia – lamowie – podzieliła się na zwolenników prozachodniego unowocześniania i konserwatystów. Moderniści, z dalajlamą na czele, pragnęli zbudować sprawną armię oraz administrację, dlatego korzystali z usług angielskich doradców. Ci zaś byli niechętni wyprawie Roericha, podejrzewając jej uczestników o zamiar antybrytyjskiej dywersji. Ekspedycja otrzymała zakaz wjazdu do stolicy państwa Lhasy i otoczona przez tybetańską milicję pięć miesięcy wegetowała na jednym z lodowców. W ekstremalnych warunkach, bo temperatura spadała do -50 stopni, życie pod namiotami i skąpo dostarczana żywność kosztowały życie pięciu uczestników. Padło lub zostało zjedzonych 90 ze 120 jucznych zwierząt. Na nic się zdały, a może tylko popsuły atmosferę, listy Roericha do dalajlamy, w których przedstawiał się jako przywódca buddystów Zachodu. Lhasa stanowczo odrzucała sam pomysł istnienia europejskich wyznawców tej religii. Cóż było począć? W katastrofalnych warunkach ekspedycji pozostał jedynie arcytrudny odwrót, tyle że w kierunku Indii, czemu przeciwdziałali początkowo Brytyjczycy. W 1928 r. wyprawa zakończyła się u podnóża Himalajów, gdzie Roerich uzyskał wreszcie zgodę na stałe osiedlenie i zbudował swoją siedzibę.

Trudno jednak przecenić naukowy dorobek wyprawy. Zgromadzono sporą ilość nieznanych wcześniej manuskryptów, kilkaset innych artefaktów kultury materialnej, o bogatych zbiorach fauny i flory nie wspominając. Artysta stworzył również kilka tysięcy etiud malarskich na temat krajobrazu i ludzi. Odtąd w swej górskiej pustelni, nazwanej Instytutem Badań Himalajskich, Roerich poświęcił się naukowej interpretacji rezultatów wyprawy. Rozszerzał stale wiedzę o nowe badania. Nie był to wcale koniec czynnych wypraw artysty, choć o kolejnej ekspedycji wiemy nieco mniej. Nikołaj powrócił do badania Azji w latach 1934–1935. Tym razem za cel obrał Japonię i północne Chiny wraz z Mandżurią oraz pustynię Gobi. Oficjalny patronat nad wyprawą objął amerykański Departament Rolnictwa, ponieważ jako główne zadanie wyznaczono ekspedycji pozyskanie roślin zapobiegających erozji gleby. W ten sposób władze amerykańskie chciały zniwelować skutki klęski ekologicznej wywołanej zaoraniem stepów Dzikiego Zachodu.

I tym razem rodzinie Roerichów nie dopisało szczęście. Międzynarodowa sława malarza została wykorzystana w Tokio do celów politycznych. Nie można zapominać, że od 1933 r. trwała japońska agresja, która skutkowała aneksją chińskiej Mandżurii, zmienionej w marionetkowe Cesarstwo Mandżukuo. Wizyta Roericha legitymizowała więc japońską obecność militarną w Chinach. Na dodatek mandżurskie miasto Charbin było siedzibą licznej rosyjskiej emigracji. Malarz czynnie wsparł antysowiecką działalność uchodźców, angażując się publicznie w wielką politykę. Podczas mongolskiego etapu ekspedycji wezwał do azjatyckiej rewolucji, która utorowałaby drogę kontynentalnej federacji, obejmującej Mandżurię, Mongolię, Azję Południowo-Wschodnią z Indiami na czele, a także znaczącą część Syberii i radzieckiego Dalekiego Wschodu.

Interpretacje

Rzecz jasna projekt generalnej zmiany granic spotkał się z aplauzem Tokio, był bowiem zbieżny z głoszonym tam hasłem Azji dla Azjatów. Mniejsze zrozumienie wykazała Moskwa, ale medialna bomba wybuchła w USA, gdzie japońska inwazja na Chiny podobała się najmniej. Po opublikowaniu w „Chicago Tribune" serii oskarżeń pod adresem Roericha władze amerykańskie wycofały poparcie dla wyprawy. Skandal kosztował malarza utratę sponsorów, części zwolenników oraz prawa wjazdu do USA. Od tamtej pory żył wraz z rodziną w himalajskiej pustelni, co nie znaczy, że wycofał się z publicznej działalności. Wręcz przeciwnie: był to jeden z jego najlepszych okresów artystycznej twórczości, którą przerwała dopiero śmierć w 1947 r.

Instytut Himalajski przekształcił się w szanowaną placówkę naukową, z którą współpracowały światowe ośrodki akademickie. Tym bardziej że zasiana przez Roericha idea międzynarodowej ochrony dziedzictwa kulturowego ludzkości znalazła kontynuację prawną. W 1935 r. 21 przywódców państw amerykańskich z Franklinem D. Rooseveltem na czele podpisało odpowiednią konwencję, nazywaną często paktem Roericha. Mimo wielu inicjatyw belgijskich i francuskich środowisk naukowych rozdarta totalitaryzmami Europa nie powtórzyła tego gestu. Podstawowe postulaty znalazły jednak odzwierciedlenie w powojennych konwencjach ONZ. Sam malarz był z tego tytułu dwukrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla, ale mandżurski skandal zniweczył jego szanse.

Jeśli zaś chodzi o interpretację azjatyckich wypraw, nikt ze współczesnych badaczy nie podważa ogromnego dorobku naukowego czy twórczego, które przyniosły. Za to rozbieżne hipotezy dotyczące ukrytego rzekomo celu ekspedycji hulają w niektórych umysłach. Zwolennicy brutalnej geopolityki sądzą, że „wielki plan" budowy nowej cywilizacji opartej na azjatyckich narodach, religiach oraz filozofii Wschodu należy rozumieć dosłownie. W takim razie wyprawy, w których Roerich występował jako przywódca buddystów Europy, to próby wywołania azjatyckiej rebelii. Choć nie byłby prekursorem, bo jako dowód przedstawiana jest zbieżna w czasie i geografii awantura wywołana przez innego wizjonera. Mowa o baronie Nikołaju Ungernie von Sternbergu, który w 1921 r. wraz z partyzancką dywizją wyruszył z Mongolii na antybolszewicką rekonkwistę Rosji. Tyle że w planach „szalonego barona" leżało odtworzenie eurazjatyckiego imperium na miarę dokonań samego Czyngis-chana.

Teorie spiskowe i spuścizna

Z kolei wyznawcy spiskowej teorii dziejów wietrzą w wyprawach Roericha próbę odszukania jak najbardziej materialnej kolebki ludzkiej mądrości. Zgodnie z buddyjską tradycją mityczna kraina Shangri-La (ros. Szambala) została ukryta przed ludzkim okiem. Znajduje się dokładnie na obszarach eksplorowanych przez Roericha, czyli na wysokogórskim pograniczu wielkiej Mongolii i Tybetu. Legendy mówią, że krainą rządzą mahatmowie, z którymi dzięki okultyzmowi artyście udało się nawiązać kontakt. Dowodem w sprawie jest korespondencja Roericha, twierdzącego, że został dopuszczony do ukrytej krynicy mądrości i otrzymał od nauczycieli tytuł mahatmy – wtajemniczonego. Z niedostępnego, acz realnego świata pochodzić miały zatem konkretne idee i wskazówki, którymi kierował się malarz w swej publicznej działalności.

Jak widać, ogromny i niezaprzeczalny dorobek Roericha dla światowej kultury nie wystarcza, aby przekonać wątpiących. A przecież był on prekursorem, jeśli chodzi o przybliżenie zachodniemu społeczeństwu cywilizacyjnego dorobku Azji. Materialne, a więc naukowe, literackie i malarskie dziedzictwo Roericha bodaj po raz pierwszy pozwoliło Europie spojrzeć zupełnie inaczej na Wschód, traktowany dotąd jedynie w kategorii kolonialnej. Można powiedzieć, że w samą porę, ponieważ II wojna światowa uruchomiła dekolonizacyjne domino. W świetle współczesnych dokonań Chin i pozostałych tygrysów Azji nie trzeba już chyba nikogo przekonywać o globalnym znaczeniu tej części świata dla całej ludzkości. Aby zrozumieć źródła współczesnych sukcesów, tym bardziej warto powrócić do Roerichowskiej spuścizny zgromadzonej z takim trudem podczas jego ekspedycji.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL