Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Mania oceniania. Jak media społecznościowe zaczynajš przypominać Wielkiego Brata

Możliwe, że #metoo to pierwsza akcja społeczna, która dzięki internetowi osišgnęła skalę globalnš. Na zdjęciu marsz ofiar molestowania w listopadzie 2017 r. w Hollywood
Getty Images, Chelsea Guglielmino
Czy grozi nam życie w społeczeństwie, które będzie się „wychowywać" za pomocš wzajemnego oceniania się? Nie jesteœmy wcale od tego dalecy. Chińczycy już przygotowujš narodowy rating obywateli. Granica oddzielajšca nas od takiej rzeczywistoœci powoli się zaciera.

W kultowym brytyjskim serialu „Czarne lustro" aplikacja współpracujšca z soczewkami noszonymi przez ludzi nalicza im punkty przyznawane przez inne osoby właœciwie za każdš aktywnoœć życiowš – od oceny zdjęcia wrzuconego na portal społecznoœciowy (brzmi znajomo w erze Facebooka i Instagramu) po zachowanie w windzie czy w kolejce po kawę. Spontanicznie przyznawane lub odejmowane punkty automatycznie przekładajš się na status społeczny. To od nich zależy np., czy ktoœ bywa zapraszany na towarzyskie salony oraz jakš zniżkę dostanie przy zakupie apartamentu w dobrej dzielnicy.

Futurystyczne wizje takiego społeczeństwa od dawna serwuje nam literatura. Bohater powieœci „Pożeracze danych" Constanze Kurz i Franka Riegera jest permanentnie monitorowany. – Jeœli np. nie pojeŸdził rano przed pracš na rowerku treningowym, od razu dostawał wiadomoœć z informacjš z ubezpieczalni, że jego forma przez to spadnie i że zwiększa ryzyko zapadnięcia na jakšœ chorobę – mówi Adam Kaliszewski, ekspert ds. komunikacji online i mediów społecznoœciowych w firmie Solski Communications.

Œwiat bez kryteriów

Nawet jeœli wizja społeczeństwa z „Czarnego lustra", uzbrojonego w fałszywe uœmiechy, w którym wszyscy nawzajem się oceniamy, co staje się podstawš do okreœlenia naszego miejsca w społecznej hierarchii, jest mocno przesadzona, to wcale nie wydaje się niemożliwa.

– Ponad dwa lata temu głoœna była sprawa aplikacji Peeple stworzonej przez dwie Amerykanki. Każdy jej użytkownik mógł założyć konto dowolnej osobie, by potem jš tam oceniać. Program nie zawojował rynku, bo został zaskarżony do sšdu. Podstawowym problemem była możliwoœć oceniania ludzi bez ich wiedzy i bez jasnych kryteriów – przypomina psycholog Jakub Kuœ, wykładowca na Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. I to właœnie brak jasnych kryteriów tego typu ocen jest głównš przeszkodš, że system znany już przecież z wielu internetowych platform nie został scalony w jeden wielki mechanizm do oceniania ludzkoœci.

– Na portalu Znanylekarz.pl oceniamy kompetencje lekarskie, a w Peeple, podobnie jak w Uberze, nie zawsze było wiadomo, czy oceniane jest czyjeœ zachowanie, czy też osobowoœć, wyglšd albo poczucie humoru. To staje się niebezpieczne, bo my już się przecież, właœciwie od zawsze, i tak na różne sposoby oceniamy. A w portalach społecznoœciowych jest to wręcz permanentne – mówi Jakub Kuœ.

System ocen w internecie powstał jeszcze przed epokš mediów społecznoœciowych. Na powszechnš skalę został wpierw wprowadzony m.in. w platformach handlowych. Miał pozwolić odsiać wiarygodnych i uczciwych sprzedawców od tych nieuczciwych. Jak zauważa Adam Kaliszewski, jest jednak kluczowa różnica między wzajemnym ocenianiem się firm czy usługodawców a ocenianiem ludzkiego zachowania.

Przykładem może być Uber, gdzie nie tylko pasażerowie mogš ocenić kierowców, ale i kierowcy pasażerów. Nie ma jasnych kryteriów okreœlajšcych, kim właœciwie jest dobry klient taksówki. Kiedy mój rating w Uberze (skala jest pięciogwiazdkowa) spadł nagle poniżej 4,8, zaczęłam poważnie zastanawiać się, co mogło to spowodować, skoro nie złamałam żadnej oczywistej zasady zachowania w taksówce. Nie jadłam w niej, nie byłam nieuprzejma ani tym bardziej agresywna, nie trzaskałam drzwiami ani się nie spóŸniłam, nie robiłam kierowcom żadnych uwag na temat ich pracy.

A spadek oceny nie jest bez znaczenia. Formalnie pasażerowi, w przeciwieństwie do kierowcy, nic za niski rating nie grozi, w praktyce częœć kierowców przyznaje, że tych z podejrzanie niskš ocenš wożš mniej chętnie. Tygodniami starałam się ustalić, co mogło sprawić, że mój rating spadł. Odpowiedzi kierowców bywały zaskakujšce. Od takiej, że obniżenie ratingu to właœnie efekt sympatii, bo „podejrzanie wysoki" œwiadczy o rzadkim jeżdżeniu i od razu wyglšda na niewiarygodny (ten argument od razu odrzuciłam jako absurdalny), po takie, że pasażer może dostać mało gwiazdek za zniechęcajšce milczenie albo odmienne poglšdy w jakiejœ sprawie (niekoniecznie polityczne), zwłaszcza gdy mocno ich broni.

Dr. Dominika Batorskiego, socjologa internetu z Uniwersytetu Warszawskiego, to nie dziwi. – To kwestie subiektywne. Niedawno dałem kierowcy niskš ocenę, bo miał rasistowskie poglšdy i w dodatku dzielił się nimi bez skrępowania. Uznałem, że to nie w porzšdku. Motywacje do wystawiania takich ocen mogš więc być bardzo różne. Zaobserwowałem np., że Ukraińcy, których jest dużo wœród kierowców Ubera, majš te oceny niższe od Polaków, choć nie ma to żadnego uzasadnienia. Możliwe więc, że jest to efekt niechęci do Ukraińców w Polsce – opowiada.

I dodaje: – Tych ratingów jest dziœ już tak naprawdę bardzo dużo – sš platformy wymiany opinii o lekarzach, serwisy o wykładowcach akademickich. Sš ludzie, którym to przeszkadza, ale jest to jakaœ metoda wymiany wiedzy. Kiedyœ odbywało się to w bardziej zindywidualizowany sposób. Gdy ludzie funkcjonowali w małych œrodowiskach, zwłaszcza w małych miejscowoœciach, każdy wiedział o wszystkich wszystko. Nowe narzędzia stwarzajš dziœ po prostu mechanizmy wymieniania takich opinii na większš skalę.

Społeczeństwo gwiazdek

Wykorzystanie międzyludzkich ocen na szerszš skalę zamierzajš wprowadzić Chińczycy. Władze chcš tam od 2020 r. wdrożyć Społeczny System Oceniania obywateli majšcy na celu ułatwianie oceniania „szczeroœci" poszczególnych osób i „zaufania" do nich. Kryteria takiej oceny będš zarówno finansowe (ważne będzie np. spłacanie w terminie kredytów), ale także bardziej mgliste, bo ważne będzie np. co i jak się kupuje oraz z kim utrzymuje się kontakty. Niejasne jest, czemu – oprócz inwigilacji – taki ranking miałby służyć. W amerykańskich mediach pojawiały się informacje, że wysoka ocena może się w przyszłoœci przekładać na lepsze warunki otrzymania kredytu czy możliwoœci zapisania dzieci do lepszej szkoły. Czy nie przypomina to do złudzenia wizji scenarzystów „Czarne lustro"?

– Ten projekt to ekstremalna forma oceniania ludzi. Mało zresztš o niej wiemy, œledzšc tylko doniesienia zachodnich mediów. Ciekawe, co sšdzš o tym sami Chińczycy – czy toczy się wœród nich na ten temat jakaœ debata, bo z zachodniego punktu widzenia jest to pomysł dosyć kontrowersyjny – mówi dr Aleksandra Przegalińska-Skierkowska, filozofka i badaczka rozwoju nowych technologii.

Zdaniem socjologów i psychologów, choć rozwój internetu sprawił, że przywykliœmy do wystawiania ocen, wdrożenie permanentnego systemu oceniania ludzi zakończyłoby się fiaskiem. Przede wszystkim, gdyby wykorzystano tak proste narzędzie, jakim jest rating znany z Allegro, Ubera czy Znanegolekarza.

– W systemach ratingowych bardzo niejasne kryteria przekładajš się na bardzo jasnš ocenę. Nie wiemy, jakie motywacje za niš stojš, ale np. 4 czy 5 gwiazdek w Uberze to bardzo konkretne wyznaczniki tego, gdzie znajdujemy się w tej społecznoœci. Skrajny subiektywizm może nagle stać się czymœ obiektywnym. Nie jestem też zwolenniczkš rozwišzania, w którym taki rating jest jednostronny, czyli gdy konsument może sobie pozwolić przy ocenie na różne „pańskie gesty", a np. kierowca nie ma żadnej możliwoœci oceniania klienta – podkreœla Aleksandra Przegalińska-Skierkowska.

Jej zdaniem każdy rozszerzony system oceny wymaga poœwięcenia przez użytkownika czasu oraz uzasadnienia, nawet jeœli byłyby to tylko tagi, czyli hasła wyjaœniajšce podjętš decyzję. W Uberze jest wprawdzie opcja dodania uzasadnienia, ale nikt tych komentarzy zazwyczaj nie zostawia. – W przeciwnym razie będziemy się wikłać w coraz więcej takich absurdów. Chyba że chcemy stać się skwantyfikowanym społeczeństwem, które w ogóle ze sobš nie dyskutuje, tylko przyznaje sobie gwiazdki – mówi Przegalińska-Skierkowska.

Wštpliwa samoedukacja

Socjologowie i psychologowie nie wierzš w edukacyjne walory takich mechanizmów jak proste ocenianie w kilkustopniowej skali. – Nie traktowałbym wyników takich ocen jako wskazówek co do własnego zachowania. Kierowca może przecież wystawić słabš ocenę dlatego, że nie mógł znaleŸć adresu czy musiał chwilę poczekać. Czy rating obniżony z takiego powodu powinien być od razu wskazówkš, że czas w sobie coœ poprawić? Nie wydaje mi się. Moim zdaniem tego typu rozwišzania funkcjonujš raczej po to, by odsiać najsłabsze przypadki – mówi Dominik Batorski. A Jakub Kuœ w ogóle uważa, że tego rodzaju oceny trzeba ignorować. – Już sam fakt, że o tym rozmawiamy i że ktoœ być może zastanawia się dzisiaj, jak powinien się zachować, by taki rating wypadł mu jak najlepiej, jest zjawiskiem niebezpiecznym – podkreœla. Nie wyklucza, że moda na ocenianie się właœnie powoli wyhamowuje.

Podobnego zdania jest Przegalińska-Skierkowska: – Te oceny, czy systemy obiektywizacji wiedzy sš z nami od jakiegoœ czasu i dalej będš obecne, natomiast doprowadzone do absurdu, mogš po prostu wywołać odwrotnš reakcję, powodujšcš ich blokadę albo stać się kompletnie bezużyteczne.

Dominik Batorski dla równowagi podaje jednak przykład pozytywnych efektów wprowadzania takich systemów. – Wœród kierowców Ubera jest znacznie więcej kobiet niż w tradycyjnych korporacjach. Moim zdaniem wynika to z tego, że właœnie dzięki systemom oceny klientów nikt nie jest tam anonimowy i kobiety-kierowcy w Uberze czujš się dużo bezpieczniej. Więc sš i zalety takich rozwišzań – mówi.

Na razie wizja złoœliwego, negatywnego oceniania się za cokolwiek wydaje się nam nie grozić. Gros kierowców Ubera pytanych o to, jak najczęœciej ocenia pasażerów, mówiło mi, że najczęœciej automatycznie przyznaje klientom pięć gwiazdek, oczekujšc w zamian takiej samej „pochwały" i nie robi z drobnych nieporozumień żadnego problemu, a słabe oceny pozostawia sobie tylko na rzadko się zdarzajšce naprawdę ekstremalne sytuacje.

Efekt œnieżnej kuli

Skala, jakš przybrała akcja #metoo, majšca uczulić na społeczny problem, jakim jest molestowanie, pokazuje, że ocenianie innych może mieć też pozytywne społecznie skutki. Najważniejszym jest utrzymywanie generalnych standardów własnego zachowania. Globalny zasięg #metoo zawdzięcza nie tylko wadze problemu, ale też tzw. efektowi wiralowemu w mediach społecznoœciowych, gdy informacje błyskawicznie rozchodzš się w sieci przekazywane na niezliczone sposoby.

– W przypadku prostych ratingów efekty wystawiania oceny sš przewidywalne – dostaje się np. trzy niskie oceny i wypada się z obiegu. Natomiast tego, który konkretny post doprowadzi do tzw. efektu wiralowego, nie da się przewidzieć. Oczywiœcie sš pewne zasady, czyli wiadomo, że jeœli napisze coœ w sieci celebryta, dostanie więcej lajków, ale ta sama gwiazda w obrębie swoich publikacji nie do końca wie, co odbije się wœród jej odbiorców szerokim echem, a co nie. Nie ma przepisu na dobry wiral – mówi Aleksandra Przegalińska-Skierkowska.

Niezależnie od tego, ile fałszywych oskarżeń mogło paœć publicznie przy jej okazji, Adam Kaliszewski akcję #metoo ocenia pozytywnie. – Myœlę, że sš osoby, które dzięki tej akcji zaczęły więcej się nad różnymi swoimi zachowaniami zastanawiać, bo akcja uœwiadomiła im np. że molestowaniem bywa już wypowiedziana bezrefleksyjnie uwaga – zauważa.

Publiczne napiętnowanie osób ze społecznych elit – od producenta Harveya Weinsteina, aktorów Kevina Spaceya czy Ala Frankena, telewizyjnej gwiazdy Matta Lauera po dyrygenta Metropolitan Opera Jamesa Levine'a – oœmieliło wiele osób na całym œwiecie, w tym w Polsce (gdzie kobiety publicznie oskarżyły o molestowanie redaktorów Wyborczej.pl i „Krytyki Politycznej") do upubliczniania własnych bolesnych historii. W pewnym sensie zakończyło to ciche przyzwolenie na patologiczne zachowania w wielu œrodowiskach, które dotychczas, co unaoczniła akcja, były nagminne i w jakiœ sposób, w swoich lżejszych formach, jednak społecznie akceptowane.

– Takie akcje jak #metoo oddziałujš na nasze otoczenie. Socjologia mówi, że podejmowanie jakichkolwiek działań zbiorowych wymaga tzw. wiedzy wspólnej. Załóżmy, że oboje coœ wiemy, ale sytuacja zmieni się istotnie, gdy ja wiem także, że pani wie to samo oraz że pani jest œwiadoma, że ja wiem, iż pani też o tym wie. W takiej sytuacji musimy coœ zrobić. Znacznie trudniej pozostać biernym. Dobrym przykładem tego mechanizmu jest bajka o nowych szatach cesarza, w której ludzie zaczynajš reagować na to, że król jest nagi, dopiero po jednym okrzyku, którzy wszyscy usłyszeli – mówi Dominik Batorski.

Jakub Kuœ widzi jednak pewne ograniczenia skutecznoœci takich akcji. – Media społecznoœciowe majš ogromnš siłę – kiedy miliony internautów angażujš się w jakšœ sprawę, tak jak w przypadku akcji #metoo, jej skutki mogš odczuć nawet osoby dotychczas „nie do ruszenia" . Dzieje się tak dzięki internetowemu mechanizmowi œnieżnej kuli. Ale też takie działania często bywajš powierzchowne. Wiele osób bierze np. udział w charytatywnych akcjach na Facebooku, ale w realnym œwiecie się nie angażujš – mówi.

Społeczny lincz

Pewnym problemem może być też to, że tego rodzaju „œnieżne kule" mogš pochłonšć zupełnie niewinne ofiary. – Negatywne zjawiska zwišzanie z takimi akcjami to np. społeczny lincz, do jakiego może dojœć w wyniku nieuprawnionych zarzutów, skazujšcych kogoœ na publiczny niebyt. Bo czy kolejny „wiral" oczyœci taka osobę z niesłusznych zarzutów? Nie wiadomo, właœnie dlatego, że „wiral" jest nieprzewidywalny – zauważa Aleksandra Przegalińska-Skierkowska.

Adam Kaliszewski przyznaje, że jest sobie w stanie wyobrazić tego rodzaju społecznoœciowe antykampanie, których celem jest zaszczucie konkretnych osób. – Łatwo jest o nadużycia – zwłaszcza w internecie. Można to osišgnšć za pomocš trollingu i fake newsów. Można w takich kampaniach użyć influencerów, którzy mogš akurat jakiejœ osoby nie lubić, oraz astroturfingu, w ramach którego automatycznie można uruchomić dużš liczbę kont na Twitterze. Wytłumaczenie się potem z takich zarzutów jest trudne, a kaliber oskarżeń może być przecież duży – mówi. Podkreœla jednak, że jego zdaniem warto ponieœć takš społecznš ofiarę, gdy skala zwalczanych patologii jest tak duża, jak ma to miejsce w przypadku #metoo.

Dochodzenia i procesy sšdowe, jakie rozpoczęło #metoo, będš się pewnie toczyć latami, ale faktem jest, że podobnej akcji ujawniajšcej skalę molestowania jeszcze w internecie nie było.

I nawet jeœli takie akcje pojawiajš się przypadkiem, a ich powodzenie jest nieprzewidywalne, co sprawia, że nie można ich traktować jako narzędzi do rozwišzywania jakichkolwiek problemów społecznych, to każda kolejna trochę nas jako społeczeństwo „poprawi" i zmieni. W przeciwieństwie do nałogowego i nieuzasadnionego oceniania się nawzajem w sieci.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL