Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Facet w barber shopie. Brzytwa, broda i męskie gadki

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Od dłuższego czasu faceci potrzebowali miejsca, do którego mogliby sobie wyskoczyć i spędzić czas w męskim gronie, odreagować, po prostu poczuć się sobš. Jednym z takich miejsc może być właœnie barber shop - mówi Kamil Turlej, fryzjer, sędzia na konkursach barberskich.

Plus Minus: Barber czy fryzjer męski?

Kamil Turlej: Dla mnie bez różnicy, to tylko różne nazwy osoby, która wykonuje te same czynnoœci. Po prostu fryzjerzy męscy w Polsce praktycznie zniknęli, a teraz pojawili się ponownie w popularnych tzw. barber shopach. Sš one nowš odsłonš zakładów fryzjerskich tylko dla mężczyzn, w przeciwieństwie do wczeœniejszych zakładów typu uniseks, dla których jeszcze cztery–pięć lat temu nie było alternatywy.

Po co więc zmieniać nazwę?

Ta nazwa wczeœniej też się zmieniała: był przecież balwierz, cyrulik, golibroda – terminy okreœlajšce osobę, która zajmowała się strzyżeniem męskich włosów. Słowo „barber" pochodzi od hiszpańskiego „barba" – broda. Ta nazwa ewoluowała i w różnych krajach mamy dziœ barberów, barbierów itp. Dziœ Polacy znów majš potrzebę chodzić do rzemieœlnika, który będzie potrafił całoœciowo zajšć się ich głowš; powróciła moda na brodę, mężczyŸni chcš wyglšdać znowu męsko, więc za tš potrzebš pojawiły się barber shopy – pod nazwš, pod którš funkcjonujš na Zachodzie. Znak czasów.

To wszystko więc przez modę na „drwaloseksualnoœć"?

Myœlę, że to był punkt zapalny. Umówmy się, gdy jeszcze kilka lat temu przedstawiałem się nowo poznanym ludziom, że jestem fryzjerem męskim, to patrzyli na mnie z politowaniem. A w tym momencie wielu moich znajomych, pracujšcych w prestiżowych korporacjach, chce rzucać karierę, zmieniać swoje życie i strzyc włosy (œmiech). Zawsze mam ogrom chętnych na szkolenia; młode chłopaki przychodzš do nas do zakładu i chcš terminować, bo wydaje im się to fajnym pomysłem na życie.

Moda na barber shopy pokazuje, jak bardzo jako społeczeństwo się wzbogaciliœmy. U zwykłego fryzjera można ostrzyc się kilka razy taniej, a i tak fotele u was sš oblegane.

Taki fryzjer pewnie może w tym samym czasie, jaki my poœwięcamy jednemu klientowi, obskoczyć czterech lub pięciu. Jakoœć, indywidualne potraktowanie i dobrze zrobiona fryzura muszš kosztować. Ale coœ za coœ: jeœli ktoœ chce być zadbany, to musi poœwięcić na to trochę czasu i pieniędzy.

Nigdy pan nie słyszał, że zadbany facet to nie facet?

Kiedyœ mężczyzna miał pachnieć potem, alkoholem i maksymalnie szarym mydłem. Potem pojawiła się moda na bycie zadbanym, czasem nawet aż za bardzo. A teraz panowie zobaczyli, że można być zadbanym, ale jednoczeœnie męskim. I to się przekłada na większš pewnoœć siebie, a dalej na zainteresowanie ze strony kobiet.

I to już nie „pedał"?

Kilka razy, gdy stałem pod zakładem, słyszałem, jak jakiœ starszy pan, przechodzšc obok, rzucił pod nosem: „pedały" (œmiech). OK, tak mówiš ludzie, którzy nigdy u nas nie byli. Zdarza się jednak, że nielubišcy dbać o siebie facet jednak z jakiegoœ powodu do nas w końcu przychodzi, np. zacišgnięty przez przyjaciela. I zmienia całkowicie zdanie, bo u nas nikt się z nim nie pieœci, panuje męska atmosfera, męskie gadki. Zupełnie inaczej niż w dawnych zakładach fryzjerskich typu uniseks. A do tego, wstajšc z fotela, czujš się jeszcze bardziej męsko.

Widziałem kiedyœ u pana w zakładzie, jak przyszedł młody facet z dziewczynš. I menedżer przyjmujšcy zapisy zdecydowanie tę dziewczynę wyprosił, mówišc, by poczekała na chłopaka w domu, bo on na pewno poradzi sobie sam u fryzjera, a chyba klucze do domu ma...

Od dłuższego czasu faceci potrzebowali miejsca, do którego mogliby sobie wyskoczyć i spędzić czas w męskim gronie, odreagować, po prostu poczuć się sobš. Jednym z takich miejsc może być właœnie barber shop. Widzimy, że faceci rzeczywiœcie zachowujš się inaczej, dużo swobodniej, naturalniej, jak sš wœród samych facetów. A gdy tylko pojawia się kobieta, sytuacja się zmienia. Wiele razy widziałem tę przemianę: nagle panowie stajš się jakby grzeczniejsi, zdystansowani... Kobieta zmienia atmosferę.

Dlaczego dawniej nie zapuszczaliœmy brody?

Broda była kojarzona z czymœ nieestetycznym – nosili jš np. panowie spod budki z piwem, ale też nie było rzemieœlników, którzy potrafiliby się długš brodš zaopiekować, bo zwyczajnie nie było na kim się tego nauczyć. To błędne koło. Dopiero musiała do nas z Zachodu przyjœć moda na dłuższy zarost, by odżyło fryzjerstwo męskie. Na przestrzeni setek lat broda pojawiała się i znikała – powracajšc w różnych wydaniach. Nosili jš filozofowie, była wyznacznikiem wysokiego statusu społecznego, ale nie lubili jej wojskowi dowódcy.

Podobno Aleksander Macedoński zakazał żołnierzom jej noszenia, bo łatwo było za niš złapać i sprowadzić wojownika do parteru.

No właœnie, a przechodzšc do naszych czasów, to I i II wojna œwiatowa wyrugowały brodę z kultury na długie dziesięciolecia. Skoro żołnierz, archetyp męskoœci, nie nosił brody, to mężczyŸni nie chcieli jej zapuszczać. Oczywiœcie pojawił się bunt wobec zmilitaryzowanej kultury, ale objawiał się raczej długimi włosami w kontrze do krótkich, wojskowych, a nie zapuszczaniem brody. Potem przyszły lata 70. i moda na wyglšd metroseksualny: na Zachodzie panowie golili się bardzo dokładnie, dbali o długie włosy, w ogóle o swój wyglšd. I facet zaczšł tracić pewne naturalne męskie instynkty.

A teraz wróciliœmy do fryzur krótkich, głowy wygolonej po bokach, włosów na sztywno ułożonych pomadš. Jak na wojnie. Przypomina się żartobliwe powiedzenie, że naziœci byli Ÿli, ale mieli œwietny styl.

Akurat modne sš znowu te fryzury, których apogeum popularnoœci przypadało na lata 40. XX w. One bazowały na maszynce elektrycznej, która powstała w latach 30. i szybko zrobiła furorę – wszyscy zaczęli jej używać. Przyszła wojna i facet musiał wyglšdać dobrze w mundurze, jednoczeœnie fryzura musiała się sprawdzać na polu bitwy. W barber shopach, w których jeszcze dwie dekady wczeœniej strzyżono nożyczkami długie włosy, nagle zaczęto robić zupełnie inne fryzury.

A po wojnie?

Na poczštku lat 50. ton męskiej modzie zaczęło nadawać rozwijajšce się Hollywood. Pojawili się James Dean czy Johnny Cash, którzy nosili fryzurę w stylu pompadour, tylko była ona już luŸniejsza, bardziej naturalna, łatwiejsza w ułożeniu. Faceci zaczęli nosić luŸniejsze fryzury.

Czym jest pompadour?

Mówišc obrazowo, to fryzura a la Elvis Presley: charakterystycznym jej elementem jest mocno zaczesana do góry i wyeksponowana grzywka. Ale spójrzmy na ewolucję fryzury Elvisa, bo ona się zmieniała wraz z ówczesnš modš. Presley najpierw zapuœcił długie włosy i zaczesywał je do tytułu przy niezliczonej iloœci pomady, potrzebnej, by tak długie włosy utrzymać na sztywno. Robił to w opozycji do mody na krótko przystrzyżonego żołnierza, w opozycji do tych wszystkich mężczyzn w garniturach, w rzšdzie itd. Od tego ogromu pomady jego i podobnych mu buntowników nazywano „greasers" (z ang. nasmarowańce), i stšd właœnie tytuł musicalu „Grease". Ale z czasem fryzura Elvisa też zaczęła być luŸniejsza. A potem w latach 60. pojawili się The Beatles, The Rolling Stones... A także brytyjski stylista Vidal Sassoon ze swojš szkołš stylizacji prostych, geometrycznych fryzur.

I faceci zaczęli wyglšdać jak kobiety.

Zaczęli eksperymentować ze swoim wyglšdem. Krótkie włosy z przedziałkiem zaczęły być staromodne. Młodzi szukali nowej tożsamoœci i chcieli jakoœ wyrazić się wyglšdem zdecydowanie innym niż ich rodzice. Fryzury zaczęły być ekspresjami różnych subkultur; czy to hipisi, czy póŸniej punki – każda subkultura miała swój kod fryzur. Włosy zaczęły być wyznacznikiem przynależnoœci do grupy.

A barberzy zaczęli robić luŸniejsze fryzury, strzyc dłuższe włosy?

No właœnie nie. To był moment, w którym barber shopy zaliczyły na Zachodzie upadek, bo barberzy odmówili przystosowania się do wymagań klientów; chcieli robić tylko te fryzury, w których czuli się dobrzy, czyli np. side part – fryzura z przedziałkiem, która może być w nieco dłuższym wydaniu lub z mocno wygolonymi bokami. Generalnie barberzy zamknęli się na fryzury, które miały charakterystyczny, kwadratowy kształt. Dobrym przykładem jest tzw. flat top, czyli fryzura, z której słynie np. detektyw Krzysztof Rutkowski. Mamy też slick back, czyli włosy gładko zaczesane do tyłu, czy undercut – głowa wygolona po bokach i z tyłu. Tę fryzurę spopularyzował David Bowie. I barberzy nie chcieli robić innych fryzur, a od końca lat 50. mężczyŸni oczekiwali już innych usług.

I zaczęli chodzić do fryzjerów damskich?

Powstały zakłady damsko-męskie, gdzie fryzjerzy zajmowali się dłuższymi włosami, strzygšc je bardziej kreatywnie. Facetom to odpowiadało, więc barber shopy zaczęły się zamykać, bo nie miały klientów. I jeżeli dziœ spojrzymy na modę jako odtwarzanie czegoœ, co już było w przeszłoœci, może tylko w jakiejœ odœwieżonej formie, to ta historia powinna dać barberom do myœlenia.

Bo obecna moda na klasyczne fryzury niedługo się skończy?

Sceptycznie podchodzę do tego okreœlenia, zamiast „klasyczne" wolę mówić: „fryzury modne w latach 40.". Polacy zaczęli używać produktów do stylizacji, których wczeœniej nie było. Zwracamy większš uwagę na to, co się dzieje na naszych głowach i jak układajš się włosy. I to już się raczej nie zmieni. Ale rzeczywiœcie moda na fryzury z lat 40. powoli gaœnie. MężczyŸni zaczynajš dostrzegać, że nie każdemu pasujš włosy gładko zaczesane do tyłu przy użyciu dużej iloœci pomady. Niektórzy potrzebujš fryzury, która będzie się łatwiej układała. Powoli te idealnie ostrzyżone fryzury, œwietnie wyczesane ustępujš popularnoœci luŸniejszym, bardziej matowym, naturalnym. Bo zwyczajnie nie każdy chce spędzać nie wiadomo ile czasu przed lustrem, by ułożyć sobie włosy.

Czyli jesteœmy w podobnym momencie jak wtedy, gdy barber shopy na Zachodzie zaczęły upadać.

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie znowu zacznš być modne dłuższe włosy. Widzę, że faceci już zaczęli je zapuszczać i chcš luŸniejszych fryzur – chcš eksperymentować, bo zobaczyli, że w dłuższych też mogš wyglšdać dobrze i męsko.

I co się stanie z setkami barber shopów, które w polskich miastach wcišż wyrastajš jak grzyby po deszczu? Jeœli w œredniej wielkoœci mieœcie pójdę do barbera i poproszę o luŸniejszš i dłuższš fryzurę, to zrobi mi jš dobrze?

Myœlę, że nie do końca. Większoœć barberów zwyczajnie słabo sobie radzi z wychodzeniem poza schematy. Ich praca w zdecydowanej większoœci opiera się na maszynce elektrycznej. Kiedy muszš popracować nożyczkami i szczotkš, pojawia się problem. Dlatego to, czym zajmuję się dzisiaj, to uczenie barberów nowych technik pracy, by wiedzieli, kiedy i jak należy ich użyć. Klienci zaczynajš oczekiwać dziœ indywidualnego podejœcia, a nie fryzury takiej samej jak majš inni. Nie chcš być ostrzyżeni maszynowo, tylko by fryzjer poœwięcił im należytš uwagę. Jeszcze niedawno uczyłem stylistów i fryzjerki damskie, jak być lepszym barberem...

...czyli jak zajšć się brodš i pracować maszynkš.

A dzisiaj zaczynam uczyć barberów, jak być lepszym stylistš fryzur: jak pracować nożyczkami, jak zrozumieć włosy i kreować indywidualny wizerunek każdego klienta. Z pewnoœciš fryzjerstwo wchodzi dziœ na wyższy poziom, tego jeszcze nie było. I jestem przeszczęœliwy, że jako fryzjer męski żyję w takich czasach. Wszystko mamy na wycišgnięcie ręki, widzimy, co jest modne w Nowym Jorku, co w Londynie czy Moskwie. Ale to też ma swoje minusy. Mamy globalizację fryzur: wszędzie zaczynajš wyglšdać one doœć podobnie. Œwietnym tego przykładem jest Instagram, który stał się kółkiem wzajemnej adoracji barberów z całego œwiata. Mamy tam konkurs strzyżenia tej samej fryzury. Gdy tylko ktoœ wrzuci coœ innego, jest krytykowany... To na szczęœcie powoli zaczyna się zmieniać.

Podobno jak chce się zostać w Polsce barberem, to nie ma ani jednej szkoły, w której można by się tego fachu nauczyć. W polskich szkołach fryzjerskich nie ma choćby jednej klasy fryzjerstwa męskiego.

To prawda, nie ma. Dawniej był podział na klasy męskie i żeńskie, póŸniej wszystko zostało wrzucone do jednego wora i w szkole fryzjerzy dziœ uczš się strzyc praktycznie jedynie kobiety. Sam w szkole miałem bardzo mało zajęć z męskimi włosami, a posługiwania się brzytwš nauczył mnie dopiero pan Leszek w zakładzie przy ul. Tamka. Myœlę, że w szkole fryzjerstwo męskie to 5–10 proc. materiału, ale to ma szansę się zmienić, bo jest projekt stworzenia od wrzeœnia dwóch klas fryzjerstwa męskiego, jednej w Poznaniu, drugiej w Warszawie. Bardzo ten pomysł popieram i mam nadzieję, że uda się go wprowadzić w życie.

A jeœli dziœ ktoœ chce zostać barberem, co musi zrobić?

Niektórzy chodzš na szkolenia, inni praktykujš w barber shopach, a jeszcze inni niestety po prostu kupujš maszynkę i niewiele umiejšc, zaczynajš robić fryzury. Oczywiœcie chciałbym, by każdy miał odpowiedniš wiedzę i umiejętnoœci, by nie psuł ludziom wyglšdu. Jakiœ certyfikat by się jednak przydał.

Jest pan jurorem na różnych konkursach barberskich. Jak ocenić, która fryzura jest lepsza, lepiej zrobiona?

Oceniamy różnorodnoœć użytych technik, stopień zrozumienia włosów, czystoœci pracy czy znajomoœci stylizacji. Ale to już sš detale, które sš w stanie docenić jedynie profesjonaliœci. Myœlę, że dla klienta nie ma różnicy pomiędzy dobrš a bardzo dobrš fryzurš. Ma ona się po prostu dobrze układać; facet musi się w niej dobrze czuć.

A kiedy wiadomo, że klient czuje się w niej dobrze?

Kiedy wstaje z fotela i wychodzi z zakładu parę centymetrów wyższy. To widać, że czuje się pewniejszy siebie, bardziej zdecydowanie idzie. Wtedy wiem, że zrobiłem fryzurę dla klienta, a nie dla własnego widzimisię. Tak powinniœmy pracować, bo to sš usługi.

rozmawiał Michał Płociński

Kamil Turlej jest fryzjerem męskim, prowadzi szkolenia i sędziuje na konkursach barberskich. Jest edukatorem marki American Crew w Polsce. Szkolił się m.in. w Miami i Barcelonie. Pracuje w jednym z warszawskich barber shopów

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL