Chcieli ślubu, a będzie deportacja

aktualizacja: 07.01.2017, 18:18
Pani Agnieszka i jej marokański narzeczony
Pani Agnieszka i jej marokański narzeczony
Foto: Facebook

Agnieszka Wiśniewska chce wziąć ślub cywilny z narzeczonym, który jest Marokańczykiem, ale napotyka na ogromne przeszkody.

Mężczyzna został zatrzymany przez Straż Graniczną i trafił do Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców w Białymstoku. Grozi mu deportacja. Urzędnicy z USC zwlekają z udzieleniem ślubu. Polka oskarża ich o rasizm. Urzędnicy zapowiadają pozwy o zniesławienie.

Zamiast przysięgi, ośrodek dla cudzoziemców

Pani Agnieszka i jej narzeczony poznali się dwa lata temu w Norwegii. Ona przyjechała tam z małego miasteczka w Polsce, a jej chłopak urodził się w Maroku.

- To była miłość od pierwszego wejrzenia, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, po kilku tygodniach postanowiliśmy ze sobą zamieszkać –opowiada kobieta.

Znajomi mówili im, że taki stan zakochania trwa kilka miesięcy, im jednak nic nie mijało i z każdym dniem utwierdzali się w tym, że chcą razem spędzić życie.

Para postanowiła wziąć ślub, a właściwie dwa śluby, by podkreślić swoje równe prawa w związku. Najpierw pobrali się w Norwegii w meczecie.

- Ślub był jak z bajki wśród przyjaciół i znajomych Norwegów, Polaków, Marokańczyków – opowiada Polka.

Potem postanowili pojechać do Polski, by zawrzeć tu ślub cywilny. - Po przyjeździe zamieszkaliśmy w moim domu rodzinnym. Bouamar został życzliwie przyjęty przez rodzinę. Jest pogodnym, otwartym człowiekiem – opowiada pani Agnieszka.

Dodaje, że jej narzeczony stara się zawsze pomagać ludziom niezależnie od ich wyznania czy narodowości. Agnieszka i jej mąż przygotowywali się do zawarcia ślub cywilnego w Polsce.

Jednak przygotowania przerwała straż graniczna, która wyprowadzili Marokańczyka z mieszkania kobiety Kwidzynie i wywieźli do Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców w Białymstoku.

Jak informuje Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który sprawę nagłośnił, któryś z sąsiadów powiadomił urzędników, że niedaleko ukrywa się „uchodźca".

Straż graniczna tłumaczyła, że Marokańczyk został zatrzymany za nielegalne przekroczenie granicy, nie posiadał żadnych dokumentów uprawniających go do pobytu w naszym kraju. W ośrodku mężczyzna czeka na deportację.

Kłody pod nogi narzeczonym

Jedynym ratunkiem dla mężczyzny jest przyśpieszenie daty ślubu i zawarcie go w białostockim ośrodku Straży Granicznej.

Pani Agnieszka skompletowała dokumenty, wsiadła do pociągu i pojechała do tamtejszego urzędu stanu cywilnego.

- Urzędnik, gdy dowiedział się że biorę ślub z wyznawcą islamu zaczął traktować mnie protekcjonalnie, mówić na "ty". Ze złośliwym uśmieszkiem zapytał: "to którą ty żoną będziesz, co ?" – opowiada Polka.

Starała się wytłumaczyć urzędnikowi, że w Maroku nie ma wielożeństwa i zignorować jego zachowanie, ale ten stwierdził, że papiery mu się nie podobają, trzeba w nich dużo uzupełnić. Kobieta wróciła do Białegostoku po tygodniu.

Okazało się, że w dokumentach jest jakaś literówka w tłumaczeniu, więc zaraz szybko dosłała następny dokument, potem znowu coś im nie odpowiadało wiec znowu dosłałam.

- W końcu zażądali bym załatwiła i przesłała dokument z ambasady wyjaśniający dlaczego na akcie urodzenia jest inne miejsce urodzenia niż w paszporcie i dowodzie. Stanęłam na głowie pojechałam do ambasady, załatwiłam sprawę, dosłałam i ten dokument – opowiada pani Agnieszka.

Tłumaczy, że nazwa miejsca urodzenia różni się w dokumentach, bo wieś, w której przyszedł na świat jej narzeczony została wchłonięta przez sąsiednie miasto. W stolicy Pola załatwiła dokument w ambasadzie i dostarczyła go do białostockiego urzędu.

Podczas kolejnego kontaktu z białostockim USC zażądano od Polki, by narzeczony wymienił paszport i dowodu, na taki, aby miejsce urodzenia zgadzało się z miejscem urodzenia na akcie urodzenia.

- Tłumaczyłam, że konsulat wyjaśnił, że obie nazwy oznaczają tę samą miejscowość, że dostarczyłam dokumenty, że przecież mój mąż nie może wymienić paszportu, bo jest przetrzymywany przez Straż Graniczną w zamkniętym ośrodku przypominającym więzienie – relacjonuje pani Agnieszka.

Urzędnicy: Będą dokumenty, będzie ślub

Urzędnicy powiedzieli, jej że może sobie e pojechać do Maroka i zmienić akt urodzenia męża na taki, który im będzie odpowiadał. Uznali, ze na tym sprawa w ich urzędzie się skończyła.

- Pan kierownik powiedział, że udzielając mi ślubu, on daje zezwolenie na pobyt cudzoziemca w Polsce, a nie zamierza wpuszczać tutaj ludzi z krajów podwyższonego ryzyka. Poczułam się bezradna, zniszczona i upokorzona podkreślam że urzędnik zwracał się do mnie per "ty", "pokaż co tutaj masz", "którą żoną będziesz" ,"podaj mi te papiery" – mówi kobieta.

Pani Agnieszka szukała innego urzędu stanu cywilnego, który przysłałby urzędnika do Białegostoku i udzielił im ślubu, jednak wszystkie odmawiają.

Urzędnicy z białostockiego USC nie mają sobie nic do zarzucenia. - Nie jestem żadnym rasistą, a moje pytanie nie było nie ma miejscu. W Maroku nie ma wielożeństwa? Możliwe. Wiem że z krajów muzułmańskich w Tunezji można mieć jedną żonę. O innych państwach nie słyszałem – tłumaczył jeden z nich lokalnemu Kurierowi Porannemu, który sprawę nagłośnił.

Szef USC Mieczysław Mejsak też nie widzi w całej sprawie uchybień. – Mam stuprocentową pewność, że pracownik potraktował tę panią w sposób właściwy – tłumaczył Mejsak.

Dodał, że w sprawie jedynym problemem jest brak tłumaczenia z języka arabskiego. – Dokumenty były tłumaczone przez tłumacza języka francuskiego, ale językiem urzędowym w Królestwie Maroka jest język arabski – podkreśla.

Zapewnił, że jeśli pani Agnieszka dostarczy odpowiednie tłumaczenie, nie będzie żadnych przeszkód, żeby pojechał do ośrodka straży granicznej i przyjął zapewnienie od partnera kobiety o braku przeszkód zawarcia małżeństwa w obecności tłumacza. Wtedy będzie można wyznaczyć datę ślubu, ale na to trzeba poczekać co najmniej miesiąc.

Narzeczony do deportacji. Ona pojedzie za nim

Tymczasem narzeczony pani Agnieszki lada dzień może być deportowany, bez prawa powrotu do Unii Europejskiej. Dostał już decyzję zobowiązującą go do powrotu, od której odwołał się do Urzędu do Spraw Cudzoziemców i czeka na rozpatrzenie odwołania.

Deportacja oznacza z kolei zakaz wjazdu do całej strefy Schengen na trzy lata. Pani Agnieszka zapowiada, że jeśli Boumar zostanie deportowany ona wyjedzie razem z nim.

Po nagłośnieniu sprawy przez lokalną prasę Polka dostaje codziennie kilkadziesiąt wiadomości od "prawdziwych Polaków". Wyzywają ją m.in. od „islamskich kur*". Większość życzy jej śmierci za zdradę białej rasy.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zapowiedział, że skieruje zawiadomienia przeciwko 40 najaktywniejszym osobom, które publicznie groziły pani Agnieszce i ją znieważały.

Kierownik USC, jak ujawnia Ośrodek, zapowiedział, że pozwie panią Agnieszkę za to że nazwała go rasistą.

Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE