Społeczeństwo

Syndrom sztokholmski, czyli dlaczego ofiary bronią swoich oprawców

Fotolia
Syndrom sztokholmski polega na emocjonalnym uzależnieniu się ofiary od oprawcy. Zdefiniowano go 44 lata temu.

Choć syndrom ten często opisywany jest przez media, nie występuje często.

Syndrom sztokholmski zdefiniowano dokładnie 44 lata temu, gdy w Sztokholmie zakładnicy wzięci podczas napadu na bank, po uwolnieniu bronili przestępców. Do napadu na Kreditbanken przy placu Norrmalmstorg w Sztokholmie doszło 23 sierpnia 1973 roku. Chcąc wyjaśnić zachowania uwolnionych po sześciu dniach zakładników, szwedzki kryminolog i psychiatra Nils Bejerot stworzył termin syndrom sztokholmski.

Według BBC, określenie to najczęściej pojawia się w przypadkach uprowadzeń i przetrzymywań, zwłaszcza kobiet. Jednym z najważniejszych tego rodzaju przykładów jest sprawa dziedziczki fortuny amerykańskiego magnata prasowego, Patty Hearst, która porwana została w 1974 roku przez lewicową grupę rewolucyjną. Hearst polubiła swoich porywaczy, a nawet przystąpiła do nich i pomagała im w napadzie na bank. Gdy kobieta została zatrzymana i skazana, jej obrońca tłumaczył jej działania syndromem sztokholmskim.

Zaciekawiony tym zjawiskiem psychiatra Frank Ochberg w latach 70. zdefiniował go na potrzeby FBI i Scotland Yardu. W jego opinii, aby mówić o przypadku tego syndromu, spełnione muszą zostać konkretne kryteria. Jednym z nich jest zagrożenie życia, które pojawia się niespodziewanie i człowiek jest pewien, że umrze. Następnie dochodzi do doświadczenia infantylizacji, gdy ofiara, jak dziecko, nie może samodzielnie nic robić. W takiej sytuacji choćby drobne przejawy uprzejmości ze strony oprawcy wywołują "prymitywny odruch wdzięczności”. - Więźniowie doświadczają potężnego, prymitywnego pozytywnego uczucia wobec porywacza. Wypierają, że znaleźli się w tej sytuacji właśnie przez tego człowieka i reagują tak, jakby był tą właśnie osobą, która pozwoli im przeżyć - wyjaśniał Ochberg. Naukowiec podkreślał jednak, że przypadki wystąpienia syndromu sztokholmskiego są rzadkie.

Choć syndrom sztokholmski badany był przez wielu psychologów i psychiatrów na świecie, nie ma powszechnie przyjętych kryteriów diagnostycznych. Nie jest on także ujęty w międzynarodowej klasyfikacji statystycznej chorób oraz problemów związanych ze zdrowiem (ICD) Światowej Organizacji Zdrowia.

 

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL