Rzecz o zdrowiu

Pożegnajmy pneumokoki

W programie „Na celowniku” wzięli udział: prof. Anna Skoczyńska (Narodowy Instytut Leków), Dagmara Korbasińska (Ministerstwo Zdrowia), prof. Teresa Jackowska (krajowy konsultant w dziedzinie pediatrii), prowadzący Marcin Piasecki, Izabela Kucharska (Główny Inspektorat Sanitarny), Sabina Szafraniec (stowarzyszenie Parasol dla Życia), Andrzej Kuczara (fundacja Aby Żyć)
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Finansowanie przez państwo szczepień przeciw pneumokokom to świetny pomysł – uważają eksperci.

Wszyscy rodzice wiedzą, że oprócz szczepień obowiązkowych pediatrzy proponują tak zwane szczepienia zalecane. Wśród nich jest szczepienie przeciw bardzo groźnym bakteriom Streptococcus pneumoniae, czyli pneumokokom. Lekarze uważają to szczepienie za bardzo potrzebne, ale często cena odstrasza rodziców od skorzystania z niego. Ministerstwo Zdrowia rozważa teraz, czy od przyszłego roku nie dołączyć tego szczepienia do finansowanych szczepień obowiązkowych.

Byłoby to znaczące obciążenie dla państwa, roczny koszt szczepienia dzieci przekraczałby cały dotychczasowy budżet szczepionkowy. Czy mimo to Ministerstwo Zdrowia zdecyduje się na taki krok, który zresztą na dłuższą metę pozwoliłby oszczędzić jeszcze większe pieniądze na leczeniu chorych, a także powstrzymać spadek odporności bakterii na antybiotyki? O tej trudnej kwestii dyskutowali w ostatnim programie „Na celowniku" Marcina Piaseckiego zgromadzeni w redakcji „Rzeczpospolitej" eksperci.

Mylące nazewnictwo

Obecny zestaw szczepień obowiązkowych przybliżyła zebranym prof. Teresa Jackowska, krajowy konsultant w dziedzinie pediatrii: – W Polsce od wielu lat mamy program szczepień ochronnych, który dzieli się na szczepienia obowiązkowe i zalecane. To nazewnictwo jest trochę mylące i czasem lekarze proszą nas, byśmy zmienili nazwy na szczepienia finansowane i niefinansowane, bo niektórzy pacjenci i rodzice myślą, że jak coś jest tylko zalecane, to nie jest aż tak bardzo potrzebne. Tymczasem nasze szczepienia zalecane są w wielu innych krajach obowiązkowe. Jeśli chodzi o szczepienia obowiązkowe w Polsce, to mamy szczepienie przeciw gruźlicy, przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, przeciw krztuścowi, tężcowi, błonicy, Haemophilus influenzae grupy B (powodującej zapalenie opon mózgowych), przeciw polio. Następnie przeciw odrze, śwince i różyczce. Oraz tylko dla grup ryzyka przeciw ospie wietrznej oraz pneumokokom – zakończyła wyliczanie prof. Jackowska.

W przyszłym roku kalendarz szczepień obowiązkowych ma zostać rozszerzony. W jaki sposób? Uczestniczący w programie „Na celowniku" eksperci byli zgodni, że nowym szczepieniem finansowanym stosowanym u wszystkich dzieci powinna być szczepionka przeciw pneumokokom.

– Patrząc na dane epidemiologiczne, trzeba stwierdzić, że powszechne szczepienia przeciw pneumokokom są priorytetem – stwierdziła prof. Anna Skoczyńska, kierownik Zakładu Epidemiologii i Mikrobiologii Klinicznej Narodowego Instytutu Leków.

– Rada Sanitarno-Epidemiologiczna jest zdecydowanie tego samego zdania – powiedziała Izabela Kucharska, zastępca głównego inspektora sanitarnego.

– Od wielu lat postuluje to także pediatryczna grupa ekspertów, zgodnie zresztą z opinią WHO – dodała prof. Jackowska.

– My również tak uważamy – powiedziała Sabina Szafraniec, prezes zarządu stowarzyszenia Parasol dla Życia. – Spotykamy się z wieloma rodzicami, którzy chcą szczepić dzieci przeciwko pneumokokom, ale ich nie stać. Niestety, jedna dawka tej szczepionki kosztuje ok. 250 zł, a potrzebne są trzy dawki.

Dlaczego szczepienie przeciw pneumokokom jest takie ważne? – Choroba pneumokokowa może mieć postać inwazyjną albo nieinwazyjną – tłumaczyła prof. Jackowska. – W tej drugiej formie występuje częściej, powodując np. ogromną liczbę zapaleń uszu, które później mogą dawać powikłania w postaci głuchoty lub niedosłuchu; powoduje też ogromną liczbę zapaleń płuc oraz małą liczbę bardzo ciężkich, czasem śmiertelnych zapaleń płuc lub opon mózgowo-rdzeniowych. Chorują najczęściej dzieci przed drugim rokiem życia oraz osoby po pięćdziesiątce – dodała prof. Jackowska.

Eksperci omawiali następnie przykład Kielc – miasta, które wprowadziło szczepienia przeciw bakteriom Streptococcus pneumoniae, początkowo szczepionkę siedmio-, a później 13-walentną.

Awangarda medycyny

– W Kielcach w ciągu dwóch lat osiągnięto spadek zachorowań u dzieci o 96 proc. – stwierdziła Skoczyńska. – Ale na tym nie koniec. Zmniejszyła się też liczba zachorowań u seniorów. W ciągu pięciu lat u ludzi powyżej 66. roku życia częstość chorób pneumokokowych obniżyła się o 66 proc. Szczepiąc dzieci, chronimy także dorosłych, zazwyczaj dziadków, którzy są najwrażliwsi i mają częsty kontakt z wnukami. Można powiedzieć tak: szczepiąc jedno dziecko, chronimy dwoje dorosłych.

– W Kielcach spadła też oporność pneumokoków na antybiotyki – zaznaczył Andrzej Kuczara, prezes fundacji Aby Żyć. – Oznacza to, że te przypadki, które wystąpiły, łatwiej było wyleczyć.

– Dziś Kielce są dobrze znane w międzynarodowym świecie medycznym dzięki wprowadzeniu omawianych szczepień – powiedziała prof. Jackowska. – Przy okazji pewną sławę, choć nie tak dobrą, zyskało inne miasto, Ostrowiec Świętokrzyski. Z powodu bliskiego położenia i podobnych warunków porównywano efekty kieleckich szczepień z zachorowaniami w Ostrowcu, gdzie przeciw pneumokokom nie szczepiono. Zresztą ostatnio Ostrowiec, chyba mając dość bycia przykładem negatywnym, też wprowadził szczepienia, choć od drugiego roku życia, kiedy potrzebna jest tylko jedna dawka. A jeśli chodzi o oporność na antybiotyki, to rzeczywiście wygląda na to, że za kilka lat nie będziemy mieć czym pacjentów leczyć. Chyba że teraz zmierzymy się z tym problemem, między innymi poprzez wprowadzenie szczepień.

Dagmara Korbasińska, dyrektor Departamentu Matki i Zdrowia, przypomniała podczas programu „Na celowniku", że nie tylko kielczanie mają dziś dostęp do darmowych szczepionek. Dzieci z grup ryzyka szczepi się w całej Polsce. – Szczepionki podaje się np. dzieciom z niską wagą urodzeniową albo dzieciom urodzonym z pewnymi schorzeniami, które powodują, że zakażenie pneumokokami ma cięższy przebieg. Teraz analizujemy, czy jesteśmy w stanie zapewnić to szczepienie wszystkim dzieciom. Nie ma w tym zakresie żadnej przeszkody merytorycznej, ale nie wiadomo, czy znajdą się na to pieniądze w budżecie państwa i w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia. Koszt szczepionki dla całej populacji to około 280 mln zł rocznie. Uwzględniamy przy tym fakt, że szczepiąc całą populację, potrzebujemy o jedną dawkę mniej na dziecko niż przy szczepieniach indywidualnych. Niestety, na cały kalendarz szczepień ochronnych mamy w budżecie przeznaczone ok. 80 mln zł. Wydatkujemy zaś ok. 130 mln zł rocznie, bo używamy rezerwy celowej. Tak czy owak – pieniędzy jest za mało.

Czy starczy pieniędzy na droższą szczepionkę

– Pomimo kosztów szczepienie przeciw pneumokokom się opłaca – wtrącił Andrzej Kuczara. – Robiliśmy próbę porównania kosztów szczepienia i nieszczepienia wraz z naszymi kolegami z Wielkiej Brytanii i koszty szczepień są nieporównywalnie niższe. Zdecydowanie popieramy te szczepienia. Abstrahując już od ludzkiego cierpienia, które powodują choroby i zgony, to jest to po prostu zysk finansowy – argumentował Kuczara.

Którą szczepionkę przeciw pneumokokom jednak wybrać? Dostępne są w Polsce dwa rodzaje tej szczepionki: o szerszym i węższym działaniu. Ta pierwsza nazywana jest 13-walentną, co oznacza, że chroni przed 13 szczepami bakterii Streptococcus pneumoniae. Druga to szczepionka 10-walentna.

– Z danych epidemiologicznych z roku 2014 wynika, że 13-walentna szczepionka chroni przed 73,4 proc. zachorowań. Szczepionka 10-walentna daje ochronę na poziomie 52,8 proc. – przytoczyła fakty prof. Anna Skoczyńska.

Wygląda więc na to, że skuteczność szczepionki 13-walentnej jest prawie o połowę wyższa. Co więcej, szczepionka 13-walentna jest skuteczna wobec 95–100 proc. bakterii opornych na antybiotyki – penicylinę i erytromycynę, podczas gdy 10-walentna pokrywa nieco ponad 50 proc.

Czy ją właśnie wybierze Ministerstwo Zdrowia w przypadku rozszerzenia kalendarza o szczepienia przeciw pneumokokom? Niestety, jest ona droższa.

– O tym, którego preparatu użyjemy, zadecyduje to, jakimi środkami finansowymi będziemy dysponować – stwierdziła Dagmara Korbasińska.

– Są zasady przetargowe. Szczepień dokonuje się tym preparatem, który jest do dyspozycji – rozłożyła ręce Izabela Kucharska.

– Jednak warto przemyśleć przykład Finlandii, gdzie po zastosowaniu szczepionki 10-walentnej wzrosła liczba zachorowań wywołanych szczepem 19A, którego ta szczepionka nie obejmuje. Z tego powodu doszczepiano potem dzieci jedną dawką szczepionki 13-walentnej – przypomniała.

Może więc inwestycja w droższą szczepionkę ma większy sens? – Decyzja o rozszerzeniu kalendarza szczepień powinna zapaść jeszcze w pierwszej połowie tego roku – powiedziała Dagmara Korbasińska z Ministerstwa Zdrowia. – Chciałabym, żeby polski kalendarz szczepień był najnowocześniejszy na świecie, tylko musi uwzględniać polskie warunki.

Żeby choroby nie wróciły

Pod koniec debaty zgromadzeni w studiu „Na celowniku" eksperci dyskutowali jeszcze problem rodziców, którzy nie chcą szczepić dzieci ze względu na pogłoski o szkodliwości szczepionek.

– Szczepienia to wielki sukces medycyny, najlepsza forma profilaktyki – stwierdziła Dagmara Korbasińska. – Wielu chorób, z którymi borykała się ludzkość, dziś już nie widzimy. Ale jeśli przestaniemy się szczepić, choroby do nas wrócą. Tak było w niektórych regionach Europy z polio. Ostatnio w Hiszpanii był przypadek błonicy, bardzo ciężki, w ratowanie życia dziecka byli zaangażowani lekarze z całego świata, niestety, bez powodzenia. To są efekty odchodzenia od szczepień.

– Bardzo często merytoryczna rozmowa z takimi rodzicami pomaga – opisywała swoje doświadczenia Sabina Szafraniec. – Staramy się pokazać, jak mogą wyglądać skutki nieszczepienia. Wystarczy podać kilka przykładów dzieci, które umarły wskutek zaniechania szczepień lub zostały trwale okaleczone. Tłumaczymy, że dzieci są szczepione w ich własnym interesie.

– W oddziale szpitalnym, którym mam przyjemność kierować, zdarzają się rodzice będący przeciwnikami szczepień – mówiła prof. Jackowska. – Jest to kilkoro rodziców na 2–3 tys. dzieci hospitalizowanych rocznie. Zawsze jestem ciekawa, jak uzasadniają swoją niechęć do szczepień. Większość z nich to osoby, które nawet nie potrafią podać nazw chorób, przeciw którym nie zaszczepili dziecka. Inni uważają, że szczepionek jest w pierwszym roku życia za dużo. A przypadki zupełnie niereformowalne – rodzice, którzy mówią „nie, bo nie" i kończą dyskusję – są bardzo rzadkie.

– Nie wszyscy lekarze jednoznacznie namawiają rodziców do szczepień – powiedział Andrzej Kuczara. – Spotykałem przypadki, gdy lekarz mówił matce: to jest pani decyzja, niech się pani zastanowi. Dobrze by było, gdyby środowisko lekarskie stało murem za szczepionkami.

– Rodzice często odstępują od szczepień wskutek wizyt na forach internetowych – dodała jeszcze Dagmara Korbasińska. – A w internecie pojawiają się tylko opinie ludzi z jakichś powodów niezadowolonych.

Jako antidotum na internetowe mity i plotki eksperci zgodnie polecali wszystkim rodzicom stronę Szczepienia.gis.gov.pl Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Znaleźć na niej można m.in. badania naukowe obalające hipotezę o jakichkolwiek związkach szczepionek z autyzmem.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL