Rzecz o prawie

Prawnikom nie starcza do pierwszego

Adobe Stock
Staś Klęski, twórca popularnej fejsbukowej strony "Magazyn Porażka", to nikt inny, tylko Kamil Fejfer, dziennikarz zajmujący się analizą rynku pracy, wynagrodzeń i rozwarstwienia społeczno-ekonomicznego. Jest też autorem książki, a zarazem lektury obowiązkowej przedstawicieli tzw. polskiej klasy średniej, której członkom się powiodło, ale są przekonani, że to ich wyłączna zasługa.

„Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas", bo o tej pozycji mowa, napisana jest z tą samą wrażliwością co ta, którą znajdziemy na wspomnianym fanpejdżu - choć forma jest całkiem inna. Zamiast zabawnych, lecz dających do myślenia historyjek będących wytworem wyobraźni autora, mamy opowieść o prawdziwych ludziach.

Aż ciśnie się na usta: niestety.

Dzięki książce poznajemy historie osób, którym przyszło zmierzyć się z polskim rynkiem pracy. Z pewnością ich doświadczeń nie można określić jako tragiczne. Przeciwnie, są do bólu zwyczajne, a ich bohaterowie mogliby nosić dowolne imiona. Na ich miejscu bowiem mógłby być niemal każdy. Nie poznamy zatem opowieści o przedstawicielach społecznego marginesu czy wracających do społeczeństwa byłych więźniów. Bohaterami książki są ludzie młodzi, wykształceni, z wielkich ośrodków. Nie marzą o życiu jak z serialu ani o wielkich pieniądzach. Na czym więc może zależeć mieszkającym w nieźle rozwiniętym, europejskim kraju ciężko pracującym ludziom? Na tym, aby nie musieć nieustannie zamartwiać się o jutro. Niektórzy nazwaliby to normalnością.

Tymczasem czytamy o ludziach, którzy z trudem utrzymują rodziny: absolwentach wyższych uczelni, którzy stracili wiarę w to, że kolejny bezpłatny staż może przynieść coś więcej niż uścisk ręki na pożegnanie; wcześniejszych prymusów skłonnych do zamiany posiadanego tytułu naukowego doktora na najniższą krajową pensję; pracowników korporacji, którzy wprawdzie pną się po szczeblach służbowej drabiny, ale nadal nie starcza im do pierwszego; ratowników medycznych walczących o cudze życie, a jednocześnie śmiertelnie wyczerpanych wielogodzinnymi dyżurami.

Za sprawą książki poznajemy także Anię, która sfrustrowana niepozwalającą na utrzymanie pracą w wymiarze kilkunastu godzin dziennie, zdecydowała się na podjęcie zatrudnienia w najstarszym zawodzie świata. Paradoksalnie, na pytanie o to, czy nie żałuje swojej decyzji, odpowiada: „Ani przez chwilkę, nawet przez sekundę. Dopiero gdy zaczęłam pracować w zawodzie, przestałam się czuć w Polsce jak szmata".

Książka Fejfera to dziesięć rozdziałów i historii ludzi, pośród których nie ma prawnika. Mam jednak wrażenie, że niejeden przedstawiciel naszego zawodu mógłby być bohaterem rozdziału jedenastego. Młody, ale już koło trzydziestki aplikant. Starszy, ale nadal na dorobku adwokat czy sędziwy przedstawiciel palestry – wykształceni, pracowici, zaangażowani, a jednak myśl o zbliżającym się terminie zapłaty składki ZUS wywołuje uścisk w gardle.

Jak bohaterowie książki Fejfera, tak i my, prawnicy, żyjemy w Polsce. W kraju, który w ostatnich latach tak szybko ruszył do przodu, że nie zauważył, iż większość pasażerów nie zdążyła zająć miejsca. W kraju, w którym, jak trafnie zauważa autor, dobrze żyje się zielonym strzałkom na ekonomicznych wykresach.

Autorka jest adwokatem, prowadzi blog pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL