Rzecz o prawie

Cudzoziemcy: jak zarobić na uchodźcach

Fotolia.com
Lubna, która uciekła z Syrii do Jordanii, wystąpiła do szwedzkiej ambasady w Ammanie o przyznanie jej pierwszeństwa na liście osób ubiegających się o prawo pobytu w Szwecji. – Jest to możliwe za 10 tys. jordańskich dinarów (ok. 42 tys. zł) – powiedziała jej kobieta podająca się za pracownika ambasady.

Syryjka zdumiała się wysokością sumy i nabrała podejrzeń, że chodzi o łapówkę. Głos w telefonie zapewnił jednak, że to opłata za przyspieszenie spotkania w szwedzkiej ambasadzie w Jordanii. Kobieta odradziła też Lubnie opowiadania o „ofercie", bo to prowadziłoby tylko do opóźnienia całej procedury.

Sprawa rzeczywiście nie cierpiała zwłoki. Lubna ubiegała się bowiem o wizę do Szwecji w ramach łączenia rodzin. Jej mąż, który przedostał się wcześniej do Szwecji przez Morze Śródziemne, otrzymał tu już stały pobyt. Na rozmowę w ambasadzie, która legitymizowała wystąpienie o szwedzką wizę, trzeba było czekać półtora roku. Istniało zatem ryzyko, że starszy syn Lubny zdążyłby w tym okresie ukończyć 18. rok życia. To zaś oznaczało, że jako dorosły traciłby prawo do starania o stały pobyt razem ze swoimi bliskimi. Czas determinował los rozproszonej po świecie rodziny i Lubna licznymi telefonami i majlami monitowała ambasadę, by jak najszybciej załatwić sprawę.

Gdy Lubna odebrała drugi telefon od osoby, która twierdziła, że dzwoni z Agencji Imigracji, była na tyle czujna, że rozmowę nagrała. Wynika z niej, że kobieta usiłowała się dowiedzieć, ile tamta jest w stanie zapłacić za usługę. Rzekoma urzędniczka Agencji Imigracji wydawała się doskonale zorientowana w dylemacie Syryjki i znała termin wyznaczonego w ambasadzie spotkania.

Lubnie udało się w końcu uzyskać wcześniejszy termin na rozmowę w placówce w Ammanie, i to bez płacenia haraczu, dzięki pomocy organizacji pozarządowej w Norrköping. Dotarła do Szwecji z synami na parę tygodni przed urodzinami starszego z nich. O swoich podejrzeniach o korupcję doniosła dopiero po przybyciu do nowego kraju, by przestrzec innych migrantów.

Ambasada w Ammanie zainicjowała już śledztwo w sprawie.

Doniesienia o podejrzeniach o handlu terminami spowodowało też, że sztokholmskie MSZ postanowiło wystąpić z ostrzeżeniem do sześćdziesięciu szwedzkich ambasad i konsulatów, które przyjmują wnioski o migrację. MSZ nie wyklucza bowiem, że podobne nadużycia mogą mieć miejsce w innych placówkach za granicą. Ostrzeżenie jest i będzie opublikowane na stronach internetowych ambasad.

Rzucenie podejrzeń na procedury bulwersuje polityków. Kristina Höj Larsen z partii Lewicy mówi, że długi okres oczekiwania inspiruje do działania wszelkiego rodzaju oszustów, którzy próbują dorobić się na ludzkiej desperacji.To bardzo poważna sprawa i oburzająca – komentuje. Emma Henriksson z chadecji uważa natomiast, że rozwiązaniem byłoby traktowanie dzieci, które widnieją na wniosku o połączenie z członkiem rodziny przebywającym w Szwecji, nadal jako dzieci, gdy władze podejmują decyzję o prawie pobytu.

Osoby, które chcą dotrzeć do swoich rodzin osiedlonych w Szwecji, są zobligowane stawić się na wywiad w ambasadach tego kraju. Sprawa nie jest jednak taka prosta dla uciekających z terenu wojny Syryjczyków. W ubiegłym roku MSZ zdecydowało, że Syryjczycy mogą przeprowadzać rozmowy jedynie w placówkach w Egipcie, Jordanii, Turcji Arabii Saudyjskiej i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kiedy szefowa dyplomacji podpisywała to rozporządzenie, kraje nim objęte zdążyły wprowadzić obowiązek wizowy dla mieszkańców Syrii, co niemal uniemożliwia im dotarcie na wywiady. Madeleine Seidlitz z Amnesty International mówi, że zgłaszały się do niej osoby z podobnymi doświadczeniami jak Lubna. Organizacja przekazywała jednak sprawy do rozpatrzenia Agencji Imigracji.

Załatwienie priorytetowego miejsca na liście obowiązkowych wywiadów to niepierwszy sposób zarabiania na uchodźcach. Pisał o tym szwedzki ekonomista kurdyjskiego pochodzenia Tino Sanandaji. „Miliardy z podatków uczyniły przemysł uchodźczy jednym z najbardziej lukratywnych branż kraju. Wybuchła gorączką złota hochsztaplerów" – podkreślał.

Dotyczy to zwłaszcza sektora domów dla dzieci i młodzieży przybyłych do Szwecji bez opiekunów.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL