Błąd Trybunału Konstytucyjnego - Kmiecik o publikacji wyroku TK

aktualizacja: 26.03.2016, 08:02
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Nie wydaje się, aby orzeczenie wydane w niestosownym składzie i bez podstawy prawnej mogło być honorowane przez inne organy państwa – uważa profesor Romuald Kmiecik.

REDAKCJA POLECA

Czy orzekając o zgodności z konstytucją obowiązującej ustawy o TK, Trybunał powinien stosować przepisy tejże? Jak wiadomo, uznał, że przepisów obowiązującej ustawy nie będzie stosował, czym oczywiście naruszył przepis art. 197 konstytucji. To poważny błąd, ponieważ konstytucja nie określa trybu postępowania, odsyłając do unormowań ustawowych. W ten sposób Trybunał działał bez podstawy prawnej, czym naruszył kolejny przepis konstytucji, który wymaga od organów państwowych działania na podstawie i w granicach przepisów prawa (art. 7 konstytucji). Jakże można twierdzić, że niezawisłość sędziów Trybunału i podległość wyłącznie konstytucji zwalnia ich z obowiązku stosowania trybu postępowania przewidzianego w ustawie, która z upoważnienia tejże konstytucji tryb ten reguluje? W jakim trybie miałoby się toczyć postępowanie, gdyby np. zaskarżono pierwszą i jedyną ustawę regulującą tryb postępowania po wejściu w życie konstytucji? Czy na podstawie widzimisię prezesa Trybunału? Problem prawny nie polega na tym, czy zaskarżoną ustawę Trybunał powinien stosować w swojej działalności, bo to jest oczywiste, ale w jakim zakresie przepisy tej ustawy mogłyby być pominięte i niestosowane.

Wystarczy umieć liczyć do stu

Konstytucja oczekuje od sędziów Trybunału szczególnej wiedzy prawniczej, ponieważ ich rozstrzygnięcia wymagają zazwyczaj skomplikowanych operacji intelektualnych związanych z koniecznością wykładni prawa, zarówno konstytucji, jak i ustawy, której zgodność z konstytucją stanowi przedmiot orzekania. Wykładnia prawa powinna poprzedzać decyzję Trybunału, nie zaś odwrotnie – najpierw decyzja polityczna, a potem dobieranie argumentów prawniczych lepiej lub gorzej uzasadniających tę decyzję. W myśl zasady clara non sunt interpretanda (przepisy oczywiste nie wymagają interpretacji) Trybunał, orzekając na podstawie przepisów dotyczących organizacji i trybu postępowania przed Trybunałem, mógłby w ogóle nie zajmować się ustawą o TK i nie stosować tylko tych przepisów ustawy regulującej tryb postępowania, które są sprzeczne z konstytucją w sposób oczywisty dla każdego, kto dysponuje wiedzą na poziomie szkoły podstawowej. Gdyby np. badana przez TK ustawa zawierała przepis, że organ ten powinien orzekać w składzie 25 sędziów, nie zaś 15, jak stanowi art. 194 ust. 1 konstytucji, to stwierdzenie niezgodności prima vista nie wymagałoby wyróżniającej się wiedzy prawniczej, wystarcza tu bowiem umiejętność liczenia do stu, a tę osiąga się już w szkole podstawowej. Prezes Trybunału z pewnością nie miałby więc obowiązku wyznaczenia składu 25-osobowego. Albo gdyby zaskarżona ustawa zawierała przepis, w myśl którego orzeczenia Trybunału muszą zapadać jednomyślnie. Sprzeczność z art. 190 ust. 5 konstytucji, który przewiduje, że orzeczenia Trybunału zapadają większością głosów, byłaby na tyle oczywista, że nie wymagałaby szczególnej wiedzy prawniczej i związanych z wykładnią przepisów skomplikowanych wywodów logicznych, nie mówiąc o innych metodach wykładni.

Przykłady te, a można by je mnożyć, są odpowiedzią dla tych obrońców postępowania Trybunału, którzy twierdzą, że mógł on nie zastosować się do art. 197 konstytucji i nie stosować przepisów ustawy, ponieważ mogłaby ona np. całkowicie zablokować działanie Trybunału, uniemożliwiając ocenę zgodności z konstytucją.

Dopóki nie obali

Trybunał powinien zastosować tryb postępowania przewidziany w ustawie, respektując tym samym art. 197 konstytucji z wyjątkiem tych przepisów ustawy, które bez potrzeby wykładni wymagającej wiedzy prawniczej w sposób oczywisty dla każdego, a także prezesa TK, byłyby sprzeczne z konstytucją. Jednakże takich przepisów, o ile mi wiadomo, nie ma w tej ustawie zbyt wiele, a to oznacza, że prezes Trybunału powinien wyznaczyć posiedzenie Trybunału i postępować zgodnie z ustawą aż do momentu, w którym stwierdzi na podstawie swojej szczególnej wiedzy prawniczej, że określone przepisy zaskarżonej ustawy nie są zgodne z konstytucją. Do tego czasu przepisy ustawy korzystają z domniemania konstytucyjności, niezależnie od tego, jaki jest stosunek poszczególnych sędziów do kwestii zgodności tej ustawy z konstytucją. Domniemanie konstytucyjności obala dopiero ważne orzeczenie Trybunału, a nie opinie poszczególnych sędziów.

I tak np. Trybunał powinien zastosować się do wymagania przewidzianego w nowej ustawie o trybie postępowania dotyczącego kwalifikowanej większości głosów. Niezgodność tego przepisu z konstytucją wcale nie jest oczywista, wręcz przeciwnie, zmiana przepisu ustawy w tym zakresie nie jest sprzeczna z konstytucją. Przepis art. 190 ust. 5 przewiduje „większość głosów", nie określając, jaki rodzaj większości może wprowadzać ustawa regulująca tryb postępowania.

Niezręczna sytuacja

Konstytucja wyklucza jedynie wymóg jednomyślności orzekania. Przecież można by sobie wyobrazić, że skoro zaskarżona ustawa była weryfikowana w kolejnych fazach postępowania legislacyjnego (w Sejmie, Senacie) i ostatecznie podpisana przez prezydenta, to sędziowie prawnicy orzekający w Trybunale Konstytucyjnym powinni wykazywać jednomyślność, jeżeli zamierzają zakwestionować konstytucyjność takiej ustawy. Podobnie jak wymagano niegdyś jednomyślności w angielskiej ławie przysięgłych. Jak wiadomo, konstytucja tak wysokiego wymagania prawnikom nie stawia, zadowalając się większością głosów, nie przesądza jednak o tym, czy to będzie większość względna, bezwzględna, zwykła czy kwalifikowana. O tym decyduje ustawa. Warto dodać, że przecież w innych przepisach konstytucja wyraźnie dookreśla rodzaj większości, np. w art. 113 przewiduje „większość bezwzględną", a w art. 120 „większość zwykłą". Dziwi zatem totalna negacja ustawy o organizacji i trybie postępowania i niestosowanie przez Trybunał jej przepisów zgodnych z konstytucją, być może pod wrażeniem absurdalnego hasła „totalnej opozycyjności".

Wskutek tego Trybunał ewidentnie naruszył art. 197 konstytucji i postawił się w wyjątkowo niezręcznej sytuacji, orzekając poza prawem i bez podstawy prawnej, którą nie może być sama konstytucja, skoro nie reguluje ona ani organizacji, ani trybu postępowania. Jeżeli w tej sytuacji orzeczenie Trybunału będzie uznane za nieważne z mocy prawa bądź nieważne bezwzględnie (nullitas absoluta), to jest oczywiste, że nie zostanie „ogłoszone w organie urzędowym" (art. 190 ust. 2). Nie wydaje się bowiem – ale to już ocenią stosowne organy – aby orzeczenie nieważne z mocy prawa (ipso iure), wydane w niestosownym składzie i bez podstawy prawnej (sententia nulla), a tym samym niewiele różniące się od tzw. niewyroku (sententia non existens), mogło być honorowane przez inne organy państwa, i to w państwie, które stosownie do przepisów konstytucji ma być państwem prawnym.

Autor jest prof. dr hab. na UMCS w Lublinie

POLECAMY

KOMENTARZE