Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Mariusz Królikowski o reformie sšdów

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Politycy od lat zbijajš kapitał polityczny na krytyce sšdów

Stało się. Z dawna zapowiadana reforma sšdownictwa nabiera tempa. Minister Zbigniew Ziobro ogłosił jej główne założenia. Od razu ruszyła też intensywna ofensywa medialna, majšca na celu wykazanie, że sšdownictwo to jedna wielka patologia, którš należy wytępić ogniem i żelazem. Oczywiœcie dla dobra obywateli. „Czas najwyższej kasty dobiega końca" – powiedział minister Ziobro. „Będziemy bronić obywateli, którzy bardzo często sš poszkodowani przez polskie sšdy" – wtórował mu wiceminister Patryk Jaki. „Sšdy w Polsce sš obcišżone potężnš patologiš. Nie cofniemy się" – podsumował prezes Jarosław Kaczyński.

Można powiedzieć, że to nic nowego. Politycy od lat zbijajš bowiem kapitał polityczny na krytyce sšdów. Podobnie działał Zbigniew Ziobro za swej pierwszej kadencji. Okres rzšdów Donalda Tuska także nie był wolny od antysšdowej retoryki. Zwłaszcza podczas wprowadzania niechlubnej pamięci reformy ministra Gowina (likwidacja małych sšdów) przybrała na sile. Opowieœci o sitwach, które miały opanować małe sšdy, bardzo często snuli politycy ówczesnego obozu rzšdzšcego.

Obecnie retoryka rzšdzšcych idzie w podobnym kierunku. Jedynie dawne „sitwy" zastšpiła modna ostatnio „kasta". Chodzi jednak o to samo: o zwiększenie swojej popularnoœć poprzez walkę z rzekomo uprzywilejowanš i krzywdzšcš obywateli „kastš sędziowskš". A przy okazji o zmniejszenie niezależnoœci władzy sšdowniczej. Różnicš jest skala działania. Jeszcze nigdy w historii politycy partii rzšdzšcej nie przypuœcili na sšdy tak zmasowanego i bezpardonowego ataku jak obecnie.

Ale od kwestii propagandowych ważniejsza jest zawartoœć merytoryczna. A tu zgłoszone w „pakiecie Ziobry" dwa projekty ustaw budzš spore rozczarowanie. Zawiedzeni muszš być zwłaszcza reformatorsko nastawieni sędziowie, którzy oczekiwali likwidacji feudalnej piramidy w systemie sšdownictwa czy zrównania uprawnień sędziów różnych szczebli. Tymczasem prawdziwym celem tych projektów nie jest wcale usprawnienie sšdownictwa, ani nawet wewnętrzna demokratyzacja jego struktury, ale znaczšce zwiększenie wpływu polityków na sšdy. Wpływu, który przez wiele lat był przez kolejne ekipy rzšdzšce zwiększany i osišgnšł poziom niemożliwy do pogodzenia z zasadš niezależnoœci władzy sšdowniczej. Choć przyznać trzeba, że Trybunał Konstytucyjnym był niegdyœ odmiennego zdania i taki wzrost zależnoœci władzy sšdowniczej akceptował.

Deklarowane założenia reformy sš piękne: sprawnoœć i efektywnoœć, bezstronnoœć, zaufanie i uczciwoœć, profesjonalizm, demokratyzacja i niezależnoœć. Trudno byłoby znaleŸć sędziego, który takim hasłom nie przyklaœnie. Jednak bliższa analiza projektów prowadzi do wniosku, że skutki tych rozwišzań dalece odbiegnš od pięknych haseł. Oczywiœcie nie można generalizować. Spora częœć planowanych rozwišzań szczegółowych jest słuszna i pożyteczna. Czas więc na odsianie ziaren od plew.

Większa sprawnoœć

Połšczenie najmniejszych wydziałów sšdowych, ograniczenie liczby sędziów wizytatorów, wprowadzenie finansowych sankcji za celowe przecišganie procesu przez strony, sprzyjanie zawieraniu ugód w postępowaniach sšdowych czy wprowadzenie elektronicznego systemu ewidencji pracy sędziów według wzorów niemieckich – wszystko to może poprawić sprawnoœć postępowania. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia takim zmianom się nie sprzeciwia. Podobnie jak zmniejszeniu liczby stanowisk funkcyjnych. Warto jedynie zauważyć, że wbrew twierdzeniom ministra Ziobry, sędziowie funkcyjni, stanowišcy 40 proc. wszystkich sędziów, nie zajmujš się wyłšcznie nadzorem, ale także orzekajš, choć zwykle mniej niż inni.

Spore wštpliwoœci budzi wprowadzenie zasady niezmiennoœci składu w sprawach cywilnych. Dobrze wpłynęłoby to na rzetelnoœć postępowania, jednak sztywne stosowanie tej zasady w przypadku np. długotrwałej choroby sędziego powodowałoby koniecznoœć rozpoczynania sprawy od poczštku. Z pewnoœciš nie służyłoby to przyspieszeniu postępowania.

Bezstronnoœć

Jej gwarancjš ma być losowy przydział spraw poszczególnym sędziom. I słusznie, gdyż obywatel ma prawo do osšdzenia przez sędziego bezstronnego, a nie specjalnie dobranego do danej sprawy.Wbrew jednak twierdzeniom ministra Ziobry taki przypadkowy w istocie system obowišzuje już teraz. System przydziału z listy alfabetycznej według kolejnoœci wpływu oznacza w istocie losowy przydział spraw. Pozbawione podstaw sš więc opowieœci o całkowitej dowolnoœci przewodniczšcych wydziałów w przydzielaniu spraw. Oczywiœcie dobrze będzie, jeœli system komputerowy też zapewni równomierne obcišżenie sędziów obowišzkami.

Co ciekawe, pomysłodawcy losowego przydziału spraw zupełnie inaczej widzš tę kwestię na przykładzie konkretnych postępowań. Minister Patryk Jaki na własnym procesie o naruszenie dóbr osobistych złożył wniosek o wyłšczenie sędzi, która orzekła wbrew jego oczekiwaniom. Podległy Zbigniewowi Ziobrze prokurator chciał wyłšczenia sędzi orzekajšcej w sprawie z udziałem najbliższych ministra. Jak widać, popieranie losowego przydziału spraw ma w praktyce charakter wybiórczy, bo jednak w niektórych sprawach politycy woleliby ręczne sterowanie składem sšdu.

Interes korporacji

Dużym poczuciem czarnego humoru wykazał się minister Ziobro, deklarujšc demokratyzację i niezależnoœć KRS. Oczywiœcie szybko okazało się, że ma to być niezależnoœć od „korporacyjnych interesów", które majš zostać zastšpione politycznymi interesami rzšdzšcej większoœci. Jak bowiem inaczej można okreœlić propozycję wyboru sędziów – członków KRS przez zwykłš większoœć sejmowš? Albo podziału KRS na dwa zgromadzenia, w celu zwiększenia wagi głosu polityków należšcych do Rady, tak aby mogli oni blokować sędziowskš większoœć w Radzie? Jeœli dodamy do tego udzielenie prezydentowi prawa do wyboru sędziów spoœród dwóch kandydatów oraz wyraŸne preferencje dla egzaminowanych aplikantów po Krajowej Szkole Sšdownictwa i Prokuratury – przewaga dwuwładzy ustawodawczo-wykonawczej nad sšdowniczš staje się miażdżšca. Zamiast rzeczywistej demokratyzacji KRS poprzez zapewnienie równego udziału w wyborach sędziów różnych szczebli mamy projekt Rady politycznej. I nie zmienia tej oceny przywołane przez Zbigniewa Ziobrę porównanie ze sposobem powoływania Rady Głównej Władzy Sšdowniczej Hiszpanii. Modele funkcjonowania władzy sšdowniczej sš oczywiœcie w poszczególnych krajach różne i zawsze można znaleŸć przykłady pasujšce do jakiejœ koncepcji. Niemniej w Polsce nie obowišzuje Konstytucja Hiszpanii z 27 grudnia 1978 r., lecz Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 r.

Kolejnym krokiem zmierzajšcym do zwiększenia politycznego nadzoru nad sšdami jest zwiększenie i tak bardzo dużych kompetencji MS w powoływaniu i odwoływaniu prezesów i wiceprezesów sšdów. Podnoszenie w tym kontekœcie tzw. afery krakowskiej, w której zarzuty zostały postawione kilku urzędnikom sšdowym jest całkowicie chybione. W tym bowiem przypadku prezes Sšdu Apelacyjnego w Krakowie zaraz po ujawnieniu sprawy sam podał się do dymisji, wobec czego nadzwyczajne uprawnienia ministra do odwoływania prezesów sš zbędne.

Zaufanie i uczciwoœć

Zdaniem ministerstwa „większa transparentnoœć, œciœlejsza kontrola oraz niezależnoœć postępowań dyscyplinarnych od wpływów œrodowiska ma wzmocnić autorytet wymiaru sprawiedliwoœci i samych sędziów". Jako argument podaje się fakt, że w latach 2011–2015 do sšdów dyscyplinarnych trafiło 310 wniosków, a z urzędu złożono tylko 11 sędziów, co ma rzekomo œwiadczyć o pobłażliwoœci sšdów dyscyplinarnych.

Jest to argument cokolwiek nacišgany. Cóż bowiem oznacza, że „tylko 11", a nie „aż 11". Równie dobrze można postawić zarzut, że w jakimœ sšdzie orzeczono tylko jednš karę dożywocia i aż tysišc kar łagodniejszych. Dopóki jednak nie wiemy, jakie były w tych sprawach stawiane zarzuty, nie możemy w żaden sposób ocenić, czy jedna kara dożywocia to dużo czy mało. Tak samo jest z sędziami – przypadki poważnych przestępstw, np. korupcji sš rzadkie. Na ogół sędziowie odpowiadajš za drobniejsze uchybienia, np. opóŸnienie w pisaniu uzasadnień. Po udowodnieniu popełnienia przestępstwa sędziowie sš zawsze usuwani z zawodu.Argument o rzekomej pobłażliwoœci sšdów dyscyplinarnych jest zatem zupełnie chybiony, za to stwarza wœród odbiorców nieuzasadnione wrażenie, że jakieœ poważne przestępstwa sędziów nie spotykajš się z należytš reakcjš.

Za całkowite kuriozum należy uznać wyłšczenie sšdownictwa dyscyplinarnego z systemu sšdowego. Tak bowiem chyba należy rozumieć utworzenie autonomicznej Izby Dyscyplinarnej w Sšdzie Najwyższym. Ta koncepcja nie jest znana w historii prawa polskiego. Nawet w okresie PRL nikt na taki pomysł nie wpadł. W powišzaniu z planem, by oskarżycielami w sprawach dyscyplinarnych byli prokuratorzy, podlegli przecież MS, tworzy to mechanizm bardzo niebezpieczny dla niezawisłoœci sędziów. Łatwo bowiem można sobie wyobrazić, że odpowiedzialnoœci dyscyplinarnej może podlegać sędzia orzekajšcy wbrew woli rzšdzšcych, np. w sprawie œmierci ojca Zbigniewa Ziobry czy w cywilnej sprawie Patryka Jakiego. Tak poważny instrument nacisku, wprowadzany pod płaszczykiem zwiększania zaufania do sšdów, będzie w istocie końcem niezawisłego sšdownictwa w Polsce.

Politycy partii rzšdzšcej lubiš szermować hasłem „korporacji sędziowskiej". Twierdzš, że konieczne jest powoływanie sšdów dyscyplinarnych spoza „korporacji", tak jakby rzetelne osšdzenie sędziego przez innych sędziów było z natury rzeczy niemożliwe. Oczywiœcie wołaniem na puszczy jest mówienie, że sędziowie nie sš żadnš korporacjš, tylko elementem władzy państwowej tak jak posłowie czy ministrowie. Jakoœ nikt nie mówi o „korporacji poselskiej" czy „ministerialnej". Swojš drogš, skoro istnieje równowaga władz, to należałoby konsekwentnie zaproponować odpowiedzialnoœć dyscyplinarnš przed tš specjalnš Izbš SN także posłów, senatorów i ministrów. Nie ma bowiem żadnego uzasadnienia, aby np. członkowie korporacji poselskiej odpowiadali za przekroczenie zasad etyki tylko przed Komisjš Etyki Poselskiej, a nie przed Izbš Dyscyplinarnš SN. Zwłaszcza że notowania społeczne parlamentarzystów i ministrów sš prawie dwukrotnie niższe niż zaufanie do sędziów.

Œrodowisko sędziowskie nie jest i nie chce być bezkarne. Zdecydowanie opowiada się za surowš odpowiedzialnoœciš sędziów za rzeczywiste przestępstwa. Bo oczywiœcie przypadki zachowań nieetycznych czy wręcz przestępczych w gronie 10 tys. sędziów zdarzyć się mogš. Nawet jeœli zdarzajš się rzadko. Sędziom należy stawiać poprzeczkę wyżej niż przeciętnemu obywatelowi. I tak się dzieje. Nie może to jednak oznaczać odpowiedzialnoœci sędziów przed politykami lub ciałami quasi-sšdowymi z politycznego nadania. Niezależnoœć sędziów od polityków jest bowiem podstawowš gwarancjš zachowania praw obywatelskich. Obywatel nie znajdzie w sšdzie ochrony przed wszechmocnš władzš, jeœli sędzia za swoje decyzje będzie rozliczany przez polityków.

Autor jest sędziš Sšdu Okręgowego w Płocku prezesem Oddziału SSP Iustitia w Płocku

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL