Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Mariusz Muszyński zaklina rzeczywistość

Monika Florczak-Wštor, Piotr Mikuli
materiały prasowe
W państwie prawa sędziowie TK nie muszš wykazywać swej legitymacji do orzekania

W demokratycznym państwie prawnym sędziowie Trybunału Konstytucyjnego nie muszš wykazywać na łamach prasy swej legitymacji do orzekania. Nie muszš też dowodzić, że sš sędziami – odpowiadajš konstytucjonaliœci z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Z lekkim zażenowaniem przeczytaliœmy polemikę prof. Mariusza Muszyńskiego z naszym tekstem. Liczyliœmy na dyskusję na poziomie merytorycznym, obowišzujšcym w kręgach akademickich. Tymczasem zaprezentowany w polemice styl i język wypowiedzi oraz argumenty ad personam umocniły nas w przekonaniu, że jej autorowi nie chodzi o poszukiwanie prawdy i właœciwej wykładni prawa, lecz o podważenie autorytetu TK z czasów, gdy ta instytucja autorytet jeszcze posiadała.

Polemika z kim?

Jak inaczej bowiem wyjaœnić to, że bohaterem polemiki stał się nieoczekiwanie ostatni prezes TK prof. Andrzej Rzepliński, o którym nawet nie wspomnieliœmy? I co wspólnego z naszym tekstem majš zarzuty pod jego adresem, np.: „Prezes Rzepliński do pomiaru swego sędziowskiego ego używał jako jednostek posłów RP" albo „mógłbym tu zacytować regułę Stefana Niesiołowskiego, którš przez cały 2016 r. raczył mnie w Trybunale prezes Rzepliński: jak będziecie mieli większoœć, to sobie przegłosujecie, co zechcecie"? Nie sugerowaliœmy również „prokuraturze, że prezes Rzepliński przekroczył swoje kompetencje, wypłacajšc przez rok sędziowskie wynagrodzenie przypadkowym osobom". O wynagrodzeniu, zwłaszcza takim, które miałoby rzekomo powodować nabycie statusu sędziego TK przez przypadkowe osoby, w ogóle nie wspominaliœmy.

Z naukowego obowišzku i wiary w to, że można rozmawiać bez argumentów ad personam, postanowiliœmy jednak odnieœć się do głównych tez polemiki, które naszym zdaniem nie sš prawdziwe.

On nie jest sędziš TK

Nie jest prawdš, jakobyœmy zarzucali M. Muszyńskiemu, że wypowiada się „jako sędzia na łamach prasy". Zarzucamy mu, że nie jest sędziš TK, a zarzut ten opieramy na wykładni art. 194 ust. 1 konstytucji w zwišzku ze skutkami wyroku z 3 grudnia 2015 r., K 34/15. Jako osoba niebędšca sędziš M. Muszyński może publicznie krytykować działania TK, o czym już pisaliœmy, choć celowoœć publikowania przez niego raz w miesišcu artykułu powtarzajšcego tezę, że jest on sędziš TK, budzi nasze wštpliwoœci. Być może warto by od czasu do czasu „zmienić" osobę głoszšcš takš tezę. Albo – jeœli nie ma wybitnych przedstawicieli doktryny prawa, którzy chcieliby tezę tę firmować swoim nazwiskiem – poszerzyć wachlarz używanych argumentów? Jaki bowiem sens ma powielanie w kolejnych tekstach tych samych poglšdów? Koronny argument ze złożenia œlubowania został wszak już przekonujšco zakwestionowany przez wybitnych adwokatów i profesorów prawa Macieja Gutowskiego i Piotra Kardasa. W polemice z poprzednim artykułem M. Muszyńskiego (zob. „Nieudolni pogromcy Trybunału Konstytucyjnego", „Rzeczpospolita" z 16 listopada 2017 r.) dowiedli oni, że „przyjęcie przez prezydenta œlubowania od sędziów powszechnie okreœlanych jako tzw. dublerzy nie może niczego naprawić" („Wykładnia autentyczna a nienaprawialnoœć statusu tzw. dublera", „Rzeczpospolita" z 21 listopada 2017). Podobnie teza głoszšca, że art. 197 konstytucji zakazuje TK bezpoœredniego stosowania konstytucji, została w doktrynie prawa słusznie zakwestionowana, choćby przez prof. Piotra Radziewicza na łamach renomowanego czasopisma „Państwo i Prawo". Stwierdził on bowiem: „Nie ulega wštpliwoœci, że Konstytucja jest stosowana bezpoœrednio (...). Bez znaczenia jest przy tym, czy równoczeœnie obowišzujš regulacje ustawowe na ten sam temat lub czy Konstytucja odsyła do unormowania okreœlonej materii w ustawie (np. art. 197 Konstytucji). Okolicznoœci te ani nie wyłšczajš, ani nie ograniczajš bezpoœredniego stosowania Konstytucji" (zob. „Pominięcie przez TK ustawy okreœlajšcej tryb kontroli konstytucyjnoœci prawa", „PiP" nr 10/2016, s. 49).

Teza głoszona przez M. Muszyńskiego jest również sprzeczna z poglšdami TK wyrażonymi w kilku orzeczeniach wydanych w 2016 r., z którymi warto się zapoznać, zwłaszcza że zostały ogłoszone w Dzienniku Ustaw. Nie sposób też nie zauważyć nieracjonalnoœci tej tezy. Jej akceptacja prowadziłaby do wniosku, że likwidacja konstytucyjnego organu państwa nie wymaga zmiany konstytucji. Do jej przeprowadzenia wystarczyłoby uchylenie ustawy dotyczšcej tego organu. Wszak bezpoœrednio na mocy konstytucji – jak dowodzi M. Muszyński – organ taki nie mógłby działać.

Doceniamy konsekwencję M. Muszyńskiego w forsowaniu tezy, że jest on sędziš TK, zwłaszcza że musi to być niełatwe w sytuacji, gdy konstytucja, orzecznictwo TK oraz krajowe i zagraniczne autorytety prawnicze tezy tej nie podzielajš. Warto jednak pamiętać, że w demokratycznym państwie prawnym sędziowie TK nie muszš wykazywać na łamach prasy swej legitymacji do orzekania. Nie muszš też dowodzić, że sš sędziami TK.

Mnożenie bytów

M. Muszyński zarzuca nam błędnš wykładnię art. 194 ust. 1 konstytucji, choć przepis ten rozumie dokładnie tak samo jak my. Stwierdza bowiem, że „wybór [sędziów TK] w Sejmie przeprowadzany jest co do zasady przed upływem kadencji sędziego, który kończy urzędowanie". I tego nie kwestionowaliœmy. Nawet więcej: sami wskazywaliœmy, że Sejm nie może wybrać kolejnego sędziego TK „jeœli kadencja wczeœniej wybranego sędziego TK nie dobiega końca lub nie doszło do wygaœnięcia jego mandatu przed upływem kadencji". BdTXT - W - 8.15 J: Dlatego też zwracamy uwagę na to, że po wyborze pięciu sędziów TK przez Sejm w paŸdzierniku 2015 r. ani żaden sędzia TK nie kończył kadencji, ani też nie stwierdzono wygaœnięcia mandatu któregokolwiek sędziego. Przypomnijmy, że tę ostatniš kompetencję miało w tym czasie jedynie Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK lub – w razie œmierci sędziego TK – prezes TK. Sejm nie mógł zatem w grudniu 2015 r. wybrać kolejnych pięciu sędziów TK, bo były to osoby wybierane ponad konstytucyjnie dopuszczalnš liczbę 15 sędziów (w domyœle – orzekajšcych), a żaden z wczeœniej wybranych sędziów TK – używajšc sformułowania M. Muszyńskiego – nie „kończył urzędowania".

Może łatwiej byłoby to zrozumieć, gdybyœmy wybrali przykład mniej angażujšcy emocjonalnie i ambicjonalnie naszego polemistę. Choćby przykład rzecznika praw obywatelskich, w którego wyborze uczestniczš dwa organy: Sejm, który wyboru dokonuje, oraz Senat, który wyraża zgodę na wybór. Otóż jeœli Sejm wybierze jednorazowo pięciu RPO, to tylko osoba wybrana jako pierwsza obejmie to stanowisko. Po jej wyborze Sejm utraci bowiem kompetencję do wyboru kolejnych RPO do momentu, aż kadencja tej osoby będzie dobiegać końca lub dojdzie do jej odwołania przed upływem kadencji. Teza, że pięć osób wybranych przez Sejm na stanowisko rzecznika stanie się jednoczeœnie rzecznikami w momencie wyrażenia zgody na ich wybór przez Senat, jest podobnie niedorzeczna jak teza, że pięć osób wybranych przez Sejm na stanowisko sędziów TK ponad liczbę 15 sędziów stanie się sędziami TK w momencie przyjęcia od nich œlubowania przez prezydenta. Sejm nie może wybierać dowolnej liczby osób na różne stanowiska tylko dlatego, że zostało mu przyznane prawo do obsadzenia tych stanowisk. Zgodnie z art. 7 Konstytucji RP musi on działać na podstawie i w granicach prawa. Skoro art. 194 ust. 1 konstytucji przyznaje Sejmowi prawo do wyboru 15 sędziów TK, to nie ma on kompetencji do wyboru kolejnych sędziów ponad tę liczbę tak długo, aż – jak wskazywaliœmy – „kadencja wczeœniej wybranego sędziego TK nie dobiega końca lub nie doszło do wygaœnięcia jego mandatu przed upływem kadencji".

Orzeczenie nie mogło zlikwidować KRS

Kolejnš kwestiš poruszonš przez M. Muszyńskiego jest zarzut dotyczšcy oceny wyroku TK stwierdzajšcego niekonstytucyjnoœć podstawy prawnej wyboru sędziów do Krajowej Rady Sšdownictwa. Autor zarzuca nam niekonsekwencję, ponieważ z jednej strony podważamy skutecznoœć wyroku wydanego z udziałem dwóch osób niebędšcych sędziami TK, w tym M. Muszyńskiego, a z drugiej strony nie kwestionujemy faktu jego ogłoszenia. Co ciekawe, autor nie podważa naszej tezy o wadliwoœci tego wyroku, stwierdzajšc jedynie, że „nawet jeœli by tak było, to przecież został ogłoszony". Tymczasem czym innym jest obowišzek ogłoszenia wyroku w dzienniku urzędowym, a czym innym wadliwoœć prawna tego wyroku.

Obowišzek ogłoszenia każdego wyroku TK, niezależnie od tego, w jakim składzie został on wydany, wynika wprost z art. 190 ust. 2 konstytucji. Z kolei problem wad prawnych wyroku wymaga oceny na gruncie art. 190 ust. 1 konstytucji oraz przepisów kodeksu postępowania cywilnego, do którego odsyła ustawa o organizacji i postępowaniu przed TK. Nie jest to ocena łatwa, bo ustrojodawca nie przewidział, że w państwie prawa w składzie orzekajšcym TK mogš pojawić się osoby niebędšce sędziami TK. Niektórzy autorzy (wœród nich sędziowie SN prof. Tadeusz Ereciński i prof. Karol Weitz) twierdzš, że wyroki wydane z udziałem takich osób sš wyrokami nieistniejšcymi. Teza ta opiera się na znanej polskiej teorii prawa koncepcji tzw. nieaktu.

Inni autorzy, do których sami się zaliczamy, głoszš, że postępowanie z udziałem osób niebędšcych sędziami jest nieważne (co wynika z art. 379 pkt 4 k.p.c.), ale w obecnym stanie prawnym nie ma procedury pozwalajšcej na instytucjonalne, a nie tylko doktrynalne stwierdzenie wadliwoœci wyroku wydanego w tym postępowaniu. Nie ma bowiem możliwoœci odpowiedniego zastosowania art. 386 § 2 k.p.c., z którego wynika, że „w razie stwierdzenia nieważnoœci postępowania sšd drugiej instancji uchyla zaskarżony wyrok". W postępowaniu przed TK nie ma wszak „sšdu drugiej instancji".

Zapewne jest jeszcze kilka innych sposobów rozwišzania problemu wyroku wydanego z udziałem osób niebędšcych sędziami TK, ale niezależnie od tego, który przyjmiemy, ogłoszenie takiego wyroku i tak pozostanie kwestiš całkowicie odrębnš. Nawet gdybyœmy akceptowali kontrowersyjnš dla nas koncepcję wyroku nieistniejšcego, nie musi to przecież prowadzić do wykluczenia obowišzku jego ogłoszenia. Ogłoszenie nieaktu nie będzie przecież konwalidowało jego wadliwoœci.

Powracajšc do zarysowanej przez M. Muszyńskiego paraleli obydwu wyroków, z których jeden (K 34/15) dotyczy go osobiœcie, a drugi (K 5/17) został wydany z jego udziałem, trzeba jeszcze raz podkreœlić, że ich skutki prawne były zupełnie inne. Pierwszy wyrok stwierdzał zgodnoœć z konstytucjš relewantnego elementu podstawy prawnej wyboru trzech sędziów TK w paŸdzierniku 2015 r., co w konsekwencji przesšdziło o tym, że wybór następnych trzech osób na te same stanowiska w grudniu 2015 r. (w tym M. Muszyńskiego) został dokonany niezgodnie z prawem, bo przez Sejm, który w œwietle art. 194 ust. 1 konstytucji nie miał takiej kompetencji.

Z kolei wyrok dotyczšcy podstawy prawnej wyboru sędziów do KRS zawierał rozstrzygnięcie zmierzajšce w odmiennym kierunku. Tym razem TK uznał, że zakwestionowane przepisy sš niekonstytucyjne. Nie oceniał natomiast prawidłowoœci wyboru sędziów obecnie zasiadajšcych w składzie KRS, bo jako sšd prawa uczynić tego nie mógł. Rozstrzygnięcie wydane na podstawie niekonstytucyjnych przepisów może zostać wzruszone w trybie art. 190 ust. 4 konstytucji przez organ do tego uprawniony, którym – w obecnym stanie prawnym – nie jest TK. W sprawach dotyczšcych powołania danej osoby na okreœlone stanowisko należałoby zastrzec, że zastosowanie tego przepisu byłoby możliwe tylko wówczas, gdyby charakter procedury powołania umożliwiał wznowienie postępowania.

Rzetelnoœć wymaga sprawdzenia faktów

Na koniec musimy sprostować nieprawdziwš informację zawartš w polemice. Otóż nikt z nas nie był w grudniu 2015 r. asystentem sędziego Stanisława Biernata i nie uczestniczył w przygotowywaniu projektu orzeczenia K 34/15. Co więcej, w składzie orzekajšcym w tej sprawie nie było sędziego Biernata, więc zapewne jego ówczeœni asystenci w przygotowaniu tego projektu również nie uczestniczyli. M. Muszyński, podajšc nieprawdziwe informacje, wprowadził w błšd czytelnika. Nie podejrzewamy, że nie sprawdził, kto „w tym czasie" był asystentem wspomnianego sędziego. Byłby to przecież przejaw braku elementarnej rzetelnoœci. Mamy nadzieję, że publicznie przeprosi za podanie nieprawdziwej informacji czytelników i osobę wskazanš w jego tekœcie, której dobra osobiste – jej zdaniem – zostały naruszone.

dr hab. Monika Florczak-Wštor jest adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, członkiem Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego

dr hab. Piotr Mikuli, jest kierownikiem Katedry Prawa Ustrojowego Porównawczego Uniwersytetu Jagiellońskiego Autor - KONIEC: Autor - KONIEC: Tym tekstem kończymy dyskusję

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL