Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Rzecz o polityce

Nie wahajcie się stanąć po stronie kobiet

Kobiety, które odważą się upublicznić przemoc seksualną, rzadko otrzymują wsparcie. Na zdjęciu: Czarny protest na placu Zamkowym, październik 2016 r.
Fotorzepa, Robert Gardziński
Molestowanie seksualne nie zna barw politycznych

 

Grupa kobiet opublikowała w „Codzienniku Feministycznym" historie molestowania, nadużyć i przemocy, jakich doznały ze strony znanych lewicowych dziennikarzy. Wielu komentatorów zawyło ze szczęścia: oto dowód na upadek i hipokryzję rzekomych postępowców. Wystarczyło jednak, by wkrótce potem o obleśnych uwagach posła Jakubiaka z Kukiz'15 opowiedziała Justyna Samolińska z Razem, by panowie z samozwańczych rycerzy zmienili się w rechoczących wujów. Na Samolińską wylały się tony błota, a Jakubiak grozi jej sądem.

Łatwo jest wierzyć, że nadużyć seksualnych dopuszczają się tylko odrażający mężczyźni, o których mamy jak najgorsze zdanie. „Patologia" albo wręcz przeciwnie, „rozpieszczone elity". Tylko rozwiąźli libertyni albo tylko prymitywni dresiarze. Tylko katolicy albo tylko ateiści. Pora skończyć z łatwym usprawiedliwianiem.

Każda wiele razy

Jak donosił w zeszłym roku raport Fundacji Ster, 87 proc. kobiet w Polsce na ogół bardzo wiele razy w życiu doświadczyło obscenicznych dowcipów, dotykania wbrew woli, niestosownych propozycji, ocierania czy widoku obnażającego się mężczyzny. Czyli molestowania. 4 na 10 kobiet było wbrew woli całowanych i dotykanych w miejscach intymnych – nazywa się to „inną czynnością seksualną". Polki miały przeważnie kilka takich doświadczeń. Jedna czwarta przeżyła sytuację, kiedy mężczyzna podejmował wbrew woli próbę penetracji, czyli – gwałtu. Podobna liczba odbyła stosunek seksualny wbrew woli, czyli została zgwałcona. Większość gwałtów to wymuszenie seksu presją, ale także wykorzystanie przemocy, pozycji bądź podanie alkoholu czy środków odurzających. Spośród kobiet zgłaszających gwałt jedna piąta była gwałcona regularnie, a dwie piąte więcej niż raz. Na ogół przez byłego lub obecnego partnera, na ogół w domu.

Te dane trzeba przetrawić. Trzeba rozejrzeć się wokół siebie i pomyśleć: ona, ona, ona i ona też. Matka, siostra, dziewczyna, pani w sklepie, piosenkarka, polityczka, profesorka. Każda wiele razy. A potem zrobić krok dalej i wreszcie przyjąć do wiadomości, że jeśli tyle kobiet doświadcza przemocy seksualnej, to równie wielu mężczyzn się jej dopuszcza. Na każdą molestowaną kobietę przypada jeden molestator. Na każdą zgwałconą jeden gwałciciel. Brat, sąsiad, przyjaciel, ty. Każdy, kto, jak to ujął Rafał Ziemkiewicz, „wykorzystał nietrzeźwą", dopuścił się gwałtu bądź innej formy przemocy seksualnej.

Brak świadomości jak masowe to jest zjawisko, wynika wyłącznie z milczenia kobiet, a to – i na to również są badania – bierze się ze wstydu, z niemożności przełamania tabu i ze strachu przed byciem obwinioną. Nie zgłasza się 92 proc. gwałtów, 94 proc. prób gwałtów, 95 proc. innych czynności seksualnych i 94 proc. przypadków molestowania.

Kobiety, które odważą się upublicznić przemoc seksualną, słyszą rzeczy, które w przypadku każdego innego wykroczenia czy przestępstwa, choćby kradzieży, wydawałyby się najwyżej ponurym żartem. „Okradli go? Sam sobie winien", „Nie trzeba było się obnosić z pieniędzmi", „Ech, takich biedaków nie okradają, kłamie", „Słyszałem, że kiedyś się leczył na głowę, nie jest wiarygodny", „Mści się, bo tamtemu się lepiej powodzi". „Mówi o tym po dwóch latach? Każdy normalny człowiek od razu idzie z tym, gdzie trzeba", „Jak przy każdej kradzieży, prawda leży pośrodku" , „Histeryzuje i przesadza" ,„Jak można oskarżać go o kradzież. Przecież on ma rodzinę!". No i zwłaszcza: „Nie można dopuścić, żeby człowiekowi złamano karierę przez mętne pomówienia".

Samotność ofiar

Kobieta, która upublicznia nadużycia seksualne, przechodzi przez piekło. Ale przede wszystkim mierzy się z wielką samotnością. Często nawet bliscy nie dają bezwarunkowego wsparcia, powątpiewają, zasłaniają się opacznie rozumianym „domniemaniem niewinności", tak jakby to wyroki sądowe rozstrzygały, co prywatnie sądzimy o ludziach. To, co w przypadku kradzieży czy pobicia przychodzi samo: „Wierzę ci, co za świnia! Jak mogę ci pomóc?", w przypadku przemocy seksualnej zastępowane jest podejrzliwością albo najwyżej chłodnym dystansem. Sprawca ma się dobrze i żyje, jakby nigdy nic, pokrzywdzonej sypie się zdrowie, relacje czy życie zawodowe, ale ważne, by „na pewno nie posądzić niewinnego".

Ale fałszywe oskarżenia o gwałt stanowią od 2 do 8 proc. zgłoszonych (nie wszystkich!) spraw. Wbrew popularnej opinii o „tysiącach złamanych żyć niewinnych mężczyzn", praktycznie nigdy nie kończą się skazaniem, ponieważ na ogół zostają wykryte lub wycofane bardzo wcześnie. Przez ostatnie 28 lat w USA zwolnionych z więzienia zostało zaledwie 52 mężczyzn skazanych uprzednio za przestępstwa seksualne na podstawie fałszywego oskarżenia. Dla porównania, w przypadku morderstw było to 790! O żadnym łamaniu karier nie może być mowy, skoro nawet sprawcy udowodnionych przestępstw – jak choćby Roman Polański – nie spotykają się z sankcjami towarzyskimi ani zawodowymi.

Brytyjskie i amerykańskie badania pokazują bardzo jasno profile spraw opartych na fałszywych oskarżeniach. Pierwsza grupa to oskarżenia wniesione przez osoby trzecie, najczęściej rodziców niepełnoletniej dziewczyny. Druga to oskarżenia osób z udowodnioną historią oszustw, wyłudzeń i pomówień. Trzecia to osoby cierpiące na ciężkie urojenia i faktycznie przekonane, że zostały zgwałcone. Są też pieniacze sądowi, pozywający wszystkich o wszystko. Wśród motywów fałszywych oskarżeń owszem, króluje zemsta – ale nie za rozstanie czy zawód miłosny, lecz np. za złą jakość sprzedanych narkotyków. Daje do myślenia, że wśród fałszywie oskarżających dużą grupę stanowią mężczyźni. Czego natomiast wśród tych historii nie znajdziemy, to smutnych i zawsze podobnych do siebie relacji o zakrapianych wieczorach na konferencjach, o dziwnych drinkach na imprezach, o randkach, które źle się skończyły i o mężach, którym się rzekomo należy.

Warto więc trzymać stronę kobiet. Żeby nie zostały same. Ale też dlatego, że na pewno będziemy trzymać tę stronę, co trzeba.

Autorka jest doktorem historii, aktywistką Partii Razem

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL