Rzecz o polityce

Rząd nakręca protest rezydentów

PAP, Andrzej Grygiel
Protestujący zbierają podpisy pod własnym projektem ustawy.

Wciąż nie ma porozumienia w rozmowach między rządem a młodymi lekarzami, a im częściej głos zabierają poszczególni politycy PiS, tym większe oburzenie wśród domagających się podwyżek. Za kilka dni minie miesiąc od rozpoczęcia protestu głodowego i choć rząd w swoim zamierzeniu stara się załagodzić spór, to dzieje się odwrotnie. Do młodych lekarzy z Warszawy dołączają kolejni, z innych miast z całej Polski, a ich działania popierają różne grupy zawodowe. Zamiast światełka w tunelu mamy eskalację konfliktu i coraz mniejsze nadzieje na jego szybkie zakończenie. Co o tym decyduje?

Dziury w systemie

Poza głównym problemem, czyli – co podkreśla większość specjalistów – dziurawym systemem służby zdrowia, który przypomina studnię bez dna, oliwy do ognia dolewają kolejne wypowiedzi polityków. Zarówno te, które padły w ostatnich tygodniach, ale również te z przeszłości. Można odnieść wrażenie, że PiS w sporze z protestującymi zachowuje się jak słoń w składzie porcelany, który – jakikolwiek ruch by wykonał – to coś stłucze.

Rezydenci zaczęli zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy, który zakłada, że w ciągu trzech lat na służbę zdrowia nakłady miałyby zostać zwiększone do 6,8 proc. PKB, a po dekadzie miałyby wynieść aż 9 proc. Tymczasem według planów rządu poziom 6 proc. PKB miałby zostać osiągnięty dopiero w 2025 r.

Kandydaci na lekarzy żądają podwyżek wynagrodzeń, zmniejszenia biurokracji i skrócenia kolejek do specjalistów, zwiększenia liczby pracowników medycznych i poprawy warunków pracy. Do tej pory spotkania ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła i premier Beaty Szydło z rezydentami nie przyniosły kompromisu.

We wtorek mieliśmy kolejną odsłonę sporu. Premier gościła w programie TVN24, gdzie była pytana m.in. o protest. Powiedziała, że może spotkać się z młodymi lekarzami, jeśli ci zakończą protesty, a nie tylko je zawieszą. – My się wywiązujemy ze wszystkich postulatów, których oczekują dzisiaj rezydenci – mówiła premier Szydło w „Jeden na jeden". Dodała, że w związku z tym „nie znajduje podstaw do protestu", a gdy prowadzący zwrócił uwagę, że rezydenci chcą szybszego wzrostu środków, odparła: „mogę powiedzieć, że chcę być jutro mistrzem świata w skoku wzwyż, i nie będę".

Z kolei w programie #RZECZoPOLITYCE w internetowej telewizji „Rzeczpospolitej" minister zdrowia powiedział, że protest ma charakter polityczny, ponadto krytykował protestujących za brak woli do dialogu. – Na szczęście głodówka lekarzy rezydentów ma charakter rotacyjny. Nie uderza bezpośrednio w zdrowie protestujących. To jest sukces i osiągnięcie – chwalił się minister Radziwiłł.

Wakacje i kawior

Gdy padają takie słowa, to może być trudno o kompromis. Podczas debaty w Sejmie posłanka Lidia Gądek uderzała w ministra zdrowia, mówiąc, że jeszcze dwa lata temu mówił dokładnie to, czego oczekują protestujący, a także, że ich wynagrodzenia powinny wynosić dwie średnie krajowe. Gdy Gądek powiedziała, że lekarze się kształcą, znają języki i mogą wyjechać do pracy za granicę, to z ust posłanki PiS padło słynne już: „Niech jadą". W innym komentarzu do sprawy poseł z koalicji rządzącej Stanisław Pięta powiedział, że jeśli to jest protest głodowy, to rezydenci powinni po nim schudnąć.

Odwrotny do zamierzonego efekt przyniósł również atak prorządowych mediów na protestujących. Chodzi o artykuł, który pojawił się na portalu tvp.info, a którego tezą było, że rezydenci narzekają na zarobki, a stać ich na egzotyczne wakacje i zajadają się kanapkami z kawiorem. Tekst nie wytrzymał zderzenia z faktami. Okazało się, że „wakacje" były służbowymi wyjazdami, a kawior – tapenadą (pastą z oliwek, kaparów i oliwy). Autora zawieszono, a redaktor naczelny portalu przepraszał za tekst w mediach społecznościowych.

Zakładnicy własnych słów

Rządowi w załagodzeniu sporu z rezydentami nie pomagają też przechwałki wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego, który w mediach nie może się nachwalić... swojej pracy i na każdym kroku podkreśla, jak wielkie są wpływy do budżetu i jak prężnie rozwija się gospodarka.

Rząd uparcie twierdzi, że spełnia wszystkie postulaty rezydentów i notuje fenomenalne wzrosty wskaźników gospodarczych. Dlaczego więc młodzi lekarze muszą protestować? Nie sposób też nie zadać kolejnego pytania: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Przecież gołym okiem widzi to każdy pacjent. Ale wyborcy widzą jeszcze coś: obóz władzy stał się zakładnikiem własnych słów.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL