Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Kuisz: Polityczna tradycja wycinania w pień

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Po rzšdach PiS – zamiast o Trybunale Stanu – warto byłoby pomyœleć o komisji pojednania narodowego

Liderzy Platformy Obywatelskiej po cichu liczš już chyba, że w następnym parlamencie nie będzie Nowoczesnej. Niedawne wotum nieufnoœci dla rzšdu nie zaszkodziło Prawu i Sprawiedliwoœci, osłabiło natomiast wizerunkowo ugrupowanie Ryszarda Petru. Nowoczesna została zepchnięta do roli słabszego pomocnika w głosowaniu, który potulnie drepcze za innymi – i dodatkowo traci posłów. Podobny efekt przyniesie wniosek o wotum nieufnoœci dla szefa resortu obrony w tym tygodniu.

Czasy post-PiS

PO ma talent do konsolidowania obozu PiS. Polska prawica jest w istocie podzielona, tak w obrębie samej partii, œrodowisk medialnych i intelektualnych, jak i międzypokoleniowo. Pożšdane byłoby faktyczne osłabianie PiS tak, aby wytracił pęd do kolejnych „reform", czyli prawnego demontażu autonomii kolejnych instytucji. A jednak, zamiast np. próbować grać na podziały w obrębie szeroko rozumianej prawicy, PO pod Grzegorzem Schetynš woli podšżać za logikš partyjnš. Schemat działania jest reaktywny, zatem bardzo prosty. Najpierw trzeba pokonać konkurentów po stronie opozycji i konsolidować własne szeregi. W istocie to tylko czekanie, aż PiS sam się zużyje.

Doskonale wiadomo, co ten mało wyrafinowany plan oznacza na przyszłoœć. Po ewentualnej przegranej PiS w wyborach wahadło zdecydowanie wychyli się w drugš stronę. Dzisiejsze nowe kadry będš bezwzględnie odsuwane od władzy na wszystkich szczeblach. Z wyjštkiem socjalnych rozwišzań typu 500+ większoœć reform czy pseudoreform zostanie cofnięta bez względu na koszty. To będzie negatyw polityki PiS.

Zgodnie z logikš odwetu na stanowiska powrócš ci sami, czy podobni, słabi merytorycznie ministrowie, skšdinšd znani ze schyłkowej fazy rzšdu Ewy Kopacz (jak choćby Teresa Piotrowska). Byle tylko ktoœ reprezentował retorycznie linię anty-PiS, wszystko będzie wybaczone i zapomniane. Będzie to zaproszenie dla wszelkiej maœci politycznych konformistów. Po raz kolejny odbywać się będzie „odzyskiwanie" Rzeczypospolitej.

Krzesło a sprawa polska

Przeszłoœć cišży na aktualnej polityce w sposób jednoczeœnie trywialny i poważny. W swojej autobiografii Jarosław Kaczyński wspomina „aferę krzesłowš" w mieszkaniu Jacka Kuronia. Trywialna sytuacja nieporozumienia o to, kto gdzie i na czym ma usišœć, nie tylko została zapamiętana przez lidera PiS. Przypomina ona o osobistych niechęciach z czasów opozycji, sięgajšcych lat 70. i 80. Silne namiętnoœci polityczne, zrodzone w ramach własnego obozu, majš ogromne znaczenie w każdym kraju. Nasza differentia specifica zwišzana jest z przekonaniem, iż poœwięcenia w walce z komunš dajš niezmiennie nie tylko polityczny, ale i moralny tytuł do sprawowania władzy.

Niezależnie od tego, jak wiele rozprawiać będziemy o polityce w XXI wieku czy Unii Europejskiej, walkę symbolicznš o „miejsce w historii" prowadzš dziœ w Polsce ludzie urodzeni w latach 40. XX wieku. Jarosław Kaczyński (ur. 1949) czy Antoni Macierewicz (ur. 1948) atakujš – cokolwiek to oznacza – Polskę Adama Michnika (ur. 1946) czy Lecha Wałęsy (ur. 1943). W tej grze dziœ Grzegorz Schetyna ani Ryszard Petru w ogóle się nie liczš.

Tytuł do swoich radykalnych reform PiS wywodzi z przeszłoœci. Nie ma żadnego innego usprawiedliwienia dla bezwzględnej walki z instytucjami III RP niż walka z „postkomunistycznym układem". To w istocie jedyne oficjalne wyjaœnienie zarzucenia ewolucyjnych zmian na rzecz, jeœli nie „rewolucji", to przynajmniej prawnego i kadrowego potrzšsania segmentami państwa – od administracji publicznej aż po rozmontowanie sšdownictwa. A język starszych liderów przejmujš następnie młodsi. Choć trudno w to uwierzyć, podczas kolejnych wystšpień o ileż póŸniej urodzony wicepremier Mateusz Morawiecki (rocznik 1968) powtarza z pełnym przekonaniem, iż w XXI wieku walczy z postkomunistycznym układem. I przypomina epizody z czasów opozycji, gdy był bardzo młodym człowiekiem.

Styropian zamiast szlachectwa

W 1908 r. pod Bezdanami miał miejsce słynny napad na rosyjski pocišg pocztowy. Byli zabici i ranni. Akcję z czasem nazwano „akcjš czterech premierów". Wzięli w niej bowiem udział Józef Piłsudski, Aleksander Prystor, Walery Sławek i Tomasz Arciszewski, których roli nikomu nie trzeba przypominać. I nie trzeba nikomu przypominać, iż w II RP byli równi i równiejsi. Historycy zauważali, że tradycje powstańcze i legionowe w narracjach odrodzonego państwa nie tylko pozwoliły zmyć hańbę rozbiorów, ale także dały sanacyjnemu obozowi możliwoœć moralnej uzurpacji prawa do sprawowania silnej władzy.

Po 1989 r. na przemian szydzono i wychwalano tzw. styropian, jednak ostatecznie moralnš legitymacjš do władzy nie było członkostwo w PZPR. Mamy 2017 rok, mija 28 lat od przełomu 1989 r., a w wœród najważniejszych zasług uprawniajšcych do sprawowania funkcji politycznych nadal wymienia się działalnoœć w opozycji demokratycznej, działalnoœć w latach 1980–1981 i internowanie. Odznaczenia czy specjalne emerytury dla osób, które się poœwięcały dla wspólnoty z narażeniem życia lub zdrowia, zwykle nie budzš wštpliwoœci – jednakże ma to sens, dopóki nie wywodzi się z przeszłoœci moralnych praw do demolowania państwa.

A „heraldyka" czasów Solidarnoœci ma znaczenie dla rozstawiania ludzi na szachownicy życia publicznego w Polsce. „Resortowe dzieci" to przecież tylko skundlony odpowiednik „Liber chamorum". Wobec ładunku historyczno-politycznego moralizatorstwa w języku PiS – i to w duchu tradycji romantycznej – język opozycji wywiedziony tylko z pola nauk prawnych i ekonomii, przynajmniej w tej chwili, wydaje się politycznie mdły. Na tym polu – historii i polityki – opozycja w ogóle nie potrafi skutecznie ugodzić programu partii Kaczyńskiego.

Choroba toczy polskš politykę

Polska choroba znana z XX powraca w XXI wieku. Jej objawy sš następujšce: zasługi z czasów opozycji równajš się specjalnym prawom w warunkach demokracji. W najbardziej skrajnej interpretacji – to danie moralnego prawa do wywracania ustroju w naszym kraju. W wersji „hard" w 1926 roku, w wersji „soft" od jesieni 2015 roku. Dalsze objawy: w imię jakiegoœ rzekomego „uzdrowienia polityki" demolujemy to, co już zostało zbudowane. Agresywny, pouczajšcy ton „ojców założycieli". Uznawanie politycznego kompromisu za kompromitację. Przyznawanie sobie tytułu do nazywania oponentów w grze partyjnej „zdrajcami ojczyzny".

Predyspozycje psychiczne i struktury zachowań częœci byłych opozycjonistów przekładajš się na wieczne pragnienie zaczynania Polski „od poczštku". Dziœ PiS chciałby powtórki z obalenia komuny, z nowymi aktorami i w nowych dekoracjach.

Otóż III RP bezdyskusyjnie wymaga pewnych reform, a sprzštanie po PiS-ie mogłoby być do tego okazjš. Jednak podstawš udanych zmian politycznych w ostatnim 30-leciu w innych krajach europejskich była – „o, zgrozo!" – zgoda ponadpartyjna i uczciwe porozumienia z przedstawicielami organizacji społecznych. Podstawy dla „flexicurity" w Danii (1990) czy programu reform Petera Hartza („Agenda 2010" rzšdu Gerharda Schroedera) w Niemczech to porozumienie różnych partii politycznych oraz sił społecznych. To kompromis na rzecz rozwoju państwa, a nie nieprzejednane wycinanie przeciwnika w pień.

Prawdopodobnie największš zmianš w polskiej kulturze polityczno-prawnej byłoby zaakceptowanie realnego pluralizmu po monopartyjnych rzšdach PiS. Do tego jednak PO, czy jakaœ koalicja, po wygranej musiałaby wykazać się pewnš wspaniałomyœlnoœciš, przynajmniej wobec urzędników na œrednim i niższym szczeblu.

Może nawet zamiast wywijać Trybunałem Stanu – warto byłoby pomyœleć o jakiejœ komisji pojednania narodowego. Nie dla umoralnienia polityki, ale dla przygotowania gruntu do przeprowadzenia skutecznych reform na długie lata. Jak na przykład budowa systemu emerytalnego, której nie wysadzi w powietrze następna ekipa – jedynie dlatego, że przygotowała jš inna partia polityczna...

Tylko wtedy III RP miałaby szansę stanšć na trwalszym fundamencie na przyszłoœć, przynajmniej od strony polityki krajowej. Jednak widzšc kadry dzisiejszego PO – i dobijanie Nowoczesnej, której członkowie to potencjalni koalicjanci – trudno być wielkim optymistš.

Autor jest redaktorem naczelnym „Kultury Liberalnej", adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji UW. Współkierownik projektu polskiego w St. Antony's College, University of Oxford.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL