Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Jarosław Kaczyński: Unia Europejska została zdominowana przez jednš osobę

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Deklaracja wersalska weryfikuje mój stosunek do pani Merkel – mówi Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwoœci

Rzeczpospolita: Czy kiedy polski rzšd przegrywa na forum Unii głosowanie 27:1, nie jest to argument wystarczajšcy, by się zastanowić, że nie my, ale inni majš rację?

Jarosław Kaczyński, prezes PiS: Wyniki takich głosowań nie odnoszš się do racji, tylko do interesów... Racje rozstrzyga się w inny sposób. Oczywiœcie inaczej jest, kiedy w głosowaniach uczestniczš państwa, a inaczej to wyglšda w parlamentach, które majš demokratycznš legitymację, choć i tam „większoœć" nie zawsze oznacza „rację". W tej sprawie rację mieliœmy my, a zasada, że państwo, z którego ktoœ pochodzi, musi co najmniej wyrazić zgodę, by pełnił wysokš funkcję w Unii Europejskiej, jak i zasada, że ten, kto pełni tę funkcję, musi zachować neutralnoœć wobec wszystkich państw, a szczególnie wobec swojego – wszystkie te zasady zostały złamane w imię pewnych interesów i obawiam się, że także w imię pewnego bardzo niedobrego planu.

Jakiego planu?

Tu chodzi o Europę dwóch prędkoœci. To plan, na który nie możemy się zgodzić. Nie ma więc wštpliwoœci, że mimo tej przegranej na szczycie uczyniliœmy dobrze i że – co może zabrzmieć paradoksalnie – nasz status, a także osobisty status pani premier w ten sposób się podniósł, a nie obniżył. Pamiętam, jak mój brat się kłócił właœciwie z całš Uniš Europejskš, ale po tej batalii jego pozycja, i to było bardzo widoczne, wzrosła w radykalny sposób. Tak więc to, co się stało, może mieć przejœciowe, negatywne skutki na rynku polskim, ale generalnie to służy polskiej sprawie i sprawie UE, gdzie trzeba przeciwstawiać się tendencji do jej rozbicia.

Zasady, o których pan mówi, np. koniecznoœć poparcia kandydata przez jego kraj, nie sš nigdzie zapisane, nawet w traktacie lizbońskim podpisanym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego...

Rzeczywiœcie na piœmie tych zasad nie ma, była natomiast do tej pory taka praktyka i mogę powiedzieć, że jeszcze w listopadzie partnerzy różnych dyskretnych rozmów i negocjacji, które prowadziliœmy, mówili, że nie ma mowy, by pan Tusk był wybrany, jeœli my się temu sprzeciwimy. Ale jak się okazało, było to stanowisko, które się potem zmieniło i to w sposób dla całej UE niekorzystny. Oczywiœcie mam na myœli nie tylko stanowisko przewodniczšcego Rady Europejskiej, bo ten jest wybierany dopiero drugi raz, ale np. szefa Komisji czy Parlamentu Europejskiego. Argument, że na szefa RE musi być wybrany były premier lub prezydent, też nie jest nigdzie zapisany, ale wszyscy go powtarzajš. A to sš przecież bajki, w rzeczywistoœci dzieje się inaczej. Zasady zostały więc złamane, a Donald Tusk zrobił to w sposób szczególnie drastyczny, wtršcajšc się w polskie sprawy w sytuacji bardzo ostrego sporu. Jego wypowiedŸ z 17 grudnia przypadła na moment, w którym w sposób skrajnie nieudolny, a przez to œmieszny, usiłowano doprowadzić w Polsce do bardzo ciężkiego kryzysu politycznego.

Argumenty PiS przeciw Tuskowi były dwa: pierwszy to ingerowanie w polskš politykę, a drugi to opinia, że „nic Polska nie miała" z tego, że sprawował on tę prestiżowš funkcję w UE. Nie ma tu sprzecznoœci? Albo neutralnoœć, albo załatwianie interesów swojego kraju...

To nie tak. Tusk nic nie zrobił dla Polski, choć ci, którzy pełniš wysokie funkcje, z reguły coœ jednak robiš, choćby zwiększajš zatrudnienie swoich współobywateli w administracji unijnej. Ale tu chodzi o coœ innego: Tusk popierał takie inicjatywy, które w oczywisty sposób były sprzeczne z polskimi interesami. Choćby projekt wprowadzenia kary 250 tys. euro za każdego nieprzyjętego imigranta. Jak rozumiem, z grona tych 11 tys., które były nam przydzielone. To jest łšcznie 3 mld euro, które mielibyœmy płacić w gruncie rzeczy za nic. To jest suma równa połowie rocznych kosztów programu 500+. Tusk popierał wszystkie przedsięwzięcia, które miały zmierzać do wymierzenia Polsce jakichœ sankcji za zmiany, które w naszym kraju były przeprowadzane, a w szczególnoœci naszej reakcji na nadużycie poprzedniego parlamentu, jeœli chodzi o wybór członków Trybunału Konstytucyjnego.

Ale Tusk wcale nie był zwolennikiem przyjmowania imigrantów. Właœnie przez to znacznie ochłodziły się jego relacje z Angelš Merkel i zapewne dlatego pojawiły się sygnały, że możliwy jest inny kandydat na stanowisko szefa Rady... Czy błyskawiczna, ale nieumiejętnie przeprowadzona wojna PiS z całš Uniš wzmocniła byłego szefa PO? To dzięki wam wygrał?

Państwo, jako dziennikarze, nie wszystko wiecie i dlatego wycišgacie nieuprawnione wnioski.

Dlatego zadajemy to pytanie panu...

Zmiana sytuacji nastšpiła dużo wczeœniej. Zanim jeszcze Polska przystšpiła do swojej akcji dyplomatycznej, Tusk miał pełne poparcie Niemiec. Powodów można się tylko domyœlać. I nawet jeœli kiedyœ relacje z paniš kanclerz się pogorszyły, to jest to już historia. Musimy pamiętać o merytorycznym wymiarze tego personalnego sporu między nami a Donaldem Tuskiem. Jest to bowiem spór o istnienie lub nieistnienie Unii Europejskiej.

Możliwa jest walka o jednolitš Unię, znajdujšc się w proporcji 1:27 z innymi?

A skšd to założenie, że jest to proporcja stała? Ona w różnych sprawach może się zmieniać. Sš relacje w ramach Rady Europejskiej, sš relacje z Komisjš Europejskš, jest cała paleta możliwoœci. I nie jest tak, jak mówiš ci, którzy robiš sobie z tej proporcji 1:27 symbol swojego sukcesu. To jest sukces, który tak naprawdę ich po prostu kompromituje, bo przecież ten „jeden" to jest Polska, a 27 to inne kraje i wpisuje się to wszystko w bardzo niedobrš, trwajšcš co najmniej od XVII wieku, tradycję zdrady narodowej.

Pan zarzuca opozycji zdradę narodowš?

Jeżeli ktoœ się tak bardzo podnieca tym, że Polska przegrała 27:1 – cišgle do telewizji politycy PO przychodzš i pokazujš jakieœ kartki – to oznacza głęboko tkwišce w tych ludziach psychiczne oderwanie się od własnego narodu i postawienie się po drugiej stronie. Tylko wtedy to 27:1 może się wydawać sukcesem.

Pan identyfikuje Polskę jako kraj i naród z rzšdem, czyli ekipš polityków, która wygrała wybory i sprawuje władzę. Ale wobec rzšdu można być w opozycji i się z nim nie zgadzać. Bycie w opozycji nie wyłšcza nikogo z narodu.

Można się nie zgadzać. Można być w opozycji, tylko dobrze by było, żeby opozycja nie była wspierana z zewnštrz. Nas z zewnštrz nikt nie wspierał.

No właœnie. Sam pan mówi, że wybór Tuska to przegrana PiS. Nie dostaliœcie poparcia nawet od Węgier. Co poszło nie tak? Za póŸno zaczęliœcie? Dlaczego się nie udało?

Być może rzeczywiœcie były jakieœ opóŸnienia w rozpoczęciu naszej kampanii, ale to nie zależało tylko od nas. Zaskoczenie dotyczšce poparcia Viktora Orbána nie było bardzo radykalne, wiedziałem, że jest pod potężnym naciskiem, i wiedziałem, że jest jakby chroniony przez Europejskš Partię Ludowš. Prowadzić wojnę z własnš grupš politycznš byłoby mu wyjštkowo trudno. Ale to nie oznacza, że nie mam w tej sprawie uczucia zawodu.

Orbán zapewnia, iż kilka dni przed szczytem uprzedzał premier Szydło, że poprze Donalda Tuska...

Miałbym na ten temat nieco inne zdanie. Ale teraz nie ma już sensu do tego wracać.

Kiedy pojawił się pomysł z wystawieniem kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego? Kto jest jego autorem? Adam Bielan twierdzi, że takš koncepcję zgłaszał jeszcze w paŸdzierniku Jarosław Gowin.

Nie będę się spierał o to, kto to wymyœlił. Kilka różnych osób miało w różnym czasie taki pomysł. Jeżeli Gowin mówił to w paŸdzierniku, to niewštpliwie był pierwszy. Ale nazwisko Saryusz-Wolskiego pojawiało się też wczeœniej. Wiadomo, że jest to człowiek, który nie uczestniczył w atakach na Polskę i nie głosował w PE za uchwałami potępiajšcymi nasz kraj. To nie jest człowiek tych poglšdów, które my wyznajemy, ale zachowywał się przyzwoicie. Co do jego kwalifikacji i znajomoœci Unii Europejskiej nie można mieć żadnych wštpliwoœci. Pewnie byłoby lepiej, gdyby wszystko było przygotowane wczeœniej, ale nie sšdzę, by to zmieniło wynik głosowania choćby o jeden głos. To, co się stało, jest wynikiem tego, że Unia została zdominowana przez jedno państwo. A właœciwie przez jednš osobę. To jest sytuacja dla Wspólnoty groŸna, mówiłem o tym w wywiadach, także dla prasy niemieckiej.

Ale mówił też pan, że trzyma kciuki, żeby Angela Merkel wygrała wybory w Niemczech.

No bo na tle konkurencji nie prezentuje się jeszcze najgorzej. Ale różne błędy przez niš popełnione, nie wspominajšc o obecnym kryzysie, który jest niewštpliwie jej autorstwa, rzutujš na przyszłoœć. Mam na myœli sprawę uchodŸców i Brexit, który był po częœci jej efektem. To może doprowadzić do tego, że Unia się rzeczywiœcie zawali. No i wreszcie jest tzw. deklaracja wersalska, która, czego nie ukrywam, mocno weryfikuje mój stosunek do pani Merkel. Zwłaszcza jeżeli weŸmie się pod uwagę, że chodzi o nacisk na Niemcy, by płaciły długi dużych państw Południa, takich jak Hiszpania i Włochy. Anglia wychodzi z Unii, Włochy sš w takim kryzysie, że komik jest najpoważniejszym kandydatem do władzy, Hiszpania jest w bardzo ciężkim pacie politycznym, a obecny system kwestionuje także Martin Schulz, oficjalny kontrkandydat Angeli Merkel, mówišc o „drapieżnym kapitalizmie". Z większych państw w naszym regionie pozostaje tylko Polska, inne majš słabszš pozycję, choćby dlatego, że sš znacznie mniejsze.

Przedstawia pan diagnozę Europy, w której wszystkim rzšdzš Niemcy. Polska może mieć inne zdanie, ale w myœl pana logiki na końcu przyjdzie Merkel i zmusi innych do zmiany stanowiska. W takiej wizji nasze starania z góry sš skazane na niepowodzenie, a nasza polityka na brak skutecznoœci.

Przy okazji wyboru Tuska tak było. Niektórzy zawsze zgadzajš się z paniš Merkel. Duże państwa miały swoje interesy, a mniejsze się dostosowały. Ale tu nie wchodziły w grę interesy egzystencjalne. Leszek był w stanie zmusić Unię do przyjęcia kilkunastu naszych postulatów, bo jego głos mógł zablokować całoœć.

Ale wynegocjowany przez niego traktat lizboński radykalnie ogranicza użycie weta. I sprzeciw Polski skazuje nas na nieskutecznoœć.

Dlaczego uważajš państwo, że będziemy jedyni?

Bo przegrywamy również sprawy w codziennej pragmatyce UE. Na przykład sprawę ograniczenia limitów emisji CO2, zabójczš dla naszej gospodarki.

No ale w sprawie CO2 jesteœmy jedynym krajem zainteresowanym, bo tylko polska gospodarka jest oparta na węglu. Przecież nie możemy poprzeć ograniczania emisji, bo uderzylibyœmy w siebie. Celem UE jest zrównywanie się poziomów gospodarek, a zgoda na ograniczenie emisji cofnie naszš gospodarkę o wiele lat.

No właœnie, przez to, że nie potrafimy budować sojuszy i koalicji, jesteœmy w Unii nieskuteczni.

To może się państwo łaskawie cofnš do czasów Platformy, która przecież nic nie załatwiła. Niemcy zablokowały nasze porty, zupełnie nie liczšc się z nami. Nawet bioršc pod uwagę ich wkład do budżetu Unii i œrodki, które Polska ma z budżetu Unii, zrobili to bardzo małym kosztem. A i tak 80 proc. tych œrodków wróciło do nich.

PO wynegocjowała niezły budżet na lata 2014–2020.

Nie można jednak sprowadzić polityki europejskiej dużego europejskiego kraju do 300 mld złotych w funduszach strukturalnych. To ma być sukces PO? Załóżmy, że gdybyœmy byli bardziej bogaci, dostalibyœmy 30 mld mniej na siedem lat. To około 4 mld rocznie. Gdyby okiełznać złodziei przy budowie autostrad, tobyœmy mieli więcej.

Platforma zbudowała koalicję na rzecz wspólnej polityki wschodniej. Umowa stowarzyszeniowa z Gruzjš czy Ukrainš to był też polski sukces.

Jeœli wojnę w Gruzji czy wojnę w Donbasie uważajš państwo za sukces, to ja bym się spierał.

Bo udało się to zablokować Rosji. Pan sam pojechał na Majdan wspierać Ukraińców w stowarzyszaniu się z Europš...

Owszem i dobrze zrobiłem, choć częœć prawicowego elektoratu ukarała nas za to w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale tego nie żałuję. Przypomnę, że byłem na Majdanie, liczšc, że na Ukrainie dojdzie do prawdziwych zmian, a Radosław Sikorski wówczas wymuszał groŸbš œmierci porozumienie, które miało ratować Janukowycza. Dlatego za sukces bym tego nie uznał.

W czasie rzšdów PO nasze interesy w UE wielokrotnie nie były uwzględniane. Choćby w sprawach klimatycznych, gdy Tusk mówił, że weto byłoby broniš atomowš i dlatego jej nie użył. Wycofywał się zresztš ze wszystkiego, bo wszystko było podporzšdkowane jego prywatnemu celowi.

Prywatnemu?

Tak, bo chciał zostać szefem Komisji Europejskiej. Na to miał nadzieję. Już w lecie 2009 roku powiedział mojemu bratu: „Nie uwierzysz, nie będę kandydował na prezydenta". Na życzenie Putina aresztowano ludzi z powodu drobnych utarczek z rosyjskimi kibicami, bo wtedy wejœcie w konflikt z Rosjš uniemożliwiłoby mu europejski awans. Potem był Smoleńsk, ale o tym mówić nie chcę, bo mnie państwo oskarżycie o obsesję.

PO prowadziła politykę sprywatyzowanš, pozbawionš jakichkolwiek ambicji i dla Polski skrajnie szkodliwš. My tego kontynuować na pewno nie będziemy.

Nie mówimy o obsesji, ale nie lubi pan Tuska?

Brat bliŸniak to bardzo bliski zwišzek. Gdybyœcie stracili go państwo w zwišzku z niewštpliwš czyjšœ działalnoœciš, toby go państwo lubili? Gdyby państwo słyszeli nieustanne obelgi, że sš schizofrenikami, gdyby obrażanie stało się metodš politycznš, toby go państwo lubili? Gdyby dostali państwo fałszywe taœmy na Rady Bezpieczeństwa Narodowego ze słowami „on mnie zabije", toby go państwo lubili? Dlatego póŸniej nie chodziłem na RBN.

Krótko mówišc, proszę nie żšdać od człowieka – polityk to też człowiek – by człowiekiem nie był. Ale naprawdę nie kieruję się tym w polityce wobec Tuska. Kieruję się po prostu względami dotyczšcymi interesów Polski.

Pan się niedawno spotkał z Saryusz-Wolskim w Warszawie?

Rozmawiałem z nim. To jasne.

Wišże swojš przyszłoœć z PiS?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast od razu chcę podkreœlić: nie dostał żadnych obietnic za zgłoszenie kandydatury na szefa RE.

Nie dostał nawet propozycji startu z waszych list do PE?

Ja powiedziałem mu wyraŸnie tak: ta sprawa nie jest zwišzana ze sprawš kandydowania. To jest jego decyzja i on jš podjšł. Niczego mu nie obiecałem ani niczego nie odmówiłem. O niczym konkretnym mowy nie było.

Ale polityk tak ważny, który angażuje się w kampanię konkurencyjnej do tej pory partii politycznej na czołowym miejscu, nie może chyba zostać pozostawiony samemu sobie, bo byłby to zły znak dla wszystkich innych, którzy chcieliby z PiS współpracować w przyszłoœci...

To wszystko w ogromnej mierze zależy od samego pana Saryusz-Wolskiego. Jesteœmy prawie w tym samym wieku. Często z ludŸmi mojego pokolenia sobie żartujemy, że trzeba by wprowadzić zasadę prawa kanonicznego, czyli rezygnację po skończeniu 75. roku życia...

Kto by przyjmował rezygnację? Papież?

(œmiech) Nad tym się akurat nie zastanawialiœmy. To żart oczywiœcie. Nie wiem, jakie decyzje podejmie pan Saryusz-Wolski, na pewno nasza partia jest nastawiona do niego bardzo ciepło.

Czy uchwała Komitetu Politycznego wynikała z nieufnoœci wobec rzšdu? Rzšd miał inne plany?

Rzšd nie miał żadnych innych planów. To, że witałem paniš premier z kwiatami na lotnisku, to, że wymyœliłem, że należy pojechać na Okęcie...

Pan to wymyœlił?

Tak. I było to działanie z serca. Choć i z głowy. Uważałem, że należy tak zrobić i tak zrobiłem. Jestem bardzo wdzięczny pani premier za to, co zrobiła, bo postępowała bardzo dzielnie, i to pod naciskiem, pod którym bardzo wielu się ugina. To zresztš przyczynek do roli kobiet w polityce...bardzo pozytywny. Tym bardziej że pani premier, mimo tego sporu, jest z wieloma politykami Unii Europejskiej, w tym także z Angelš Merkel, w dobrych osobistych relacjach. Więc było to dla niej jeszcze trudniejsze. Jak się z kimœ ktoœ cišgle kłóci, to łatwo powiedzieć „nie", ale jak się jest w dobrych relacjach, to robi się to trudne.

Po co więc była ta uchwała?

Z bardzo prostego powodu: żeby pani premier miała argument w ręku w postaci stanowiska własnej partii.

By miała argument: „Nie mogę poprzeć Tuska, bo nie miałabym po co wracać do Warszawy"?

Nie, raczej jak Pizarro, który spalił własne statki, by nie było odwrotu. Idziemy tylko do przodu.

Skoro o paleniu mowa... Minister Waszczykowski nie pali za sobš mostów w Unii Europejskiej, używajšc konfrontacyjnej retoryki? Np. takie zdanie: „Musimy drastycznie obniżyć poziom zaufania do Unii i zaczšć prowadzić politykę negatywnš". Podoba się panu taka dyplomacja?

To jest kwestia stylu. Dzisiaj mamy takš politykę œwiatowš, w której mieœci się Donald Trump, Boris Johnson, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, i wiele innych osób zachowujšcych się oryginalnie. Takich, którzy posługujš się ostrzejszym językiem. Do tej grupy należy minister Waszczykowski. Anglicy mogš mieć takiego niekonwencjonalnego ministra, a my nie?

I takš rolę ma pełnić? Oryginała?

Nie, on po prostu taki jest.

Premier Morawiecki mówił, że na razie nie obawia się Europy dwóch prędkoœci.

Bo to nie jest perspektywa natychmiastowa. Takich deklaracji było już wiele. Ale ta brzmi groŸnie, bo propozycja powstania Unii dwóch prędkoœci to de facto propozycja rozbicia Unii. Bo spór na ostatnim szczycie UE nie dotyczył tylko Tuska, ale także właœnie tego, czy będš dwie prędkoœci.

Unia pierwszej prędkoœci będzie się jednoczyć wokół państw tzw. starej UE, ale też wokół strefy euro. Czy to nie czas, by wrócić do dyskusji o wejœciu do unii walutowej?

Nie. Wejœcie do strefy euro będzie oznaczać, że albo złotówka zostanie wyceniona wysoko, co uderzy w nasz eksport, czyli w naszš gospodarkę – 45 proc. PKB to eksport, czyli w ostatecznym rachunku w nasz poziom życia. Albo ocenimy jš nisko, ale to będzie oznaczać cios w naszš stopę życiowš, spadek popytu, a więc również uderzenie w gospodarkę. Nie ma z tego ucieczki.

Twórcy tzw. ustawy frankowej ukuli sformułowanie „kurs sprawiedliwy". Nie można euro wycenić sprawiedliwie?

To byłoby nie do uchwycenia. Gdybyœmy przyjęli dzisiejszy kurs, eksport by się trzymał, ale Polacy poszliby z torbami. Jesteœmy sšsiadem Niemiec i nie da się utrzymać jakiejœ radykalnej różnicy cen towarów, bo wówczas Niemcy by masowo zaczęli jeŸdzić do Polski na zakupy. A niemieckie ceny nie spadnš, więc polskie pójdš w górę. Pensje też będš rosły, ale spadek stopy życiowej Polaków o 20–25 proc. na wiele lat jest nie do uniknięcia. A to doprowadzi do zahamowania gospodarki.

Przecież wiele krajów wchodziło do strefy euro i tak głębokiego zubożenia tam nie było: Litwa, Słowacja...

Ale oni wchodzili do strefy euro w czasie kryzysu. Spadek stopy życiowej przeżyły przez kryzys i wtedy weszły do euro. A poza tym, przy całym moim szacunku dla tych państw, to ich gospodarki sš znacznie mniejsze. Trzy kraje bałtyckie majš łšcznie niższe PKB niż Mazowsze. Dlatego niektóre mechanizmy gospodarcze działajš inaczej. Poza tym przecież Niemiec nie będzie jeŸdził do Estonii na zakupy. A już do Polski, owszem, podobnie jak Słowacy masowo robiš zakupy w Polsce. Nie ma wštpliwoœci, że to musiałoby nas spotkać. Nowy wstrzšs społeczny, kolejne lata zmarnowane. To zupełnie niepotrzebne.

Ale jest jeszcze inny problem – stracilibyœmy jakiekolwiek instrumenty polityki gospodarczej. Jeœli ktoœ wierzy, że na Zachodzie mamy samych dobrych wujków, którzy będš prowadzić politykę gospodarczš w naszym interesie, to mu gratuluję, ale radziłbym, by nie zajmował się życiem ekonomicznym, politycznym czy społecznym. Tam będš realizowane interesy wielkich krajów, które będš po prostu sprzeczne z naszymi. Wejœcie do strefy euro będzie oznaczać trwałš peryferyzację Polski. Możemy przyjšć wspólnš walutę, jak będziemy mieli 85 proc. PKB Niemiec per capita.

Ale jak na razie to bogatsze kraje majš fundusze, które do nas trafiajš. I których odebraniem groził ostatnio prezydent Francji.

Fundusze płynš, bo takie sš unijne przepisy i tego się nie da szybko zmienić. Tu mniejsze kraje nas popierajš, również państwa Grupy Wyszehradzkiej, bo one by na tym straciły. Oczywiœcie sš poddawane rozmaitym naciskom, premier Bułgarii mówił, że jak czegoœ chce Berlin, to trzeba to wykonać. Ale w naszym interesie leży to, by Unia się nie rozlatywała ani by nie pojawiały się mechanizmy, które do tego rozpadu mogłyby doprowadzić. Jeœli we Francji obywatele uwierzš, że to już koniec UE, to bardzo zwiększa szanse pani Le Pen, z którš nie mamy nic wspólnego, choć niektórzy usiłujš nas wsadzić we wspólny sojusz. Rozmontowywanie Unii byłoby poważnym błędem. Podobnie jak wielkim błędem było na siłę wybieranie Donalda Tuska, którego „Die Welt" nazwał przeciętnym szefem Rady Europejskiej.

Sporo œrodowisk katolickich i Episkopat chce uruchomić korytarze humanitarne – pomóc niewielkiej liczbie osób starych lub schorowanych z obozów uchodŸców w ramach gestu miłosierdzia. Od roku Episkopat nie ma zgody rzšdu na podjęcie takich działań. Pan jest za?

Tak. Jeœli chodzi o korytarze humanitarne, pomoc nawet kilkuset chorym osobom, to ja nie mam nic przeciwko temu. To nie moja decyzja, ale rzšdu, ale można jš podjšć. I trzeba pomagać. Ja chodzę do koœcioła rektorskiego Redemptorystów na Nowym Mieœcie i utrzymujemy tam jednš rodzinę w Syrii, wdowę z synem. Tego rodzaju akcje sš potrzebne i sam w nich uczestniczę.

Ale innš sprawš jest narzucenie społeczeństwu pewnej zmiany sposobu życia zwišzanego z masowš imigracjš, co będzie się wišzało z obniżeniem poziomu bezpieczeństwa i na to zgody nie będzie. Rozumiem, że ludzie żyjšcy w strzeżonych domach lub zamkniętych osiedlach mogš sobie pozwolić na luksus pięknoduchowskiej wielkodusznoœci. Ale obowišzkiem władzy demokratycznej jest troska o tych, którzy sami nie mogš sobie zapewnić bezpieczeństwa.

—rozmawiali Zuzanna Dšbrowska, Michał Szułdrzyński

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL