Rzecz o polityce

Jak długo będziemy bić się w piersi?

Były prezydent Aleksander Kwaśniewski w Jedwabnem
Fotorzepa/ Bogusław Florian Skok
Jeśli od tylu lat bijemy się w piersi, to dlaczego ten głos nie jest słyszalny?

Nowelizacja ustawy o IPN wywołała ogromną dyskusję w Polsce i na świecie. Zamysłem jej inicjatorów była – przynajmniej tak mówi oficjalna wersja, z którą trudno polemizować – walka o dobre imię naszego kraju, w tym m.in. próba zerwania z fałszywą narracją o istnieniu „polskich obozów śmierci". Nieprecyzyjność części przepisów spowodowała, że nowelę uznano za knebel włożony w usta świadków Holokaustu oraz próbę pisania polskiej historii od nowa z pominięciem jej wstydliwych kart. Tymczasem od 1989 r. Polska bije się w piersi i raz po raz przyznaje, że jej obywatele w czasie II wojny światowej wydawali swoich żydowskich sąsiadów w ręce Niemców lub sami ich zabijali.

Proces ten rozpoczęli w styczniu 1991 r. polscy biskupi. W odczytywanym w kościołach liście, z okazji 25. rocznicy ogłoszenia soborowej deklaracji „Nostra aetate", pisali m.in.: „Wielu Polaków ratowało Żydów podczas ostatniej wojny. Setki, jeśli nie tysiące, przypłaciło tę pomoc własnym życiem i życiem swych najbliższych. (...) Mimo tak licznych heroicznych przykładów pomocy ze strony chrześcijan Polaków byli i tacy, którzy pozostali obojętni na tę niepojętą Tragedię. Szczególnie bolejemy nad tymi spośród katolików, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do śmierci Żydów. Pozostaną oni na zawsze wyrzutem sumienia także w wymiarze społecznym. Choćby tylko jeden chrześcijanin mógł pomóc, a nie podał pomocnej ręki Żydowi w czasie zagrożenia lub przyczynił się do jego śmierci, każe to nam prosić naszych Sióstr i Braci Żydów o przebaczenie".

Kilka lat później przy okazji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 biskupi pisali: „W duchu jubileuszowej pokuty trzeba uświadomić sobie, że obok szlachetnych postaw ratowania wielu istnień żydowskich przez Polaków, istnieją też nasze grzechy z czasów Zagłady: obojętność czy wrogość wobec Żydów".

W roku 2001, w 60. rocznicę zbrodni w Jedwabnej ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski mówił: „Tu w Jedwabnem obywatele Rzeczpospolitej zginęli z rąk innych obywateli naszego kraju. Ludzie ludziom, sąsiedzi sąsiadom zgotowali ten los. Jako człowiek, obywatel i jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej przepraszam. Przepraszam w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią".

Także Lech Kaczyński wprost mówił, że Polacy nie zawsze byli szlachetni wobec żydowskich sąsiadów. „Zawsze byłem zwolennikiem mówienia całej prawdy o historii, bo jest oczywiste, że nie ma na świecie narodów, których przeszłość ma same jasne strony. To dotyczy także nas, Polaków. Najważniejsze jest jednak, by w opisie historii zachować właściwe proporcje. Piętnując bez żadnych wahań przypadki zbrodni na Żydach czy przestępstw przeciwko nim dokonywanych polskimi rękami, należy zawsze widzieć je (...) jako kryminalne przypadki" – mówił w roku 2008.

Jego następca – Bronisław Komorowski – pisał zaś w liście do uczestników uroczystości 70. rocznicy zbrodni w Jedwabnem: „obywatele polscy narodowości żydowskiej spłonęli w tej stodole zapędzeni do niej przez swych polskich sąsiadów. Zginęli – za przyzwoleniem okupanta – bo byli Żydami. (...) Wtedy nie było tu Rzeczypospolitej. Ale dziś ona jest. Jest i słyszy skargę, niegasnący krzyk swoich żydowskich obywateli. Dziś – w Jej imieniu – oddaję cześć ich cierpieniom. I raz jeszcze proszę ich o przebaczenie."

I wreszcie rok 2017 – 76. rocznica Jedwabnego – i słowa bp. Rafała Markowskiego, przewodniczącego Rady ds. Dialogu Religijnego i Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem: „Kościół opłakuje tych wszystkich, którzy doznali tutaj kaźni, bólu, poniżenia i upokorzenia, którzy tutaj w sposób niespodziewany spotkali śmierć, która ich tutaj nie powinna spotkać, ale jednocześnie Kościół ogarnia z wielkim bólem tych synów narodu polskiego, szczególnie tych katolików, którzy brali udział w tej kaźni, którzy bezpośrednio przyczynili się do tego bólu, upokorzenia i wreszcie do śmierci. To jest wieki ból i wyrzut sumienia, za który to ból wszystkich braci i siostry narodu żydowskiego przepraszamy".

Także prezydent Andrzej Duda we wtorkowym wystąpieniu zaznaczył, że „były przypadki wielkiej niegodziwości" Polaków wobec Żydów.

Jeśli od tylu lat bijemy się w piersi, to dlaczego ten głos nie jest słyszalny? Może dlatego, że każde słowo „przepraszam" napotyka natychmiast na mur wrogości współczesnych antysemitów? A może dlatego, że nie było dość odwagi, by do końca przeprowadzić rozliczenie z przeszłością, a skrucha była udawana?

Obecna dyskusja, choć bolesna, bardzo emocjonalna i nadwyrężająca nasz wizerunek w świecie, jest w istocie wielką szansą na wyjaśnienie trudnych spraw. Prawda wprawdzie boli, ale w dłuższej perspektywie ma działanie oczyszczające.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL