Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Krzysztof Szczerski: Trójmorze nie jest alternatywš dla UE

Krzysztof Szczerski
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Potrzeba zielonego œwiatła dla współpracy w regionie - mówi Krzysztof Szczerski, minister z Kancelarii Prezydenta.

Czy Polska ma pomysł, jak powinna wyglšdać Unia Europejska po Brexicie i co zrobić, by nie zostać na marginesie tworzšcego się nowego porzšdku?

Pracuje nad tym rzšd pani premier Szydło. W moim przekonaniu trzy rzeczy sš tu istotne. Pierwsza to posiadanie własnej koncepcji, co umożliwi nam wejœcie z oryginalnym pomysłem do dyskusji o przyszłoœci Unii, która toczy się po Brexicie. Widać wyraŸnie, że w sensie politycznym inicjatywę przejmujš dziœ Niemcy, kanclerz Merkel zaangażowała się w to osobiœcie. Ale w sensie koncepcyjnym wcišż widać próżnię. Dobry pomysł da nam szansę na lewarowanie własnej pozycji. Druga rzecz: musimy uważać, by nie być izolowanym i mieć mocne oparcie w grupie państw. Stšd dšżenie do rewitalizacji polityki œrodkowoeuropejskiej, które przynosi coraz lepsze efekty.

Ale tuż po referendum w Wielkiej Brytanii szef MSZ Witold Waszczykowski zorganizował regionalny szczyt, na który przyjechało tylko kilku z zaproszonych szefów dyplomacji państw regionu...

W takich przypadkach ważne jest to, że wszystkie zaproszone państwa odpowiedziały pozytywnie. Zgranie kalendarzy poszczególnych osób zawsze jest trudne. Wagę inicjatywy liczy się tym, jakie państwa wzięły udział. Kwestie personalne sš wtórne. Poza tym działań na rzecz rewitalizacji polityki œrodkowoeuropejskiej było znacznie więcej niż to jedno spotkanie. Istotne znaczenie majš tu działania prezydenta Andrzeja Dudy, który z każdym z prezydentów państw regionu spotkał się już przynajmniej kilka razy i był współinicjatorem dwóch ważnych spotkań na szczycie – wschodniej flanki w Bukareszcie oraz inicjatywy Trójmorza w Dubrowniku. Wbrew niektórym politykom opozycji polski pomysł na współpracę w naszym regionie ożywił politykę europejskš i przyniósł dobre efekty, choćby podczas szczytu NATO.

Trzecim sposobem na walkę o naszš pozycję jest konsekwentne przekonywanie wszystkich, że Europa potrzebuje całej Unii Europejskiej, a nie małej wspólnoty, bo ta byłaby skazana na porażkę. Gdy się buduje „małš Europę”, każdego można z niej wykluczyć, bo nie ma czegoœ takiego jak „zdrowy rdzeń Unii”, który może odcišć się od problematycznej reszty. Kryzys Unii dotyka wszystkich i reforma Unii powinna być wspólnym dziełem wszystkich państw. Kto twierdzi, że Europa może być mniejsza, głosi de facto scenariusz końca całego projektu integracyjnego. Podział oznacza porażkę, bo jak zaczniemy odkrawać kawałki, to na końcu nie zostanie już nic. Unia ma sens tylko jako całoœć.

Za dwa tygodnie w Bratysławie szczyt, na którym będzie dyskusja co dalej. Z jakim pomysłem jedzie tam Polska?

W Bratysławie będzie nas reprezentować rzšd. Pan prezydent będzie natomiast przedstawiał polskie stanowisko na innych forach. Już niedługo na spotkaniu grupy prezydentów europejskich w Bułgarii, a następnie na szczycie Trójkšta Weimarskiego. Cieszę się, że strona francuska wyraziła gotowoœć zorganizowania jesieniš takiego spotkania. Pan prezydent będzie tam wspierał działania rzšdu w trzech wspomnianych wczeœniej kierunkach. Zdaniem prezydenta przyszłoœć Europy to przyszłoœć w ramach wspólnoty wolnych narodów i równych państw. Wigor integracji może być dziœ przywrócony jedynie przez narody europejskie, które muszš odzyskać zaufanie do polityki europejskiej i odzyskać poczucie kontroli nad procesami decyzyjnymi w Europie. Trzeba przywrócić politykę obywatelom, dlatego pomysły na centralizację Unii to przepis na spektakularnš porażkę integracji. Obecny kryzys Unii Europejskiej bowiem to przede wszystkim kryzys zaufania.

W niedawnym przemówieniu do ukraińskich ambasadorów, Prezydent podkreœlał, że integracja nie oznacza uniformizacji i powinna być narzędziem zwiększajšcym poziom wolnoœci poprzez likwidację barier między państwami, a nie stanowić narzędzia kontroli, zakazów i nakazów, jak to coraz częœciej dzieje się dzisiaj. Dlatego Unia musi wrócić do korzeni integracji. To dla nas ważne, bo Polska jest beneficjentem jednoœci europejskiej, a zawsze traciła, gdy Europa się dzieliła.

Jakie cele stawia sobie teraz prezydent Duda w swej działalnoœci zagranicznej?

Po szczycie NATO prezydent Duda okreœlił nowe cele swojej międzynarodowej aktywnoœci. Po pierwsze, to dyplomacja gospodarcza, czyli wsparcie dla polskich interesów gospodarczych. W niektórych miejscach œwiata potrzeba do tego silnego sygnału politycznego na najwyższym szczeblu. Dlatego w ramach niedawnych wizyt przewodniczšcego ChRL i prezydenta Kazachstanu w Polsce odbywały się także polsko-chińskie i polsko-kazachstańskie fora gospodarcze.

Dyplomacja gospodarcza to także promocja Polski jako partnera inwestycyjnego. Najbliższa wizyta prezydenta w USA przy okazji sesji ONZ będzie miała silny akcent gospodarczy.

Na czym to będzie polegać?

Pan prezydent spotka się z ważnymi kręgami amerykańskiego biznesu, zarówno tymi przedsiębiorcami, którzy już sš obecni w naszym kraju, jak i z szefami wielkich koncernów, zainteresowanych współpracš z Polskš. Podczas tych spotkań prezydent Duda chce dać jasny przekaz, że Polska jest otwarta na inwestycje i poszukuje nowych kontaktów gospodarczych na œwiecie.

Wicepremier Mateusz Morawiecki zachęca inwestorów w Londynie, a prezydent w USA?

Ale oprócz gospodarki dla prezydenta ważna jest też nadal sfera bezpieczeństwa. Mamy krytyczny moment, jeœli chodzi o implementację porozumień mińskich, zbliża się kolejny termin przedłużenia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, widzimy też jak niektóre ważne państwa zmieniajš swoje podejœcie do Rosji. To jest pewne przesilenie. Dlatego w trakcie rozmów z prezydentem Nazarbajewem w Warszawie, póŸniej z prezydentem Poroszenkš w Kijowie oraz podczas spotkania Trójmorza prezydent Duda poszukiwał klucza do budowy bezpieczeństwa w tym regionie.

Czy zdaniem pana prezydenta ostatnie militarne ruchy Moskwy zmieniajš sytuację naszego bezpieczeństwa?

W tej sprawie nie należy ulegać emocjom. Oczywiœcie każdy moment, gdy strona rosyjska przeprowadza u granic NATO manewry wojskowe z udziałem dużej liczby ludzi i sprzętu to właœnie chwile, gdy emocje u niektórych biorš górę nad rozsšdkiem. Dlatego trzeba być tu niezwykle powœcišgliwym. Lepiej zbierać szczegółowe informacje niż pochopnie komentować, lub podejmować nieprzemyœlane decyzje polityczne. Jeœli te działania mieszczš się w przewidywalnych ramach , należy skupić się na czujnym monitorowaniu sytuacji. Gdyby zaczęły przekraczać ustalone zasady czy znanš wczeœniej skalę trzeba by czujnoœć wzmóc. Polska jest jak najdalsza od działań, które mogłyby mieć charakter prowokacyjny lub zwiększajšcy napięcie w relacjach z Rosjš. I tego oczekujemy także od drugiej strony. Wszystko co robimy ma charakter obronny, zwiększajšcy nasze bezpieczeństwo.

Decyzje warszawskiego szczytu sš na doœć dużym poziomie ogólnoœci. Teraz trzeba je wdrożyć i w szczegółach wprowadzić w życie. Prezydent bierze udział w tym procesie?

Te prace postępujš. Mamy do czynienia z co najmniej trzema rodzajami zagadnień. Pierwsze – obecnoœć wojsk amerykańskich w ramach NATO. To musi zostać skoordynowane w ramach sojuszu – o tym m.in. rozmawiał ostatnio prezydent Duda z prezydent Litwy paniš Grybauskaite. Implementacja tych postanowień w celu stworzenia spójnego systemu bezpieczeństwa na całym terytorium sojuszu jest naszym wspólnym zadaniem. Drugi punkt to kwestia ulokowania w Polsce dowództwa grup batalionowych stacjonujšcych na flance wschodniej, czyli w Polsce, Litwie, Łotwie i Estonii.

Trzecie zagadnienie to obecnoœć wojsk amerykańskich w Polsce w ramach współpracy dwustronnej na podstawie decyzji USA ogłoszonej podczas pobytu prezydenta Dudy w Waszyngtonie. Trzeba utrzymać dynamikę wdrażania tych trzech spraw także ze względu na kalendarz polityczny, który może mieć wpływ na ten proces. W cišgu najbliższych kilkunastu miesięcy czekajš nas wybory w USA, we Francji i w Niemczech. W naszym interesie jest to, by we wszystkich obszarach implementacji decyzji warszawskiego szczytu rozmowy były jak najdalej posunięte w możliwie niedługim czasie.

Czy wybory w USA mogš w konsekwencji doprowadzić do wycofania się Amerykanów z podjętych decyzji?

Zobowišzania NATOwskie wynikajš z umów międzynarodowych. To nie sš personalne obietnice poszczególnych przywódców, ale postanowienia gwarantowane wzajemnie przez państwa. Sojusz opiera się na trwałoœci tych zobowišzań. Gdyby po każdych wyborach wszystko trzeba było negocjować od poczštku, NATO nie miałoby sensu, jak i żadna inna organizacja międzynarodowa. Ale oczywiœcie roztropnie jest wzmacniać stałoœć zobowišzań sojuszniczych na poziomie faktów, poprzez szybkš implementację postanowień Szczytu NATO. Dlatego na wiosnę tego roku dšżyliœmy do tego, by zakończyć negocjowanie podstawowych decyzji Szczytu zanim wydarzy się referendum na temat Brexitu. Choć nie ma on wiele wspólnego z NATO, to wiedzieliœmy, że niezależnie od wyniku, będzie to wydarzenie o takiej skali politycznej, że może się odbić negatywnie na dynamice negocjacji dotyczšcych bezpieczeństwa. Teraz tak samo działamy w sprawie decyzji warszawskich.

Szczyt NATO pokazał, że nasza częœć Europy nie ma jednego zdania w sprawie bezpieczeństwa. Czechy, Słowacja i Węgry nie były zainteresowane we wzmacnianiu swoich zdolnoœci obronnych w ramach wschodniej flanki. Rozbieżnoœć interesów jest tu doœć duża. Prezydent Czech wręcz rzucił hasło referendum w sprawie wyjœcia z NATO. Jak chcemy budować lokalny sojusz, skoro sšsiedzi majš tak rozbieżne punkty widzenia.

Nie podzielam tego pesymizmu. Zauważmy, że udało nam się wypracować formułę z Bukaresztu, która była prawdziwym przełomem w uzgadnianiu stanowisk państw flanki wschodniej NATO. W listopadzie ubiegłego roku na zaproszenie prezydenta Andrzeja Dudy i prezydenta Rumunii Klausa Iohannisa do Bukaresztu przyjechali przedstawiciele wszystkich dziewięciu państw wschodniej flanki i podpisali ambitny dokument końcowy, w którym państwa sygnatariusze poparły ideę wzmocnienia wschodniej flanki przez obecnoœć wojsk NATO, nawet jeœli same nie będš brały udziału w tym procesie. Czyli nawet jeœli ktoœ nie chce wojsk NATO u siebie, popiera starania innych o takš obecnoœć. Węgry, Słowacja i Czechy nie wystšpiły o takš obecnoœć, zabiegały o niš pozostałe państwa i to osišgnęły dzięki jednoœci całej flanki. To był regionalny sukces.

Koncepcja Trójmorza – Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne – przez wielu komentatorów jest nazywana mrzonkš. Poza położeniem między wschodem a zachodem tych państw aż tak dużo nie łšczy. Nic też nie wskazuje na to, by państwa tego regionu marzyły o polskim przywództwie.

Zastanawia mnie, co wobec tego wspomniani komentatorzy myœlš o Unii Europejskiej, w której obrębie panuje jeszcze większa różnorodnoœć stanowisk niż w regionie Trójmorza. Mówišc poważnie, w koncepcji Trójmorza nie chodzi o tworzenie alternatywy dla integracji europejskiej, ale o to, by dać polityczny sygnał, że te kraje chcš ze sobš współpracować na poziomie praktycznym w ramach i na rzecz większej spójnoœci Europy. Poza Grupš Wyszehradzkš, pan prezydent rozwija tu jeszcze dwa kierunki współpracy. Jeden to Warszawa–Bukareszt, drugi Warszawa–Zagrzeb. Pierwszy dotyczy głównie kwestii bezpieczeństwa, drugi – rozwoju gospodarczego i infrastruktury.

Gdy zejdziemy na poziom konkretów, w politycznej deklaracji z Dubrownika widzimy projekty infrastruktury transportowej, komunikacyjnej, energetycznej, teleinformatycznej, ochrony œrodowiska, które majš łšczyć nasze kraje. Tu naprawdę jest mnóstwo praktycznych rzeczy do zrobienia, bo barier infrastrukturalnych jest mnóstwo.

Jako poszczególne państwa dysponujemy w tym zakresie dużymi zasobami finansowymi ze œrodków unijnych. Potrzeba nam jeszcze synergii i koordynacji działań.

Dlatego też unikamy używania pojęcia „Międzymorze”, który kojarzy się z koncepcjš geopolitycznš. Nie, tu chodzi o to, by dać polityczne zielone œwiatło dla praktycznej współpracy projektowej.

Ale w Unii wcišż najwięcej majš do powiedzenia najwięksi – Francja i Niemcy. Nie lepiej próbować do nich trafiać z naszymi argumentami, niż budować lokalne sojusze?

Ale my rozmawiamy z Francjš i Niemcami i innymi państwami Unii. Prezydent jest w częstym kontakcie zarówno z prezydentem Gauckiem, jak i z prezydentem Hollande’em. W tym roku odbędzie się też szczyt Trójkšta Weimerskiego, o którym mówiłem. Ten ważny format w pewnym momencie stał się czysto rytualny. Swój złoty okres przeżywał niedługo po jego powołaniu. Potem zamarł, następnie przerodził się w rytuał. Na szczytach rozmawiano o wymianie zespołów folklorystycznych w czasie, gdy strefa euro trzęsła się w posadach. Teraz jest szansa, by – wobec podziałów w Europie – przywrócić jego pierwotne znaczenie.

Ale jesteœmy przekonani, że pozycja Polski jest tym silniejsza, im bardziej nasz kraj pokazuje swš politycznš aktywnoœć. Jednym z najważniejszych pól tej naszej aktywnoœci jest region Trójmorza promieniujšcy na wschód i południe. Choćby w zeszłym tygodniu na zaproszenie marszałka Kuchcińskiego do Warszawy przyjechali szefowie parlamentów krajów Partnerstwa Wschodniego, Turcji i Bałkanów. Miałem przyjemnoœć spotkać się z nimi w imieniu prezydenta Dudy, który poparł tę inicjatywę. Polska integruje region w ramach UE i NATO i zacieœnia więzy z europejskimi sšsiadami. I nie odbywa się to bynajmniej kosztem naszych relacji z innymi partnerami w UE. Wręcz odwrotnie, nasi partnerzy w innych stolicach bardziej uważnie wsłuchujš się w nasze stanowisko, gdy jest ono wynikiem konsultacji z wieloma państwami regionu.

Rozmawiał Michał Szułdrzyński

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL