Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Kim był dobry SS-man z Auschwitz?

Warsztat œlusarski i odlewnia żeliwa w KL Auschwitz. W œrodku kierujšcy zakładem esesman Edward Lubusch, po prawej więzień Edek Galiński.
archiwum muzeum Auschwitz-birkenau
Pomagał więŸniom, narażajšc się na szykany ze strony dowódców. Potem walczył w AK, a po wojnie zamieszkał w Polsce pod fałszywym nazwiskiem. Oto niezwykła historia życia Edwarda Lubuscha.

Kiedy Włodzimierz Żołnierowicz zaczšł poważnie myœleć o małżeństwie, stanšł przed nie lada problemem. Do urzędu stanu cywilnego należało dostarczyć oryginał metryki urodzenia, tymczasem w posiadaniu jego rodziny był jedynie odpis. Rodzice, Bronisław i Marta Żołnierowiczowie, zgodnie twierdzili, że oryginał spłonšł w czasie wojny w bielskim archiwum i nie ma sensu go poszukiwać. Uparty chłopak miał jednak wštpliwoœci, wsiadł więc do pocišgu i po kilku godzinach stanšł przed USC w Bielsku.

Pierwsza niepokojšca myœl, że jego rodzina ukrywa jakšœ mrocznš tajemnicę, pojawiła się, kiedy miejscowi urzędnicy zaprzeczyli, że archiwum spłonęło w czasie wojny. Nie brakowało żadnych akt, ale w kartotekach zamiast Żołnierowicza jako jego ojciec figurował Edward Lubusch. Data urodzenia była identyczna. Podobnie było w koœciele, w którym Włodzimierz został ochrzczony. Skołowany udał się do mieszkajšcej w Bielsku ciotki. Kiedy zaczšł jš wypytywać o przeszłoœć rodziny, wyraŸnie się zdenerwowała. Naciskana wykrzyczała: „Ty nie szukaj prawdy, bo twój ojciec był esesmanem w Auschwitz". Tajemnica wyszła na jaw, ale tylko w kręgu rodzinnym. Œwiatu ujawnili jš dopiero wnukowie Edwarda Lubuscha vel Bronisława Żołnierowicza. Jak się okazało, wcale nie musieli się za swojego dziadka wstydzić.

„Polska mowa jest do rzyci..."

Edward Lubusch młodoœć spędził w mieœcie, które było etnicznym tyglem, 60 proc. mieszkańców deklarowało narodowoœć niemieckš, resztę stanowili Polacy i Żydzi. „Niewykluczone, że to właœnie doœwiadczenia rodzinne z wielokulturowym miastem w tle wpłynęły na jego póŸniejsze zachowanie wobec więŸniów największego niemieckiego obozu zagłady" – piszš Anna i Marek Szafrańscy w opracowaniu poœwięconym Lubuschowi („SS-man z KL Auschwitz, który zdał egzamin z człowieczeństwa").

Na œwiat przyszedł 22 lutego 1922 r., ojciec był Niemcem, matka Polkš, cenionš w mieœcie położnš. Choć Edward biegle posługiwał się zarówno językiem niemieckim, jak i polskim, osobiœcie bardziej czuł się Niemcem. Œwiadczy o tym chociażby znamienne wydarzenie z czasów, kiedy uczęszczał do zawodowej szkoły mechanicznej, przytoczone we wspomnieniach jego kolegi ze szkolnej ławy Franciszka Kramarczyka. W klasie było tylko kilku Polaków, ale w 1939 r., tuż przed wojnš, nauczyciel prowadzšcy zajęcia z przysposobienia wojskowego polecił uczniom, aby nawet w rozmowach między sobš nie posługiwali się językiem niemieckim. Lubusch zakaz ten ostentacyjnie lekceważył, co zirytowało Kramarczyka, który w ostrych słowach przypomniał o nim koledze. „Słyszšc to, Lubusch lekceważšco odpowiedział: ťWasza mowa polska – to do rzyci, nasza niemiecka...Ť, lecz nie zdšżył dokończyć zdania, ponieważ otrzymał mocne uderzenie w twarz od Kramarczyka. Sprawa nabrała rozgłosu i Edward Lubusch za swojš antypolskš wypowiedŸ został skreœlony z listy uczniów szkoły. Ponadto wyrokiem sšdowym on i jego matka na szeœć lat zostali pozbawieni praw obywatelskich" – twierdzi dr Adam Cyra, historyk z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, który w 2009 r. spisał relację Kramarczyka.

Edward miał starszego brata, który po wybuchu wojny został powołany do służby w Wehrmachcie i zginšł na froncie. Berta Lubusch bardzo to przeżyła i postanowiła zrobić wszystko, co w jej mocy, aby drugi syn nie trafił do armii. Wpadła więc na pomysł, aby załatwić mu pracę w obozie koncentracyjnym, który Niemcy założyli niespełna 30 km od Bielska. Jest mało prawdopodobne, aby Berta i jej syn mieli wtedy œwiadomoœć, co tak naprawdę dzieje się za ogrodzeniem obozu. Wielotygodniowe starania w końcu przyniosły efekt i 1 lutego 1940 r. Edward Lubusch przyjechał do Auschwitz. Poczštkowo pracował jako telefonista w sztabie komendantury, potem został blockführerem, by w końcu awansować na stopień rottenführera (kaprala, szefa sekcji). Zatrudnienie w obozie koncentracyjnym wišzało się ze wstšpieniem do SS. W ten sposób Lubusch został esesmanem z Auschwitz.

„Sram na ten awans..."

Lubusch traktował swoje nowe zajęcie jako zło konieczne. Podzielał poglšd matki, że jest to dobry sposób, aby przeczekać wojnę w doœć bezpiecznym miejscu. Kiedy po pewnym czasie dostał awans, stwierdził otwarcie przy jednym z więŸniów, że „sra na ten awans, bo w rzeczywistoœci zależy mu na wymiganiu się od pójœcia na front". Nie był sumiennym pracownikiem. Miał zbyt łagodne podejœcie do więŸniów, nie znęcał się nad nimi, a czasami wręcz im pomagał. Nie zmienił swojego podejœcia nawet po kilku rozmowach dyscyplinujšcych. Wiele więc wskazywało na to, że prędzej czy póŸniej wyprawa na front wschodni jest mu pisana.

„Lubuscha poznałem jeszcze jako blockführera. Był zbyt łagodny, toteż długo się nie utrzymał na tym stanowisku. Popadł nawet w kolizję z władzami, skutkiem czego dostał się na parę miesięcy do (...) Stutthofu. W specjalnym obozie karnym dla SS miano go nauczyć odpowiedniego traktowania więŸniów. (...) Skutek był wprost przeciwny. Nie tylko się nie zmienił w stosunku do więŸniów, ale szedł im jeszcze bardziej na rękę. Był jednak teraz ostrożniejszy i lepiej się maskował" – wspomina Wiesław Kielar, były więzień Auschwitz.

Lubusch znalazł w końcu sposób, by udowodnić przełożonym, że jest w obozie niezbędny. Pomógł mu przypadek. Pewnego dnia zepsuł mu się motocykl. Kiedy dłubał coœ przy silniku, w pobliżu przechodził więzień Stanisław Trynka. Słyszał już, że Lubusch nie należy do krwiożerczych esesmanów, więc odważył się zaoferować mu pomoc w dorobieniu zepsutych częœci. Lubuscha olœniło – jeszcze tego samego dnia udał się do komendanta obozu Rudolfa Hoessa, aby przekonać go do utworzenia w Auschwitz warsztatu œlusarskiego i niewielkiej odlewni żeliwa. Ponieważ Auschwitz było nie tylko miejscem eksterminacji, ale także wielkim obozem pracy niewolniczej, który miał przynosić III Rzeszy finansowe profity, pomysł bardzo się spodobał. Warsztat uruchomiono w 1942 r., a Edward Lubusch został jego kierownikiem. Od tego czasu był kryty i mógł pomagać więŸniom, nie narażajšc się na problemy.

Lubusch był mało wymagajšcy, w zwišzku z tym – jak wspominajš więŸniowie – w œlusarni w dużym stopniu markowano prawdziwš produkcję. Lubusch zatrudniał tam również więŸniów, którzy nie mieli pojęcia o pracy na tokarce czy wytopie metali. Wœród więŸniów mówiło się potocznie, że praca w œlusarni to „wypoczynek". „W ten sposób można było ratować wynędzniałych i wyczerpanych, którym w œlusarni wracały siły" – wspomina Stanisław Trynka. Dla najsłabszych Lubusch organizował lekarstwa i żywnoœć, innych częstował papierosami i wódkš. Często nie robił tego bezinteresownie – za swoje usługi i przymykanie oka pobierał nieduże opłaty.

Wdzięczni za dobre traktowanie więŸniowie starali się chronić esesmana przed gniewem przełożonych, szczególnie w sytuacjach, kiedy niespodziewanie objawiała się w nim „polska dusza", a ta wyłaziła z niego zwykle wtedy, gdy się upił. „Po pijanemu œpiewał często ťJeszcze Polska nie zginęłaŤ. W takim wypadku musiałem go uspokajać i zamykać usta, obawiajšc się, że ktoœ mógłby więŸniom Polakom przypisać rolę prowokatorów" – wspominał Artur Krzetuski, więzień nr 1003. Z kolei wieloletni dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau Kazimierz Smoleń, również były więzień, twierdzi, że pewnego razu pijany Lubusch zaczšł strzelać do portretu Hitlera. Na szczęœcie więŸniom udało się go w porę obezwładnić.

Lubusch miał duże poczucie humoru. Oddajmy ponownie głos Arturowi Krzetuskiemu: „Kiedy zorientował się, że więzień Michał Kula zamyka czasem w szafie z narzędziami kiełbasę zorganizowanš w rzeŸni, dokonywał włamań i kiełbasę zjadał. Uknuliœmy więc spisek. Ustawiliœmy na szafie puszkę ze starym olejem i przywišzaliœmy jš do drzwi. Było pewne, że w momencie otwarcia drzwi zawartoœć puszki wyleje się otwierajšcemu na głowę. Istotnie, kiedy przyszliœmy rano do pracy, w warsztacie œlusarskim był już Lubusch, a w jego włosach znajdowała się cała zawartoœć puszki. (...) Sam Lubusch po chwili oœwiadczył: ťAle dostaliœcie mnieŤ".

Józef Garliński w ksišżce „Oœwięcim walczšcy" wspomina, że Lubusch „szedł więŸniom z pomocš i ułatwiał nielegalnš korespondencję, kilka razy dostarczał także dokumenty potrzebne przy ucieczkach". Jak się póŸniej okazało, właœnie pomoc więŸniom w nielegalnym opuszczeniu obozu na zawsze odmieniła życie „esesmana o ludzkim obliczu".

Serenata in Messico

Wczesnym popołudniem 24 czerwca 1944 r. obóz koncentracyjny Birkenau opuœcił esesman eskortujšcy więŸnia niosšcego umywalkę. Strażnicy jedynie pobieżnie sprawdzili jego przepustkę. Kilka godzin póŸniej rozległy się odgłosy syren alarmujšcych o ucieczce więŸniów. W obozie męskim brakowało Edka Galińskiego, więŸnia numer 531, zaœ w obozie kobiecym Mali Zimetbaum, więŸniarki numer 19880. Niemcom nawet przez myœl nie przeszło, że w ucieczce pomógł zakochanym esesman – Edward Lubusch.

Edek Galiński był w obozie postaciš dobrze znanš. Do Auschwitz trafił już w 1940 r. wraz z pierwszym transportem więŸniów politycznych z Tarnowa. W 1943 r. udało mu się uzyskać przydział na pracę w warsztacie œlusarskim prowadzonym przez Lubuscha. Zimš na przełomie roku 1943/1944 Edek wraz ze swoim przyjacielem Wiesławem Kielarem zaczęli poważnie myœleć o ucieczce. Uznali, że najlepszym wyjœciem będzie opuszczenie obozu w esesmańskich mundurach. Poczštkowo próbował je zdobyć Kielar, lecz kiedy mu nie szło, Edek zdecydował się na ryzykowny krok i opowiedział o tych planach swojemu przełożonemu Edwardowi Lubuschowi. Po wielu miesišcach spędzonych w œlusarni wiedział, że może mu ufać.

Lubusch z miejsca obiecał pomoc. WięŸniowie zapłacili mu za to 200 dolarów, które zdobyli dzięki kontaktom z pracownikami tzw. Kanady, czyli sortowni mienia zagrabionego pomordowanym Żydom. Według umowy Lubusch miał wyznaczonego dnia o godz. 12 nadjechać rowerem i zostawić mundur w budce, gdzie oczekiwał go Edek. „Zobaczyłem go z daleka. (...) Do ramy roweru miał przytroczonš wypchanš teczkę. Podjechawszy przed budkę od strony naszego obozu, tak żeby nie być widocznym, odpišł teczkę i oparłszy niedbale rower o deski, wszedł do œrodka. Zamknšł za sobš drzwi, zbyt energicznie, skutkiem czego cała budka się zatrzęsła, aż oparty o niš rower przewrócił się. Po chwili Lubusch wyszedł. Nawet nie obejrzawszy się, wskoczył na rower i odjechał. (...) Z budki wyglšdał Edek, trzymajšc pod pachš zawinięty w papier tobołek" – wspominał moment przekazania munduru Kielar.

Kiedy wszystko było już przygotowane, okazało się, że Edek jest na zabój zakochany w Żydówce Mali Zimetbaum. Ona odwzajemniała jego uczucie. „Kocham i jestem kochana" – zwierzała się swoim koleżankom. W tej sytuacji Wiesław Kielar zdecydował, że Mala zajmie jego miejsce i ucieknie z obozu razem z Edkiem. Mimo poczštkowych sukcesów ostatecznie zbiegowie zostali złapani. Gestapo bestialsko ich torturowało, próbujšc dowiedzieć się, kto pomógł im w ucieczce. Każdego wieczoru Edek przez okno celi œmierci œpiewał włoskš piosenkę „Serenata in Messico", by powiadomić Malę, że jeszcze żyje. Przekazał także Kielarowi gryps, w którym kazał uspokoić Lubuscha i zapewnić go, że mimo tortur on i Mala nie wydadzš go. Słowa dotrzymali. Obydwoje skazano na œmierć.

Chociaż œledztwo prowadzone przez miejscowe Gestapo utknęło w miejscu, Lubusch czuł, że grunt pali mu się pod nogami. Zagrożenie było tym większe, że już wczeœniej pomagał w obozowych ucieczkach, m.in. pułkownikowi Franciszkowi Faix-Limanowskiemu, bohaterowi obozowego ruchu oporu. Pewnego dnia Edward Lubusch, jak co dnia po zakończonej pracy, wsiadł na motocykl i ruszył do domu. Nigdy tam jednak nie dotarł. Wiele wskazuje na to, że schronienie znalazł wœród partyzantów AK. Miał mu w tym pomóc ojciec jego żony Hildegardy – Jan Kneblowski, który przed wojnš był zawodowym oficerem Wojska Polskiego. Edward i Hildegarda pobrali się w lutym 1943 r. Aby zapewnić żonie bezpieczeństwo, a sobie brak kłopotów ze strony zwierzchników z SS, Lubusch postarał się nawet o dokumenty poœwiadczajšce, że rodzina Hildegardy ma niemieckie korzenie. W paŸdzierniku 1943 r. na œwiat przyszedł ich syn Włodzimierz.

Materiały zebrane przez Darię Czarneckš, wolontariuszkę z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, wskazujš, że Lubusch doœć aktywnie zaangażował się w działania polskiego podziemia. Wykorzystywał przy tym swojš znajomoœć języka niemieckiego i mundur esesmana. Podobno zjawiał się w więzieniach, w których przetrzymywano akowców, i pod pozorem eskortowania wywoził ich w bezpieczne miejsce.

Tęsknił jednak za żonš, która wcišż mieszkała wraz z małym dzieckiem w ich domu w Wadowicach. Pod koniec 1944 r. postanowił ich odwiedzić. Nie zdawał sobie sprawy, że od momentu jego tajemniczego zniknięcia dom jest stale obserwowany przez Gestapo. Został skazany na œmierć, ale znów dopisało mu szczęœcie. Tuż przed wkroczeniem Sowietów do Bielska, gdzie czekał na egzekucję, w lutym 1945 r. Niemcy przewieŸli go do Berlina. Spędził tam miesišc w zalanej wodš celi. III Rzesza chyliła się jednak ku upadkowi i szybko ubywało jej obrońców, dlatego ostatecznie Lubuscha zwolniono i wcielono do Volkssturmu – pospolitego ruszenia, które do ostatniej kropli krwi miało bronić nazistowskiej utopii.

Tajne życie Żołnierowiczów

Edward Lubusch nie zamierzał jednak ginšć za III Rzeszę. Korzystajšc z zamieszania wywołanego upadkiem Berlina, postanowił wydostać się z płonšcego miasta. Traf chciał, że na jednej z ulic natknšł się na ciało polskiego żołnierza. W jego głowie narodził się karkołomny i ryzykowny pomysł. Przeszukał zwłoki i odnalazł dokumenty wystawione na nazwisko Bronisław Żołnierowicz, urodzony w 1913 r. w Kowaliszkach koło Wilna. Lubusch wiedział, że jego dane figurujš w obcišżajšcej kartotece załogi obozu w Auschwitz, która mogła przecież trafić w ręce aliantów. Postanowił, że Edward Lubusch zniknie dla œwiata, a nowe życie dostanie Bronisław Żołnierowicz.

Już pod przybranym nazwiskiem odnalazł żonę Hildegardę i syna Włodzimierza. Władzom zeznał, że wraca z robót przymusowych w Niemczech. Zdawał sobie sprawę, że w rodzinnym Bielsku i w Wadowicach jest spalony. Wraz z żonš, która zaczęła posługiwać się drugim imieniem Marta, i synem osiedlili się w województwie poznańskim. W 1947 r. przyszło na œwiat ich drugie dziecko, córka Krystyna. W 1956 r. rzekomi Żołnierowiczowie przenieœli się do Jeleniej Góry, gdzie zamieszkali w zakupionej przez teœcia Edwarda poniemieckiej willi. Przez wiele lat rodzina klepała biedę, a Edward Lubusch vel Bronisław Żołnierowicz imał się różnych zajęć. Przełomem było dopiero podjęcie przez niego pracy w biurze podróży Orbis. Znowu pomógł mu przypadek. Któregoœ lata rodzina Żołnierowiczów pojechała na wycieczkę do Gniezna. Podczas zwiedzania przyłšczyli się do niemieckich turystów. Kiedy pilot oprowadzajšcy grupę kaleczył ojczysty język Lubuscha, język, którym ten konsekwentnie od lat się nie posługiwał, ale za którym tęsknił, były esesman w końcu nie wytrzymał i pomógł pilotowi w tłumaczeniu. Szybko sam został pilotem wycieczek i oprowadzał turystów z NRD i RFN po Karkonoszach.

Dzieci i wnuki Żołnierowiczów wspominajš, że w domu rodzinnym nigdy nie mówiło się o przeszłoœci rodziców i dziadków. Nie było archiwalnych zdjęć. Bronisław Żołnierowicz dbał, aby kršg znajomych rodziny zbytnio się nie powiększał – przez całe życie towarzyszył mu strach, że jego sekret się wyda. Przeszłoœć cišgle o sobie przypominała, co pewien czas komuœ z uczestników wycieczki, którš oprowadzał, wydawało się, że skšdœ go zna. Wiele nerwów kosztowała Żołnierowiczów wspomniana na wstępie rozmowa z synem, a rodzinna tajemnica odcisnęła także piętno na życiu ich córki. Pewnego dnia Krystyna przyznała się matce, że jest w cišży z młodym oficerem wojsk radiotechnicznych. Miała zamiar go poœlubić. Bronisław i Marta wpadli w panikę, bo wiedzieli, że w PRL wojsko sprawdza przeszłoœć członków rodziny oficera. Nakłonili więc dziewczynę, aby nikomu nie mówiła o cišży. Kiedy urodziła córkę Annę, zmusili jš, aby oddała dziecko do adopcji.

Edward Lubusch zmarł 10 marca 1984 r. we Wrocławiu i jako Bronisław Żołnierowicz został pochowany na cmentarzu w Jeleniej Górze. Swojej tajemnicy z czasów wojny nikomu nie wyjawił przez blisko 40 lat. Zrobiły to dopiero jego wnuki. Dziœ historycy podkreœlajš zasługi Edwarda Lubuscha w ratowaniu więŸniów Auschwitz. Według dr. Adama Cyry wœród około 8 tys. esesmanów, którzy służyli w oddziałach wartowniczych KL Auschwitz, postawa Edwarda Lubuscha była wyjštkowa.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL