Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Alfabet polskich gwiazd: Boska Ordonka

Przedstawienie „Pan minister i dessous” w teatrze Wielka Rewia w Warszawie. Hanka Ordonówna i Igo Sym w jednej ze scen (grudzień 1935 r.)
nac
Hanka Ordonówna nie była klasycznš pięknoœciš, nie miała też głosu jak dzwon. A mimo to w II RP zrobiła oszałamiajšcš karierę, występujšc na scenach polskich i europejskich kabaretów. Publicznoœć jš uwielbiała.

Aby zrozumieć fenomen popularnoœci Hanki Ordonówny, Ordonki (takiego skrótu jako pierwszy użył Tadeusz Boy-Żeleński), trzeba choćby wspomnieć o narodzinach kabaretów literackich, które w okresie międzywojnia w dużych miastach wyrastały jak grzyby po deszczu. To zrozumiałe, że po zakończeniu I wojny œwiatowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległoœci, po 123 latach zaborów zwłaszcza mieszkańcy stolicy spragnieni byli zabawy i rozrywki na poziomie. Premiera pierwszej rewii w odrodzonym kraju „Wiwat wolnoœć” odbyła się… 11 listopada 1918 r. w warszawskim teatrzyku Miraż. Publicznoœć dopisała, reagowała żywiołowo na kolejne występy. Szybko jednak wymagania zamożnych warszawiaków zaczęły rosnšć, nie wystarczały im już żołnierskie piosenki czy żarty z polityków. Chcieli się dobrze bawić, sycić oczy pięknem i przepychem. W 1919 r. powstał w stolicy, w Galerii Luxenburga przy ul. Senatorskiej, najsłynniejszy kabaret literacki lat 20. Qui Pro Quo, który działał przez następne 12 lat i wyznaczał nowe trendy w sztuce estradowej. Teksty piosenek i skeczy dla artystów pisali m.in. Julian Tuwim, Marian Hemar czy Konrad Tom. A jednš z najjaœniejszych gwiazd tego kabaretu była Hanka Ordonówna. Jej droga na szczyt była jednak niełatwa.

„Szczęœcie raz się uœmiecha”

Nic nie wskazywało na to, że do Ordonki szczęœcie uœmiechnie się choćby raz. Była córkš biednego warszawskiego kolejarza Władysława Pietruszyńskiego. Gdy miała kilka lat, ojciec zapisał jš do szkoły baletowej tylko po to, by zapewnić córce choć jeden ciepły posiłek w cišgu dnia. Okazało się, że małej Marii Annie – bo takie imiona otrzymała na chrzcie – taniec sprawia ogromnš radoœć, a występowanie na scenie jest jej żywiołem. Przyjęło się uważać, że debiutowała w wieku 16 lat. Ale tu pojawia się kłopot. Według oficjalnych danych urodziła się 25 wrzeœnia 1902 r. Jednakże w leksykonie „Czy wiesz, kto to jest?” pod redakcjš Stanisława Łozy z 1938 r. odnajdziemy informację, że Ordonówna urodziła się 11 sierpnia 1904 r. Z kolei w jedynym ocalałym dokumencie – paszporcie konsularnym wydanym w Teheranie w 1943 r. – wpisano 23 wrzeœnia 1905 r. Natomiast nekrologi, które we wrzeœniu 1950 r. w prasie krajowej i emigracyjnej zamieœciła rodzina, podajš 1902 r. jako rok urodzenia artystki. „Najprawdopodobniej urodziła się w 1900 r. A może nawet rok lub dwa lata wczeœniej? Pierwsze wzmianki o jej występach pochodzš już z roku 1916. A miała właœnie 14–16 lat, gdy jako uczennica warszawskiej szkoły baletowej występowała w przedstawieniach Teatru Wielkiego, co potwierdzajš liczne Ÿródła. Najcenniejsze wydaje się wspomnienie Konrada Toma, który po œmierci artystki, gdy uznał, że dyskrecja już go nie obowišzuje, ujawnił, że debiutowali razem jesieniš 1915 r. w teatrzyku Miraż, przy Nowym Œwiecie 63. Musiała mieć wówczas 16–17 lat” (Anna Mieszkowska, „Była sobie piosenka”, Muza 2006).

Debiut z prawdziwego zdarzenia, dostrzeżony przez prasę, Hanka Ordonówna – bo taki pseudonim sceniczny wymyœlił jej aktor Karol Hanusz – miała w 1918 r. w kabarecie Sfinks przy Marszałkowskiej 116, gdzie wczeœniej działało kino i Biuro Kinematograficzne Aleksandra Hertza (przeniesione w tym czasie na Mokotowskš 12). Była jednš z tancerek, wystšpiła w stroju kowbojskim i po raz pierwszy zaœpiewała na scenie piosenkę „Szkoda słów”, z muzykš Józefa Zucka i tekstem Artura Tura. Ten ostatni tak to wspominał po latach: „Debiut ten wypadł bardzo niefortunnie. Można było o nim rzeczywiœcie powiedzieć tylko: ťSzkoda słówŤ. Przypominam sobie recenzję z tego programu. Pewien znany i ceniony krytyk, którego opinia była wtedy wyroczniš, pisał: ťa jeżeli chodzi o p. Ordonównę, jestem zdania, że kotów i dzieci na scenie pokazywać nie należyŤ. Była to, jak łatwo się domyœlić, aluzja do dziecinnego wyglšdu i bardzo jeszcze wtedy piskliwego głosu Ordonki” (Artur Tur, „Czterdzieœci lat pod znakiem piosenki” [w:] „Dymek z papierosa, czyli wspomnienia o scenach, scenkach i nadscenkach” pod redakcjš Kazimierza Rudzkiego, Iskry 1959). Poczštek kariery nie wyglšdał więc obiecujšco.

Przez następny rok Ordonka, być może zniechęcona słabym debiutem w stolicy, występowała w teatrze Wesoły Ul w Lublinie, gdzie zyskała popularnoœć jako wykonawczyni żołnierskich piosenek. Gdy teatr splajtował, wróciła do Warszawy. W czerwcu 1919 r. ponownie występowała w Sfinksie, a od sierpnia podjęła pracę w Mirażu. Przełom w karierze zawdzięczała Karolowi Hanuszowi, który poznał poczštkujšcš artystkę z zamożnš i wpływowš w ówczesnej Warszawie poetkš Zofiš Bajkowskš, u której dziewczyna zamieszkała: „Obszerne mieszkanie w wysokim domu przy ulicy Koszykowej 50 urzšdzone jest staromodnie, lecz artystycznie. W dużym salonie z żyrandolem obrazy polskich malarzy i rodzinne portrety, zaœ na fortepianie stojš w ramkach zdjęcia aktorek i aktorów z wyrazami wdzięcznoœci dla ťKochanej BajkosiŤ. Ordonówna odczytuje dedykacje z podziękowaniem za wiersz, za piosenkę lub za poparcie i wie, że ta dziwna pisarka o niewyparzonym języku i złotym sercu na pewno i dla niej zrobi niejedno” (Tadeusz Wittlin, „Pieœniarka Warszawy. Hanka Ordonówna i jej œwiat”, Wydawnictwo Polonia 1990). To właœnie dzięki protekcji Zofii Bajkowskiej Ordonka trafiła do zespołu Qui Pro Quo. Po raz pierwszy na scenie tego kabaretu wystšpiła 21 lipca 1920 r., a kontraktem była z nim zwišzana przez niemal dekadę (1922–1931). Tam spotkała mężczyznę, który nadał bieg jej karierze – Fryderyka Járosyego.

Wczeœniej jednak, o czym trzeba choćby wspomnieć ze względu na konsekwencje, zakochała się w Januszu Sarneckim, młodym, ale niezwykle obiecujšcym aktorze. Choć znali się jeszcze z Warszawy, to ich romans rozkwitł na dobre, gdy artystka zawitała do Wilna, gdzie jej ukochany został dyrektorem teatru. Uczucie rozgorzało na nowo, Sarnecki jednak porzucił Ordonkę dla innej kobiety, z którš wkrótce stanšł na œlubnym kobiercu. Pogršżona w rozpaczy i zdesperowana Hanka targnęła się na życie. „W ostatniej chwili, kiedy naciskała na spust pistoletu, musiała się jednak zawahać, bo drgnęła jej ręka i w rezultacie kula tylko drasnęła skroń. Po tej próbie samobójczej pozostała Pietruszyńskiej pamištka do końca życia – od tej pory zacznie nosić kapelusze nasunięte na lewe ucho, które miały jedynie maskować mankament urody, a stały się rewolucjš w modzie” (Sonia Miniewicz, „Hanka Ordonówna: miłoœci jej życia”, www.film.onet.pl).

„Uliczka w Barcelonie”

Latem 1924 r., gdy do Warszawy zawitał kabaret Niebieski Ptak założony przez rosyjskich emigrantów, pozycja Ordonki w Qui Pro Quo była już ugruntowana. Ale jako najjaœniejsza gwiazda polskiej estrady dopiero miała rozbłysnšć. Stało się tak za sprawš jednego z artystów Niebieskiego Ptaka. Fryderyk Járosy, Węgier urodzony w Grazu, poznał Hankę Ordonównę na uroczystej kolacji w Bristolu. Zakochał się w „Hanećce”, jak jš pieszczotliwie nazywał, zakochał się też w Warszawie. Wkrótce para zamieszkała razem w pensjonacie na Nowym Œwiecie. Żyli niczym małżeństwo, ale o œlubie nie mogło być mowy, ponieważ Járosy miał już żonę, która nie chciała dać mu rozwodu, oraz dwoje dzieci. Ordonce to jednak nie przeszkadzało, zwłaszcza że ukochany miał niebagatelny wpływ na rozkwit jej kariery.

Warszawskš publicznoœć Járosy zachwycał swym urokiem, błyskotliwym dowcipem i inteligencjš. Antoni Słonimski wspominał, że choć przystojny Węgier poczštkowo w ogóle nie znał polskiego, to estradowego tekstu w naszym języku potrafił się nauczyć na pamięć w jeden wieczór. I to właœnie on wykreował Hankę Ordonównę na artystkę wielkiego formatu: „Po pierwszych sukcesach Ordonki, którš w Qui Pro Quo nikt z kierownictwa artystycznego teatru się nie zajmował ani od strony repertuaru, ani interpretacji, garnęli się do niego wszyscy występujšcy w tym teatrze artyœci. Wzbudzał zaufanie, dla każdego miał czas, umiał słuchać i wypowiadać krytyczne nieraz opinie w taki sposób, że nawet najbardziej rozkapryszona gwiazda godziła się na dyskretnie proponowane zmiany w interpretacji tekstu” (Anna Mieszkowska, „Jestem Járosy! Zawsze ten sam…”, Muza 2008). Potrafił doradzić nawet w kwestii doboru scenicznego stroju. Przede wszystkim umiał wychwycić słaboœci artystki i przemienić je w zalety.

Jak czytamy u Ludwika Sempolińskiego („Moje wspominki kabaretowe” [w:] „Dymek z papierosa… op. cit.), „innym rodzajem talentu była Hanka Ordonówna. Każda jej piosenka opracowywana była do najdrobniejszych szczegółów. Obdarzona miłym, maleńkim, ale wyrobionym głosikiem, w pewnym okresie swej burzliwej kariery zniszczyła go, tym bardziej że zawsze była zagrożona chorobš płuc (…). Pozostała jej dziwna skala: bardzo niski dół i cienkie, dziecięce wysokie tony. Stšd piosenka była wykonywana w dziwny – jej tylko właœciwy sposób. Z niskich, pełnych nastroju tonów przerzucała się w dziecięco brzmišce górne rejestry. Wychodziły stšd dziwne interwale głosowe z szorstkiego dołu w cieniutkš górę: dlatego wykonanie każdej piosenki przez niš było specyficzne, po prostu niepowtarzalne, a przy tym tak sugestywne, że ówczesne młodziutkie piosenkarki mimo woli zaczęły jš naœladować”. Gdy była u szczytu sławy, Járosy spotykał się już z młodszš jej koleżankš, Stefaniš Górskš. Zakończyła więc ten zwišzek bez przyszłoœci, choć nie zerwała zawodowych kontaktów z Járosym.

Ordonka wypracowała własny, niepodrabialny styl – zarówno artystycznej ekspresji, jak i scenicznego emploi. Jak nikt interpretowała piosenki miłosne, które póŸniej nuciła cała Polska. Już w 1927 r. ukazała się jej pierwsza płyta „Hanka Ordonówna znakomita artystka teatru Qui Pro Quo” nakładem wytwórni Syrena. Muzykę pisali dla niej najlepsi kompozytorzy, a teksty – najlepsi ówczeœni autorzy, z Hermanem i Tuwimem na czele.

Jesieniš 1929 r. w jej życiu pojawił się młody (i młodszy od niej) hrabia Michał Tyszkiewicz. Czym jš ujšł? Wręczył jej piosenkę „Uliczka w Barcelonie” – do hiszpańskiej melodii napisał własny tekst – którš Ordonka wykonywała w Qui Pro Quo (napisał dla niej jeszcze kilka tekstów, m.in. „Jesiennš piosenkę”). Jej interpretacje tak wspominał Jerzy Jurandot w „Dziejach œmiechu” (Iskry 1959): „Do dziœ wyraŸnie słyszę każdš intonację jej niezapomnianego głosu, nieoczekiwane załamania i nieoczekiwane fermaty. Do dziœ widzę jej białe, wšskie, utanecznione ręce, które żyły swoim samodzielnym życiem, którymi umiała dopowiedzieć w piosence wszystko to, czego zabrakło w tekœcie. Zjawiska równej miary, co Ordonka, nie było na scenie polskiego kabaretu ani przedtem, ani potem. Występ Ordonki – występowała zwykle dwa razy w cišgu wieczora – to był moment, kiedy moja ekstaza osišgała punkt szczytowy”. Nie może więc dziwić, że 26-letni hrabia Tyszkiewicz zupełnie stracił głowę dla takiej gwiazdy. W efekcie on, dziedzic rodowego majštku, właœciciel ponad 15 tysięcy hektarów ziemi, w 1931 r. poœlubił córkę kolejarza. Była to jedna z największych sensacji towarzyskich II Rzeczypospolitej. Rodzina hrabiego uznała to małżeństwo za kompromitujšcy mezalians, choć z czasem młodsze pokolenie polubiło „ciotkę Hankę”. Ordonka zaœ, mimo że została hrabinš, nadal występowała na scenie, a nawet… jeŸdziła konno w rewii cyrkowej.

„Miłoœć ci wszystko wybaczy”

Miłoœć hrabiego Tyszkiewicza do uwielbianej przez rzesze mężczyzn Ordonki nieraz została wystawiona na próbę. Zwłaszcza że gwiazda przedwojennej estrady nie stroniła od adoratorów. Jednym z tych, który stracił dla niej głowę, był Juliusz Osterwa, ówczesny dyrektor Teatru Miejskiego im. Słowackiego w Krakowie. To za jego sprawš w dawnej stolicy artystka występowała już nie tylko z repertuarem rewiowym, ale też w rolach dramatycznych. Zakochany Osterwa postanowił uczynić z Hanki Ordonówny wielkš aktorkę – co z góry było skazane na niepowodzenie. W latach 1933–1935 zaangażował jš do kilku spektakli. Diana Poskuta-Włodek ([w:] „Co dzień powtarza się gra…”, Wyd. Państwowy Teatr im. J. Słowackiego, Kraków 1993) tak to opisuje: „Pragnšcy za wszelkš cenę namówić Ordonkę do zrobienia kariery w teatrze (a konkretnie w Reducie), Osterwa rzeczywiœcie postawił jš w niezwykle trudnej, z góry przegranej sytuacji. Widzowie ani na moment nie zapominali o estradowym rodowodzie artystki. Zarówno w ťErosie i PsycheŤ, jak i w ťWieczorze Trzech KróliŤ, gdzie jako Viola œpiewała jednš z piosenek Błazna, w trakcie przedstawienia oklaskami wymuszano bisy. Nawišzywała podobno silniejszy kontakt z publicznoœciš niż z partnerami na scenie. Pisano, i słusznie, że Osterwa każšc jej grać, skrzywdził i Ordonównę, i teatr. Sama piosenkarka doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji. Po którymœ przedstawieniu ťPtakaŤ Szaniawskiego doszło do głoœnej awantury między niš a Osterwš. Chciała (i doskonale umiała) sama kierować swojš karierš”. Zraniony wielbiciel postanowił się zemœcić – odesłał miłosne listy pisane przez Ordonkę... jej mężowi.

Kraków huczał od plotek, artystka wróciła więc do Warszawy. W stolicy liczył się tylko jej talent: jak nikt inny interpretowała chwytajšce za serce piosenki. Jej pozycja gwiazdy była niezagrożona, zwłaszcza odkšd cała Polska œpiewała jej największe przeboje – „Miłoœć ci wszystko wybaczy” i „Na pierwszy znak”. Obie piosenki po raz pierwszy wykonała w filmie „Szpieg w masce” (reż. Mieczysław Krawicz, 1933 r.). I choć sam obraz nie był arcydziełem kinematografii, a Hanka Ordonówna nie najlepiej poradziła sobie w roli Rity Holm, agentki wywiadu, to œpiewane przez niš piosenki okazały się ponadczasowymi szlagierami. Miały nie tylko wpadajšce w ucho rzewne melodie, napisane przez Henryka Warsa, ale przede wszystkim proste acz piękne teksty, których autorem był Julian Tuwim. Wystarczy przytoczyć choćby ten fragment:

 

„Miłoœć Ci wszystko wybaczy 

Smutek zamieni Ci w œmiech. 

Miłoœć tak pięknie tłumaczy: 

Zdradę i kłamstwo i grzech. 

Choćbyœ jš przeklšł w rozpaczy, 

Że jest okrutna i zła, 

Miłoœć Ci wszystko wybaczy 

Bo miłoœć, mój miły, to ja”.

 

W małżeństwie Ordonki z Tyszkiewiczem to hrabia musiał nieustannie wybaczać swej żonie kolejne romanse. Jednym z jej wielbicieli miał być przed wojnš Igo Sym. Poznali się na deskach warszawskiego teatru rewiowego Banda (w 1932 r. Ordonka występowała w kabaretowym show „Banda, naprzód!”). Faktem jest, że Sym był niezwykle przystojnym mężczyznš i aktorem obytym w œwiecie – w latach 20. w niemieckich filmach partnerował m.in. Marlenie Dietrich. Okazało się jednak, że jednoczeœnie był agentem wywiadu niemieckiego, a po wybuchu II wojny œwiatowej stał się konfidentem Gestapo.

Po ataku Niemiec na Polskę Ordonka przyjęła zupełnie innš postawę. Mieczysław Fogg ([w:] „Od palanta do belcanta”, Warszawa 2009) tak to wspominał: „1 wrzeœnia zadzwoniła do mnie Hanka Ordonówna: – Mieciu – mówiła do mnie podnieconym głosem – idziemy œpiewać na dworce, dla rannych żołnierzy! […] nazajutrz udałem się […] na Dworzec Gdański. Tam też zjawiła się po paru minutach Hanka Ordonówna. Ubrana była po wojskowemu: mundur khaki, peleryna strzelców podhalańskich, głowę zdobił jej kapelusz z piórem, a u pasa aktorki umieszczona była kabura z rewolwerem… Gdy tylko na dworzec zajechał pierwszy pocišg z rannymi, zaczęliœmy chodzić od wagonu do wagonu, œpiewajšc piosenki. Żołnierze, często w bandażach, byli utrudzeni, ale nie tracili ducha. – Nie damy się! – wołali. Spędziliœmy z Hankš Ordonównš całe godziny na dworcu – także przez następne dni – czekajšc na przybycie nowych pocišgów w kwaterze komendanta wojskowego stacji. To były moje ostatnie spotkania i występy z Hankš Ordonównš (œpiewała swoje piosenki z ogromnym wzruszeniem), znakomitš artystkš i wielkš patriotkš”. Ordonka nie poprzestała na œpiewaniu dla żołnierzy. Wraz z innymi warszawskimi aktorami i artystkami w pierwszych dniach wojny kopała rowy przeciwlotnicze. Niestety, 28 wrzeœnia – opuszczona przez sojuszników – Warszawa skapitulowała. Rozpoczšł się czas okupacji.

Wróćmy do Igo Syma. W owym czasie władze Generalnej Guberni powierzyły mu prowadzenie Theater der Stadt Warschau (w miejsce Teatru Polskiego przy ul. Karasia 2) oraz zarzšdzanie kinem Helgoland „Nur für Deutsche” (było to przedwojenne Palladium przy ul. Złotej 7/9). Otrzymał też koncesję na prowadzenie Teatru Komedia przy ul. Kredytowej 14. I to właœnie Igo Sym w listopadzie 1939 r. pomógł zorganizować zasadzkę, w wyniku której Hanka Ordonówna została aresztowana przez Gestapo (tu trzeba nadmienić, że za współpracę z okupantem Wojskowy Sšd Specjalny ZWZ wydał wyrok œmierci na Syma. 7 marca 1941 r. tzw. akcję wyrokowš przeprowadził zespół bojowy ZOM kontrwywiadu Okręgu Warszawa-Miasto ZWZ). Aresztowanej Ordonce nie pomógł ani status gwiazdy (jeszcze latem 1939 r. koncertowała w Stanach Zjednoczonych; do kraju powróciła z końcem sierpnia), ani stan zdrowia (w 1937 r. zachorowała na gruŸlicę, którš lekarzom udało się zaleczyć, ale w każdej chwili choroba mogła powrócić ze zdwojonš siłš). Na ratunek ruszył mšż, którego wojna zastała w Wilnie.

„Zapomniana piosenka”

Hrabia Tyszkiewicz, gdy tylko dowiedział się, że jego ukochana żona została uwięziona na Pawiaku i oskarżona o szpiegostwo na rzecz Anglii, uruchomił swoje dyplomatyczne kontakty. Niewykluczone, że w sprawie Ordonki u samego Führera interweniował spowinowacony z rodzinš Tyszkiewiczów król Włoch Wiktor Emanuel II. W każdym razie w lutym 1940 r. artystka została zwolniona z więzienia i natychmiast wyjechała do męża, do jego rodowego majštku w Ornianach. Stamtšd małżonkowie udali się do pobliskiego Wilna. Jak czytamy na stronie www.culture.pl (Janusz R. Kowalczyk, „Hanka Ordonówna”), „jej pierwszy występ w sali Teatru na Pohulance stał się manifestacjš narodowš. W latach 1940–1941 grała także w Lutni i w Polskim Teatrze Dramatycznym. Po aneksji Litwy przez ZSRR, NKWD aresztowało jej męża z powodu jego politycznego zaangażowania – opieki nad obywatelami polskimi na Litwie z ramienia Rzšdu RP na ObczyŸnie – i wywiozło na Łubiankę w Moskwie. W tym samym czasie władze sowieckie zwróciły się do Ordonówny z propozycjš koncertów w Moskwie. Po poczštkowych wahaniach artystka zaakceptowała tę propozycję nie do odrzucenia, majšc nadzieję na uratowanie męża. Jej występy, znakomicie zresztš przyjmowane, przerwała wojna niemiecko-sowiecka (22 czerwca 1941 r.)”.

Pomimo artystycznego zaangażowania nie uniknęła aresztowania: gdy odmówiła przyjęcia obywatelstwa ZSRR, za „nieposiadanie przynależnoœci państwowej” zesłano jš do sowchozu pod Kujbyszew nad Wołgš. Wystarczyło kilka tygodni, by z powodu dramatycznych warunków życiowych Ordonównie odnowiła się choroba płuc. Pomogła jej wówczas miejscowa lekarka, Rosjanka, która zatrzymała Ordonkę dłużej w szpitalu, by mogła odzyskać siły. Od niechybnej œmierci uratował jš podpisany 30 lipca 1941 r. układ Sikorski–Majski, dzięki któremu została uwolniona. Dotarła do polskiego oœrodka w Taszkencie (stolica Uzbekistanu), gdzie zaopiekowała się polskimi sierotami. By im zapewnić lepszy byt, odwiedziła jednš z polskich placówek – w Aszchabadzie (obecnie stolica Turkmenistanu). I właœnie tam, po miesišcach rozłški, spotkała swego męża, który zarzšdzał tš placówkš. Pomimo złego stanu zdrowia Ordonka pomogła ewakuować polskie sieroty – przez Bombaj, Teheran, Jerozolimę i Tel Awiw – do Bejrutu w Libanie. Tam jej mšż został pracownikiem Poselstwa Polskiego. Nadal opiekowała się dziećmi i koncertowała dla żołnierzy II Korpusu gen. Andersa.

Po wojnie Hanka Ordonówna rzadko występowała – uniemożliwiała jej to postępujšca gruŸlica. Za to chętnie malowała (np. cykl „Zamki na lodzie”), pisała wiersze, wydała także ksišżkę poœwięconš polskim wojennym sierotom, którymi się opiekowała. „Tułacze dzieci” ukazały się w Bejrucie w 1948 r. pod pseudonimem Weronika Hort (od: Hanna Ordonówna Tyszkiewicz). Ze swych wspomnień, gdy opiekowała się gromadš kilkudziesięciu dzieci, artystka utkała wzruszajšcš opowieœć o losach kilkorga sierot uratowanych z wojennej zawieruchy. Co jš skłoniło do napisania tej ksišżki? Sama ujęła to najlepiej: „Chociaż w morzu nieszczęœć, w jakich utonęła ludzkoœć, ta historia garstki tułaczych dzieci jest kroplš, niemniej może trafi do serc tych wszystkich, którzy walczš o sprawiedliwy, miłosierny, ludzki œwiat”.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL