Szybka miotła w MSZ

aktualizacja: 17.07.2017, 17:58
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Kolejni ambasadorowie tracą posady. A to początek czystek.

REDAKCJA POLECA

Tomasz Orłowski to jeden z najlepszych polskich specjalistów od protokołu dyplomatycznego. Był dyrektorem protokołu w MSZ, sprawował w tej dziedzinie nadzór podczas uroczystości pogrzebowych prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, a potem w czasie ceremonii inauguracji prezydentury Bronisława Komorowskiego. Jest też doświadczonym dyplomatą. Był ambasadorem we Francji, a od 2015 roku pełni tę funkcję we Włoszech.

Z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że wkrótce wróci do Polski. Stracił posadę decyzją ministra wraz z innymi szefami placówek: Jerzym Markiem Nowakowskim w Armenii i ambasadorem przy Biurze Narodów Zjednoczonych w Genewie Piotrem Stachańczykiem.

Minister nie tłumaczy

Nasze informacje potwierdza sam szef MSZ Witold Waszczykowski. Powód odwołania? – Minister spraw zagranicznych nie musi tłumaczyć decyzji personalnych. To jest mój przywilej – mówi. – Mogę tylko powtórzyć za byłym szefem dyplomacji Adamem Danielem Rotfeldem, że stanowisko ambasadora nie jest stanowiskiem pracy chronionej. Wymaga za to najwyższego zaufania od ministra – dodaje.

O tym, że ambasador Orłowski może zakończyć pracę, spekulował już przed kilkoma dniami „Wprost". Zdaniem tygodnika ambasador podpadł politykom PiS, gdy pożałował limuzyny prezydentowi Andrzejowi Dudzie podczas wizyty we Włoszech. – Takie zachowanie Orłowskiego jest bardzo prawdopodobne – mówi nam jeden z dyplomatów.

Z kolei powodem odwołania Jerzego Marka Nowakowskiego, byłego dziennikarza i byłego doradcy premiera Jerzego Buzka, mogło być umieszczenie jego nazwiska w 2007 roku w przygotowanym przez Antoniego Macierewicza raporcie z likwidacji WSI. Nowakowski wygrał w tej sprawie proces z MON w obu instancjach.

Rafał Trzaskowski, który w gabinecie cieni PO odpowiada za sprawy zagraniczne, podejrzewa, że głównym powodem dymisji jest chęć pozbycia się ludzi związanych z poprzednią ekipą. – Takich, którzy byli np. wiceministrami albo zaufanymi ambasadorami – mówi poseł Platformy. Wiceministrem spraw zagranicznych za rządów PO był Tomasz Orłowski. Piotr Stachańczyk pełnił z kolei funkcję wiceszefa MSW.

Zapał rewolucyjny

Takich dymisji po objęciu rządów przez PiS było więcej. Witold Waszczykowski doprowadził do odwołania m.in. ambasadora w USA i byłego wiceszefa MSZ Ryszarda Schnepfa, szefa placówki w Kanadzie i byłego rzecznika MSZ Marcina Bosackiego, ambasadora w Hiszpanii i byłego szefa KPRM Tomasza Arabskiego oraz wpływowego ambasadora przy UE Marka Prawdy.

– Jedynym z niewielu elementów zdrowego rozsądku Waszczykowskiego było do niedawna to, że nie wymieniał ambasadorów masowo. Wiedział, że wtedy nie mógłby już realizować swoich zadań. Był jednak za to mocno krytykowany w PiS – mówi Trzaskowski.

Podczas kongresu Zjednoczonej Prawicy w Przysusze prezes PiS Jarosław Kaczyński zarzucił Waszczykowskiemu, że wciąż ma „dużo złogów". Zdaniem Trzaskowskiego najnowsze dymisje są efektem właśnie nacisków kierownictwa PiS.

Zapał rewolucyjny widać także w Sejmie. Specjalna podkomisja zaproponowała właśnie zmiany do rządowego projektu o służbie zagranicznej, który ma oczyścić kadry z osób współpracujących z bezpieką PRL. Podkomisja chce rozszerzyć lustrację na wszystkich zatrudnionych w placówkach, nawet księgowe i kierowców.

– Ta ustawa postawi całą polską dyplomację w stan paraliżu i niepewności. Rząd pozbawia się słuchu i wzroku, tym samym skazując się na prowadzenie polityki po omacku – przestrzega Rafał Trzaskowski.

Witold Waszczykowski odpowiada, że nie wie jeszcze, jakie dokładnie skutki personalne przyniesie nowelizacja. – Trudno to ocenić, gdy nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu ustawy, nad którą pracuje Sejm – mówi. – Chciałbym, aby dyplomacja miała inną twarz. Jesteśmy 28 lat po zmianach ustrojowych i jest już czas, by stanowiska objęła nowa generacja ludzi wykształconych – dodaje szef MSZ.

POLECAMY

KOMENTARZE