Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Gugała: Upadek etosu

Fotorzepa, Jakub Ostałowski
Kompetentnych, odpowiedzialnych, obiektywnych i niezacietrzewionych mediów nie dostaniemy w prezencie pod choinkę. Sami też ich nie zbudujemy, jeœli najpierw nie uœwiadomimy sobie, jak bardzo sš nam wszystkim potrzebne – pisze dziennikarz.

Oskarżenia o polityczne zawłaszczenie TVP oraz Polskiego Radia, czystki personalne po zmianie rzšdów, sezonowe „kariery" pod skrzydłami takiej czy innej władzy, propagandyœci i zdeklarowani zwolennicy takiej czy innej opcji na kierowniczych stanowiskach w mediach państwowych, nieobecnoœć opozycji w zarzšdach i radach nadzorczych, upolitycznienie konstytucyjnej Rady Radiofonii i Telewizji – to krytyczny i negatywny obraz tego, co osišgnęliœmy w wolnej Polsce w dziedzinie mediów publicznych.

Do tego wszystkiego należy dodać inne choroby: skomercjalizowanie ramówek, dominację niskiej jakoœci seriali i rozrywki, marginalizację wartoœciowych produkcji, takich jak reportaż, dokument, program popularnonaukowy, ekranizacja wybitnego dzieła literackiego, fabularna wersja życiorysu wybitnej postaci historycznej itd. Nad wszystkim unosi się zaduch niejasnych dla opinii publicznej zasad finansowania produkcji oraz zatrudnienia.

Osišgnięcia i pozytywne aspekty funkcjonowania tych mediów sš dużo mniej widoczne, choć oczywiœcie w TVP i Polskim Radiu pracuje wielu wspaniałych i uczciwych dziennikarzy, twórców, którzy mimo wszystko realizujš w pocie czoła misję swojego powołania. Jednak ich osišgnięcia i ciężka praca sš na co dzień narażane na szwank przez uwarunkowania polityczne.

Nieskrępowana debata

To wszystko odnosi się mniej lub bardziej do całego okresu wolnej Polski. Wszystkie nurty polityczne majš w tym swój udział. Roztrzšsanie, kto jest mniej a kto bardziej winny, jest pozbawione większego sensu i nie prowadzi do żadnych praktycznych wniosków ani do poprawy sytuacji. Dlatego odkreœlmy grubš kreskš polityczne rachunki krzywd. Naszkicuję zaœ pewien ideał, do którego jako społeczeństwo powinniœmy dšżyć. A także najważniejsze zagrożenia, które będš destabilizowały naszš wspólnotę, jeœli się w końcu nie opamiętamy i nie dogadamy dla wspólnego dobra.

Zacznijmy od Konstytucji RP, którš przyjęliœmy w ogólnonarodowym referendum i którš często lekceważymy, jakby była martwym prawem, które można omijać lub łamać w codziennej praktyce. Artykuł 14 brzmi: „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolnoœć prasy i innych œrodków społecznego przekazu". Ten zapis nie wymaga komentarza. Jego duch jest jasny i jednoznaczny: obowišzkiem Rzeczypospolitej, czyli wszystkich organów jej władzy oraz konstytucyjnych instytucji jest zapewnienie mediom nieskrępowanego funkcjonowania, a dziennikarzom pełnej swobody wypowiedzi.

Innymi słowy, umówiliœmy się w naszej konstytucji, że władza nie może ingerować w żaden sposób w funkcjonowanie mediów. Mało tego! Powinna reagować, gdyby wolnoœć słowa była w jakikolwiek sposób zagrożona. Bo wolnoœć ta jest jednš z największych wartoœci naszej cywilizacji i jednym z najważniejszych praw człowieka.

Idšc dalej, możemy dopowiedzieć, że każdy z nas ma prawo wyboru mediów, którym ufa, ale ma też obowišzek szanowania tych, których linia nie jest zgodna z naszymi poglšdami. Obowišzkiem władzy jest wspieranie nieskrępowanej debaty publicznej, a nie podporzšdkowywanie sobie mediów i zamienianie ich w narzędzia swojej propagandy.

Wolnoœć słowa jest wartoœciš wspólnš. W tej sprawie dojrzałe społeczeństwa osišgajš konsensus. My, Polacy, tej zgody dotychczas nie osišgnęliœmy i tolerujemy sytuację, w której każda władza zawłaszcza media państwowe i w taki czy inny sposób wykorzystuje je dla swoich interesów.

A przecież podstawowym powołaniem mediów jest patrzenie władzy na ręce. Dziennikarze majš to robić w imieniu wszystkich obywateli, a nie w imieniu opozycyjnych partii politycznych. Nam w Polsce nie udało się osišgnšć takiego ideału. Zbyt wielu jest u nas dziennikarzy, którzy sš politycznie zdeklarowani i patrzš na ręce tylko swoim politycznym przeciwnikom. Brak kultywowania niezależnoœci i neutralnoœci spowodował podzielenie dziennikarzy na partyjne bandy, które zamiast szukać prawdy, zajmujš się urabianiem opinii publicznej na rzecz swoich politycznych œrodowisk.

Wysoko zawieszona poprzeczka

Polityczni komentatorzy istniejš na całym œwiecie. Poszczególne media miewajš wyrazistš ideowš linię, ale dominować powinny media służšce wszystkim. Zwłaszcza media finansowane z podatków wszystkich obywateli powinny służyć ideałowi bezstronnego, uczciwego dziennikarstwa, a jednoczeœnie być miejscem, w którym spotykajš się przedstawiciele wszystkich poglšdów oraz nurtów politycznych czy œwiatopoglšdowych. Nie mogš dawać się zdominować żadnemu z nich, za to powinny chronić i promować postawy neutralne, których najważniejszym celem jest racjonalne, dogłębne i obiektywne badanie każdego problemu. Powinny też dawać miejsce poglšdom wszelkich mniejszoœci.

Dlatego tak ważne jest wysokie zawieszenie poprzeczki etycznych i profesjonalnych wymagań wobec mediów. Tylko te cieszšce się powszechnym zaufaniem mogš zapewnić swoim dziennikarzom bezpieczeństwo i niezależnoœć.

Media, o których powszechnie się sšdzi, że sš politycznie sterowane, takiego bezpieczeństwa nikomu nie zapewniš. Każdy dziennikarz ma prawo do błędów, bo każdy człowiek błędy popełnia. Jednak każdy powinien wykazywać się w swojej codziennej pracy najwyższš starannoœciš, profesjonalizmem i niezależnoœciš. W szczególnoœci od ludzi mediów publicznych, finansowanych z powszechnie œcišganej opłaty, powinniœmy wymagać najwyższych standardów.

Niestety, od zarania wolnej Polski tolerujemy notoryczne łamanie zasad. Nie istnieje żadna zawodowa korporacja, która stałaby skutecznie na straży etycznych kodeksów – niby obowišzujšcych w mediach. Zasady szczelnego oddzielenia dziennikarstwa od polityki, komercji i PR sš zbyt często łamane. To powoduje upadek etosu i rozpowszechnia złe wzory.

W œwiecie bez zasad zanikajš wartoœci. W ich miejsce rodzš się postawy oportunistyczne, nastawione na łatwy poklask i szybki zarobek. W tzw. mediach komercyjnych zbyt często ideał edukowania społeczeństwa zastępowany jest przez chęć zysku, objawiajšcš się pogoniš za sensacjš, pomijaniem trudnych tematów i celebryckim targowiskiem próżnoœci. Gorszy pienišdz wypiera lepszy.

Przystań frustratów i oblężona twierdza

Skutki społeczne tego zjawiska sš opłakane. Następuje rozbicie więzi społecznych. Rozpowszechniajš się nihilistyczne, nierealistyczne aspiracje. Brakuje solidnych wzorów postaw obywatelskich i pozytywnych przykładów rozumnego kreowania drogi zawodowej i życiowej. Zanikajš wartoœci spajajšce społeczeństwo i wytwarzajšce poczucie obywatelskich obowišzków wobec niego. Rozpowszechnia się podatnoœć na demagogię i populizm. Wreszcie następuje zachwaszczenie polszczyzny oraz postępuje powszechna ignorancja, a także gubimy odniesienia kulturowe, niezbędne do budowy oraz umacniania obywatelskiej i narodowej wspólnoty.

Rodzš się lekceważšce, sceptyczne a nawet wrogie postawy wobec własnego państwa, co w Polsce i tak jest poważnym problemem, który wynika z pookupacyjnej i rozbiorowej przeszłoœci. Innym skutkiem tego zjawiska jest negatywne postrzeganie osišgnięć wolnej Polski i niedocenianie tego, co udało się nam zrobić po obaleniu autorytarnego ustroju zwanego realnym socjalizmem.

Rozpowszechnienie takich postaw podminowuje społeczny pokój i uderza równie silnie we władzę, jak w opozycję. Ta ostatnia staje się w takiej sytuacji przystaniš bezsilnych frustratów, a władza – oblężonš twierdzš uprzywilejowanych właœcicieli państwa. Dyskurs polityczny staje się pojedynkiem frazesów wytwarzanych przez politycznych spin doktorów na potrzeby bezwolnych i biernych elektoratów. Efektem tego jest powszechna biernoœć, a mobilizujemy się raczej przeciwko czemuœ, zamiast codziennie angażować się w pozytywne, prospołeczne działania.

Społeczeństwo pogršżone w tego rodzaju paraliżu nie jest w stanie poważnie rozmawiać na najtrudniejsze tematy i ucieka w stronę narzucanych przez politycznych manipulatorów wœciekłych pyskówek. Politycy, zamiast angażować się w służbę dla swoich wyborców, uciekajš do medialnych kłótni, a ich aktywnoœć w Sejmie ogranicza się do automatycznego przyklepywania partyjnych poleceń.

Kluczowe sprawy zaœ, wymagajšce odważnych decyzji, sš odsuwane w czasie, bo podejmowanie ich nikomu politycznie się nie opłaca – ani rzšdzšcym, ani opozycji. Politycy robiš tylko to, co służy doraŸnym interesom oraz pozyskiwaniu wyborczego poparcia. Nieuchronne negatywne skutki takiej polityki sš tylko kwestiš czasu. Szczególnie perfidne jest to, że wiele podejmowanych z doraŸnych pobudek decyzji będzie poważnie obcišżać przyszłe pokolenia.

Kompetentnych, odpowiedzialnych, obiektywnych i niezacietrzewionych mediów nie dostaniemy w prezencie pod choinkę. Sami też ich nie zbudujemy, jeœli najpierw powszechnie nie uœwiadomimy sobie, jak bardzo sš nam wszystkim potrzebne. Tam, gdzie kłótnie i warcholstwo zastępujš pogłębionš dyskusję, która służy wypracowaniu konsensusu, nie narodzš się wielkie społeczne i humanistyczne idee. Po prostu między politycznym młotem a komercyjnym kowadłem trudno jest żyć i tworzyć.

Autor jest dziennikarzem telewizji Polsat, muzykiem, nauczycielem akademickim i dyplomatš. W latach 1999–2003 był ambasadorem RP w Urugwaju.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL