Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Polskie media poza prawem

Pierwsze spotkanie marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego z dziennikarzami spełzło na niczym – ocenia Tomasz Bodył.
PAP, Tomasz Gzell
Kryzys polityczny wywołany sprawš ograniczenia wstępu dziennikarzy do parlamentu œwiadczy o tym, że jako państwo nie wypracowaliœmy żadnych mechanizmów, które pozwalałyby mu normalnie funkcjonować – pisze publicysta.

Poniedziałkowe spotkanie marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego z dziennikarzami nieco zmniejszyło napięcie między mediami a politykami rzšdzšcej partii. Jednak wcišż pozostała wštpliwoœć, w jakiej roli występuje marszałek Karczewski. W zasadzie bowiem chodzi o sytuację w Sejmie, gdyż tak naprawdę Senat (z całym szacunkiem) raczej guzik wszystkich interesuje, bo to, co ważne, dzieje się w Sejmie.

Nieporównanie dziwniejsza było wczeœniejsza, doœć przypadkowa rozmowa dziennikarzy z marszałkiem w sobotniš noc. Wœród żurnalistów były osoby najwyraŸniej bliżej nieznane pozostałym. Nie bardzo wiadomo, jaki był cel tego spotkania ani w jakiej roli występował marszałek Senatu.

Na co nas stać?

Trudno powiedzieć, jakie to spotkanie miało status: prywatne, oficjalne? Sam przebieg rozmów też był przedziwny i chaotyczny, bo rozmawiano głównie o tym, kto ile razy dostał w twarz kamerš, a kto ile razu potknšł się o kable. Żeby dopełnić całej groteskowoœci tego spotkania, było ono relacjonowane chałupniczo za pomocš rozładowujšcej się komórki, przy rwšcym się głosie, z chyboczšcym się obrazem normalnym lub obróconym o 90 stopni.

Czy to naprawdę wszystko, na co stać doœć duży naród o 1000-letniej historii w centrum Europy na poczštku XXI wieku?

Nie ustalono nic istotnego. Dwie godziny gadania o niczym, żeby ustalić kolejny termin spotkania. Ja bym to załatwił prosto: Szanowni Państwo, spotykamy się wtedy i wtedy, i rozmawiamy. OK? OK. I do domu. 30 sekund. Góra.

Patrzyłem na to wszystko ze zgrozš, zadajšc sobie pytanie, czy to faktycznie sš doroœli ludzie, którzy sprawujš w moim państwie kierowniczš rolę, i czy na pewno uczestniczš w nim również doroœli ludzie, którzy majš tę władzę z jej działań rozliczać? Jedno jest pewne: ja bym ani jednym, ani drugim nie powierzył pod opiekę mojego dziecka nawet na 15 minut.

Dlaczego? Jeżeli założymy, że centralnym miejscem każdej demokracji jest parlament, a media sš fundamentem tejże demokracji, to wydaje się, że to spotkanie było kluczowe dla funkcjonowania naszego państwa. A stało się groteskš.

Teoretycznie spotkały się poważne strony: marszałek Senatu Stanisław Karczewski z czołowymi dziennikarzami różnych mediów. W takim razie jakim cudem nie padły ze strony tych dziennikarzy kluczowe pytania, które paœć powinny: w jakim trybie odbyło się to spotkanie i zgodnie z jakimi procedurami, na podstawie jakich przepisów, dlaczego akurat z marszałkiem Senatu i jakie on miał umocowanie prawne w tej sprawie? Bo wydaje się, że w każdym szanujšcym się państwie takie spotkanie powinno mieć jakieœ ramy prawne. Żadne z tych pytań nie padło. Jedyne, co starali się uzyskać dziennikarze, to wytargowanie możliwie jak najwczeœniejszej możliwoœci wejœcia do parlamentu.

Obie strony zachowywały się tak, jakby media i parlament zostały dopiero co wymyœlone, a w Polsce nie istniały żadne przepisy, żadne prawo, które to reguluje. Jakby najważniejsze było to, co się ustali podczas tych rozmów. A tak wcale nie jest. Wszystko jest doœć dokładnie ustalone.

W Polsce wszystkich bez wyjštku obowišzuje konstytucja. Nie ma w niej ani słowa o jakichœ spotkaniach marszałka Senatu z dziennikarzami. Jest za to artykuł 14, który mówi tak: „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolnoœć prasy i innych œrodków społecznego przekazu". Czy faktycznie zapewniła?

Nie doœć na tym. Mamy też artykuł 54, gdzie w punkcie 1 czytamy: „Każdemu zapewnia się wolnoœć wyrażania swoich poglšdów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". Powtórzę: każdemu przysługuje wolnoœć m.in. w pozyskiwaniu informacji.

Czy jeœli dziennikarz nie może wejœć do parlamentu, to może realizować tę przysługujšcš mu wolnoœć? Co więcej, w punkcie 2 tegoż artykułu jest wyraŸnie napisane: „Cenzura prewencyjna œrodków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy sš zakazane". Przypomnę też artykuł 8 konstytucji: „1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpoœrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej". To co w takim razie dziennikarze robili u marszałka Senatu?

Sięgam również po prawo prasowe. Co mówi ono o spotkaniach marszałka Senatu z przedstawicielami mediów? Otóż również nic. Ale warto przywołać tu dwa artykuły tej ustawy: „Art. 43. Kto używa przemocy lub groŸby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej, podlega karze pozbawienia wolnoœci do lat 3. Art. 44. 1. Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasowš – podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolnoœci".

To wcišż obowišzujšce w Polsce prawo. W takim razie jeszcze raz: czy ktoœ mógłby mi, do diabła, wyjaœnić, co ci dziennikarze robili w sobotniš noc u marszałka Karczewskiego? I najważniejsze pytanie: dlaczego tego prawa po prostu się nie stosuje? Czy na tym spotkaniu mówiono o tych zasadach, przywołano je? Nie. Najwybitniejsi przedstawiciele czołowych polskich mediów pytali o możliwoœć wejœcia do parlamentu oraz kłócili się, kto ile przepustek powinien dostać i ile będzie można wnieœć kamer. Czy któryœ z tych dziennikarzy lub marszałek przywołał obowišzujšce w Polsce prawo? Absolutnie nie. Obie strony zachowywały się tak, jakby żadne przepisy w tej sprawie nie istniały, tylko należałoby je teraz wymyœlić.

To jest właœnie coœ absolutnie nie do przyjęcia. Mamy prawo, którym nikt się nie przejmuje. Obie strony zachowywały się tak, jakby prawo ich nie obowišzywało, mało tego, jakby tego prawa w ogóle nie było.

Wcale mnie to nie dziwi. Po pierwsze, nawyk poszanowania prawa w naszym społeczeństwie nie jest jakoœ szczególnie mocno ugruntowany. Za to, jak widać na tym przykładzie, powszechne jest przekonanie, że wszystko da się załatwić „na gębę". Po wtóre, nie sšdzę, żeby ktoœ się prawem prasowym szczególnie mocno przejmował, a nawet mam wštpliwoœci, czy ktoœ z obecnych na tym spotkaniu to prawo znał. Dzieje się tak dlatego, że w dużej mierze dziennikarstwo zostało sprowadzone do stadnych pogoni za politykami i podstawiania im mikrofonów pod nos, żeby zdobyć upragnionš „setkę". I tyle, na tym dziennikarstwo się kończy. Stšd to spotkanie miało taki przebieg, a nie inny, i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dziennikarze w nim uczestniczšcy postawili się w roli klientów wobec polityków, władzy, marszałka Karczewskiego. Nie wyobrażam czegoœ takiego w żadnej z szanujšcych się demokracji œwiata.

Budować od nowa

Wniosek z tego jest jeden: jako państwo nie mamy nic, nie wypracowaliœmy żadnych mechanizmów, które pozwalałyby mu normalnie funkcjonować. Polska istnieje od 1000 lat, przeżyła wiele okupacji, a od 25 lat mamy jakš takš wolnoœć, demokrację i jej fundament, czyli wolne media, okupione zdrowiem i życiem wielu konkretnych osób. A to spotkanie jak na dłoni pokazało, że jesteœmy w punkcie wyjœcia i musimy to wszystko od nowa budować.

Cała nasza państwowoœć sprowadzona została do nocnego, chaotycznego spotkania przypadkowych osób, którym się wydaje, że decydujš o losie tego kraju i że nie obowišzujš ich żadne normy prawne. A wszystko to pokazane w chybotliwym obrazie rozładowujšcej się komórki.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL