Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Publicystyka

Czy 100-lecie Niepodległości będziemy świętować osobno?

Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
Nie wierzę we wspólne świętowanie stulecia naszej niepodległości – pisze publicysta.

Bywają wydarzenia nakazujące politycznym przeciwnikom, a nawet wrogom, podanie sobie rąk i okazanie narodowej jedności ponad politycznymi podziałami. Bez wątpienia takim wydarzeniem powinna być setna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę, którą będziemy obchodzić w przyszłym roku. Niestety, nic nie wskazuje na to, aby ta doniosła rocznica stworzyła okazję do zawieszenia politycznych sporów czy przynajmniej ich złagodzenia i zjednoczenia się – choćby na krótko – we wspólnym hołdzie dla pokoleń naszych poprzedników.

Trudno będzie także o wspólną refleksję o ostatnim stuleciu naszej historii. Utrudnia ją głębokość podziału nie tylko między obozem władzy i opozycją, ale także rozdzierającego wspólnotę narodową. Jak razem świętować, gdy wódz rządzącego obozu nazywa uczestników opozycyjnych demonstracji „Polakami gorszego sortu", a wielu jego zwolenników wierzy, że prezydent Lech Kaczyński padł ofiarą spisku zawiązanego przez ówczesnego premiera Polski i rosyjskiego dyktatora? Jak razem świętować, gdy główne opozycyjne ugrupowania twierdzą, że obóz władzy zmierza do wprowadzenia w naszym kraju rządów autorytarnych i systematycznie łamie konstytucję? (Należę do tej części polskiego społeczeństwa, która podziela właśnie ten pogląd).

Przez chwilę można było mieć nadzieję, że prezydent Andrzej Duda, emancypujący się spod całkowitej zależności od Jarosława Kaczyńskiego, dojrzewa do roli, jaką powierzyła mu konstytucja i mógłby patronować wspólnym, ogólnonarodowym obchodom stulecia odzyskania niepodległości. Prezydent rozwiał te nadzieje, przykładając rękę do zniszczenia trójpodziału władz i niezależności władzy sądowniczej. Formalnie Andrzej Duda będzie patronował oficjalnym obchodom jubileuszowym, ale jest bardzo mało prawdopodobne, aby był w stanie nadać im wymiar naprawdę ogólnonarodowy i ponadpartyjny.

Prawa jubileuszu

W tej sytuacji ton oficjalnym obchodom stulecia odzyskania niepodległości będzie nadawał Jarosław Kaczyński, bez względu na to, czy będzie wówczas premierem, czy „tylko" prezesem Prawa i Sprawiedliwości. Właściwie już wiemy, jaki będzie ten ton, gdyż 11 listopada w Krakowie prezes PiS wygłosił przemówienie, które wiele powiedziało o tym, czego możemy się spodziewać w roku jubileuszowym ze strony obozu władzy.

Możemy oczekiwać złożenia hołdu II Rzeczypospolitej i jej twórcom. Wskazania zasług i osiągnięć polskiego państwa, odrodzonego po 123 latach, jakie upłynęły od III rozbioru Rzeczypospolitej. Eksponowane będą blaski tego okresu, a zapewne pomijane cienie, ale można to zrozumieć i zaakceptować. Jubileusz ma swoje prawa.

Podczas obchodów stulecia odzyskania niepodległości nie można jednak ignorować bilansu obecnej polskiej państwowości. Jarosław Kaczyński jest zresztą tego w pełni świadomy. W swoim krakowskim wystąpieniu oświadczył na przykład, że w III Rzeczypospolitej niszczono patriotyzm i poczucie wspólnoty. W porównaniu z III Rzecząpospolitą – według jego słów – korzystniej wypadał stosunek PRL do polskiego patriotyzmu, gdyż był tylko „wypaczany", podczas gdy po 1989 roku „wprost zwalczany". Według Jarosława Kaczyńskiego to dopiero jego brat Lech zapoczątkował proces odradzania polskiego patriotyzmu. Tej tezy nie sposób nazwać inaczej niż kłamstwem. Jako człowiek, który nie tylko obserwował publiczną działalność Lecha Kaczyńskiego, ale dość dobrze znał go osobiście i współpracował z nim w pewnych fazach jego politycznej drogi, nie mam najmniejszych wątpliwości dotyczących jego ideowości, patriotyzmu i miejsca, które zajmuje on w historii Polski. Jednak teza, że to Lech Kaczyński zapoczątkował proces odrodzenia polskiego patriotyzmu, jest absurdalna. Czyżby patriotami nie byli przywódcy obozu solidarnościowego, który przejął odpowiedzialność za Polskę w 1989 roku, wytyczając nowe, kluczowe kierunki polityki państwa? Zwalczanie patriotyzmu po 1989 roku?

Czy było nim przywrócenie Święta 11 listopada, jeszcze w 1989 roku i Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia 1992 roku (chociaż już w 1990 r. uczcił je premier Tadeusz Mazowiecki)? Czym innym, jeśli nie przejawami patriotyzmu, była budowa polskich nekropolii „na nieludzkiej ziemi", upamiętnianie wielkich postaci II Rzeczypospolitej, polskich bohaterów II wojny światowej i podziemia niepodległościowego nazwami trudnych do zliczenia ulic i placów w naszych miastach i miasteczkach, czy odkłamanie polskiej najnowszej historii w nowych podręcznikach szkolnych? Patriotyczne motywy przyświecały też powołaniu Instytutu Pamięci Narodowej w 1998 roku. Poczucie odpowiedzialności za przyszłość narodu i państwa, a więc najgłębsze motywacje patriotyczne, kierowały też kolejnymi polskimi rządami, zmierzającymi do zapewnienia Polsce miejsca w NATO i Unii Europejskiej.

Konsekwencje demokracji

Ludzie wywodzący się z różnych kierunków politycznych zajmowali kluczowe stanowiska państwowe po 1989 roku. Mieli więc różny stosunek do ważnych wątków naszej najnowszej historii i inaczej wyobrażali sobie przyszłość. Jednak wszyscy okazywali szacunek godłu państwowemu i narodowym barwom. Wszyscy odwoływali się do motywacji patriotycznych. O żadnym z nich nie ośmieliłbym się powiedzieć, że niszczył czy zwalczał polski patriotyzm, chociaż do wielu nie mam sympatii i krytycznie oceniam ich polityczną działalność.

A może Jarosław Kaczyński nie miał na myśli postaw przywódców politycznych i zachowań instytucji państwowych, ale pojawienie się w przestrzeni publicznej wypowiedzi kwestionujących czy relatywizujących znaczenie więzi narodowej i obowiązków jednostki wobec ojczyzny? Rzeczywiście, takie wypowiedzi się pojawiały, ale były one naturalną konsekwencją odzyskanej wolności i demokratycznego ustroju państwa. Nigdy zresztą te poglądy nie zdominowały debaty publicznej w Polsce. Więź narodowa należy przecież do najważniejszych i najsilniejszych więzi społecznych.

W krakowskim przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego znajduje się sprzeczność nie do przezwyciężenia. Z jednej strony mówi, że z okazji stulecia niepodległości Polski trzeba się starać o narodową konsolidację, tak abyśmy mogli wspólnie przeżyć wielki czas, z drugiej strony mówi o „ciężkim brzemieniu kamieni", czyli dziedzictwie III Rzeczypospolitej, na które mają składać się: niszczenie wspólnoty narodowej, patriotyzmu oraz zgnilizna i korupcja, mające cechować rządy jego poprzedników i obecnych politycznych konkurentów.

Na takim fundamencie nie da się wytworzyć klimatu do wspólnego świętowania wielkiej narodowej rocznicy. Nie da się głosić chwały Rzeczypospolitej, poniżając realne państwo polskie, kształtowane przez Polaków od 1989 roku.

Wszystko więc wskazuje na to, że pod patronatem prezydenta Andrzeja Dudy odbędą się oficjalne uroczystości państwowe, które w rzeczywistości będą przede wszystkim celebracją obozu „dobrej zmiany". Inni Polacy będą także bez wątpienia świętować wielką narodową rocznicę. Nie pozwolą jej sobie zabrać. ©?

Autor jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, nauczycielem akademickim. W czasach PRL działacz opozycji, był ministrem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i posłem

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL