Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Publicystyka

Eugene Chapelier: Polski słownik migracyjny

AFP
Dlaczego kraj, który spopularyzował na świecie słowo „solidarność", skąpi jej zarówno prześladowanym uchodźcom, jak unijnym sojusznikom?

Minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak po raz kolejny zachęcał niedawno Unię Europejską do skorzystania z doświadczeń Australii, która „radzi sobie skutecznie z napływem migrantów". Gdyby obejrzał dokument „Szukając schronienia", pokazany niedawno w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego, wiedziałby, że australijska polityka migracyjna zakłada bezterminowe przetrzymanie „wyłowionych" ludzi w zamkniętych ośrodkach ulokowanych na obcych wyspach.

Wiedziałby też, że ONZ w sierpniu br. zaapelował do władz Australii o zamknięcie tych obozów, co jest realizowane. Czy naprawdę UE ma naśladować praktykę, od której odstępują jej pomysłodawcy?.

Uchodźca to nie zwyczajny migrant. Przysługują mu prawa umocowane w przepisach, ale także w tradycji europejskiej. W średniowieczu Żydzi wypędzeni ze całej Europy Zachodniej znajdowali azyl w Polsce; z kolei popowstaniowa Wielka Emigracja, a w wiek później – Rząd RP na uchodźstwie otrzymali schronienie na Zachodzie.

Według współczesnego prawa, uzyskać status uchodźcy może ten, „który na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem w kraju pochodzenia z powodu rasy, religii, narodowości, przekonań politycznych lub przynależności do określonej grupy społecznej nie może lub nie chce korzystać z ochrony tego kraju". Nie ma tu mowy o aspektach ekonomicznych; bywają zresztą bogaci uchodźcy, bo pieniądze nie zawsze chronią przed wojną i prześladowaniami.

Wśród „miliona" Ukraińców, których przyjęcie przez Polskę napawa dumą premier Beatę Szydło i prezesa Jarosława Kaczyńskiego, pewnie było wielu biednych ludzi, ale uchodźców było tylko dwóch. Ukraińcy uciekający przed wojną w Donbasie zawsze mogą bowiem znaleźć schronienie w innych regionach własnego kraju.

Inaczej jest w przypadku Syrii, gdzie od 2011 r. zginęło już 400 tys. osób. Trzeba naprawdę nic o niej nie wiedzieć, by twierdzić, że wszyscy jego obywatele są „migrantami ekonomicznymi" i odrzucić ich en bloc. Tak, jest możliwe, że tacy istnieją, ale o tym można się przekonać dopiero po indywidualnym sprawdzeniu wniosków.

Właśnie tego procesu dotyczy pomoc, o którą UE prosi państwa członkowskie. W ramach tzw. mechanizmu relokacji, Polska powinna przyjąć 6 tys. osób (głównie Syryjczycy) obecnie czekających na terytorium Włoch lub Grecji, a następnie rozpatrzyć ich wnioski o azyl.

Do tej pory nie przyjęła żadnej, mimo że plan relokacji nadal zobowiązuje. Razem z Czechami, Węgrami i Słowacją wymyśliła pojęcie „solidarności elastycznej". Ma to oznaczać, że oprócz przyjmowania uchodźców istnieją różne sposoby na rozwiązanie kryzysu migracyjnego.

Ale co konkretnie Polska robi, żeby ulżyć unijnym partnerom? Jej wkład w zachodnie starania o zaprzestanie działań wojennych w Syrii jest zerowy, a niemoc USA lub Francji w tej sprawie tylko potwierdza, że podstawowa przyczyna wielkiej tułaczki Syryjczyków raczej w najbliższym czasie nie zniknie.

Jednocześnie Polska przeznaczyła na pomoc dla krajów tranzytowych 12 mln euro... w przeciągu najbliższych 5 lat. Nawet, jeśli ta kwota na mocy decyzji politycznych nieznacznie wzrośnie, pozostanie kroplą w morzu. Liban, Jordania i Turcja wspólnie dają schronienie 4,5 milionom obywateli Syrii.

Inna rzecz, że ochrona zewnętrznych granic UE w ostatnim czasie zyskała na jakości za sprawą przekształcenia agencji Frontex w Europejską Straż Graniczną i Przybrzeżną. W działaniach w siedzibie Straży i w misjach terenowych bierze udział już kilkudziesięciu polskich funkcjonariuszy. Ale mimo że od otwarcia siedziby agencji w Warszawie mija 11 lat, nadal nie zostało zawarte porozumienie precyzujące szczegóły jej działalności. Prasa spekuluje nawet, że Frontex mógłby się wynieść z Polski.

Niezależnie od tego, jak duży jest rzeczywisty wkład Polski w opiekę nad uchodźcami, w żaden sposób nie łagodzi on wyzwań, z jakimi obecnie borykają się Włochy i Grecja. Pojawianie się kolejnych fal osób ubiegających się o azyl nie jest już tak mocno nagłaśniane przez media, ale wyzwania te są olbrzymie. Brak solidarności niektórych krajów unijnych wobec tej nadzwyczajnej sytuacji w oczywisty sposób skłania Rzym i Ateny do postulowania kar finansowych dla „państw Europy Wschodniej".

Skoro Polska przyjęła milion ukraińskich migrantów ekonomicznych (by sprostować słowa premier Szydło i prezesa Kaczyńskiego), dlaczego nie może przyjąć 6 tys. potencjalnych uchodźców? Czyżby polskie władze stosowały w polityce migracyjnej preferencje rasowe lub religijne?

Dziwię się, że kraj, który spopularyzował na świecie słowo „solidarność", skąpi jej zarówno osobom prześladowanym, jak unijnym sojusznikom. Dziwię się, że naród, który przywiązuje tak dużo wagi do historii i wartości, ma tak wybiórczą pamięć, lekceważąc prawo azylu, z którego wiele razy w przeszłości sam korzystał. Dziwię się, że ludzie stojący na straży „ochrony życia" często wykazują obojętność, bądź cynizm w stosunku do ludzi, których życie jest zagrożone. Dziwię się wreszcie, że partia, która nazywa się „Prawo i Sprawiedliwość" tak łatwo depcze i jedno, i drugie. Jak się wydaje, używamy tych samych słów, ale nie korzystamy z tego samego słownika.

Autor jest francuskim dziennikarzem mieszkającym w Polsce od 2015 r., redaktorem "Le Courrier de Pologne"

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL