Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Polityka wolna od obywateli

"Projekt ustawy o jawnoœci życia publicznego, przygotowywany w sekrecie z inicjatywy ministra koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, budzi cały szereg wštpliwoœci"
Fotorzepa, Jerzy Dudek
W sporze o możliwoœć udziału społeczeństwa w procesie stanowienia prawa stawkš jest istota polskiej demokracji – pisze Paweł Marczewski, historyk idei.

Projekt ustawy o jawnoœci życia publicznego, przygotowywany w sekrecie z inicjatywy ministra koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego i ujawniony 24 paŸdziernika, budzi cały szereg wštpliwoœci. Kwestiš wzbudzajšcš bodaj największe emocje mediów jest status sygnalisty, który w projekcie ministra znalazł się w wypaczonej formie, skazujšcej osoby sygnalizujšce przestępstwa korupcyjne w miejscu pracy (ale już np. nie nieprawidłowoœci zwišzane z naruszaniem prawa pracy, których zgłoszenie zgodnie z projektem ustawy nie kwalifikuje sygnalisty do ochrony) na całkowitš zależnoœć od prokuratury. Do tego dochodzš utrudnienia w dostępie do informacji publicznej – urzędy będš mogły odmówić jej udzielenia, jeœli uznajš, że wniosek składany jest w sposób „uporczywy" albo zażšdać za jej przygotowanie opłaty.

Ustawy w społecznej próżni

Poza tymi niepokojšcymi zapisami, stojšcymi w rażšcej sprzecznoœci z samym tytułem ustawy, jej fragmenty dotyczšce przejrzystoœci tworzenia prawa odsłaniajš problem sięgajšcy o wiele głębiej, niż szczegółowe zapisy dotyczšce kwestii techniczno-prawnych, takich jak choćby status sygnalisty. Projekt ustawy zdradza mianowicie archaiczne rozumienie polityki jako działalnoœci, która powinna pozostać odizolowana od całoœci życia społecznego, a udział w niej osób i organizacji utrzymujšcych się dzięki œrodkom zagranicznym należy piętnować i ograniczać.

Zgodnie z projektem ustawy każda organizacja, która chce zgłosić opinię do tworzonego prawa, zobowišzana będzie do ujawnienia darczyńców, łšcznie z podaniem ich numerów NIP. Tego wymogu nie sš oczywiœcie w stanie spełnić organizacje, które otrzymujš dotacje z zagranicy, również ze Ÿródeł unijnych. Osoby zamierzajšce zgłaszać uwagi będš natomiast zobowišzane do ujawnienia Ÿródeł swoich dochodów z dwóch lat. Niedopełnienie tych obowišzków może skutkować karš pozbawienia wolnoœci.

Regulacje te, dajšce władzy narzędzia dyscyplinowania i piętnowania obywateli, którzy chcieliby mieć wpływ na tworzenie prawa, idš zdecydowanie dalej niż obowišzujšce do tej pory przepisy. Nie chodzi już jedynie o zabezpieczenie przed prowadzeniem kampanii wyborczych lub niezgłaszanie projektów ustaw w interesie zagranicznych podmiotów, ale o ograniczenie wpływu obywateli na proces stanowienia prawa właœciwie jedynie do głosowania w wyborach. Wyłonieni raz na kilka lat przedstawiciele będš mogli tworzyć ustawy bez ucišżliwej koniecznoœci wchodzenia w dialog ze społeczeństwem. To krok w stronę autonomizacji polityki, oderwania jej od splotu rozmaitych, niekiedy sprzecznych interesów społecznych, które stanowiš osnowę demokracji.

Carl Schmitt patrzy na polskie NGOsy

Polityka suwerenna zarówno wobec „obcych", zagranicznych wpływów, jak i innych sfer życia społecznego – techniki, ekonomii, medycyny, ale i etyki – to marzenie nowoczesnych reakcjonistów. Bodaj najwybitniejszym z nich był sympatyzujšcy z nazizmem niemiecki prawnik i teoretyk polityki Carl Schmitt postulujšcy, by jedynš siłš sprawczš w polityce była wola suwerena, rozumianego jako władza podejmujšca decyzje w imieniu wspólnoty i nieskrępowana żadnymi innymi uwarunkowaniami poza definiowanš przez niš samš koniecznoœciš politycznš. Dziœ wizja Schmitta wyszła z łamów niskonakładowych, konserwatywnych kwartalników i nawiedza ministerialne departamenty rzšdu PiS.

Jego duch unosi się również nad dyskusjami o tym, czy powinno się œciœlej ograniczyć możliwoœci uprawiania polityki przez organizacje pozarzšdowe finansowane lub współfinansowane z zagranicy. Wywołane doniesieniami Instytutu Ordo Iuris spory o zagraniczne finansowania organizacji feministycznych, które zaangażowały się w „czarny protest" przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, jak również o udział tych organizacji w Obywatelskiej Inicjatywnie Ustawodawczej „Ratujmy Kobiety", ujawniły istotny problem. Jak zwrócił uwagę Piotr Trudnowski w tekœcie opublikowanym na łamach portalu Jagielloński24.pl „Zagraniczne pienišdze kręcš polskš politykš", polskie prawo zakazuje finansowania z zagranicy obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, ale dopuszcza zasilane w ten sposób protesty przeciwko przyjmowaniu ustaw. Zdaniem Trudnowskiego między jednym i drugim rodzajem działalnoœci politycznej nie ma zasadniczej różnicy, a ich odmienne potraktowanie przez ustawodawcę stworzyło lukę, która domaga się domknięcia.

Trudnowskio postuluje, by jš domknšć, rozszerzajšc zakaz finansowania działalnoœci politycznej również na obywatelskie protesty przeciwko projektom ustaw. To krok jeszcze bardziej radykalny, niż propozycja ministra Kamińskiego, by możliwoœć opiniowania ustaw uzależnić od ujawnienia Ÿródeł finansowania, ale pozostajšcy w tej samej logice odrywania polityki od życia społecznego w imię jej suwerennoœci i autonomii.

Wyimaginowana suwerennoœć

Problem polega jednak na tym, że owe suwerennoœć i autonomia pozostajš czysto wyimaginowane. Władza nie tylko jest dziœ zmuszona, ale często wręcz wyrywa się do tego, by regulować i ingerować w sfery niepolityczne, takie jak choćby zdrowie obywateli. Zaostrzenie zakazów tego nie zmieni, może natomiast poważnie ograniczyć swobody obywatelskie. Jeœli organizacje pozarzšdowe miałyby ograniczyć się do działalnoœci promujšcej, jak to okreœla Trudnowski, swojš „agendę", a nie wypowiadać się w kwestii konkretnych projektów prawa, oznacza to ich poważne osłabienie wobec władzy i odebranie obywatelom istotnego narzędzia sprawowania nad niš kontroli. Co więcej, powstaje pytanie, kto miałby decydować o tym, które działania stanowiš dozwolone promowanie własnej sprawy, a które ingerencję niezgodnš z polskim interesem publicznym. Przecież przekazy krytyczne wobec tej czy innej ustawy niekoniecznie muszš przyjmować formę ulicznego protestu. Czy krytyczny raport o ustawie, udostępniony mediom i politykom, a sfinansowany z zagranicznego grantu, to jeszcze dozwolone promowanie „własnej agendy", czy już działanie wbrew polskiemu interesowi publicznemu?

W gruncie rzeczy postulat autonomizacji polityki nie oznacza nadania jej sztywnych ram prawnych i zabezpieczenia innych sfer życia społecznego przed ingerencjami władzy, ale raczej podporzšdkowanie wszystkich sfer polityki – i to nie tylko w wymiarze ideowym, ale też zupełnie przyziemnym, finansowym. Załóżmy, że jakaœ organizacja pozarzšdowa, utrzymywana na przykład ze œrodków Œwiatowej Organizacji Zdrowia ONZ, chciałaby przedłożyć opinię o nowej ustawie regulujšcej finansowanie służby zdrowia, którš uważa za szkodliwš. Projekt ministra Kamińskiego skutecznie odbierze jej takš możliwoœć, a gdyby dodatkowo „uszczelniono" ustawę o wykonywaniu inicjatywy obywatelskiej przez obywateli, nie będzie również miała żadnych innych narzędzi, by przekonywać opinię publicznš o wadliwoœci ustawy. W ten sposób zdrowie publiczne będzie musiało ustšpić wobec politycznej woli Schmittańskiego suwerena.

Obywatelskie nie oznacza apolityczne

Kryterium „politycznoœci" działań organizacji społecznej okazuje się być bardzo nieostre, a jego zastosowanie w celu wyłšczenia z procesu stanowienia prawa tych organizacji, które otrzymujš œrodki zagraniczne, jest potencjalnie bardzo szkodliwe dla jakoœci i wolnoœci debaty publicznej. O wiele bardziej przejrzyste i lepiej gwarantujšce wolnoœci obywatelskie jest kryterium, które przyœwiecało zakazom finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych z zagranicy.

Jeœli dana organizacja – partia polityczna, jej komitet wyborczy – otrzymuje subwencje z budżetu państwa albo w przypadku sukcesu wyborczego dostaje takš możliwoœć, a majš nie tylko działać na rzecz polskiego interesu publicznego, ale i aspirujš do sprawowania władzy ustawodawczej, wówczas zakaz finansowania zagranicznego jest nie tylko uzasadniony, ale wręcz konieczny. Jest jednak fundamentalna różnica między sprawowaniem władzy ustawodawczej a opiniowaniem procesu stanowienia prawa; różnica, którš pomysły na reglamentowanie lub zakazanie udziału organizacji obywatelskich w tym procesie całkowicie zacierajš. To zatarcie oznacza nie tyle uchronienie polityki przed niepożšdanymi wpływami, sprzecznymi z interesem publicznym, ale upolitycznienie wszystkiego. Organizacje społeczne zostajš w tej logice utożsamione z partiami i zakłada się, że powinny je obowišzywać podobne zasady mimo zasadniczej, dzielšcej ich różnicy – te pierwsze sprawujš władzę lub aspirujš do jej sprawowania, te drugie biorš udział w życiu społecznym w całej jego różnorodnoœci, również jako aktorzy polityczni bioršcy udział w debacie publicznej.

Zatarcie tej różnicy prowadzi do poważnego zubożenia życia społecznego. Państwo według recept Schmitta to niekoniecznie państwo totalitarne, ale takie, w którym wszystkie obszary życia społecznego stajš się podrzędne i służebne wobec polityki. W sporze o możliwoœć udziału aktorów społecznych w procesie stanowienia prawa nie chodzi zatem wyłšcznie o kwestie techniczne, o możliwoœć zgłoszenia poprawek do tej czy innej ustawy, szansę uczestnictwa w posiedzeniu tej czy innej komisji parlamentarnej, ale o samš istotę polskiego państwa – czy będzie ono wielogłosowš demokracjš, w której racje polityczne wchodzš w publiczny spór z etycznymi, medycznymi, technologicznymi, czy też słychać w nim będzie tylko monolog władzy.

Paweł Marczewski - socjolog i historyk idei, ekspert Fundacji Batorego, członek zespołu redakcyjnego "Przeglšdu Politycznego".

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL