Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Janik: Czas na socjalizm

AFP
Oferta Berniego Sandersa czy Jeremy'ego Corbyna to szerszy zamysł powrotu do idei równoœci obywatelskiej i sprawiedliwoœci społecznej, także w stosunkach międzynarodowych – pisze były polityk SLD.

Kazimierz Kik w tekœcie opublikowanym w zeszłym tygodniu zajšł się kryzysem lewicy, który zresztš wieszczy od lat. To, co dziœ obserwujemy, to rzeczywiœcie kryzys lewicy rozumianej jako formacja polityczna, ale i jej sukces, gdy spojrzymy na niš jako na zespół idei i postulatów politycznych. Europa rzšdzona przez chadecję jest bardziej socjalistyczna, niż marzyli kiedyœ ojcowie socjaldemokracji.

Wydaje mi się, że profesor Kik błšdzi w diagnozie, zbyt płytko traktujšc doœć skomplikowanš problematykę. To nie jest kryzys lewicy, ale kryzys polityki odwołujšcej się do zespołu idei, które potocznie nazywamy lewicš czy prawicš. To nie kryzys partii politycznych, lecz kryzys współczesnego państwa jest zasadniczym problemem polityków.

Banalnie, ale zaczšć trzeba od globalizacji: ona postawiła na porzšdku dziennym konflikt między biednymi a bogatymi (w polityce zwany elegancko konfliktem Północ–Południe). Konflikt ten unieważnił niektóre osie sporu ideologicznego w społeczeństwach Zachodu i wprowadził nowe. Wygenerował nieznane wczeœniej formy konfliktów zbrojnych, w tym terroryzm międzynarodowy. Unieważnił dotychczasowe sposoby radzenia sobie z konfliktami. Wszak przeciwnikami nie sš inne państwa, grup terrorystycznych nie da się okupować, nie wiadomo też, z kim paktować, aby zapewnić sobie pokój i spokój. Coœ, co nazywamy ładem œwiatowym, zaczęło się chwiać w posadach, a jednolitej definicji wroga – podobnie jak jej desygnatu – nie widać. Państwa, tradycyjne formacje polityczne, sš wobec nich bezradne.

Mniej widoczny kryzys prawicy

Państwa – i aspirujšce do rzšdzenia nimi partie polityczne – sš też bezradne wobec postępu technologicznego. Dotychczas istotnš funkcjš władzy była dystrybucja informacji. Państwa miały prawie wyłšcznoœć na system i treœci edukacji, na informacje będšce ważnym instrumentem kształtowania postaw swoich obywateli. Internet zachwiał tym monopolem. Ten sam proces dotknšł dystrybucji bogactwa. Już nie władza (choć w Polsce rozmaicie to bywa) nadaje fortuny swoim obywatelom, coraz więcej pieniędzy powstaje i pozostaje poza politycznym dominium.

Ten kryzys ma także swój wymiar etyczny. Do niedawna państwa wyznaczały i egzekwowały granice moralnoœci. Postęp postawił zupełnie nowe pytania: o granice medycyny (np. transplantologii), o sztukę sprawiedliwego unicestwiania przeciwnika, o granice prywatnoœci. Strzelajšc do wroga, już nie trzeba patrzeć mu w oczy, słabszego się nie oszczędza, a wygrywa nie odważniejszy, mšdrzejszy czy sprytniejszy, lecz ten lepiej uzbrojony. Podsłuch to już nie domena służb państwowych, lecz coraz częœciej zazdrosnej małżonki lub konkurencyjnego przedsiębiorcy.

Tak więc kryzys państwa jest istotš bezradnoœci polityków. Ta bezradnoœć nie dotyczy tylko lewicy. Podobne kłopoty przeżywajš wszystkie formacje polityczne. Teza, że prawica ma się dobrze, jest fałszywa. To, że rzšdzi w wielu krajach (o czym pisze Kik), wcale nie znaczy, że wie, jak rozwišzać problemy trapišce œwiat. To znaczy tylko tyle, że niektóre społeczeństwa zachodniej Europy wierzš, że powrót do status quo jest możliwy. I że tylko trwanie przy dobrze znanej tradycji daje minimalne poczucie bezpieczeństwa. To fenomen niemieckiej CDU, ale i – w jakiejœ mierze – Władimira Putina. To fenomen konserwatyzmu czy reakcjonizmu – ale nie jako etykiet, tylko jako postaw pozostajšcych w luŸnym zwišzku z Weberowskš klasyfikacjš partii politycznych.

Trzy nowe oferty

Ale inne społeczeństwa szukajš nowych rozwišzań. Wybór Donalda Trumpa czy Emmanuela Macrona to nic innego, jak próba szukania innej niż dotychczas odpowiedzi na narastajšce kłopoty ze współczesnoœciš. Społeczeństwa, elity polityczne, próbujš jakoœ się odnieœć do wspomnianych wyżej problemów, sformułować nowš politycznš ofertę, która uwzględniałaby lęki społeczne, niepokój zwišzany ze zjawiskami, o których na razie czytamy lub przed którymi już na wprost stoimy. Moim zdaniem da się te oferty połšczyć w trzy najpopularniejsze grupy, pamiętajšc, że rzecz rysujemy bardzo grubš kreskš i ma ona charakter porzšdkowy.

Pierwsza odpowiedŸ to populistyczny liberalizm. W te stronę zmierza zapewne nowy prezydent Francji, tak jak kiedyœ tę drogę wybrała Angela Merkel. To polityka daleka od ideologicznego pryncypializmu i trudna do przyporzšdkowania. Najkrócej rzecz ujmujšc, chodzi o to, że za bezpieczeństwo socjalne, swobody polityczne i poluzowany reżym moralny (małżeństwa jednopłciowe, aborcja itd.) obywatele majš zapłacić dyscyplinš ekonomicznš, obejmujšcš ograniczenie praw pracowniczych i funkcji redystrybucyjnych państwa. Spodziewany „przypływ ma podnieœć wszystkie łodzie" – że przytoczę popularne zawołania liberałów. Przyjmowanie imigrantów to nie kwestia moralna czy charytatywna, lecz czysto ekonomiczna: ktoœ musi pracować, aby nam się wiodło lepiej. To realizm polityczny – utrzymanie dotychczasowych stosunków społecznych kosztem niezbędnych, ale jak najmniejszych ustępstw. Jasne, zrozumiałe, akceptowane. Nazwijmy takš postawę konserwatyzmem i miejmy do niej szacunek. Lewica uznaje jš za błędnš, nadmiernie ostrożnš, ale nie może odmówić jej pewnego racjonalizmu i społecznej akceptacji.

Drugim rodzajem odpowiedzi jest nacjonalizm. Nie jest to jednolite zjawisko. Aby mogło powstać, musi mieć wroga, ulokowanego we współczesnoœci (Francja) lub w przeszłoœci (Polska). Karmi się lękami współobywateli i wiecznie jest przez to żywe. Politycznie rzecz bioršc, to zjawisko krótkowzroczne, œwiadomoœciowo – demolujšce. O tyle istotne, że dostarcza œwieżych emocji, bulwersuje, porusza, straszy i oœmiela. Pożenione z lewicowymi hasłami staje się faszyzmem, odwołujšce się do zinstytucjonalizowanego systemem wartoœci (np. religii) – nazizmem. Przez to nie może być partnerem ani dla postępowców, ani dla konserwatystów – narusza bowiem, deformuje i często unieważnia hierarchię wartoœci przez nich wyznawanš. W czasach zamętu, słaboœci państwa zdobywa popularnoœć, a w istocie na państwie żeruje i kruszy jego fundament, którym jest umowš społeczna.

Wreszcie rodzi się trzecia propozycja ideowa – socjalizm. Słowo to w Polsce ma fatalnš konotację, do której przyczynili się też ludzie o moim życiorysie. To zostawmy na innš okazję, tu spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile ta oferta może być konstruktywna, służyć budowaniu pozytywnej reakcji na lęki i niedomagania współczesnego œwiata, tym bardziej że elektorat Berniego Sandersa w USA i Jeremy'ego Corbyna w Wielkiej Brytanii tak łatwo się nie rozejdzie. Więcej równowagi w stosunkach społecznych, w tym ekonomicznych i politycznych (mniej elit, więcej obywateli), więcej redystrybucyjnych funkcji państwa – to istota tej propozycji.

Nieuchronne zmiany

Czy jest ona destrukcyjna wobec istoty naszej wspólnoty? Nie! Czy domaga się weryfikacji dotychczas uznawanej hierarchii wartoœci, hierarchii pożšdanych celów życiowych? Tak! Ale tak naprawdę postulat dbania o równe szanse, o sprawiedliwoœć społecznš jest w perspektywicznym interesie wszystkich i stanowi skutecznš tamę przed nacjonalizmem i jego lokalnymi odmianami. Postulat pogłębiania europejskiej integracji czyni Europę zdolnš do dbania o równowagę œwiatowš i minimalny poziom pokoju społecznego w wymiarze globalnym. To nie jest li tylko polityka socjalna – jak sšdzi Kazimierz Kik. To szerszy zamysł powrotu do idei równoœci obywatelskiej i sprawiedliwoœci społecznej, także w stosunkach międzynarodowych. Tyle tylko, że pozbawiony – mam nadzieję – złudzenia, że lewica polityczna ma sama doœć siły, aby go zrealizować. Ale może się stać – jak już w historii bywało – zaczynem zmian, które sš nieuchronne, a które polubiš konserwatyœci. Š?

Autor jest byłym politykiem SLD, doktorem nauk politycznych, wykładowcš Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego

Tytuł, lead i œródtytuły pochodzš od redakcji

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL