Publicystyka

Pogoda dla eurosceptyków

Fidesz Viktora Orbána przejmuje z rąk brytyjskich konserwatystów rolę głównego sojusznika partii Jarosława Kaczyńskiego. Ale w Europie nie tylko PiS liczy na współpracę z węgierskim premierem
Fotorzepa, Radek Pasterski
Po przyszłorocznych wyborach w Parlamencie Europejskim zapewne poważnie wzrośnie rola partii sceptycznych wobec unijnej integracji. Mogą się one stać sojusznikiem Prawa i Sprawiedliwości – pisze europeista.

Kolejne kryzysy zmieniają scenę polityczną w Europie. Dawne ugrupowania tracą wyborców lub nawet przechodzą do historii. Pojawiają się nowe partie, które powodują, że rywalizacja wyborcza jest bardziej intensywna i trudniej o klarowną większość powyborczą.

Przykładem jest sytuacja w pokryzysowej Hiszpanii. Dwa tradycyjnie dominujące ugrupowania, czyli prawicowa Partia Ludowa oraz Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza, musiały ustąpić pola dwóm nowym konkurentom, lewicowemu Podemos i centrowej Ciudadanos (Obywatele). To przyniosło trudności wyłonienia trwałej większości parlamentarnej, kryzysy rządu mniejszościowego i zapowiedź kolejnych przedterminowych wyborów w niedalekiej przyszłości.

Nowe partie? To nie jest zagrożenie

Inny przykład to prezydencki sukces Emmanuela Macrona, który przyczynił się do upadku tradycyjnych partii we Francji. Jego ugrupowanie La République en Marche! łączy stare elity z nowym szyldem wyborczym, a jednocześnie podejmuje hasła zaczerpnięte z wielu stron politycznego spektrum. W niektórych sprawach Macron jest liberalny, w innych protekcjonistyczny. Niedawno François Hollande, jego poprzednik, określił obecną głowę państwa jako „prezydenta ludzi bardzo bogatych".

Do jego sukcesów zalicza się m.in. obniżenie podatku od zysku firm i likwidację podatku majątkowego dla najbogatszych. Jednocześnie Macron ogranicza swobodę przepływu pracowników na rynku wewnętrznym i dąży do wzmocnienia prawa pracy, podwyższenia podatków i standardów socjalnych w państwach bardziej liberalnych od Francji. Wyrazistym elementem jego programu jest proeuropejskość i próba popychania projektu integracyjnego w kierunku od dawna preferowanym przez establishment francuski.

Taka postawa rodzi konsekwencje w polityce wewnętrznej. Umacnia w roli najważniejszego rywala Marine Le Pen i przesuwa na pozycje eurosceptyczne innego konkurenta, czyli Laurenta Wauquieza reprezentującego Republikanów. Scena polityczna nad Sekwaną coraz bardziej dzieli się na ugrupowania proeuropejskie i te bardziej sceptycznie podchodzące do dotychczasowego rozwoju integracji.

Kolejny przykład to Włochy. Ostatnie wybory wygrali mało doświadczeni politycy, uznawani za populistów. Liga ma program mocno prawicowy, natomiast Ruch Pięciu Gwiazd jest lewicowy. Łączy te ugrupowania krytyczne podejście do integracji europejskiej, zwłaszcza polityki Brukseli oraz Berlina wobec kryzysu w unii walutowej i migracyjnego. Podobnie jak w przypadku większości innych nowych partii celem włoskich nuworyszów jest zmiana wcześniejszej polityki i odsunięcie dawnych elit od władzy. Tak jak we Francji scena polityczna dzieli się według stanowiska wobec przyszłości Europy. Nowi politycy pragną zmiany w politykach unijnych, ale również oczekują innej Unii – mniej scentralizowanej i pozostawiającej więcej swobody państwom narodowym.

Zmiany polityczne w poszczególnych państwach członkowskich współgrają z oczekiwaniami Europejczyków. Ostatni sondaż Eurobarometru wyraźnie pokazuje, że największa grupa respondentów (42 proc.) uważa, iż sprawy w UE idą w złym kierunku. Najbardziej krytycznie nastawieni są Włosi, Grecy, Hiszpanie i Szwedzi. Są to nacje, które w największym stopniu odczuły skutki kryzysu migracyjnego lub tego w strefie euro. Co ciekawe, bardzo krytyczni są Francuzi, co oznacza możliwość kolejnych kłopotów nad Sekwaną.

Niektóre społeczeństwa są niezadowolone z sytuacji wewnętrznej. Do najbardziej krytycznych zaliczyć należy Greków i Hiszpanów. Ganią również stan demokracji narodowej lub demokracji w UE. Ta druga jest generalnie gorzej oceniana w krajach strefy euro, aniżeli w pozostałej części UE. Być może dlatego wśród jej krytyków na wysokiej pozycji znaleźli się Słowacy.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie powinno dziwić, że większość Europejczyków nie uznaje nowych partii politycznych za zagrożenie dla demokracji. Wręcz przeciwnie, uznaje, że jest to szansa znalezienia lepszych rozwiązań dla występujących problemów. Wśród nacji mających największy apetyt na zmianę polityczną wymienić należy m.in. Greków, Hiszpanów, Włochów, Holendrów, Portugalczyków, Finów i Słowaków.

Warto też podkreślić, że na tym tle Polacy mają całkiem dobre zdanie o krajowej demokracji, a także o tym, czy narodowe lub europejskie sprawy biegną we właściwym kierunku. Trudno nie uznać, że trzymanie się z dala od wspólnej waluty i od kryzysu migracyjnego pozwala Polakom nie tylko na lepszą ocenę sytuacji w kraju, ale również na większe od innych narodów poparcie dla integracji europejskiej.

Współpraca trudna, ale możliwa

To wszystko pokazuje również możliwości ukształtowania nowego składu Parlamentu Europejskiego (PE) w przyszłorocznych wyborach. Wprawdzie polityka antykryzysowa i przyszłość Unii zależy głównie od rządów narodowych, ale rola europarlamentu w bieżącej polityce systematycznie wzrasta. Według ekspertów to właśnie w tym parlamencie w największym stopniu zacierają się tradycyjne granice między ugrupowaniami lewicowymi, liberalnymi i prawicowymi. Z wyborów na wybory zwiększa się natomiast podział między ugrupowaniami tradycyjnej wizji integracyjnej a tymi, które oczekują całkiem innej Unii.

Szeregi proeuropejskiego głównego nurtu zapewne się wkrótce ponownie zmniejszą. Dotyczy to przede wszystkim partii socjalistycznych, które wyraźnie tracą w kolejnych wyborach narodowych na rzecz nowych, bardziej eurosceptycznych ugrupowań. Socjaliści przestaną być drugą siłą w PE. Wiodącym ugrupowaniem pozostanie zapewne Europejska Partia Ludowa, która gromadzi ugrupowania centrowe i prawicowe (w tym polską Platformę Obywatelską). Jednak także liczba mandatów tej grupy politycznej może ulec zmniejszeniu.

Należy oczekiwać wzmocnienia partii liberalnych za sprawą ofensywy prezydenta Macrona. Jego przedstawiciele negocjują od pewnego czasu możliwości połączenia w europarlamencie grupy liberalnej ALDE z francuskim En marche!, hiszpańskim Ciudadanos i Partią Demokratyczną, która właśnie straciła rządy we Włoszech.

Swoją reprezentację wzmocnią partie eurosceptyczne. Spoglądając na wzrost notowań tych ugrupowań na scenach krajowych, można się spodziewać większej liczby europosłów m.in. Alternatywy dla Niemiec, włoskich Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi, austriackiej Partii Wolności, Szwedzkich Demokratów, francuskiego Zgromadzenia Narodowego (dawnego Frontu Narodowego).

Do tej pory wyzwaniem dla tych ugrupowań były spory programowe i personalne. Alternatywa dla Niemiec uznawała partię Le Pen za ugrupowanie antysemickie i odmawiała jakiejkolwiek współpracy. Ponadto poza krytyką dotychczasowych spraw europejskich trudno było się doszukać u eurosceptyków bardziej konstruktywnych propozycji, które mogłyby pchnąć integrację w innym kierunku. Wyzwaniem będzie więc konsolidacja tych ugrupowań w PE, ale gdyby się ona powiodła, to taka frakcja mogłaby być nawet drugą siłą parlamentarną. Wspomniane ugrupowania łączy przywiązanie do wizji Europy ojczyzn i krytyczny stosunek do imigracji. Największym problemem będzie chyba wypracowanie wspólnego stanowiska wobec przyszłości unii walutowej. Intensywne działania mające na celu zawiązanie współpracy prowadzi już kilku liderów. Świadczy o tym niedawna inauguracja Unii na rzecz Europejskich Narodów przez Marine Le Pen w Nicei.

Kuszenie Orbána

Dla polityki europejskiej polskiego rządu kształt nowego PE i przynależność partii rządzącej do którejś frakcji mogą mieć duże znaczenie. Do tej pory największym sojusznikiem PiS w Europie byli brytyjscy konserwatyści. Oba ugrupowania osiągnęły w ostatnich wyborach niemały sukces, tworząc w Parlamencie Europejskim trzecią siłę, czyli frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Teraz rolę głównego sojusznika przejmuje węgierski Fidesz Viktora Orbána. Niedawno pojawiła się informacja, że PiS rozważa wejście do Europejskiej Partii Ludowej, w której znajduje się nie tylko Fidesz, ale również PO. Ta ostatnia zapewne będzie mocno utrudniała takie członkostwo. Na przeszkodzie dla tego sojuszu może też stanąć kwestia zarzutu naruszenia przez polskie władze wartości europejskich i trwająca procedura art. 7.

Papierkiem lakmusowym dla ewentualnego wejścia PiS do Europejskiej Partii Ludowej będzie więc to, czy uda się w miarę sprawnie osiągnąć kompromis z Brukselą. Wpływowi przedstawiciele Komisji Europejskiej wywodzący się z tej właśnie grupy politycznej, na czele z Jeanem-Claudem Junckerem i Martinem Selmayrem, wspierali tego typu rozwiązanie. Jednak na razie bierze górę podejście socjalisty Fransa Timmermansa, którego nieprzejednane stanowisko wobec Polski jest także w dużym stopniu wynikiem kalkulacji przed wyborami do PE i nowym rozdaniem funkcji w instytucjach unijnych.

Istnieje potencjalnie druga opcja dla PiS. Unia na rzecz Europejskich Narodów stara się od pewnego czasu pozyskać do współpracy w przyszłym Parlamencie Europejskim partię Viktora Orbána. To mogłoby jednocześnie wzmocnić tę frakcję i osłabić dotychczasowy mainstream polityczny. W tej sytuacji PiS mógłby rozważać budowanie silnej grupy oczekującej zmiany kierunku integracji europejskiej. Tym bardziej że program polskiej partii rządzącej jest w wielu sprawach bliższy partiom opozycyjnym np. we Francji i w Niemczech, aniżeli rządom w obu krajach.

Autor jest profesorem w Instytucie Europeistyki UW. Artykuł wyraża jego osobiste poglądy, a nie instytucji, z którymi jest związany

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL