List otwarty Jana Lityńskiego do Andrzeja Dudy

aktualizacja: 17.06.2017, 06:05
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Głowa państwa ma prawo do własnych poglądów, jeżeli tylko pracuje na rzecz dobra wspólnego. Pan tego warunku nie spełnia – pisze w liście otwartym do Andrzeja Dudy były działacz opozycji demokratycznej.

REDAKCJA POLECA

Panie Prezydencie!

W ostatnim czasie zgłosił Pan dwie inicjatywy referendum. Jedno miałoby odbyć się w trakcie wyborów samorządowych, drugie podczas wyborów parlamentarnych. Już te daty budzą podejrzenie, że rzeczywistym celem nie jest zasięgnięcie opinii społeczeństwa, lecz wpływanie na wynik wyborów.

Pragnie Pan zmiany konstytucji. Czy oznacza to, że do czasu ewentualnej zmiany nie zamierza Pan przestrzegać obecnej? Przypomnę, że w 1975 roku kierownictwo rządzącej PZPR również postanowiło zmienić konstytucję. Zmiany umacniające rolę partii oraz wprowadzające odwieczną przyjaźń ze Związkiem Radzieckim wywołały falę sprzeciwów, które doprowadziły do stworzenia demokratycznej opozycji doprowadzającej do obalenia systemu komunistycznego w Polsce.

Artur Rubinstein pisał do Antoniego Słonimskiego: „O co chodzi z ta waszą konstytucją. Przecież obecna jest taka ładna i w ogóle nie używana". Formacja z której się Pan wywodzi podobnie traktuje obecną ustawę zasadniczą, która w przeciwieństwie do komunistycznej ma stać na straży demokratycznego państwa, trójpodziału władzy, niezależnego sądownictwa i samodzielnego samorządu. To wszystkie wartości są obecnie zagrożone.

Egzamin z przyzwoitości

O ile pierwszą propozycję zwołania referendum można potraktować jak polityczny żart, to druga, dotycząca przyjmowania przez nasz kraj uchodźców, nosi w sobie groźbę. Udzielenia schronienia ludziom, którym grozi śmierć, więzienie i tortury, pomoc dzieciom pozbawionych domu, prawa do nauki i dzieciństwa jest trudne, nie tylko dla Polski lecz dla całego wolnego świata. Wymaga poważnej debaty ponad politycznymi podziałami.

Pański obóz polityczny, przy wsparciu ruchów skrajnie nacjonalistycznych, prowadzi kampanię przeciwko uchodźcom. W Norwegii retoryka skrajnych ugrupowań doprowadziła do tragedii. Słowa budzą upiory, które z kolei tworzą zbrodnie. Nie wiem, czy zapowiadając referendum w sprawie uchodźców przemyślał Pan wszystkie tego konsekwencje. Histeryczne filipiki przeciwko „obcym" powodowane są poczuciem słabości, wyrażając zarazem niezrozumienie złożoności problemów, przed którymi stanęła Pańska formacja.

Niemal codziennie można przeczytać o aktach agresji dokonywanych na ludziach o innym kolorze skóry, mówiących innym językiem, mającym „niewłaściwe" pochodzenie. To sprzeczne z polskimi i europejskimi tradycjami. Polska przyjmowała uchodźców, a polscy uchodźcy byli przyjmowani pod różnymi szerokościami geograficznymi. Tak było po powstaniu listopadowym, klęsce wrześniowej i w wielu innych momentach naszej historii. W 1939 roku Węgry mogły zasadnie uznać, że polscy uchodźcy zagrażają bezpieczeństwu ich kraju, zaś Szwedzi zamiast przyjmować żydowskich uciekinierów z Danii w 1940 roku ogłosiliby w tej sprawie referendum. Zwracam się więc z prośbą, by zrezygnował Pan z pomysłu, który naraża nasz kraj na niebezpieczeństwo wewnętrznych napięć i przyniesie Polsce potępienie światowej opinii publicznej. Pragnę też zauważyć, że w tej sprawie stanowisko polskiego Kościoła jest zasadniczo odmienne od polityków Pańskiego obozu. Nie twierdzę, że zawsze należy słuchać głosu biskupów, jednak warto zastanowić się nad rozbieżnością opinii. Tym bardziej, że to polscy biskupi w 1965 roku w orędziu do biskupów niemieckich pisząc „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie" rozpoczęli proces pojednania polsko-niemieckiego.

Na straży konstytucji

Głowa państwa jest zawsze prezydentem wszystkich obywateli, o ile tylko wypełnia konstytucyjne obowiązki. Nie znaczy to, że jego działania mają zadowolić wszystkich. Prezydent ma prawo, a nawet obowiązek, posiadać własne poglądy i działać na rzecz realizacji wyznawanych wartości. Jednak demokracja to system wewnątrz którego nie ma wrogów. Rywale i przeciwnicy są potencjalnymi sojusznikami, ponieważ wszyscy powinni działać na rzecz dobra wspólnego. Racje są podzielone, ale rozstrzyga się je w demokratyczny sposób przez głosowanie na ugrupowania, które obiecują realizować swój program w wypadku wyborczego zwycięstwa.

I właśnie w takim systemie, prezydent działając na rzecz preferowanych przez siebie rozwiązań czy to z dziedziny ekonomii, polityki społecznej czy ustrojowych nie przestaje być prezydentem wszystkich Polaków, o ile stoi na straży Konstytucji, działa na rzecz dobra wspólnego, godnie reprezentuje nasz kraj i nie jest podporządkowany żadnemu ugrupowaniu politycznemu.

Pan, Panie Prezydencie tych warunków nie spełnia. Nie tylko nie chroni Pan Konstytucji, lecz sam ją łamie likwidując swymi podpisami polski sąd konstytucyjny, nominując na jego prezesa osobę, której zachowanie nie licuje z godnością urzędu. Nie potrafi Pan skutecznie zareagować, gdy w sposób szaleńczy niszczona jest polska armia, bez chwili refleksji podpisuje się Pan pod działaniami, które polskie szkoły mają przekształcić w narzędzia indoktrynacji. Słusznie więc nie uważa się Pan za prezydenta wszystkich Polaków.

Niekiedy zabiera Pan głos i wypowiada się na tematy historyczne. Nazywa się to polityką historyczną, która zdaje się być niczym innym jak propagandową czytanką mającą z historią i rzetelnym jej rozumieniem niewiele wspólnego.

Kilka miesięcy temu mówił Pan o zdrajcach rządzących w PRL-u i, pozornie nie zdrajcach (chyba dobrze Pana zrozumiałem?) już w niepodległej Polsce. Rozwinął Pan swe tezy mówiąc o dzieciach i wnukach zdrajców, którzy idą w ślady swoich przodków. Nie jest Pan oryginalny, ponieważ ta opinia to kalka propagandzistów Pańskiego obozu o „resortowych dzieciach". Ten wywód jest lustrzanym odbiciem sformułowania Pańskiego kolegi partyjnego o „dziedzicznym patriotyzmie".

Wszyscy obywatele są równi

Tego typu stwierdzenia nie są nowe. W roku 1917 Lenin a za nim inni bolszewicy uważali, że dla przedstawicieli klas posiadających i ich dzieci jest miejsce przed plutonem egzekucyjnym albo w karnych obozach. W okresach mniej represyjnych potomkowie wyzyskiwaczy byli pozbawieni możliwości studiowania, nie mówiąc już o stanowiskach w aparacie władzy. Podobnie było w Polsce w okresie stalinowskim. Także w 1968 roku polskim studentom wypominano pochodzenie rodziców. Każda autorytarna władza dzieląc podwładnych na dobrych i złych, patriotów i zdrajców, poprzez sianie nieufności i wzajemnej niechęci, dąży do opanowania wszystkich dziedzin życia publicznego.

Otóż wynikające z takiego myślenia szermowanie słowami o zdradzie jest nie tylko niebezpieczne, ale poznawczo całkowicie jałowe. Nie oddaje ono złożoności postaw w PRL-u. Autokrata, jakim był Władysław Gomułka, szkodliwy niszczyciel nadziei Października '56 roku, za swoją niezależną postawę odsiedział we wcześniejszym okresie kilka lat w odosobnieniu. Był podporządkowany Moskwie, lecz czy jego działania na rzecz odszkodowań za nierówności w handlu ze Związkiem Sowieckim, powrotu do Polski ludzi zatrzymanych tam po 1945 roku, czy wreszcie troskę o utrzymanie polskich ziem zachodnich można uznać za zdradę?

Historia pełna jest ludzi, których postawy trudno jednoznacznie określić. Stanowi to jej zaletę, bowiem życie jest pełne paradoksów. Warto, by pomyślał Pan o postaci Imre Nagy'a, komunisty i prominenta okresu stalinowskiego, który został powieszony za swą walkę o wolne Węgry. Praską wiosnę '68 roku tworzyli zarówno zbuntowani komuniści, robotnicy jak i szukający wolności intelektualiści. Dławili ją kolaboranci, którzy wezwali wojska Układu Warszawskiego. Warto też wiedzieć, że w 1956 roku w obliczu grożącej inwazji wojsk sowieckich, robotników Warszawy mobilizował I sekretarz PZPR w fabryce na Żeraniu Lechosław Goździk, zaś gotowość bojową wojsk ogłaszał komunistyczny generał Wacław Komar. Powojenna historia Polski obfituje zarówno w przykłady politycznych zbrodni, szczególnie do roku 1956, jak i zawiedzionych nadziei, zmian postaw. Wystarczy przypomnieć, że wśród przywódców „Solidarności" było kilkunastu członków PZPR.

I dlatego, kiedy pani minister obecnego rządu, opowiada o odebraniu emerytur oprawcom, to burzy elementarne poczucie kilku zasad, które Panu jako prawnikowi powinny być dobrze znane – o nieobowiązywaniu prawa wstecz, nie stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, równości wobec prawa.

Partyjni propagandziści mogą mówić o „obronie ubeków". Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że cała ta retoryka ma przykryć fakt, iż stosujecie argumentację wynikającą z bolszewickiej wizji świata, która jest sprzeczna z chrześcijańskimi wartościami. Jan Paweł II powiedział: „Przypowieść o synu marnotrawnym wyraża w sposób prosty i dogłębny rzeczywistość nawrócenia. (...) W takim znaczeniu miłosierdzie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa. Tak też rozumieli i tak urzeczywistniali miłosierdzie wszyscy Jego uczniowie i naśladowcy. Nie przestała ona nigdy objawiać się w ich sercach i czynach jako szczególnie twórczy sprawdzian tej miłości, która nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża. Trzeba, aby to właściwe oblicze miłosierdzia było wciąż na nowo odsłaniane. Naszym czasom wydaje się ono - pomimo wszelkich uprzedzeń - szczególnie potrzebne."

Waszemu postępowaniu towarzyszy gloryfikacja „żołnierzy wyklętych". Problem obrony Polski przed systemem komunistycznym jest zjawiskiem złożonym. Niewątpliwie opór zbrojny zasługuje na wnikliwą, pełną szacunku analizę. Jednak w wizji polityki historycznej zostają zapomniane zjawiska oporu cywilnego, gubią się wielkie postacie oporu jak Stanisław Mikołajczyk, Kazimierz Pużak, Antoni Pajdak, Ludwik Cohn, Zygmunt Żuławski, Stanisław Bańczyk, Władysław Bartoszewski, Karol Popiel, przeciwnicy walki zbrojnej, ale niezłomnie przeciwstawiający się sowietyzacji Polski przez opór cywilny. A także monumentalne postacie Jerzego Giedrojcia i Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Sam mówił Pan o losie polskich żołnierzy z I i II armii polskiego wojska w Związku Radzieckim, jak również starał uzasadnić bierność Polaków, żyjących w PRL. Niestety nie umie Pan z tego wyciągnąć wniosku, będąc więźniem wyznawanej przez siebie ideologii. Jest szczególnie przykre, że Pana wystąpienie było tłem, na którym po ulicach Warszawy przesuwała się kolumna ONR. Tolerancja dla tego typu postaw i działań, przy jednoczesnym tropieniu ludzi, którzy, może niekiedy w sposób ułomny, ale starali się budować polską niepodległość i demokrację, źle wróży naszej przyszłości.

Odpowiedzialność przed historią

Wynikiem podpisanej przez Pana ustawy, która zapewnia rządzącemu obozowi pierwszeństwo w organizowaniu zgromadzeń, stało się ostatnio zatrzymanie uczestników niezależnej manifestacji. Narasta napięcie i następuje eskalacja autorytarnych działań. Za symboliczny należy uznać fakt oskarżenia Władysława Frasyniuka, w stanie wojennym skazanego na 6 i 3,5 roku więzienia. Tym razem grozi mu jedynie wyrok 3 lat. Czyżby ta różnica miała stanowić jedyną zmianę różniącą obecne rządy od rządów PZPR?

Od Pana i Pana postawy zależy, jak Pańska prezydentura zostanie zapisana w naszej historii. Życzę Panu, aby była pamiętana jak najlepiej, urząd prezydencki reprezentuje bowiem godność naszej Ojczyzny. Pozostaje z szacunkiem należnym Pańskiemu urzędowi.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

Autor w okresie PRL działał w opozycji demokratycznej. Po 1989 r. był posłem, członkiem m.in. Unii Demokratycznej i Unii Wolności, doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi.

POLECAMY

KOMENTARZE