Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

List otwarty Jana Lityńskiego do Andrzeja Dudy

Fotorzepa, Robert Gardziński
Głowa państwa ma prawo do własnych poglšdów, jeżeli tylko pracuje na rzecz dobra wspólnego. Pan tego warunku nie spełnia – pisze w liœcie otwartym do Andrzeja Dudy były działacz opozycji demokratycznej.

Panie Prezydencie!

W ostatnim czasie zgłosił Pan dwie inicjatywy referendum. Jedno miałoby odbyć się w trakcie wyborów samorzšdowych, drugie podczas wyborów parlamentarnych. Już te daty budzš podejrzenie, że rzeczywistym celem nie jest zasięgnięcie opinii społeczeństwa, lecz wpływanie na wynik wyborów.

Pragnie Pan zmiany konstytucji. Czy oznacza to, że do czasu ewentualnej zmiany nie zamierza Pan przestrzegać obecnej? Przypomnę, że w 1975 roku kierownictwo rzšdzšcej PZPR również postanowiło zmienić konstytucję. Zmiany umacniajšce rolę partii oraz wprowadzajšce odwiecznš przyjaŸń ze Zwišzkiem Radzieckim wywołały falę sprzeciwów, które doprowadziły do stworzenia demokratycznej opozycji doprowadzajšcej do obalenia systemu komunistycznego w Polsce.

Artur Rubinstein pisał do Antoniego Słonimskiego: „O co chodzi z ta waszš konstytucjš. Przecież obecna jest taka ładna i w ogóle nie używana". Formacja z której się Pan wywodzi podobnie traktuje obecnš ustawę zasadniczš, która w przeciwieństwie do komunistycznej ma stać na straży demokratycznego państwa, trójpodziału władzy, niezależnego sšdownictwa i samodzielnego samorzšdu. To wszystkie wartoœci sš obecnie zagrożone.

Egzamin z przyzwoitoœci

O ile pierwszš propozycję zwołania referendum można potraktować jak polityczny żart, to druga, dotyczšca przyjmowania przez nasz kraj uchodŸców, nosi w sobie groŸbę. Udzielenia schronienia ludziom, którym grozi œmierć, więzienie i tortury, pomoc dzieciom pozbawionych domu, prawa do nauki i dzieciństwa jest trudne, nie tylko dla Polski lecz dla całego wolnego œwiata. Wymaga poważnej debaty ponad politycznymi podziałami.

Pański obóz polityczny, przy wsparciu ruchów skrajnie nacjonalistycznych, prowadzi kampanię przeciwko uchodŸcom. W Norwegii retoryka skrajnych ugrupowań doprowadziła do tragedii. Słowa budzš upiory, które z kolei tworzš zbrodnie. Nie wiem, czy zapowiadajšc referendum w sprawie uchodŸców przemyœlał Pan wszystkie tego konsekwencje. Histeryczne filipiki przeciwko „obcym" powodowane sš poczuciem słaboœci, wyrażajšc zarazem niezrozumienie złożonoœci problemów, przed którymi stanęła Pańska formacja.

Niemal codziennie można przeczytać o aktach agresji dokonywanych na ludziach o innym kolorze skóry, mówišcych innym językiem, majšcym „niewłaœciwe" pochodzenie. To sprzeczne z polskimi i europejskimi tradycjami. Polska przyjmowała uchodŸców, a polscy uchodŸcy byli przyjmowani pod różnymi szerokoœciami geograficznymi. Tak było po powstaniu listopadowym, klęsce wrzeœniowej i w wielu innych momentach naszej historii. W 1939 roku Węgry mogły zasadnie uznać, że polscy uchodŸcy zagrażajš bezpieczeństwu ich kraju, zaœ Szwedzi zamiast przyjmować żydowskich uciekinierów z Danii w 1940 roku ogłosiliby w tej sprawie referendum. Zwracam się więc z proœbš, by zrezygnował Pan z pomysłu, który naraża nasz kraj na niebezpieczeństwo wewnętrznych napięć i przyniesie Polsce potępienie œwiatowej opinii publicznej. Pragnę też zauważyć, że w tej sprawie stanowisko polskiego Koœcioła jest zasadniczo odmienne od polityków Pańskiego obozu. Nie twierdzę, że zawsze należy słuchać głosu biskupów, jednak warto zastanowić się nad rozbieżnoœciš opinii. Tym bardziej, że to polscy biskupi w 1965 roku w orędziu do biskupów niemieckich piszšc „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie" rozpoczęli proces pojednania polsko-niemieckiego.

Na straży konstytucji

Głowa państwa jest zawsze prezydentem wszystkich obywateli, o ile tylko wypełnia konstytucyjne obowišzki. Nie znaczy to, że jego działania majš zadowolić wszystkich. Prezydent ma prawo, a nawet obowišzek, posiadać własne poglšdy i działać na rzecz realizacji wyznawanych wartoœci. Jednak demokracja to system wewnštrz którego nie ma wrogów. Rywale i przeciwnicy sš potencjalnymi sojusznikami, ponieważ wszyscy powinni działać na rzecz dobra wspólnego. Racje sš podzielone, ale rozstrzyga się je w demokratyczny sposób przez głosowanie na ugrupowania, które obiecujš realizować swój program w wypadku wyborczego zwycięstwa.

I właœnie w takim systemie, prezydent działajšc na rzecz preferowanych przez siebie rozwišzań czy to z dziedziny ekonomii, polityki społecznej czy ustrojowych nie przestaje być prezydentem wszystkich Polaków, o ile stoi na straży Konstytucji, działa na rzecz dobra wspólnego, godnie reprezentuje nasz kraj i nie jest podporzšdkowany żadnemu ugrupowaniu politycznemu.

Pan, Panie Prezydencie tych warunków nie spełnia. Nie tylko nie chroni Pan Konstytucji, lecz sam jš łamie likwidujšc swymi podpisami polski sšd konstytucyjny, nominujšc na jego prezesa osobę, której zachowanie nie licuje z godnoœciš urzędu. Nie potrafi Pan skutecznie zareagować, gdy w sposób szaleńczy niszczona jest polska armia, bez chwili refleksji podpisuje się Pan pod działaniami, które polskie szkoły majš przekształcić w narzędzia indoktrynacji. Słusznie więc nie uważa się Pan za prezydenta wszystkich Polaków.

Niekiedy zabiera Pan głos i wypowiada się na tematy historyczne. Nazywa się to politykš historycznš, która zdaje się być niczym innym jak propagandowš czytankš majšcš z historiš i rzetelnym jej rozumieniem niewiele wspólnego.

Kilka miesięcy temu mówił Pan o zdrajcach rzšdzšcych w PRL-u i, pozornie nie zdrajcach (chyba dobrze Pana zrozumiałem?) już w niepodległej Polsce. Rozwinšł Pan swe tezy mówišc o dzieciach i wnukach zdrajców, którzy idš w œlady swoich przodków. Nie jest Pan oryginalny, ponieważ ta opinia to kalka propagandzistów Pańskiego obozu o „resortowych dzieciach". Ten wywód jest lustrzanym odbiciem sformułowania Pańskiego kolegi partyjnego o „dziedzicznym patriotyzmie".

Wszyscy obywatele sš równi

Tego typu stwierdzenia nie sš nowe. W roku 1917 Lenin a za nim inni bolszewicy uważali, że dla przedstawicieli klas posiadajšcych i ich dzieci jest miejsce przed plutonem egzekucyjnym albo w karnych obozach. W okresach mniej represyjnych potomkowie wyzyskiwaczy byli pozbawieni możliwoœci studiowania, nie mówišc już o stanowiskach w aparacie władzy. Podobnie było w Polsce w okresie stalinowskim. Także w 1968 roku polskim studentom wypominano pochodzenie rodziców. Każda autorytarna władza dzielšc podwładnych na dobrych i złych, patriotów i zdrajców, poprzez sianie nieufnoœci i wzajemnej niechęci, dšży do opanowania wszystkich dziedzin życia publicznego.

Otóż wynikajšce z takiego myœlenia szermowanie słowami o zdradzie jest nie tylko niebezpieczne, ale poznawczo całkowicie jałowe. Nie oddaje ono złożonoœci postaw w PRL-u. Autokrata, jakim był Władysław Gomułka, szkodliwy niszczyciel nadziei PaŸdziernika '56 roku, za swojš niezależnš postawę odsiedział we wczeœniejszym okresie kilka lat w odosobnieniu. Był podporzšdkowany Moskwie, lecz czy jego działania na rzecz odszkodowań za nierównoœci w handlu ze Zwišzkiem Sowieckim, powrotu do Polski ludzi zatrzymanych tam po 1945 roku, czy wreszcie troskę o utrzymanie polskich ziem zachodnich można uznać za zdradę?

Historia pełna jest ludzi, których postawy trudno jednoznacznie okreœlić. Stanowi to jej zaletę, bowiem życie jest pełne paradoksów. Warto, by pomyœlał Pan o postaci Imre Nagy'a, komunisty i prominenta okresu stalinowskiego, który został powieszony za swš walkę o wolne Węgry. Praskš wiosnę '68 roku tworzyli zarówno zbuntowani komuniœci, robotnicy jak i szukajšcy wolnoœci intelektualiœci. Dławili jš kolaboranci, którzy wezwali wojska Układu Warszawskiego. Warto też wiedzieć, że w 1956 roku w obliczu grożšcej inwazji wojsk sowieckich, robotników Warszawy mobilizował I sekretarz PZPR w fabryce na Żeraniu Lechosław GoŸdzik, zaœ gotowoœć bojowš wojsk ogłaszał komunistyczny generał Wacław Komar. Powojenna historia Polski obfituje zarówno w przykłady politycznych zbrodni, szczególnie do roku 1956, jak i zawiedzionych nadziei, zmian postaw. Wystarczy przypomnieć, że wœród przywódców „Solidarnoœci" było kilkunastu członków PZPR.

I dlatego, kiedy pani minister obecnego rzšdu, opowiada o odebraniu emerytur oprawcom, to burzy elementarne poczucie kilku zasad, które Panu jako prawnikowi powinny być dobrze znane – o nieobowišzywaniu prawa wstecz, nie stosowaniu odpowiedzialnoœci zbiorowej, równoœci wobec prawa.

Partyjni propagandziœci mogš mówić o „obronie ubeków". Trudno jednak nie odnieœć wrażenia, że cała ta retoryka ma przykryć fakt, iż stosujecie argumentację wynikajšcš z bolszewickiej wizji œwiata, która jest sprzeczna z chrzeœcijańskimi wartoœciami. Jan Paweł II powiedział: „Przypowieœć o synu marnotrawnym wyraża w sposób prosty i dogłębny rzeczywistoœć nawrócenia. (...) W takim znaczeniu miłosierdzie stanowi podstawowš treœć orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywnš Jego posłannictwa. Tak też rozumieli i tak urzeczywistniali miłosierdzie wszyscy Jego uczniowie i naœladowcy. Nie przestała ona nigdy objawiać się w ich sercach i czynach jako szczególnie twórczy sprawdzian tej miłoœci, która nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża. Trzeba, aby to właœciwe oblicze miłosierdzia było wcišż na nowo odsłaniane. Naszym czasom wydaje się ono - pomimo wszelkich uprzedzeń - szczególnie potrzebne."

Waszemu postępowaniu towarzyszy gloryfikacja „żołnierzy wyklętych". Problem obrony Polski przed systemem komunistycznym jest zjawiskiem złożonym. Niewštpliwie opór zbrojny zasługuje na wnikliwš, pełnš szacunku analizę. Jednak w wizji polityki historycznej zostajš zapomniane zjawiska oporu cywilnego, gubiš się wielkie postacie oporu jak Stanisław Mikołajczyk, Kazimierz Pużak, Antoni Pajdak, Ludwik Cohn, Zygmunt Żuławski, Stanisław Bańczyk, Władysław Bartoszewski, Karol Popiel, przeciwnicy walki zbrojnej, ale niezłomnie przeciwstawiajšcy się sowietyzacji Polski przez opór cywilny. A także monumentalne postacie Jerzego Giedrojcia i Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Sam mówił Pan o losie polskich żołnierzy z I i II armii polskiego wojska w Zwišzku Radzieckim, jak również starał uzasadnić biernoœć Polaków, żyjšcych w PRL. Niestety nie umie Pan z tego wycišgnšć wniosku, będšc więŸniem wyznawanej przez siebie ideologii. Jest szczególnie przykre, że Pana wystšpienie było tłem, na którym po ulicach Warszawy przesuwała się kolumna ONR. Tolerancja dla tego typu postaw i działań, przy jednoczesnym tropieniu ludzi, którzy, może niekiedy w sposób ułomny, ale starali się budować polskš niepodległoœć i demokrację, Ÿle wróży naszej przyszłoœci.

Odpowiedzialnoœć przed historiš

Wynikiem podpisanej przez Pana ustawy, która zapewnia rzšdzšcemu obozowi pierwszeństwo w organizowaniu zgromadzeń, stało się ostatnio zatrzymanie uczestników niezależnej manifestacji. Narasta napięcie i następuje eskalacja autorytarnych działań. Za symboliczny należy uznać fakt oskarżenia Władysława Frasyniuka, w stanie wojennym skazanego na 6 i 3,5 roku więzienia. Tym razem grozi mu jedynie wyrok 3 lat. Czyżby ta różnica miała stanowić jedynš zmianę różnišcš obecne rzšdy od rzšdów PZPR?

Od Pana i Pana postawy zależy, jak Pańska prezydentura zostanie zapisana w naszej historii. Życzę Panu, aby była pamiętana jak najlepiej, urzšd prezydencki reprezentuje bowiem godnoœć naszej Ojczyzny. Pozostaje z szacunkiem należnym Pańskiemu urzędowi.

Tytuł, lead i œródtytuły pochodzš od redakcji

Autor w okresie PRL działał w opozycji demokratycznej. Po 1989 r. był posłem, członkiem m.in. Unii Demokratycznej i Unii Wolnoœci, doradcš prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. kontaktów z partiami i œrodowiskami politycznymi.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL