Bronisław Komorowski: Ekonomia populizmu

aktualizacja: 13.06.2017, 19:33
Foto: materiały prasowe

Potrzebujemy powrotu do fundamentów, na których została zbudowana wolna Polska: liberalnej demokracji, prozachodniej polityki zagranicznej, a przede wszystkim do wolnorynkowej myśli gospodarczej – pisze były prezydent RP.

Podobno któregoś dnia latem 1787 roku, gdy Benjamin Franklin opuszczał posiedzenie Konwencji Konstytucyjnej w Filadelfii, na ulicy zatrzymała go kobieta, pytając się, jaki ustrój będzie miała Ameryka. „Republic, if you can keep it" (Będzie republiką, jeżeli tylko będziecie potrafili ją utrzymać) – odpowiedział Franklin.

Amerykanie walczyli o to, by silna władza nie wkraczała w prawo obywateli do indywidualnego sukcesu i społecznej pomyślności. I my rozpoczęliśmy w 1989 r. budowę polskiej wspólnoty na fundamentach odbudowanej wolności politycznej i gospodarczej.

Wolność, którą odzyskaliśmy w 1989 roku, nie jest nam dana raz na zawsze. Obserwujemy dziś jednak kolejne zagrożenia dla naszej republiki, Rzeczypospolitej. Wynikają one zarówno z międzynarodowej, jak i wewnętrznej sytuacji.

Spotykam w ostatnim czasie z wieloma rodakami, zastanawiamy się nad przyszłością Rzeczypospolitej. Nasza uwaga skierowana jest zwłaszcza na konstytucję, rządy prawa i pozycję Polski w Unii Europejskiej. Coraz częściej jednak obawiamy się również o przyszłość gospodarczą kraju i polskich przedsiębiorstw.

Moda na antykapitalizm

Coraz więcej posunięć obecnej władzy jest obliczone na obrzydzenie obywatelom starań o rozwój ich przedsiębiorstw. Działalność gospodarcza, zwłaszcza ta osiągająca sukcesy, stawiana jest w świetle podejrzeń o niewystarczającą użyteczność społeczną, brak uczciwości. Musimy się temu przeciwstawić, obronić przedsiębiorczość Polaków przed atakami populizmu. To nie partyjni nominaci, ale twórczy ludzie w prywatnych firmach są gwarancją dobrobytu Polaków i siły naszego kraju.

Naszej wspólnocie grozi odebranie tej wolności, fundamentalnego dla republiki prawa obywateli do niezależnego od partyjnego patronatu przekuwania talentów i pracowitości w wartość ekonomiczną polskich przedsiębiorstw. Tym samym – w dobrobyt rodzin żyjących dzięki współtworzonemu przez Polaków sukcesowi biznesowemu i w ambicje wspólnot lokalnych, które dzięki aktywności ekonomicznej ludzi są w stanie coraz lepiej dbać o edukację, zdrowie, opiekę nad ludźmi, potrzeby kultury, infrastrukturę rozwoju.

Problemem są nie tylko słabnące podstawy finansowe państwa. Dostrzegamy również oczywistą sprzeczność między szumnymi zapowiedziami rozwoju a praktyką coraz twardszego fiskalizmu państwa, obniżania naszej zdolności do finansowania inwestycji kosztem rosnących, a finansowanych wzrostem zadłużenia, wydatków rządu kierowanych na bieżącą, niedającą perspektyw gospodarczych konsumpcję. Do rangi symbolu urasta reprymenda udzielona ministrowi obecnego rządu, Annie Streżyńskiej, za, wydawałoby się oczywiste stwierdzenie, że pieniądze najpierw trzeba zarobić, a dopiero później można je wydawać, nawet na najbardziej szczytne cele społeczne.

Widzimy i obawiamy się, że wiele posunięć obecnej władzy ma na celu pokazanie przedsiębiorczości i sukcesu gospodarczego jako działalności z natury podejrzanej, a nawet z gruntu nieuczciwej. Dlaczego moje przedsiębiorstwo miałoby odpowiadać za podejrzenie popełnienia przestępstwa podatkowego pracownika lub kontrahenta – pytają Polacy. Czemu ma służyć nagłaśnianie zwiększenia kary za przestępstwa podatkowe do 25 lat więzienia? Czy ktoś wstawi się za przedsiębiorcą, którego ciągać będzie po zależnych od ministra sądach zależny od ministra prokurator? Czym fundacje i stowarzyszenia obywateli naraziły się władzy, że chce odciąć jedne z nich, a faworyzować inne w dostępie do zadań publicznych? Dlaczego działalność prywatnych lecznic i szpitali nie zasługuje na takie samo traktowanie, jak tych publicznych i państwowych? Dlaczego obywatel ma być karany za to, że rozwinął sieć aptek? Czy odniesienie sukcesu w postaci stworzenia dużych sklepów jest grzechem?

Tego typu wątpliwości pojawia się coraz więcej. Coraz częściej Polacy zadają sobie również pytania nie tylko dla ich życia, ale i dla naszego kraju fundamentalne: Czy moje inwestycje, mój majątek, ja sam jestem jeszcze w Polsce bezpieczny? Czy Polska będzie chronić moją pracę i podatki?

Wielu obywateli zdaje sobie sprawę z faktu, iż antyrynkowa retoryka została podjęta przez populistów w nadziei na skłócenie grup społecznych i polityczny zysk, który na tym konflikcie można ugrać. Już kilka lat temu modne stało się narzekanie na kapitalizm i jego rzekomy skrajny model, który miałby występować w Polsce po 1989 roku. Tendencja ta rozpowszechnia się dzisiaj na lewicy i tzw. prawicy (a czasem nawet w centrum) i chyba nikt już do końca nie wie, kto jest bardziej antykapitalistyczny, a więc przeciwny wolności gospodarczej.

Modzie tej sprzyja teoria, że po kryzysie finansowym 2008 roku naturalny jest wzrost popularności lewicowego myślenia o gospodarce.

Nie należy lekceważyć problemu ekonomicznych nierówności. Zrównoważony rozwój społeczeństw jest z całą pewnością ważnym zagadnieniem. Faktem jest również, że globalizacja, dzięki której Polska osiągnęła ogromne korzyści, może rodzić napięcia w państwach, które podzieliły się z biedniejszymi krajami kapitałem i pracą. Ten lewicowy trend znalazł niezwykle mocne odzwierciedlenie w publicystyce, ale już w dużo mniejszym stopniu jest on widoczny na płaszczyźnie politycznej.

Ponieważ po kryzysie finansowym nastąpił kryzys migracyjny, ogień retoryki rewolucyjnej, również socjalnej, przejęły jednak głównie środowiska prawicowe; było to widoczne m.in. w Polsce, Wielkiej Brytanii czy USA. Zwolennicy Donalda Trumpa i opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej, w przeciwieństwie do PiS, posługiwali się jednak argumentem socjalnym wyłącznie na poziomie propagandowym; nie traktowali go jako centralnego punktu swojej tożsamości i praktyki politycznej.

Jest jednak nadzieja. We Francji wybory prezydenckie przegrali już klasyczny socjalista i komunista, a w drugiej turze centrolewicowy, społeczny liberał zmierzył się zwycięsko z kandydatką nacjonalistów.

Czekając na centrum

Zawsze podkreślałem, że lewica, podobnie jak i ludowcy, ma do odegrania w polskiej polityce ważną rolę. Fundamentalnym zadaniem jest zapewnienie uczestnictwa i reprezentacji interesów środowiska pracowniczego, osób o lewicowym światopoglądzie oraz mieszkańców wsi.

Nie może to jednak przysłaniać nam faktu, że klucz do przywództwa dzieła obrony wolności w Polsce znajdował się, znajduje i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będzie znajdował się w modernizacyjnym i umiarkowanym centrum. Widać to zresztą ponownie w ostatnich wyborach i sondażach.

Umiarkowanie centrowa PO i centrowa Nowoczesna otrzymują w sumie ok. 35 proc. poparcia, centrolewicowy SLD 6 proc., ludowcy od 3 proc. do 6 proc. głosów, a radykalnie lewicowe Razem zaledwie 3 proc. elektoratu.

W tym kontekście dominujący w polskiej publicystyce lewicowy ton, krytykujący PO i Nowoczesną, a nawet centrolewicę, za nadmierny liberalizm gospodarczy, brzmi dość dziwnie.

Życząc więc umiarkowanej lewicy i ludowcom odbudowy zaufania w swoich elektoratach, chciałbym skoncentrować się na kluczowym dla przyszłości Polski centrum polskiej sceny politycznej. Nie odbierze się rządu dusz Polaków opcji narodowo-socjalnej, udowadniając, że jest się partią centrową, ale zdolną do przelicytowania w socjalnych obietnicach prawicowych i lewicowych populistów.

Aby wygrać wybory z takim przeciwnikiem, musimy najpierw przypomnieć, również sami sobie, te idee, które zapewniły Polsce sukces po 1989 roku. Są nimi liberalna demokracja, gospodarka rynkowa, prozachodnia polityka zagraniczna i obronna, nacisk na rolę społeczeństwa obywatelskiego i samorządów. „To stare idee" – odpowiedzą sceptycy.

To prawda. Stare idee, na których Zachód zbudował swoją potęgę, i które sprawiły, że ostatnie dekady były najlepszym okres w historii Polski. Moim zdaniem warto te stare, sprawdzone idee głosić nadal. Warto pamiętać, że często tzw. nowe , lepsze okazuje się w praktyce wrogiem dobrego.

Trzeba więc przypominać, że wolność ekonomiczna jest niezbędną częścią każdej wolności, która z kolei wypływa z fundamentalnego przekonania o godności i wartości osoby ludzkiej. Że kapitalizm właśnie, a nie socjalizm, dał światu zachodniemu wielki rozwój społeczny, obejmujący również najuboższych.

Z kolei my, którzy doświadczyliśmy realnego socjalizmu powinniśmy dużo ostrożniej niż społeczeństwa zachodnie podchodzić do antyrynkowych argumentów. Chcąc dogonić Zachód, powinniśmy naśladować jego działania w czasie, kiedy najszybciej się on rozwijał, a nie zaczynać od razu rozbudowywanie systemu pomocy społecznej, co na Zachodzie było konsekwencją, a nie przyczyną wzrostu zamożności.

Tylko poprzez ciężką pracę przedsiębiorca, menedżer czy pracownik może poprawić swój los, państwo powinno tylko i aż zapewniać bezpieczeństwo ich wysiłkom.

Giełda jest kluczowa dla rozwoju firm, gospodarki i społeczeństwa, ponieważ pozwala na finansowanie dobrych pomysłów, nawet jeśli samemu nie posiada się wystarczającego kapitału.

Powrót do źródeł

Potrzebny jest więc powrót do źródeł w gospodarce, uświadomienie sobie, że przedsiębiorczość, obejmująca małe i średnie przedsiębiorstwa oraz korporacje, firmy polskie i zagraniczne, startupy i firmy rodzinne, inwestorzy branżowi i finansowi są fundamentem polskiej gospodarki.

Rządy PO miały w tym zakresie ogromne sukcesy, jak choćby przejście suchą stopą przez globalny kryzys gospodarczy. Jednak, szczególnie w drugiej kadencji, zabrakło tego typu myślenia, czego symptomami były m.in. zamieszanie wokół OFE czy chronienie za wszelką cenę nierentownych kopalń. Dzisiejsza władza jest na najlepszej drodze do powtórzenia tych błędów.

Musimy również pamiętać, że sytuacja geopolityczna, obejmująca wzrost znaczenia Chin w światowej gospodarce, aspiracje Rosji czy izolacjonistyczne tendencje USA i Wielkiej Brytanii tworzą kontekst dla dynamiki integracji europejskiej, w tym strefy euro. Jeśli chcemy z przyczyn geopolitycznych posiadać możliwość ambitnego uczestnictwa w dalszej integracji, to pora przyjąć ponownie do wiadomości, że będzie ona się odbywać głównie wokół strefy euro. Musimy przeprowadzić odważne działania modernizacyjne w stronę zdrowszej i bardziej konkurencyjnej gospodarki, bez względu na to, czy ich efektem będzie wstąpienie do strefy euro.

Skala szkód, jakich dokonują aktualnie w Polsce rządzący populiści, jest ogromna. Nasz kraj wymaga teraz obrony, w której będę uczestniczył ze wszystkich sił. Czas na odbudowę republiki wolnych, również w obszarze gospodarczym, Polaków. To zadanie na skalę reform rządów Mazowieckiego i Buzka. Mając zaszczyt uczestniczenia w pracach obu tych gabinetów, wiem, ile przeprowadzone przez nie zmiany wymagały determinacji i odwagi. Trzeba pracować z wszystkimi, którzy przyszłość gospodarczą kraju chcą tworzyć, wierząc w wolność, także w wolność gospodarczą. ©?

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE