Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Łukasz Adamski: Kijów dalej od Europy

Przemarsz weteranów UPA w Przemyœlu
Wikimedia Commons/ domena publiczna
Nazwanie jednej z głównych arterii stolicy ulicš Romana Szuchewycza dla wielu przyjaciół Ukrainy jest przekroczeniem czerwonej linii, za którš nie ma już dialogu – pisze wicedyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

Już w XIX w. wielki historyk Józef Szujski pisał: „Fałszywa historia jest mistrzyniš fałszywej polityki". Uproszczenia, przeradzajšce się nierzadko w manipulacje historyczne, przytrafiajš się wielu narodom, tyle że dla Ukrainy mogš się one okazać politycznie katastrofalne.

W Polsce problemy dialogu z Ukrainš zazwyczaj sprowadza się do kultu działaczy OUN i UPA nad Dnieprem, zaprzeczania poglšdowi, że rzeŸ wołyńska była przeprowadzonš przez UPA czystkš etnicznš, oraz do oceny charakteru akcji „Wisła". Nie dostrzega się u nas, że kwestia wołyńska jest tak trudno rozwišzywalna, bo nie sposób jej wyabstrahować zarówno od problemów tożsamoœciowych narodu ukraińskiego, jak i wczeœniejszej historii. Spraw spornych jest znacznie więcej. Generalnie dotyczš one charakteru i konsekwencji przynależnoœci ziem ruskich – dzisiejszej Ukrainy – do I i II Rzeczypospolitej oraz oceny polskiej polityki wobec Rusinów (Ukraińców). Problemy te sš pochodnš tego, że œwiadomoœć historyczna ukraińskich elit bazuje na metodologicznie karkołomnym przekonaniu, iż pojawienie się państwa ukraińskiego jest logicznš konsekwencjš przynajmniej tysišcletniej historii narodu ukraińskiego i jego walki o niepodległoœć, a naród ten miał od zawsze prawo do samostanowienia na swojej ziemi oraz podejmowania wszelkich działań obronnych. Wielu przy tym uznaje, iż można było posługiwać się zbrodniczymi metodami, bo w końcu bez walki z „okupantami": Polakami i Moskalami, nie byłoby państwa ukraińskiego – wartoœci najważniejszej.

„Kto nie z nami, ten przeciw nam"

Wojna z Rosjš gwałtownie zwiększyła popularnoœć tej nacjonalistycznej ideologii, która już wczeœniej kształtowała umysły ukraińskiej młodzieży i z galicyjskiego matecznika zarażała œrodkowš Ukrainę. Tylko w ostatnich tygodniach rada miejska Kijowa przychyliła się do żšdań szowinistycznej Swobody, aby przemianować jednš z głównych arterii stolicy na ulicę Szuchewycza, naczelnego dowódcy UPA, a wczeœniej oficera Wehrmachtu, odpowiedzialnego najprawdopodobniej za mordowanie Żydów na Białorusi. Dodajmy, że ukraiński IPN uznał, że symbolika SS Galizien nie jest objęta zakazem propagandy nazistowskiej. Jednoczeœnie ukraińska opinia publiczna potępiła w czambuł nie tylko Putina, który w rozmowie z prezydentem Macronem stwierdził, iż Anna – jedenastowieczna królowa Francji, pochodzenia ruskiego – była Rosjankš, ale również tych, którzy zdroworozsšdkowo argumentowali, że na manipulacje Kremla nie wolno odpowiadać kontrmanipulacjami. A przecież dzieje Rusi to nie jest wyłšcznie ukraińska historia narodowa. Z nielicznymi wyjštkami intelektualiœci zza Buga mało co robiš, aby powstrzymać nacjonalizację dyskursu publicznego, zresztš atmosfera „kto nie z nami, ten przeciw nam" na wielu oddziałuje.

Tej patriotycznej tromtadracji sprzyja oczywiœcie wywołana rosyjskš agresjš wojna oraz ostateczne moralne bankructwo haseł bazujšcych na postsowieckiej nostalgii, jak również wszelkich idei odbieranych jako prorosyjskie. Polska dla ukraińskich nacjonalistów obecnie nie jest wrogiem, tyle że promowana przez nich wizja historii, uznajšca za bohaterszczyznę każdš formę walki z „okupantami", wywołuje konflikt pamięci nie tylko z Rosjanami, ale też właœnie z Polakami, Żydami oraz, poniekšd, Niemcami i Białorusinami. W szczególnoœci relatywizacja współpracy ukraińskich nacjonalistów z III Rzeszš i ich współudział w masowych zbrodniach nazistów na ludnoœci cywilnej narusza œwiatowy konsens w sprawie bezwzględnego potępiania tego rodzaju zachowań. Odgradza Ukrainę od Europy.

To nie jest przejœciowy katar

Niestety, prezydent Poroszenko i rzšd Ukrainy albo nie doceniajš wagi tych problemów, albo kalkulujš, iż zmiana polityki historycznej jest nieopłacalna z powodów wewnętrznych. W końcu za dwa lata odbędš się wybory prezydenckie i hurapatrioci stajš się pożšdanym elektoratem. Nacjonaliœci chętnie zapisujš się jako ochotnicy i walczš na froncie. Obecne polskie władze uważane sš zaœ w Kijowie za siły „nacjonalistyczne", wyizolowane w Europie, o niewielkich, zwłaszcza w porównaniu z Niemcami, możliwoœciach kształtowania polityki UE i NATO wobec Ukrainy i Rosji. To oczywiœcie pretekst. Ostrzeżeń wysyłanych przez poprzednie rzšdy też nie słuchano w Kijowie. Tylko lekceważeniem Polski można wytłumaczyć, że nie udało się dotychczas z ukraińskich ustaw dekomunizacyjnych usunšć punktu delegalizujšcego krytykę działaczy OUN i UPA czy doprowadzić do publicznego pokazu filmu „Wołyń" na Ukrainie. Nawet wielu Ukraińców zaangażowanych w dialog historyczny z Polakami butnie oœwiadcza, iż suwerenny naród ma prawo sam wybierać sobie bohaterów. Doszukujš się oni fałszywej symetrii między historiš narodu polskiego i ukraińskiego albo wręcz szerzš niedorzeczne przekonanie, że Polska chce ponownie „skolonizować" Ukrainę, tym razem mentalnie. Po cichu zaœ szepcš, iż korzeniem wszelkiego zła jest PiS. Utwierdzajš ich w tym niektóre œrodowiska w Polsce, które same zlekceważywszy rozwój ukraińskiego nacjonalizmu przed wojnš, teraz żywiš iluzję, że to przejœciowy katar.

Takie stanowisko jest koszmarnie krótkowzroczne. Rehabilitacja kolaboracji z nazizmem i masowych zbrodni przeciwko cywilom wywołuje zaniepokojenie nie tylko przytłaczajšcej większoœci polskiej opinii publicznej, ale i Izraela, i w ogóle wielu zachodnich przyjaciół Ukrainy. Polityka historyczna w praktyce nie może być przedmiotem jakiejkolwiek suwerennoœci, gdyż wpływa na percepcję kraju za granicš, w tym na zdolnoœć elit politycznych sšsiednich państw do przekonywania opinii publicznej o koniecznoœci udzielania wsparcia bronišcej się przed napaœciš Ukrainie. Na Kremlu doskonale zdajš sobie z tego sprawę, zdumiewa więc, dlaczego nie w Kijowie. Parlament Europejski jeszcze w 2010 r. ostrzegł Ukrainę, że rehabilitacja współpracy z nazistami jest nie do pogodzenia z europejskimi wartoœciami.

Odpowiedziš na rosyjskie manipulacje i kłamstwa historyczne nie może być nacjonalistyczna kontrpropaganda, bo kraj będzie wtedy trwonił moralny kapitał zdobyty w ostatnich latach, a Ukraińcy zatracš wizerunek narodu politycznie dojrzalszego od Rosjan. Strategia historycznej kontrpropagandy może wręcz prowadzić do zatarcia się różnicy między agresorem a ofiarš agresji – skoro jedni i drudzy prawdę historycznš ważš sobie lekce i metodycznie w podobny sposób relatywizujš zbrodnie totalitarnego ZSRS czy totalitarnych OUN i UPA. Znajšc cynizm Kremla, można domniemywać, iż zaciera się tam teraz ręce, a może nawet stara się ukraińskich nacjonalistów utwierdzać w przekonaniu o słusznoœci ich karykaturalnej wizji historii.

Ukraiński maccartyzm

Dla polskich elit, wœród których wsparcie Ukrainy jest od lat przedmiotem politycznego konsensusu, problem polityki historycznej Kijowa ma wymiar zewnętrzny i wewnętrzny. „Rewolucja godnoœci" na Ukrainie oraz idealizm tysięcy ochotników, którzy stanęli w obronie niepodległoœci, budziły w 2014 r. powszechny, ponadpartyjny podziw w Polsce. Obecnie zaœ ponadpartyjnš konsternację wywołuje promowanie na Ukrainie postaci o tak dużym potencjale antagonizujšcym, jak Szuchewycz, kosztem bohaterów cementujšcych współczesnš wspólnotę narodowš, jak np. cyborgi bronišce donieckiego lotniska.

Rodzi się też obawa, że ograniczanie pluralizmu debat publicznych nad Dnieprem i narastanie nacjonalizacji historii na Ukrainie doprowadzi do pojawienia się ukraińskiego maccartyzmu. Zniweczy to nadzieje na rychły sukces ukraińskiej transformacji i europeizacji tego kraju. Wpłynie na postawy Polaków wobec Ukraińców i wzrost politycznej popularnoœci tych œrodowisk, nierzadko infiltrowanych przez struktury powišzane z Rosjš, które postulujš uzależnienie polityki RP wobec Ukrainy od stosunku Ukraińców do kwestii banderyzmu. Odbije się to też negatywnie na położeniu ogromnej ukraińskiej emigracji w Polsce, z której częœć, w tym posiadacze Karty Polaka – zazwyczaj de facto Ukraińcy – w najbliższych latach pomnożš liczbę polskich obywateli.

Intensywnie zacieœniajšce się więzy społeczne i gospodarcze Polski z Ukrainš sprawiajš, że załagodzenie napięć na tle historii jest oczywistš potrzebš dla polityki wewnętrznej, a nie tylko wymogiem polityki zagranicznej. W tej sytuacji warto podjšć intensywniejsze działania na rzecz promocji odmiennej niż nacjonalistyczna wizji wspólnej historii na Ukrainie oraz komunikacji z ukraińskš opiniš publicznš. Przydatne byłyby przy tym zarówno stosowne deklaracje polityczne, jak i rozwišzania instytucjonalne. Należy też zintensyfikować współpracę z Izraelem i Niemcami w kwestii wypracowania wspólnej strategii reagowania na relatywizację totalitarnych zbrodni na Ukrainie. Wreszcie należy pamiętać, iż w interesie Polski – narodu, który w historii, w tym także XX w., na tle wielu innych narodów bardzo dobrze zdawał dziejowy egzamin – leży prezentowanie wzorowego stosunku do rozliczeń z własnš przeszłoœciš. Bez takiej postawy szansa na skłonienie sšsiadów do rozliczeń ze swojš historiš będzie znacznie mniejsza.

Autor jest doktorem historii, wicedyrektorem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. W 2014 r. był sprawozdawcš Specjalnej Misji Obserwacyjnej OBWE na Ukrainie.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL