Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Tomasz Elbanowski o referendum edukacyjnym

"Akcja „Ratuj maluchy”, 2011 r. „Emocji, które towarzyszyły wówczas rodzicom, nie da się porównać z niczym innym”
Fotorzepa, Danuta Matloch
Dawni zagorzali przeciwnicy referendum, politycy Platformy i działacze zwišzkowi, ze swoimi podkradzionymi hasłami o „woli rodziców" i „wolnym wyborze" sš dziœ œmieszni – pisze prezes stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców.

Pan redaktor Michał Szułdrzyński w tekœcie „PiS słucha Polaków. Niektórych" napisał: „Prawo i Sprawiedliwoœć wygrało wybory obietnicš, że będzie słuchało Polaków. I dotrzymuje jej, ale a rebours. Wykluczajšc możliwoœć referendum w sprawie reformy edukacyjnej, choć pod wnioskiem o nie podpisało się niemal milion osób, pokazuje, iż – owszem – słucha rodziców, ale pod warunkiem, że sš to rodzice Elbanowscy".

Nie chcę w tym artykule dyskutować ani o zasadnoœci referendum w sprawie gimnazjów, ani o samej reformie powrotu do systemu 8+4, a nawet o tym, jaki model relacji ze społeczeństwem wybrała obecnie rzšdzšca partia. Po lekturze tekstu redaktora Szułdrzyńskiego odczuwam jednak naglšcš koniecznoœć wyjaœnienia znaczenia prostego z pozoru okreœlenia „rodzice". Przy okazji warto też przypomnieć, czym różni się ruch obywatelski od ruchu stricte politycznego.

PO przeciw referendum

Kim więc sš w debacie publicznej „rodzice"? Czy sš nimi działacze partii opozycyjnych lub zwišzków zawodowych zrzeszajšcych nauczycieli, którzy zebrali niemal wszystkie podpisy pod najnowszym wnioskiem o referendum? Oczywiœcie przewodniczšcy Schetyna, Broniarz czy Petru z pewnoœciš sš ojcami, a pani Kopacz zapewne jest matkš. Jednak słowo „rodzice" nie jest pierwszym, które kojarzy się z ich postaciami. No, chyba że ich dzieciom. Temu, że PiS nie słucha mamy Kopacz czy taty Petru, naprawdę trudno się dziwić.

Z lekceważeniem rodziców mieliœmy z pewnoœciš do czynienia przez osiem lat, kiedy walczyliœmy o wolny wybór w sprawie szeœciolatków. Sondaże w tej sprawie były dla ówczesnego rzšdu druzgocšce, dodatkowo jeszcze rodzice głosowali nogami, za wszelkš cenę nie posyłajšc szeœciolatków do szkoły, lecz pozostawiajšc je w dobrej, sprawdzonej edukacji przedszkolnej. Złożyliœmy w Sejmie trzy wnioski obywatelskie podpisane przez ponad 1mln 600 tys. rodziców. Podpisy były konsekwentnie mielone w sejmowej niszczarce podczas obu kadencji premiera Donalda Tuska oraz premier Ewy Kopacz, z partii, nomen omen, „obywatelskiej". Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska stwierdziła wtedy: „Od tego, kiedy dzieci pójdš do szkoły, zależy ich rozwój. Dlatego powinni o tym decydować parlamentarzyœci, a nie obywatele w referendum". A premier Tusk dał nowš wykładnię konstytucji, dowodzšc, że sš reformy, które przegrałyby w referendum, ale trzeba je wprowadzić, czyli że to nie naród, ale jego partia jest suwerenem. Nasz ostatni projekt ustawy, pod hasłem „Rodzice chcš mieć wybór", PO odrzuciła przez aklamację i to w roku wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Nowy rzšd PiS już w grudniu 2015 r. przywrócił rodzicom szeœciolatków wolny wybór, o który wytrwale walczyli tyle lat. Już we wrzeœniu kolejnego roku kilkaset tysięcy rodziców szeœciolatków (ponad 80 proc.) skorzystało z nowych przepisów, zostawiajšc dzieci w przedszkolach. Jednoczeœnie nowa ekipa w MEN rozpoczęła zupełnie innš reformę.

Kto zebrał podpisy

I oto, jak w lunaparku, gdzie klaun przedrzeŸnia dorosłych i dzieci, członkowie poprzedniej ekipy zaczęli wykrzykiwać hasła, przed którymi niedawno zamykali okna gabinetów. Ewa Kopacz wystšpiła w roli trybuna ludu: „Obrona wolnego wyboru jest zapisana jako zobowišzanie naszej partii". W podobny ton uderzyła była minister edukacji, za której kadencji odrzucono milion głosów pod wnioskiem o referendum w sprawie nie tylko szeœciolatków, ale też gimnazjów. Do grona krytyków reformy gimnazjalnej dołšczyła partia Nowoczesna, której lider Ryszard Petru, owszem, ma dzieci w wieku szkolnym, ale realia oœwiaty publicznej zna raczej z opowieœci. Ruch oporu poprowadził Sławomir Broniarz, szef Zwišzku Nauczycielstwa Polskiego, który swego czasu protestował przeciw wprowadzaniu gimnazjów, a tuż przed ostatnimi wyborami podpisał porozumienie programowe z lewicš, która, o ironio, likwidację gimnazjów miała w programie. I tak oto grupa polityków – dawniejszych zagorzałych przeciwników idei, by w sprawie edukacji wypowiedział się suweren – rozpoczęła wspólnie zbiórkę podpisów pod referendalnym wnioskiem obywatelskim.

W latach, gdy protestowaliœmy przeciwko obniżeniu wieku przymusu szkolnego, wiele gazet pisało o nas ostrożnie jako o „niektórych rodzicach". Dziœ, nie tylko według redaktora Szułdrzyńskiego, miano „rodziców", już bez żadnych ograniczeń, otrzymujš zwišzek zawodowy nauczycieli o komunistycznym rodowodzie i politycznym zaangażowaniu oraz partie opozycyjne prowadzšce nieustanny ostrzał rzšdu. Sławomir Broniarz bez trudu uruchomił kilkusettysięcznš machinę zwišzkowš, a politycy, którzy jeszcze niedawno wychodzili ze skóry, żeby powstrzymać realizację postulatów społecznych, teraz oblegli sklepy z opornikami i hurtownie styropianu. Podpisów pod referendum ZNP nie zbierali rodzice, tylko wygarniturowane zastępy działaczy partyjnych i zwišzkowych. Nawet jeœli w tę zbiórkę podpisów zaangażowali się jacyœ niezadowoleni rodzice z krwi i koœci, to politycy opozycji skutecznie skompromitowali efekty ich społecznego zaangażowania. Zresztš liczby mówiš same za siebie, a inicjatorzy wniosku nie omieszkali się nimi publicznie pochwalić. Jak podano, z około 900 tys. podpisów ZNP zebrał 550 tys., PO – 209 tys., Nowoczesna – 56 tys., inne organizacje, w tym również organizacje rodzicielskie oraz np. Partia Razem – 50 tys. podpisów.

Prowadzšc akcję „Ratuj maluchy", wielokrotnie musieliœmy wysłuchiwać od różnych publicystów, że mamy cele polityczne i tylko czekamy, by na sukcesie obywatelskiej zbiórki wystartować do Sejmu. Fakt, że opozycyjny PiS podjšł nasze postulaty, dla wielu przedstawicieli mediów oznaczał, że staliœmy się z nim tożsami. W rzeczywistoœci przez te osiem lat nigdy nie pozwoliliœmy aktywistom PiS choćby zbliżyć się do naszych akcji zbierania podpisów, w myœl zasady: „Boże chroń nas od przyjaciół, bo z wrogami sami sobie poradzimy". Pamiętam wiele sytuacji, w których politycy chcieli nas potraktować jak swoje paliwo wyborcze, zjeœć jak przystawkę. Traktowaliœmy polityków z dużym chłodem, jednoczeœnie korzystajšc z każdej okazji, by wywierać naciski na realizację rodzicielskich postulatów.

Regularna armia i partyzanci

Nasze centrum dowodzenia nie zajmowało całego biurowca w Warszawie, takiego, jaki posiada ZNP, ale małe mieszkanie. Podpisów nie zebrały zorganizowane struktury w każdym zakštku kraju, tylko zwykli rodzice, którzy dołšczali do akcji ad hoc i często przysyłali tylko jeden formularz. Najwięcej czasu zajmowało nam otwieranie setek tysięcy kopert. Z samych znaczków pocztowych mogliœmy tworzyć gigantyczne kolaże. Podpisów nie zbierano na zebraniach w szkole, ponieważ dyrekcje bardzo często obawiały się reperkusji ze strony zwierzchników. Zupełnie inaczej niż teraz, gdy pewna nauczycielka pisała do nas, że jest przymuszana w swoim œrodowisku do angażowania się w zbiórkę przeciw likwidacji gimnazjów, czy jej się to podoba czy nie. W 2013 r. nikt nie działał pod przymusem, angażował się w akcję z własnej woli. Rodzice tworzyli punkty zbiórki w swoich firmach czy miejscach pracy. Mieliœmy je wszystkie wymienione na stronie: małe zakłady fryzjerskie, sklepy, klubiki zabaw dla dzieci, kwiaciarnie. Czasem, przeglšdajšc formularze, widać było, że jakaœ matka lub ojciec przeszedł przez całš wieœ, dom po domu, numer po numerze.

Emocji, które towarzyszyły wówczas rodzicom, nie da się porównać z niczym innym. Wszyscy dobrze wiedzieli, że działajš w słusznej sprawie, że politykom nie chodzi o dobro dzieci, ale o to, żeby skrócić ich edukację o rok, by szybciej skończyły szkołę i zaczęły zrzucać się do wielkiej czarnej dziury o nazwie ZUS.

Z pewnoœciš wiele głosów podnoszonych przez protestujšcych przeciw likwidacji gimnazjów można uznać za słuszne i piszę to jako ojciec szóstoklasisty, który pójdzie na pierwszy ogień tej zmiany. Ale w przeciwieństwie do sprawy szeœciolatków to nie chęć zaoszczędzenia na dzieciach popchnęła obecnš władzę do kolejnej reformy. Ludzie chcieli likwidacji gimnazjów. Wiem to nie tylko z sondaży opinii publicznej, ale przede wszystkim z setek listów i opinii, które docierały przez lata do naszej fundacji. Podczas gdy rzšd Platformy działał przeciwko woli społeczeństwa, rzšd PiS realizuje jeden z bardzo głoœnych postulatów, o którym rodzice „na dole" mówili od wielu, wielu lat.

To dlatego, mimo nieograniczonych możliwoœci i gigantycznej przewagi organizacyjnej i finansowej, zrzeszonym siłom partyjno-zwišzkowym tak naprawdę nie udało się porwać prawdziwych tłumów. Nie zdołali nawet pobić naszego społecznego rekordu z 2013 r. Zabrakło im kilkudziesięciu tysięcy. Podkreœlanie sukcesu zbiórki ZNP jest jak wychwalanie regularnej armii, której nie udało się dokonać tego, co zrobiła grupa partyzantów.

Dawni zagorzali przeciwnicy referendum, politycy Platformy i działacze zwišzkowi, ze swoimi podkradzionymi hasłami o „woli rodziców" i „wolnym wyborze" sš dziœ œmieszni. I kto jak kto, ale redaktor Szułdrzyński, jako osoba zajmujšca się zawodowo œledzeniem polityki, powinien tę groteskę zauważyć. Š?

Autor jest historykiem, działaczem społecznym, współzałożycielem stowarzyszenia i fundacji Rzecznik Praw Rodziców, które prowadzi wraz z żonš Karolinš. W 2008 r. zorganizowali akcję „Ratuj maluchy", zbierajšc podpisy przeciwko obniżeniu wieku obowišzku szkolnego

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL