Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Dębski: Wielki test dla USA

AFP
Czy prezydent Donald Trump powtórzy błędy Baracka Obamy z poczštków jego prezydentury? Obserwujšc politykę wobec naszego regionu, można odnieœć wrażenie, że ani na jotę nie zmienił się tryb pracy machiny biurokratycznej w Waszyngtonie – pisze dyrektor PISM.

Historia się nie powtarza, ale czasem się rymuje" – powiedział kiedyœ Mark Twain. W polityce międzynarodowej koniunktura szybko się zmienia, decydenci przychodzš i odchodzš, ale czynniki systemowe sprawiajš, że od czasu do czasu można odnieœć wrażenie, że wracamy w znajome koleiny.

Mija właœnie osiem lat, gdy elity polityczne w Europie Œrodkowej poważnie zaniepokoiły się kierunkiem polityki nowej amerykańskiej administracji Baracka Obamy wobec naszego regionu. Pod koniec maja 2009 r. zaczšł powstawać w Warszawie, Budapeszcie, Pradze, a następnie w Brukseli projekt listu-ostrzeżenia dla nowej administracji przed zaniedbaniem współpracy z sojusznikami z Europy Œrodkowej. Kilka lat wczeœniej udzielili oni Ameryce pomocy, m.in. wysyłajšc swych żołnierzy na wojnę do Afganistanu i Iraku. Za współpracę z republikańskš administracjš George'a W. Busha zapłacili ogromnš cenę politycznš w Europie. Francja i Niemcy uznały wówczas, że ponieważ proamerykańska polityka Europy Œrodkowej jest niezgodna ze stanowiskiem Paryża i Berlina, to automatycznie oznacza to, że państwa te rozbijš jednoœć europejskš.

Do chwały przez wypaczenia

Autorzy listu, byli prezydenci i ministrowie spraw zagranicznych państw naszego regionu, przestrzegali Baracka Obamę przed odfajkowaniem regionu jako obszaru, w którym polityka amerykańska nie ma już nic do zrobienia. Wzywali władze USA do zintensyfikowania relacji z Europš Œrodkowš i ostrzegali, że cenš zaniedbań będzie osłabienie proamerykańskich tendencji w polityce zagranicznej tych państw, które mogš się jeszcze Ameryce w przyszłoœci przydać. Zwracali także uwagę na coraz wyraŸniej rysujšce się niebezpieczeństwo obrania przez Rosję konfrontacyjnego kursu w relacjach z Zachodem.

W Waszyngtonie list został przemilczany. Nieoficjalnie wiadomo, że uznano go za głos regionu nadmiernie hołubionego przez republikańskich poprzedników. Ostrzeżenie więc zignorowano, a konsekwencjš była seria błędów w amerykańskiej polityce zagranicznej.

Najpierw, pomimo zabiegów polskich władz, Amerykanie zlekceważyli obchody 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny œwiatowej. Do ostatnich dni sierpnia 2009 r. nie było pewne, kto będzie reprezentował Stany Zjednoczone na uroczystoœciach na Westerplatte, w których udział zapowiedzieli nawet przywódcy Niemiec i Rosji. Dwa tygodnie póŸniej administracja Obamy doprowadziła do kolejnej katastrofy, ogłaszajšc rezygnację z europejskiej częœci projektu budowy tarczy antyrakietowej. Stało się to 17 wrzeœnia, dokładnie w 70. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Decyzję skonsultowano z Rosjš, ale już nie z sojusznikami, którzy rok wczeœniej zgodzili się goœcić amerykański system obronny na swoim terytorium. Wreszcie, na poczštku listopada, ówczesna sekretarz stanu USA Hillary Clinton uczyniła despekt polskiemu ministrowi spraw zagranicznych, odwołujšc spotkanie z nim w ostatniej chwili – gdy minister przyleciał już do Waszyngtonu.

W drugiej kadencji administracja Obamy nadrobiła te błędy, przez co bilans stosunków polsko-amerykańskich u progu prezydentury Trumpa prezentował się pozytywnie. Stało się tak jednak głównie w zwišzku z tym, przed czym ostrzegał list z 2009 r. – agresywnš politykš Rosji. To jej działania zmusiły administrację Obamy do gwałtownego zwrotu w polityce europejskiej, zwrotu, na którym Polska niewštpliwie skorzystała.

Na dobrym kursie

Dziœ nic jeszcze nie wskazuje na to, by wzajemne relacje mogły ucierpieć. Stosunki polsko-amerykańskie i – szerzej – amerykańsko-œrodkowoeuropejskie znajdujš się na fali wznoszšcej. W styczniu do Polski przybyli żołnierze i ciężki sprzęt z USA – pierwsza rotacyjna obecnoœć tak licznych sił amerykańskich, których zadaniem jest wzmocnienie wschodniej flanki sojuszu północnoatlantyckiego. Krok o tyle ważny, że to Amerykanie najszybciej i najbardziej zdecydowanie zareagowali na pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa w Europie w następstwie rosyjskiej aneksji Krymu i inwazji Rosji w Donbasie. „Stała, rotacyjna" obecnoœć amerykańska i sojusznicza na wschodniej flance nie jest oczywiœcie rozwišzaniem w pełni zadowalajšcym w obliczu rosyjskiego zagrożenia, ale stanowi ważnš namiastkę tego, o co Polska i inne państwa regionu, zwłaszcza bałtyckie, zabiegały od lat.

Według danych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu 2016 r. był niezwykle udany pod względem projektów inwestycyjnych zrealizowanych przez przedsiębiorców z USA. Na łšcznš liczbę 64 inwestycji 16 zrealizowały firmy amerykańskie. Co więcej, agencja informowała, że spoœród niemal 200 potencjalnych projektów inwestycyjnych zarejestrowanych na poczštku tego roku aż 60 pochodziło ze Stanów Zjednoczonych – prawie trzy razy więcej niż z Niemiec i szeœciokrotnie więcej niż z Wielkiej Brytanii. W 2017 r. wzrost gospodarczy w Polsce może wynieœć 3,5 proc., w Rumunii przekroczy 4 proc., na Węgrzech sięgnie 3,6 proc., a na Słowacji – 3 proc. To więcej niż we Francji, w Niemczech, w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech. Nic więc dziwnego, że amerykańscy inwestorzy wcišż traktujš Polskę jako naturalnš bramę do Europy Œrodkowej. To od dwóch dekad najszybciej rozwijajšcy się region w Europie. Nie tylko amerykański biznes to bezbłędnie wyczuwa. W tym także należy także upatrywać motywów politycznego i biznesowego zainteresowania regionem ze strony Chin. Amerykańskim inwestorom roœnie tu konkurencja.

Wprawdzie nie sprawdziły się hurraoptymistyczne amerykańskie prognozy sugerujšce, że dzięki zasobom gazu z łupków Polska wybije się na gazowš niezależnoœć, ale my także skorzystamy z dobrodziejstw łupkowej rewolucji. Niebawem do gazoportu w Œwinoujœciu – największej tego rodzaju instalacji w rejonie Morza Bałtyckiego – trafi pierwszy transport skroplonego gazu ziemnego z terminalu w Sabine Pass w Teksasie. Transport niewielki, ale dobrze rokujšcy na przyszłoœć. Zapowiadana dostawa do Œwinoujœcia pokazuje, że gaz z USA może stanowić alternatywę dla odbiorców w całej Europie Œrodkowej – a to rynek nie do pogardzenia, z perspektywami dalszego wzrostu zapotrzebowania. Za kilka lat, kiedy Amerykanie uruchomiš kolejne terminale do eksportu gazu, nasz region może być dla nich naturalnym klientem.

Zasługi poprzedników

Skšd więc powody do niepokoju? Otóż administracja prezydenta Trumpa, zaprzštnięta przede wszystkim sobš, w relacjach z Polskš i innymi państwami Europy Œrodkowej zachowuje się na razie pasywnie. By ponownie odwołać się do terminologii bardziej przystajšcej do realiów Wall Street niż do stosunków sojuszniczych – może uznała, że poziom politycznych inwestycji w te relacje jest wystarczajšcy i nie wymagajš one kolejnych nakładów. Znawcom stosunków polsko-amerykańskich ta sytuacja coœ już zaczyna przypominać.

Tymczasem wszystkie wspomniane wyżej pozytywne tendencje sš wynikiem decyzji podjętych przez poprzedniš amerykańskš administrację, która – po częœci, chcšc naprawić własne błędy, po częœci ze względu na stworzone przez Rosję zagrożenie dla pokoju w Europie – ponownie zwiększyła aktywnoœć w Europie Œrodkowej. W rzeczywistoœci, gdyby prezydentem USA była dziœ Hillary Clinton, w stosunkach polsko-amerykańskich działałaby ta sama siła inercji. W Białym Domu nikt nie musiałby ruszać palcem.

Przygotowania do przerzutu amerykańskich żołnierzy na wschodniš flankę NATO zaczęły się, o czym donosiła fachowa amerykańska prasa wojskowa, mniej więcej rok przed rozpoczęciem pierwszej rotacji. I nic w tym dziwnego, bo tyle trwajš wojskowe procedury, tyle czasu było potrzeba, aby wprowadzić w życie decyzje, nad którymi pracowali najpierw ministrowie obrony sojuszu północnoatlantyckiego i które w lipcu ubiegłego roku w Warszawie zatwierdzili przywódcy państw członkowskich NATO. Tak więc obecnoœć amerykańskich żołnierzy na wschodniej flance sojuszu to zasługa administracji Obamy. Ekipa Trumpa pobiera dywidendę z akcji, w które zainwestowali ich poprzednicy.

Podobnie rzecz się ma z dostawš amerykańskiego gazu do Polski. Pochwały za troskę o bezpieczeństwo energetyczne sojuszników zbierze administracja Trumpa, ale to w latach urzędowania jego poprzednika Departament Energii USA uproœcił procedury eksportu gazu ziemnego do państw nieobjętych porozumieniami o wolnym handlu i przyspieszył wydawanie licencji dla nowych terminali skraplajšcych gaz. To korzystne warunki rynkowe, a zapewne również refleks i łut szczęœcia, sprawiły, że do Œwinoujœcia zawinie gazowiec z USA. Żadna w tym zasługa Białego Domu.

Trump szedł do władzy pod hasłem „America First", nie dziwi więc, że zaangażowanie swoje i swojej administracji w sprawy międzynarodowe ogranicza do spraw dotykajšcych żywotnych interesów USA. Pielęgnowanie stosunków z Europš Œrodkowš do nich na razie nie należy. Biernoœć obecnej administracji amerykańskiej trudniej jednak pojšć w wymiarze politycznym. Wydaje się, że lata 2009 i 2017 różni bardzo wiele, a jednak obserwujšc pierwsze miesišce aktywnoœci administracji prezydenta Trumpa, można odnieœć wrażenie, że tryb pracy machiny biurokratycznej w Waszyngtonie ani na jotę się nie zmienił. Stany Zjednoczone mogš więc ponownie wpaœć w tradycyjnš spiralę błędów. Być może jest to pochodna braków kadrowych wcišż formujšcej się nowej administracji, w której z koniecznoœci ważnš rolę odgrywajš urzędnicy pamiętajšcy jeszcze współpracę z poprzedniš ekipš. Wiedzeni opacznie rozumianym poczuciem lojalnoœci, nie sš chętni, by podpowiadać swoim nowym zwierzchnikom bardziej opłacalne dla nich polityczne rozwišzania.

Powtórka czy jednak zmiana

Prezydent Trump może jeszcze uniknšć kłopotów, których doœwiadczył jego poprzednik w Białym Domu w pierwszym okresie prezydentury. Najbliższš okazjš do omówienia szczegółów, jak do tego nie dopuœcić, będzie planowana rozmowa prezydentów Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy na marginesie szczytu NATO w Brukseli pod koniec maja. Nowa amerykańska administracja powinna wykorzystać także szansę, jakš stwarza zaproszenie prezydenta Trumpa do udziału w spotkaniu z głowami 12 państw Europy Œrodkowej 7 lipca we Wrocławiu wystosowane wspólnie przez prezydent Chorwacji Kolindę Grabar-Kitarović i prezydenta Dudę. Kilkugodzinna polityczna inwestycja i spotkanie ze wszystkimi sojusznikami w regionie może pomoc Donaldowi Trumpowi stworzyć własne polityczne dziedzictwo w relacjach z Europš Œrodkowš i w ogóle w relacjach transatlantyckich. Najbliższe kontakty na szczeblu prezydentów będš więc testem obranego przez administrację Trumpa kierunku polityki wobec Europy Œrodkowej. Czy będzie to powtórka z poczštków polityki Obamy, czy już jednak unikajšce błędów poprzednika autorskie podejœcie Trumpa?

Winston Churchill mawiał, że „zawsze można liczyć na to, że Amerykanie postšpiš właœciwie – ale dopiero po wyczerpaniu wszystkich innych dostępnych alternatyw". Każdy, kto dobrze życzy relacjom Stanów Zjednoczonych z Europš Œrodkowš, powinien trzymać kciuki za prezydenta Trumpa, aby nie zmarnował szansy i dowiódł, że maksyma Churchilla w przypadku jego prezydentury nie będzie miała zastosowania.

Autor jest historykiem i politologiem, dyrektorem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (od lutego 2016 roku, wczeœniej tę funkcję pełnił też w latach 2007–2010). W latach 2011–2016 był dyrektorem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL