Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Baranowski: Wraca policjant świata?

Decyzja Donalda Trumpa praktycznie przekreœliła szanse na „deal” z Władimirem Putinem.
Bloomberg, Olivier Douliery
Ameryka zaangażowana wygrała z Amerykš samolubnš – pisze po ataku na Syrię dyrektor warszawskiego biura think tanku GMF.

Atak USA na syryjskš bazę wojskowš w Al-Shayrat był najważniejszš decyzjš młodej prezydentury Donalda Trumpa. Jak do tej pory ze strony Waszyngtonu widzieliœmy sporo retoryki, bardzo dużo tweetów, ale mało konkretnej polityki zagranicznej. Ta wykuje się właœnie z konsekwencji czwartkowej decyzji. Choć nadal możliwych jest wiele potencjalnych scenariuszy dalszej polityki zagranicznej Donalda Trumpa, po pištkowym ataku wiemy już, że nie może to już być polityka izolacjonizmu. Czy będzie to powrót do tradycyjnie republikańskiej polityki œwiatowego policjanta – hegemona gotowego podtrzymywać na swoich barkach liberalny ład œwiatowy?

Baszar Asad, dopuszczajšc się odrażajšcej zbrodni, atakujšc ponownie niewinnych cywilów broniš chemicznš, postawił społecznoœć międzynarodowš, ale przede wszystkim nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, przed dylematem – brak odpowiedniej reakcji potwierdziłby tezę tych, którzy mówiš o końcu œwiatowego przywództwa USA, ale odpowiedŸ militarna groziła eskalacjš konfrontacji w Syrii z Asadem i jego sojusznikiem Władimirem Putinem. Donald Trump podczas kampanii prezydenckiej opowiadał się za łagodnym kursem wobec syryjskiego prezydenta. Jeszcze w zeszłym tygodniu sekretarz stanu Rex Tillerson mówił, że o przyszłoœci Asada zdecyduje naród syryjski, a nie œwiatowe mocarstwa, dajšc jasno do zrozumienia, że Stany Zjednoczone nie majš zamiaru interweniować w Syrii. PóŸniejsze bombardowanie 59 rakietami typu Tomahawk syryjskiej bazy było poważnš korektš nie tylko w polityce wobec Syrii, ale także w całej polityce zagranicznej Donalda Trumpa.

Sam atak, w którym Trump wybrał jednš z najmniej drastycznych opcji przedstawianych mu przez Pentagon, był skalibrowany tak, aby wysłać sygnał do Asada, że ponowne użycie broni chemicznej nie będzie tolerowane. Ograniczony charakter bombardowania miał natomiast pokazywać również, że nie jest to poczštek szerszej inwazji na rzšd w Damaszku i próba zmiany reżimu. Bombardowanie miało pokazać, jak to okreœlił Tillerson, że prezydent Trump potrafi podjšć „zdecydowanš decyzję", kiedy inni „przekroczš linię i nie dotrzymajš swoich obietnic" – jest to bardzo jasny sygnał skierowany również do przywódców Korei Północnej oraz Iranu.

Operacje militarne majš natomiast to do siebie, że często wymykajš się spod kontroli. Przeciwnik – w tym przypadku zarówno Asad, jak i Rosja – ma sporo do powiedzenia w sprawie tego, jak potoczy się konflikt. W tym momencie brak jest jeszcze długoplanowej strategii Waszyngtonu wobec wojny toczšcej się tam już od ponad pięciu lat. Trump postawił jednak na szali swój prestiż i wobec eskalacji konfliktu ze strony Asada lub Rosji nie będzie mógł się łatwo wycofać bez utraty twarzy.

W kontekœcie wewnętrznym Donald Trump stał się właœnie kimœ, kogo Amerykanie definiujš jako „war president" – prezydent wojenny. W tej roli poparcia udzielili mu nawet najwięksi dotychczasowi krytycy, tacy jak senator McCain. To bardzo duża zmiana dla polityka, który do tej pory był krytykowany z każdej możliwej strony i którego poparcie w ostatnim badaniu opinii publicznej spadło do 36 proc. – jednego z najniższych poziomów w historii na tym etapie prezydentury. Natomiast prezydenci wojenni zwykle cieszš się szerszym poparciem społecznym, przynajmniej na poczštku konfliktu, co pewnie zobaczymy w następnych sondażach. Dynamika polityki wewnętrznej spowoduje, że bardzo trudno będzie prezydentowi zminimalizować zaangażowanie w Syrii w przypadku braku ustępstw ze strony Asada i jego sojuszników.

Starcie dwóch wizji

Dylematy w Syrii naœwietlajš również szerszy spór o kształt polityki zagranicznej Donalda Trumpa. Od poczštku kadencji można było zaobserwować w jego administracji co najmniej dwie œcierajšce się ze sobš wizje roli Stanów Zjednoczonych na œwiecie. Jedna to wizja „America first" – „Ameryka przede wszystkim", uosabiana przez Steve'a Bannona, byłego szefa ultraprawicowego portalu Breitbart. Jest to wizja, w której liczy się wyłšcznie interes USA, często krótkoterminowy i oparty na kalkulacji ekonomicznej, a nie geostrategicznej. W której reguły międzynarodowe, wartoœci i wieloletnie sojusze sš postrzegane jako coœ przestarzałego, coœ, co można łatwo sprzedać. W której instytucje międzynarodowe nie liczš się prawie wcale, a interesy załatwia się z innymi mocarstwami na zasadzie bilateralnej wymiany.

Może przede wszystkim jest to wizja polityki, która odrzuca argument, że obecny ład œwiatowy – oparty na systemie sojuszy oraz otwartym handlu – jest czymœ korzystnym dla Stanów Zjednoczonych. Wizja „America first" odrzuca ten ład jako coœ, co jest nie w porzšdku wobec amerykańskiego podatnika i amerykańskiego żołnierza. Zakłada potrzebę stworzenia nowego porozumienia, w którym USA nie ponoszš już głównego kosztu utrzymania porzšdku międzynarodowego.

Dużo bardziej tradycyjna, republikańska polityka zagraniczna, zakładajšca szczególnš rolę Stanów Zjednoczonych w utrzymaniu ładu œwiatowego, to druga z tych wizji. Jest ona oparta na systemie sojuszy budowanym przez USA przez ostatnie 70 lat, w którym ważniejsze sš podstawowe wartoœci i reguły współpracy międzynarodowej oraz długofalowy interes strategiczny USA, a nie bieżšce korzyœci. Jest to polityka, którš w administracji Trumpa najlepiej reprezentuje sekretarz obrony gen. James Mattis.

Pierwsze miesišce prezydentury Trumpa były czasem współistnienia tych dwóch rzeczywistoœci – z jednej strony prezydent tweetował o przestarzałym NATO, podważał sens istnienia Unii Europejskiej i myœlał o resecie z Rosjš, z drugiej strony gen. Mattis wraz z kluczowymi senatorami, jak McCain, robili swoje, aby utrzymać system sojuszy zarówno w Europie, jak i w Azji.

Czwartkowa decyzja o ataku na Asada jest wygranš wizji Ameryki zaangażowanej nad wizjš Ameryki samolubnej. Przypadkiem wydaje się być to, że zaledwie dzień wczeœniej Steve Bannon został wykluczony ze stałego składu spotkań Rady Bezpieczeństwa Narodowego – ale decyzja ta pokazuje symboliczny zwrot ku bardziej tradycyjnej, republikańskiej polityce zagranicznej.

Nie po drodze z Putinem

Jednym z miejsc, w których te dwie odmienne wizje œcierały się najmocniej, jest polityka USA wobec Rosji. Przed objęciem urzędu prezydenta Trump okazywał chęć ocieplenia i poprawy relacji USA z Rosjš, a może nawet zbudowania szerokiego porozumienia. W pierwszych tygodniach jego administracja przygotowała nawet projekt dokumentu znoszšcego sankcje nałożone na Rosję przez Baracka Obamę. Atak na syryjskš bazę praktycznie przekreœlił szanse jakiegokolwiek szerszego „dealu" między Trumpem a Putinem.

Stabilnoœć reżimu Asada jest jednym z kluczowych interesów Rosji na Bliskim Wschodzie, a bombardowania, pomimo ich ograniczonego zakresu, tę stabilnoœć nadwyrężajš. Poza tym dla Rosji nie do zaakceptowania jest interwencja USA bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, szczególnie bezpoœrednio wbrew rosyjskim interesom.

Już wczeœniej Trump miał bardzo ograniczone pole manewru, jeżeli chodzi o szybkie porozumienie z Moskwš. Przyczynš były toczšce się dochodzenie w sprawie wpływu Rosji na wybory prezydenckie w USA oraz œledztwo FBI w sprawie kontaktów współpracowników Trumpa w kampanii wyborczej ze stronš rosyjskš. Polityczna cena jakiegokolwiek szerszego porozumienia USA–Rosja w tym klimacie byłaby za wysoka – spotkałoby się ono z ogromnym oporem w Kongresie oraz wœród waszyngtońskiego establishmentu.

W obecnej sytuacji Putin również nie będzie skory do szybkiego porozumienia i prawdopodobnie wróci do antyamerykańskiej retoryki, która zniknęła na kilka miesięcy z rosyjskiej telewizji ze względu na nadzieje zwišzane z Trumpem. Dotychczasowa rosyjska reakcja na atak była ostra retorycznie, ale ograniczona w aspekcie wojskowym. Premier Dmitrij Miedwiediew mówił o „zrujnowanych relacjach" i o zbliżaniu się do „granicy konfliktu militarnego", a rosyjskie siły w Syrii wycofały się z umowy z USA o wzajemnym informowaniu się o inicjatywach wojskowych w celu uniknięcia wypadków.

Administracja Trumpa, chcšc uniknšć eskalacji z Moskwš, poinformowała rosyjskie dowództwo w Syrii o planowanym ataku, tak aby uniknšć ofiar wœród obecnych w bazie rosyjskich żołnierzy – co swojš drogš doprowadziło również do tego, że zniszczenia wœród syryjskiego sprzętu były bardzo ograniczone, bo ostrzeżeni przez Rosjan Syryjczycy usunęli większoœć stacjonujšcych tam samolotów wojskowych. Rosjanie ze swojej strony też chcieli uniknšć konfrontacji z USA i nie uruchomili nawet nowoczesnych baterii przeciwrakietowych S-400 i S-200, które mogłyby stršcić choćby kilka nadlatujšcych tomahawków.

Nawet jednak ograniczone rosyjskie reakcje na atak sprawiajš, że szybkie, strategiczne porozumienie z USA przestaje być prawdopodobne. Wizyta Tillersona w Rosji w tym tygodniu, która miała skupić się na znalezieniu obszarów, w których USA i Rosja mogłyby zbudować szersze porozumienie, będzie teraz zdominowana przez konflikt w Syrii.

Poczštek drogi

Po dwu i pół miesišca prezydentury obserwujemy poczštek wykuwania się polityki zagranicznej Trumpa. Bardzo wiele będzie zależeć od tego, jakie następne kroki administracja podejmie zarówno wobec Damaszku, jak i Pjongjangu, Teheranu oraz do pewnego stopnia wobec Moskwy i Pekinu. Dużo zależeć będzie od tego, co wydarzy się w następnych dniach i tygodniach, a jak już wspomnieliœmy, brutalne konflikty rzšdzš się swoimi prawami. Trump będzie teraz musiał przekuć swojš wstępnš reakcję na długofalowš politykę. Bardzo ciężko będzie mu już wrócić do wizji polityki, w której Stany Zjednoczone stajš na uboczu, nie mieszajš się w konflikty w dalekich krajach, a skupiajš się tylko zrównoważeniu swojego bilansu handlowego.

Nie oznacza to zarazem, że od tej pory powinniœmy spodziewać się już tylko pryncypialnej, zaangażowanej, muskularnej polityki tradycyjnie reprezentowanej przez Partię Republikańskš. Na dziœ w wewnętrznej debacie na temat Trumpa wygrały głosy sekretarza Mattisa, wiceprezydenta Mike'a Pence'a czy doradcy do spraw bezpieczeństwa H.R. McMastera – wszyscy oni wywodzš się z republikańskiego establishmentu i reprezentujš bardzo tradycyjnš wizjš roli Stanów Zjednoczonych w œwiecie. To jest krok w kierunku wizji Ameryki zaangażowanej, ale i dopiero poczštek drogi.

Autor jest ekspertem w dziedzinie polityki zagranicznej USA oraz polityki bezpieczeństwa

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL