Publicystyka

Adam Szłapka: Kontrakt dla opozycji

„Przywróćmy ład konstytucyjny” – marsz pod tym hasłem zorganizowany w marcu 2016 r. przez Nowoczesną.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Odłóżmy na bok interesy partyjne. Przestańmy mówić o zjednoczeniu, o wspólnej partii, a stwórzmy wspólną listę, by wygrać wybory – pisze sekretarz generalny Nowoczesnej.

Nie mamy czasu na brak wiary. W 2023 r. będzie już za późno, będziemy zniechęceni, przyzwyczajeni i urządzeni w rzeczywistości zaprogramowanej przez Jarosława Kaczyńskiego. W rzeczywistości, w której nie ma reguł. W której Polska na arenie międzynarodowej jest całkiem samotna.

Wybory parlamentarne roku 2019 będą wyborami historycznymi. I od nas zależy, czy będą historyczną porażką czy jednak zwycięstwem społeczeństwa obywatelskiego, które pragnie Polski zasad: demokratycznej, praworządnej, trwale osadzonej w Europie. Takiej, jakiej chce w moim przekonaniu większość Polaków. Dlatego zwycięstwo jest możliwe. Tylko musimy wiedzieć, czego chcemy. Musimy wierzyć, że możemy to zrobić, i wziąć za to odpowiedzialności. Wszyscy. My. Społeczeństwo obywatelskie.

Dziś niewiele wskazuje na to, że może się udać. Środowisko PiS jest skonsolidowane, a opozycja podzielona, nieskuteczna i rozczarowująca. PiS jest na prostej drodze, by wygrać te wybory. Ordynacja wyborcza z metodą obliczania głosów d'Hondta daje im szanse na większość konstytucyjną, chociaż nie mają poparcia większości społeczeństwa. A skoro nie mają takiego poparcia, to zwycięstwo obozu demokratycznego musi być możliwe. Warunek jest jeden: musimy pójść na wybory parlamentarne wspólnie – wszyscy, którzy chcą Polski demokratycznej, Polski w Europie. Dziś wydaje się to niewykonalne, a hasło zjednoczenia opozycji budzi śmiech politowania. Dlatego musimy zmienić podejście do tych wyborów.

Tylko tyle i aż tyle

To wybory historyczne, a nie partyjne. I tak powinniśmy o nich myśleć. Przyjmijmy, że nie zrealizujemy programów, że nie zreformujemy systemu podatkowego, gospodarki, edukacji. Zrobimy tylko tyle i aż tyle, że przywrócimy zasady demokratycznego państwa prawa. Zrobimy tylko tyle i aż tyle, że odwrócimy marsz Polski na Wschód.

To musi być elekcja, która wyłoni nie Sejm, ale konstytuantę. Jeśli przyjmiemy takie założenie, zwycięstwo jest możliwe. Bo możliwa będzie jedna wspólna lista. Obejmie ona wszystkich, którzy rozumieją, że bez reguł gry nie ma demokracji. Wspólna lista, na której będzie miejsce dla wszystkich partii opozycyjnych: PO, Nowoczesnej, PSL, SLD i Partii Razem. Wspólna lista, na której jest miejsce dla Roberta Biedronia, Barbary Nowackiej, polityków prawicy. Na której będzie miejsce dla organizacji społecznych, które walczą o prawa obywatelskie – dla Akcji Demokracja, Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, Obywateli RP, Wolnych Sądów, KOD, Projektu: Polska. Ale też dla samorządowców, liderów lokalnych, ludzi kultury, wszystkich, którzy wierzą, że razem możemy dokonać obywatelskiej naprawy Polski.

Jedynie w ten sposób mamy szansę zmobilizować razem większość. Tylko wtedy mamy szansę wykorzystać to, co dziś jest problemem – metodę d'Hondta. Przy silnej mobilizacji możliwa jest większość konstytucyjna.

Musimy przygotować kontrakt – umowę społeczną, która będzie podstawą wspólnej listy. Wszyscy weźmiemy za nią odpowiedzialność. Odłóżmy na bok interesy partyjne, załóżmy, że to nie czas na walkę na programy. Wszyscy się cofnijmy. Przestańmy mówić o zjednoczonej opozycji, wspólnej partii – mamy stworzyć wspólną listę, by wygrać wybory.

Co będzie podstawą umowy?

1 Przywrócenie niezależnego wymiaru sprawiedliwości. Przyjęcie ustaw, które odbudują niezależny Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, Sąd Najwyższy. Musimy przyjąć prawo, które unieważni wszystko to, co zostało zrobione przez większość PiS z naruszeniem konstytucji. Chodzi nie tylko o ustawy, ale i nominacje. To będzie rodziło szereg konsekwencji, jak unieważnienie decyzji wydanych przez wadliwie wybranych sędziów TK. Trzeba przywrócić niezależne sądownictwo na podstawie obowiązującej konstytucji. Szczegóły muszą zostać dookreślone w umowie, nie ma wątpliwości, że wielu wybitnych prawników podejmie się pracy na rzecz naprawy zniszczonego przez PiS wymiaru sprawiedliwości.

2 Wprowadzenie dodatkowych bezpieczników do konstytucji. Konstytucja, która przez lata funkcjonowała dobrze, pokazała swoje słabości w zderzeniu z barbarzyństwem prawnym Jarosława Kaczyńskiego. Trzeba zatem wprowadzić dodatkowe zabezpieczenia na przyszłość.

Warto się zastanowić nad Senatem. Jeśli mają być wybory większościowe, jak dziś, to w dwóch turach, tak by zwycięstwo 35 proc. głosów w wyborach nie gwarantowało bezwzględnej większości. Rozdzielenie kadencji Sejmu i Senatu. Wzmocnienie roli Senatu w funkcji kreacyjnej organów takich jak TK, RPO czy instytucje kontrolne. Większa siła przy poprawkach w procedurze legislacyjnej. Dziś wiemy, że zagrożeniem jest nie paraliż organów, ale skuteczność polityczna tych, którzy nie stosują reguł. To przykład, ale może być ich więcej. Rezygnacja z obowiązku drukowania wyroków TK, wprowadzenie ustaw konstytucyjnych, które regulują funkcjonowanie i wybór przedstawicieli do organów konstytucyjnych większością kwalifikowaną, w tym ustawa o stanowieniu prawa, instytucjonalizacja rozproszonej kontroli konstytucyjnej przez sądy. To wszystko powinno być podstawą wspólnej umowy społecznej.

3 Silniejsze zakorzenienie w Europie. Zdecydowana większość Polaków chce Polski w Europie. W 2003 r. Polacy wybrali UE ze względu na wartości, a nie ze względu na pieniądze, jak dziś próbuje się nam często wmówić. To był cywilizacyjny wybór. Dziś widzimy, że cywilizacyjnym wyborem staje się także wspólna waluta – zarazem kolejnym zabezpieczeniem naszej trwałej obecności w Europie. Zakorzenienie w Europie oparte na wartościach i instytucjach ma fundamentalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa i rozwoju. Dziś mimo tego, że poparcie dla przyjęcia wspólnej waluty spadło do około 43 proc., powinniśmy wziąć odpowiedzialność za tę decyzję i przekonać niezdecydowanych. Przekonać, że to kwestia naszego bezpieczeństwa i gwarancja rozwoju. To możliwe i wykonalne tylko w nadzwyczajnych warunkach. Nie chodzi o to, by euro od razu wprowadzać, ale by w konstytucji wprowadzić taką możliwość.

4 Otwarty system parlamentarny. Nie ma możliwości powrotu do polityki sprzed 2015 r. Startujemy wspólną listą po to, by później móc uczestniczyć w normalnych demokratycznych wyborach – w walce na programy, a nie na PiS i anty-PiS. Większa otwartość parlamentaryzmu w Polsce daje szansę rozszerzenie wspólnej listy o nowe partie, organizacje i ruchy społeczne, które reprezentują na razie niewielką część społeczeństwa. Otwartość to odejście od metody d'Hondta. Nigdy więcej nie może się zdarzyć, że bezwzględną większość uzyska ugrupowanie, które nie ma bezwzględnej większości w wyborach. Rozdrobnienie i niestabilność rządów mogą być uciążliwe, ale nie są groźne. Koalicje może są mniej skuteczne, ale potrafią się kontrolować. Większa otwartość to zmiana sposobu finansowania partii politycznych. Pieniądze publiczne nie mogą być tak poważną barierą do startu w wyborach. Otwartość to także niższy próg wyborczy dla koalicji i partii.

To, czego brakowało przez ostatnie 15 lat, to brak naturalnej wymiany elit, brak dopływu świeżych pomysłów. Brak alternatywy. Trzeba zwiększyć szansę na to, by Polacy mogli głosować pozytywnie – wybierać to, z czym się utożsamiają.

Bądźmy Macronem

Te cztery elementy są kluczowe. Ale warto wykorzystać czas zawieszenia interesów partyjnych, by przeprowadzić zmiany, na które wszyscy zgodziliby się, będąc w opozycji, a zapominają o nich, wygrywając wybory. Czyli: przywrócenie służby cywilnej, wprowadzenie procedur konkursowych w administracji, odpartyjnienie spółek Skarbu Państwa, zmiana sposobu funkcjonowania mediów publicznych.

Umowa musi też obejmować zmianę funkcjonowania rządu: powołanie nie ministrów, ale kierowników ministerstw, którzy będą administrować i odpartyjniać. Musimy rozliczyć tych, którzy dopuścili się łamania konstytucji. Do tego jest Trybunał Stanu. Nie chodzi zemstę, ale wyraźne pokazanie, że politycy za łamanie prawa ponoszą konsekwencje. Naszą wspólną odpowiedzialnością jest przywrócenie zaufania społecznego.

Coraz częściej przestajemy wierzyć w to, że w 2019 r. cokolwiek może się zmienić. Ale tak jak wspomniałem na wstępie – nie mamy czasu, w 2023 r. będzie już za późno. Dla wszystkich starczy miejsca na liście, nawet tych, których różni wszystko: dla Antoniego Mężydły i dla Adriana Zandberga.

Na przygotowanie nowej umowy społecznej mamy półtora roku. To nie jest czas na małość. To czas na wielkość. To jest czas odpowiedzialności, Solidarności. Mamy szanse na porozumienie, mamy szanse na Sejm Wielki. Pójście razem daje nam szansę na większość konstytucyjną, która przywróci demokratyczne państwo prawa. Potem możemy się rozejść. Skróćmy kadencję po wykonaniu zadania i zagrajmy zgodnie z regułami. Tylko zrealizujmy umowę. Nie szukajmy polskiego Macrona, tylko nim bądźmy. Stwórzmy większość, która odwróci nieuchronny, jak się dziś wydaje, bieg polskiej polityki.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL