Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Jacek Tomkiewicz: Pułapka nacjonalizmu

Fotorzepa, Łukasz Solski
Sukcesy populistów sš efektem realnych problemów trawišcych współczesne społeczeństwa. Proponowane przez nich rozwišzania mogš jednak jedynie pogorszyć obecny stan rzeczy – twierdzi ekonomista.

Nowy Pragmatyzm, koncepcja, której autorem jest Grzegorz Kołodko, ma być odpowiedziš na strukturalne problemy œwiatowej gospodarki, takie jak rosnšce nierównoœci społeczne, narastajšce zmiany klimatyczne czy wymykajšce się spod kontroli masowe migracje. Nowy Pragmatyzm opiera się na ingerencji państwa (rozumianego szeroko, jako narodowy i ponadnarodowy układ instytucjonalny) w mechanizm rynkowy.  Jednak prof. Andrzej KoŸmiński wskazuje w tekœcie „Nowy pragmatyzm kontra nowy nacjonalizm”, że w dzisiejszych warunkach górę biorš nacjonalizmy, czego wyrazem jest Brexit, prezydentura Donalda Trumpa czy rosnšce poparcie dla populistycznych nacjonalistów w wielu krajach Europy.

Zamiast więc postępujšcej integracji i koordynacji polityki gospodarczej w skali globalnej, obserwujemy zapowiedzi izolacji poszczególnych gospodarek za pomocš ceł, barier handlowych czy blokowania migracji. Skšd wzišł się ten zwrot w kierunku izolacjonizmu i populizmu? Stwierdzenie, że niedoinformowani wyborcy sš cynicznie manipulowani przez tabloidy i nowoczesne instrumenty marketingu politycznego nie jest wystarczajšcš odpowiedziš. Obecne tendencje sš raczej wynikiem niezadowolenia z powodu nierównego podziału rosnšcego dobrobytu.

Nierównoœci dochodowe w większoœci krajów wyraŸnie rosnš już od lat 80-tych XX wieku. Za podział dochodu w dużej mierze sš odpowiedzialne obiektywne procesy wynikajšce z charakteru bieżšcej fazy globalizacji. Połšczenie mobilnoœci kapitału i przepływów towarowych przy jednoczesnej ograniczonej skali migracji siły roboczej (około 95% ludzi w skali œwiata pracuje w tym samym kraju, w którym się urodzili) mocno ogranicza siłę przetargowš pracowników. W tym samym czasie postęp techniczny zmniejsza popyt na niskie kwalifikacje, natomiast w cenie sš ci, którzy potrafiš posługiwać się nowoczesnymi technologiami oraz innowatorzy i twórcy wysokiej wartoœci dodanej w takich obszarach jak nauka, rozrywka czy sztuka. Mamy więc do czynienia z mieszankę mechanizmów, które powodujš, że jednoczeœnie spadajš wynagrodzenia (udział płac w PKB maleje w większoœci krajów œwiata) i mocno zwiększa się premia za wysokie kwalifikacje i innowacyjnoœć.

Wina państwa

Warto jednak pamiętać, że państwo ma instrumenty, przy pomocy których może korygować rynkowy rozkład dochodu. Ostateczny podział dochodów i majštków w społeczeństwie jest więc także decyzjš politycznš. W tych samych warunkach otwartoœci na globalne procesy gospodarcze w Skandynawii udaje się utrzymać niewielkie rozwarstwienie, a w Brazylii w czasie prezydentury Ignatio da Silvy można było łšczyć szybki wzrost gospodarczy z malejšcymi nierównoœciami. W zdecydowanej jednak większoœci krajów wybrano inny model polityki gospodarczej oparty na doktrynie neoliberalnej. Obiektywne mechanizmy gospodarcze powiększajšce nierównoœci były więc wzmacniane przez spadajšcš skalę progresji podatkowej, ograniczanie opodatkowania kapitału czy postępujšcš deregulację sektora finansowego. Dlaczego więc wyborcy w USA czy Wielkiej Brytanii wybierali rozwišzania ewidentnie sprzyjajšce tylko niewielkiej grupie społecznej? Przecież według tzw. teorii przeciętnego wyborcy, rosnšce nierównoœci dochodowe powinny automatycznie wynieœć do władzy ugrupowania postulujšce zmniejszenie rozwarstwienia poprzez instrumenty podatkowe czy regulację rynku pracy. To, że tak długo społeczeństwa akceptowały pogłębiajšce się rozwarstwienie dochodowe i majštkowe, z dwóch prawidłowoœci: politycznej i gospodarczo-społecznej.

Po pierwsze, przez długi czas w wielu krajach wysoko rozwiniętych nastšpiło wyraŸne zbliżenie między programami gospodarczymi poszczególnych partii politycznych. Nikt nie kwestionował, że celem polityki gospodarczej ma być maksymalizacja dynamiki PKB. W dyskursie publicznym wyraŸnie można było wskazać utrwalenie się tzw. poprawnoœci politycznej polegajšcej w skrócie na stwierdzeniu: „co dobre dla biznesu, siłš rzeczy jest też dobre dla gospodarki” . W dużej mierze różnica między lewicš a prawicš w obszarze polityki gospodarczej zatarła się. Takie postulaty jak uelastycznianie rynku pracy, niskie podatki czy ograniczanie biurokracji, to elementy programów politycznych partii zarówno z lewej jak i prawej strony sceny politycznej. Ugrupowania lewicowe i wysuwajšce prospołeczne postulaty  realizowały tak naprawdę w wielu krajach politykę działajšcš na rzecz pogłębiania nierównoœci.

Decyzja o znacznej obniżce podatku od zysków przedsiębiorstw została przecież podjęta w Polsce w czasie rzšdów SLD. Kolejne zmniejszenie obcišżeń fiskalnych w roku 2007 (obniżka składki rentowej i spadek górnej stawki PIT, co dało wyższe korzyœci bogatszym) nastšpiło w czasie rzšdów PIS - u, partii konserwatywnej w obszarze œwiatopoglšdowym i  prospołecznej w kwestiach gospodarczych. Głęboka reforma rynku pracy (tzw. reforma Hartz’a z 2003 roku) polegajšca w dużej mierze na ograniczeniu przywilejów pracowniczych została przeprowadzona w Niemczech w czasach rzšdów socjalistów z SPD, a deregulacja sektora finansowego w USA polegajšca na uchyleniu ustawy Glassa-Steagalla (rozdzielenie bankowoœci inwestycyjnej od depozytowo-kredytowej) nastšpiła w roku 1999, czyli w czasie rzšdów Prezydenta B. Clintona – demokraty, a więc przedstawiciela partii o prospołecznej tożsamoœci.
Pomimo tego, że struktura podziału wytworzonego dochodu szybko zmienia się na korzyœć bogatszych, to jednak niezaprzeczalnym jest fakt poprawy ogólnego poziomu życia zasadniczej częœci społeczeństwa. Ważnym elementem była także konsumpcja finansowana kredytem. Dochody realne większoœci pracowników wprawdzie prawie nie rosnš, ale niskie stopy procentowe, polityka państwa wspierajšca udzielanie kredytów hipotecznych i wreszcie dostępnoœć do całej gamy instrumentów finansowych (karty kredytowe, pożyczki hipoteczne, kredyty studenckie, systemy zakupów ratalnych) sprawiajš, że dzięki rosnšcemu zadłużeniu można nie zmniejszać konsumpcji.

Innym przykładem „kupowania” spokoju społecznego w warunkach rosnšcych nierównoœci jest dostarczanie dóbr publicznych na kredyt, czyli finansowanie hojnych programów socjalnych długiem publicznym. Na krótkš metę można łšczyć wysokie wydatki społeczne i stosunkowo niskie podatki – zadowoleni sš zarówno wyborcy jak i właœciciele kapitału. Przykład Grecji pokazuje jednak dobitnie, że taka polityka prędzej czy póŸniej kończy się katastrofš gospodarczš ze swymi negatywnymi skutkami zarówno dla beneficjentów programów społecznych jak i biznesu, którego dochody w warunkach recesji szybko się kurczš.

Kolejny sposób zapewnienia poparcia politycznego przy pogłębiajšcej się skali nierównowagi dochodowej i majštkowej można znaleŸć w Chinach. W kraju, którego gospodarka jest nominalnie wcišż socjalistyczna i centralnie kierowana, nierównoœci dochodowe sš wyższe niż w kapitalistyczno-liberalnych Stanach Zjednoczonych! Chińczycy jednak nie wychodzš na ulicę, bo ogólny poziom dochodu tak szybko roœnie, że nawet ci z dolnych przedziałów rozkładu dochodu notujš zasadniczš poprawę jakoœci życia. Jednak szybki wzrost gospodarczy w Chinach także ma swojš cenę. Jest niš przede wszystkim zdewastowane œrodowisko naturalne, czego wymiernym przykładem jest pekiński smog.

Słuszna diagnoza, zła terapia

Dzisiejszy wzrost poparcia dla populistów i nacjonalistów jest więc skutkiem długotrwałych procesów społecznych i gospodarczych. Poprawnoœć polityczna ewidentnie już nie obowišzuje, dlatego też wygrywajš politycy pokroju Donalda Trumpa czy Marine Le Pen, którzy wprost twierdzš, że nie zamierzajš słuchać rad i wskazówek ekspertów, bo ci reprezentujš skompromitowany establishment. Tymczasem finansowanie konsumpcji kredytem prywatnym i publicznym musi być ograniczane wobec wysokich poziomów długu publicznego. Można więc zrozumieć wyborców  Trumpa czy głosujšcych za Brexitem, którzy nie akceptujš obecnego kształtu gospodarki, który w dużej mierze jest efektem wieloletniej polityki opartej na neoliberalnych założeniach.

Jednak zastosowanie rozwišzań proponowanych przez zwolenników nowego nacjonalizmu będzie miało odwrotny skutek dla spójnoœci społecznej niż wskazujš to jego propagatorzy. Wysokie cła na import z Chin czy Meksyku to przede wszystkim wyższe ceny dla konsumentów, głównie tych uboższych, bo bogatsi kupujš raczej usługi, które w ograniczonym stopniu podlegajš przepływom międzynarodowym. Wymuszona reindustrializacja jest także w duże mierze mrzonkš, bo postępu technicznego (automatyzacji) nie da się odwrócić, a różnice w kosztach pracy między USA a Meksykiem czy Chinami sš zbyt wysokie, aby opłacało się przenosić miejsca pracy. Również powstrzymywanie migracji w obliczu starzenia się społeczeństw zachodnich jest antyskuteczne.  Z publicznej służby zdrowia i państwowych systemów emerytalnych, korzystajš przede wszystkim ubożsi, więc bez dostępu do siły roboczej (podatników) z zagranicy, finansowanie tych usług publicznych będzie coraz trudniejsze.

Nie można poprzestać na stwierdzeniu, że na realizację założeń Nowego Pragmatyzmu trudno liczyć w sytuacji, kiedy szerokie poparcie zyskuje raczej nowy nacjonalizm. Oznacza to bowiem zgodę na rzšdy tych, którzy może słusznie diagnozujš społeczne potrzeby, ale rozwišzania jakie proponujš nie tylko nie rozwišzujš problemów nierównoœci dochodowych i majštkowych, ale mogš nawet je pogłębić.

Autor jest doktorem ekonomii, wykładowcš w Akademii Leona KoŸmińskiego w Warszawie

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL